Rozmowy i opinie
Elektromobilność w Polsce rozwija się głównie poza dużymi miastami
Opublikowano
1 tydzień temu-
przez
luzSprzedajemy kilka tysięcy pojazdów elektrycznych rocznie i 80 proc. z nich trafia na obszary wiejskie – mówi Maciej Płatek, prezes firmy Electroride w rozmowie z Łukaszem Zboralskim

ŁUKASZ ZBORALSKI: Od dawna sprzedaje pan w Polsce i Europie elektryczne pojazdy. Microcary, czyli czterokołowce lekkie oraz m.in. elektryczne skutery. To dużo tańsze pojazdy niż elektryczne samochody, czyli coś, co biorąc pod uwagę zamożność Polaków, jest o wiele bardziej dostępne. A jednak takie kategoria pojazdów w ostatnich programach rządowych dopłat były wykluczone. To trochę dziwne…
W mojej ocenie to jest największy absurd obecnej polityki wspierania elektromobilności w Polsce. Zamiast zachęcać ludzi, by spróbowali tej technologii w przystępnej formie, państwo oferuje 30 tys. zł dopłaty do samochodu za 200-300 tys. zł, na który mogą sobie pozwolić tylko najbardziej zamożni. Tymczasem microcar kosztujący 20-35 tysięcy złotych mógłby być rozwiązaniem dostępnym na masową skalę. Wykluczenie tego rodzaju pojazdów z programu wsparcia to duży błąd, bo to właśnie one mogłyby przekonać Polaków do elektromobilności.
Czy to jedyny powód, że Polacy niechętnie patrzą na przesiadkę do elektrycznych pojazdów?
Głównie chodzi o zamożność, ale też o brak przekonania i strach przed nowym. Mało kto w Polsce miał okazję w ogóle przejechać się elektrykiem. Przeciętny Kowalski, mając do wyboru auto spalinowe i elektryczne, wybierze to pierwsze, bo boi się nieznanej technologii i np. tego, ile ten pojazd będzie wart za kilka lat. Myślę, że wiele barier wokół elektromobilności wynika po prostu z braku wiedzy i z tego, jak ten temat bywa przedstawiany, zwłaszcza w Internecie. Wokół pojazdów elektrycznych narosło sporo wątpliwości, które nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.
Do tego dochodzi naturalne przywiązanie do tradycyjnej motoryzacji – są osoby, także w mediach motoryzacyjnych, które patrzą na te zmiany z dystansem i czasem wyolbrzymiają ograniczenia nowych rozwiązań. A prawda jest taka, że motoryzacja od zawsze się zmienia. Dostosowuje się do tego, jak żyjemy i czego dziś naprawdę potrzebujemy.
Może jako producent elektycznych pojazdów nie powinienem tego mówić, ale wydaje mi się także, że odgórne narzucanie nam konieczności przesiadki na pojazdy elektryczne też może ludzi od tego odpychać. Jak się Polakom coś narzuca, to oni się raczej zbuntują. Dlatego ja wybrałem inną drogę. Naszą misją jest pokazanie microcarów jako bezpiecznego i taniego pierwszego kroku, by oswoić tę technologię. Niech ludzie spróbują i sami się przekonają. Nie muszą ryzykować ogromnych kwot.

Microcar alternatywą dla samochodu? Jaki zasięg ma taki pojazd? Czy można doładować go w trasie na ładowarkach dla samochodów elektrycznych?
Nasze niektóre modele mają zasięg nawet do 120 kilometrów na jednym ładowaniu. To w zupełności wystarcza, biorąc pod uwagę statystyki, według których zdecydowana większość Polaków pokonuje dziennie mniej niż 50 kilometrów.
Co do ładowania – świadomie zostaliśmy przy starszym, ale sprawdzonym typie baterii żelowych. One „nie lubią” doładowywania po drodze. Najlepiej rozładować je niemal do końca i naładować do pełna z domowego gniazdka, co wydłuża ich żywotność. Oczywiście, jeśli zajdzie nagła potrzeba, można podpiąć się do zwykłego kontaktu na stacji benzynowej – pół godziny przerwy na kawę pozwoli spokojnie dojechać do celu.
W takim razie microcary powinny w sumie podbijać duże miasta. Zasięg wystarczy, z parkowaniem mniej kłopotu. Tylko, że chyba akurat w dużych miastach sprzedajecie najmniej?
To kolejny paradoks rynku. Sprzedajemy kilka tysięcy pojazdów rocznie i ponad 80 proc. tej sprzedaży trafia na tereny wiejskie oraz do mniejszych miast i do terenów podmiejskich.
Czyli mikrosamochody, które mogłyby elektryfikować miasta i spowodować zmniejszenie korków na razie służą do pomocy ludziom wykluczonym komunikacyjnie?
Dokładnie tak. Tam, gdzie autobus jedzie raz na dzień, a taksówki to abstrakcja cenowa, ludzie wybierają elektryczne microcary. Wypełniają one lukę transportową, dają niezależność i realnie zmniejszają koszy utrzymania. Jednak w dużych miastach kierowcy zazwyczaj wybierają samochody albo komunikację publiczną, jeśli dobrze działa.
Tymczasem, gdyby mieszkańcy dużych miast przesiadali się na lekkie pojazdy elektryczne, to radykalnie zmniejszył by się problem z miejscami parkingowymi. Na jednym miejscu samochodowym można zaparkować cztery nasze pojazdy!
Dodatkowo statystyki pokazują, że pięcioosobowym samochodem średnio podróżuje zaledwie 1,2 osoby. Jednocześnie Polacy bardzo chętnie wybierają duże, często dwutonowe SUV-y, które postrzegane są jako bardziej prestiżowe. W efekcie codziennie po miastach jeździ tysiące ogromnych samochodów, które transportują jedną osobę na dystansie kilkunastu kilometrów, co trudno uzasadnić zarówno ekonomicznie, jak i ekologicznie. . W microcarze dwie osoby jadą wygodnie, mają duży bagażnik, a koszty są nieporównywalnie niższe.
Te małe pojazdy elektryczne zaczynają być chyba też popularne jako pierwsze pojazdy 14-laktów. Czy to nowy trend?
Taką popularność zaczęliśmy odnotowywać na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2025 roku. Rodzice odkryli te pojazdy i uznali za ekonomiczne rozwiązanie dla nastolatków. Nasze microcary można prowadzić posiadając min. prawo jazdy kategorii AM, dostępne od 14. roku życia. Dzieci mieszkające pod miastem dojeżdżają do szkoły czy na zajęcia praktycznie za darmo, bo ładują pojazdy z domowej fotowoltaiki. Z kolei rodzice nie muszą już pełnić roli szoferów.
Niech mnie pan przekona, jako rodzica 14-latki, że mam ją wsadzić do tego małego pojazdu i że to bezpieczne.
Jako instruktor nauki jazdy mam na punkcie bezpieczeństwa bzika. Konstrukcja każdego naszego pojazdu opiera się na stalowej klatce bezpieczeństwa, a zewnętrzne elementy stanowią obudowę z tworzywa. W razie kolizji nastolatek jest chroniony znacznie lepiej niż na skuterze czy quadzie. Prędkość jest fabrycznie ograniczona do 45 km/h, więc nawet gdyby chciał, młody kierowca nie rozpędzi się do 200 km/h. To uczy ich pokory i przewidywania na drodze, zanim przesiądą się do dużych aut. Pierwsze doświadczenia za kierownicą microcara to najlepsze wprowadzenie do bezpiecznego uczestniczenia w rychu drogowym.
Oczywiście kolizje się zadarzają, ale w przypadku naszych klientów były to jedynie uderzenia np. w płot. My takie pojazdy naprawiamy i bez problemu można nimi jeździć dalej.. Klatka w zupełności spełnia swoje zadanie.. Doliczę się w pamięci może kilka sztuk microcarów, które oddaliśmy do kasacji, bo naprawa była nieopłacalna. I w żadnym z tych przypadków nikomu nie stało się nic poważnego.

A co z trwałością takich pojazdów? Ludzie boją się, że bateria w elektryku to wydatek, który zniszczy ich budżet po dwóch latach.
W przypadku ogromnego SUV-0a bateria jest proporcjonalnie większa i może generować potencjalnie większe koszty naprawy. W przypadku micorcarów sytuacja jest dużo prostsza. Akumulator wystarcza zazwyczaj od półtora roku do nawet sześciu lat, zależnie od dbania o cykle ładowania. Koszt wymiany baterii w takim pojeździe to około 5-6 tys zł. Przy tak niskich kosztach prądu – gdzie pełne ładowanie kosztuje około 5 złotych – inwestycja zwraca się błyskawicznie. Sam koszt przejazdu 100 km wychodzi taniej niż bilet na autobus.
Czy zakłada pan, że w Polsce może nastąpić taka zmiana mentalna, że nie będziemy musieli mieć samochodów do manifestowania statusu? I wtedy taka mała elektromobilność może naprawdę odmienić polskie miasta?
W Danii premier może jechać rowerem i nikogo to nie dziwi, u nas wciąż samochód jest symbolem statusu społecznego. Ale to się powoli zmienia. Szczególnie młodsze pokolenia zupełnie inaczej postrzegają środki transportu. Uważam, że microcary mogą stać się symbolem świadomych, racjonalnych wyborów transportowych – jako wygodny drugi pojazd w rodzinie, dopasowany do codziennych, krótkich tras. Nie chodzi o zastępowanie tradycyjnych aut, ale o uzupełnienie ich tam, gdzie są po prostu niepraktyczne.
Najważniejsze jest pokazanie ludziom, że to dostępna opcja, która odpowiada na realne potrzeby i pomaga rozwiązywać codzienne problemy transportowe. Gdy ktoś przyjeżdża do naszych salonów pod Krakowem czy w Wejherowie, to daję mu kluczyki i mówię: spróbuj sam. Kiedy pojeździ chwilę, sam widzi, jak taki pojazd może ułatwić przemieszczanie się.
