Zaledwie 23 proc. kierowców w Polsce jadąc przez wsie i miasta trzyma się ograniczeń prędkości. Polacy jeżdżą też najszybciej po autostradach i ekspresówkach – wynika z europejskiego badania opublikowanego dziś przez Instytut Transportu Samochodowego
W ostatnich latach Polska notuje najlepszą poprawę bezpieczeństwa na drogach na tle innych krajów Unii Europejskiej. Wciąż jednak kierowcy nad Wisłą rzadziej przestrzegają przepisów niż ci z innych krajów. Wyniki „Europejskiego badania w celu wyznaczenia wskaźników efektywności działań w obszarze bezpieczeństwa ruchu drogowego” pokazują, że największy horror mamy z kierowcami pędzącymi w obszarze zabudowanym oraz na autostradach.
UE prowadzi takie badanie, obejmując kluczowe wskaźniki efektywności w poprawie bezpieczeństwa drogowego. Badane są więc prędkości pojazdów na różnych typach dróg, udział pijanych kierowców, zapinanie pasów bezpieczeństwa czy używanie kasków rowerowych.
Pędzący przez miasta
Według badaczy ITS, którzy pracowali nad raportem, największym problemem na polskich drogach jest rozpędzanie się kierowców ponad limity. Najpoważniej sprawa wygląda na terenie obszaru zabudowanego. Zaledwie 21 proc. kierowców w tym obszarze przestrzega limitów prędkości. W pozostałych badanych krajach UE ten wskaźnik wahał się pomiędzy 50 a 70 proc.
Ten problem dobrze widać, gdy spojrzy się na średnią prędkość, jaką polscy kierowcy rozwijają w obszarze zabudowanym. Średnio jest to bowiem aż 71 km/h. Dramatycznie dużo na tle innych krajów UE.
Jak rozwiązać ten problem? Badacze piszą jednoznacznie – trzeba lepszego nadzoru nad kierowcami.
„Kluczowym wyzwaniem pozostaje powszechne przekraczanie obowiązujących limitów prędkości, zwłaszcza w obszarach zabudowanych, gdzie przepisy respektował jedynie co piąty kierowca. Dane te jednoznacznie wskazują na konieczność intensyfikacji nadzoru nad prędkością oraz potrzebę kontynuacji badań w tym zakresie”.
Tymczasem od momentu odebrania w 2016 r. samorządom praw do stosowania fotoradarów, Polska utraciła połowę urządzeń nadzorujących kierowców na drogach i do dziś nie odbudowała tego potencjału.
Od 2013 r. nie udaje się też przeprowadzenie zmian prawa, które pozwoliłby by na rzeczywiste egzekwowanie kar z fotoradarów. Odpowiadający obecnie za przygotowanie takiego projektu zmian Marek Konkolewski, zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego poległ w starciu z urzędnikami Ministerstwa Sprawiedliwości. Wnieśli zastrzeżenia do projektu nowelizacji, który wzorem Czech i Chorwacji miał ułatwić egzekwowanie kar z właścicieli pojazdów. Los tego projektu pozostaje niepewny.
Najszybsi na autostradach i ekspresówki grozy
Kolejnym problemem, który można dostrzec w europejskim podsumowaniu, to prędkości, jakie polscy kierowcy rozwijają na autostradach.
Nie mamy sobie równych w osiąganiu prędkości. Średnia (sic!) prędkość samochodów osobowych na polskiej autostradzie to aż 135 km/h. Oczywiście największy wpływ na to ma fakt, że najwyższy limit prędkości na autostradzie (140 km/h) jest akurat w Polsce i w Bułgarii (w zestawieniu badacze nie ujęli Niemiec).
Dużo gorzej jest na drogach ekspresowych w Polsce. Tu wyraźnie negatywnie odstajemy od innych krajów. Średnia (sic!) prędkość samochodów osobowych na trasach ekspresowych wynosi 128 km/h, a więc średnia nawet jest wyższa od dopuszczalnego limitu 120 km/h.
63 proc. kierowców w Polsce nie przekracza prędkości dopuszczalnej (najwyższej w Europie) na autostradach.
Dużo gorzej jednak jest na ekspresówkach. Tam zaledwie 36 proc. kierowców jedzie do maksymalnej prędkości 120 km/h, zdecydowana większość jedzie więc ponad limit.
W innych krajach w przypadku autostrad przestrzeganie ograniczeń prędkości wahało się od ponad 30 proc. (Holandia) do około 90 proc. lub więcej (Bułgaria, Irlandia lub Włochy).