Społeczeństwo
Symulator pozwala doświadczyć tego, czego w aucie nie można pokazać
Opublikowano
2 tygodnie temu-
przez
luzWojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Katowicach od lat szkoli kierowców na zaawansowanych symulatorach jazdy, w których można ćwiczyć sytuacje niemożliwe do zaplanowania na prawdziwej drodze. Korzystają z nich strażacy, policjanci, ratownicy medyczni i kierowcy ciężarówek
Symulatory coraz częściej są w Polsce wykorzystywane jako narzędzie edukacji bezpieczeństwa ruchu drogowego. Na samorządowego lidera wyrasta Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, który konsekwentnie rozbudowuje takie narzędzia przy WORD w Katowicach.
– Wiele lat temu otworzyliśmy takie centrum bezpieczeństwa w Dąbrowie Górniczej. Tam był symulator przejścia dla pieszych. Chcieliśmy przyciągnąć tym młodzież na szkolenia z bezpieczeństwa – wspomina Jacek Wójcik specjalista ds. szkoleń i bezpieczeństwa ruchu drogowego w WORD w Katowicach. – Takie centra w różnych miastach budziły duże zainteresowanie. Pomyśleliśmy, że coś takiego przydałoby się też dla dorosłych, dla kierowców.
Tak powstało Krajowe Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Katowicach, w którym szkoli się kierowców na zaawansowanym symulatorze jazdy samochodem ciężarowym i pojazdem uprzywilejowanym. Trenują na nim strażacy, policjanci czy pracownicy pogotowia. – Przychodzą też do nas firmy prywatne czy państwowe i zlecają nam szkolenia kierowców. Szkolimy też tam młodzież ze szkół średnich, czyli tych, którzy od niedawna mają prawo jazdy albo są tuż przed jego zdobyciem – mówi Wójcik.

Instruktorzy wraz z urządzeniem opracowanym przez ETC-PZL Aerospace Industries otrzymali zestaw scenariuszy do ćwiczeniami z kierowców, ale opracowują też własne. – We wszystkich scenariuszach zawieramy symulacje współczesnych systemów wspomagania w pojazdach. Czyli można przećwiczyć, jak działa system stabilizacji toru jazdy, ABS. Kierowcy dokładnie poznają, jak one działają – opisuje Wójcik. – Osobiście po wielu treningach z kierowcami w symulatorze uważam, że ma on pewną przewagę nad płytami poślizgowymi na specjalnych torach. Bo tam w zasadzie po wielu przejazdach w takiej samej sytuacji można odnieść wrażenie, że się już nie zostanie zaskoczonym. Symulator daje możliwość wrzucania kierowcy wciąż w nowe sytuacje. Może to znacznie poprawić zrozumienie tego, jak ważne jest np. dostosowanie prędkości do warunków na drodze.
Takie zalety symulowanej jazdy potwierdza Roman Ruciński, ekspert technologii symulacji i członek zarządu ETC-PZL Aerospace Industries. – Dzięki symulatorowi możemy w scenariuszach zasymulować takie sytuacje, które zdarzają się rzadko, a prowadzą do poważnych konsekwencji na drodze – objaśnia. – Po pierwsze, jesteśmy w stanie skompresować czas w tym sensie, że na przykład, jeżeli mamy jazdę samochodem uprzywilejowanym, to szybko możemy sprawdzić, jak kierowca sobie radzi w różnym środowisku. Możemy z dużego ruchu na autostradzie przełączyć się na ruch w mieście. W realnym życiu trzeba by na to dużo czasu np. przejechać całe miasto do wylotu na autostradę – zauważa.

Roman Ruciński wylicza inne przykłady, jak możliwość symulowania niebezpiecznych sytuacji, na które nie trzeba narażać kursanta i innych na drodze. – W scenariuszach planujemy specyficzne okoliczności, na przykład przejazd pojazdem uprzywilejowanym przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. I na symulatorze możemy takie rzeczy trenować bez względu na konsekwencje tego, gdy kierowcy coś nie wyjdzie. Możemy to trenować do skutku, w różnych konfiguracjach – opowiada.
Kierowcy w zaawansowanym symulatorze mogą też np. trenować jazdę w trudnych warunkach atmosferycznych i nie trzeba – tak, jak w realnym świecie – czekać akurat na obfite opady deszczu, oblodzenie czy mglistą noc. – To wszystko pozwala nam efektywnie wykorzystać czas szkolenia. W czasie kilku godzin treningu w symulatorze kierowca może doświadczyć więcej trudnych sytuacji, niż niekiedy doświadczyłby przez kilka lat jazdy. Jeśli kierowca szkolił się latem, to nawet przy dobrym szkoleniu i tak będzie nieprzygotowany do jazdy w trudnych warunkach zimowych. Kierowcy pojazdów uprzywilejowanych muszą poradzić sobie z każdymi warunkami, zawsze. Wyobraźmy sobie kierowcę wozu strażackiego, który jedzie na interwencję w marznącym deszczu, a nigdy wcześniej nie miał okazji sprawdzić jak ważący 8 ton pojazd zachowuje się na śliskiej nawierzchni podczas podjazdu pod górę. Trening w symulatorze pozwala wypracować dobre reakcje, ale też sprawdzić bezpiecznie jak pojazd się zachowuje w każdych warunkach pogodowych i na ile potrafimy nad nim zapanować. Od kierowców wiemy, że to bezcenne doświadczenie – mówi Roman Ruciński. – W dodatku, gdy potem chcemy przeegzaminować kierowcę i sprawdzić, czego się nauczył, egzamin może być powtarzalny dla każdego z kursantów. A w rzeczywistości jeden może trafić łatwe warunki na prawdziwej drodze, inny skomplikowane.
– Tworząc scenariusze bierzemy pod uwagę np. najczęstsze przyczyny wypadków drogowych wynikające ze statystyki policyjnej – zdradza kulisy szkoleń Jacek Wójcik. – Dzięki temu możemy uczyć kierowców dokładnie tego, co na drogach jest najbardziej ryzykowne. To na przykład sytuacje na przejściach dla pieszych, czy na skrzyżowaniach. Oczywiście kształcimy nie tylko prawidłowe zachowanie u kursanta, ale też mamy szansę nauczyć ludzi obserwowania drogi i wychwytywania tych uczestników ruchu drogowego, którzy zachowują się nieprawidłowo. Można wytrenować lepszą obserwację skrzyżowań i umiejętność unikania wypadków w sytuacji, gdy ktoś nie ustępuje pierwszeństwa przejazdu – tłumaczy i dodaje, że tego rodzaju sytuacje można by trenować obowiązkowo z kandydatami szkolącymi się na prawo jazdy.

Przedstawiciel WORD w Katowicach przyznaje, że dobry trening w symulatorze wymaga też dobrze przygotowanego instruktora, najlepiej z przygotowaniem pedagogicznym. Zauważa też, że coraz więcej firm chce szkolić swoich kierowców z bezpiecznej jazdy. – Najlepszym dowodem na skuteczność takich działań jest to, że firmy nie kończą na jednym szkoleniu. Że jak już u nas byli ich kierowcy, to zazwyczaj wracają. Rozumieją, że to pomaga – przekonuje Wójcik.
Ekspert ETC-PZL Aerospace Industries podkreśla, że do dobrego treningu na symulatorze potrzebne jest zaangażowanie i wiedza edukatorów. – Zawsze można zrobić to tak: masz pół godziny, to pojeździj karetką po mieście; zobaczysz, jak się samochody rozjeżdżają i robią ci miejsce. Tylko to nie ma sensu – zaznacza Ruciński. – Całe szkolenie musi być pewną spójną całością prowadzącą do edukacyjnego celu. To wymaga wysiłku wielu stron, czyli producenta symulatora, kogoś, kto przygotowuje scenariusze oraz instruktora, który dba o to, żeby odegranie tych scenariuszy było zgodne z zamierzeniami tego, kto je przygotował i uczestnika, który też powinien się zaangażować.
Samorząd województwa śląskiego jest w tym zakresie pionierem. Czy jego sukcesy w szkoleniach na pojazdy uprzywilejowane i samochody ciężarowe zachęcą inne instytucje do wykorzystywania symulatorów?
Łukasz Zboralski
Tekst powstał przy współpracy z ekspertami ETC-PZL Aerospace Industries
