Nielegalne wyścigi stały się w polskim prawie przestępstwem. Popełnili je dwaj kierowcy w Bydgoszczy. Po czterech miesiącach policja ustaliła jedynie właścicieli tych pojazdów. Czy w ogóle polskie organa ścigania dadzą radę stawiać sprawców przed sądami?
Od tego roku w polskim Kodeksie karnym dodano nowy typ przestępstwa określany jest jako „nielegalny wyścig”. Grozi za to od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.
„Art. 115 § 26 k.k. Nielegalnym wyścigiem pojazdów mechanicznych jest: 1) rywalizacja kierujących co najmniej dwoma pojazdami mechanicznymi w ruchu lądowym, w szczególności z zamiarem pokonania odcinka drogi w jak najkrótszym czasie, z naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym;”
Dokładnie to na drodze zrobiło dwóch kierowców, których 12 kwietnia w Bydgoszczy nagrał samochodowy rejestrator. Na filmie widać, że kierowcy urządzili sobie nielegalny wyścig w centrum miasta.
Kierowca BMW na toruńskich numerach oraz kierowca czarnego mercedesa z warszawską rejestracją, zatrzymali się na pasach ruchu na ulicy Jagiellońskiej, na wysokości Poczty Głównej. Prawdopodobnie coś ustalali, bo widać, że okno kierowcy mercedesa jest otwarte. Nagle, po całkowitym zatrzymaniu się – które nie wynikało z warunków ruchu, bo droga przed nimi była pusta – ruszyli rozpędzając się do dużej prędkości. Po chwili, po przejechaniu ronda Jagiellońskiego, zrobili to samo. Stanęli na sąsiednich pasach ruchu i nagle ruszyli ścigając się z sobą.
Cztery miesiące po wszczęciu postępowania: efektów brak
Po nagłośnieniu tej sprawy przez brd24.pl zajęli się nią policjanci z Bydgoszczy.
„W tej sprawie policjanci z Komisariatu Policji Bydgoszcz-Śródmieście prowadzą postępowanie w kierunku art. 178c Kodeksu karnego” — poinformowała brd24.pl nadkom. Lidia Kowalska z Zespołu Komunikacji Społecznej Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy.
Portal brd24.pl próbował dowiedzieć się, czy wniosek o ukaranie kierowców został już skierowany do sądu. Nic takiego nie nastąpiło. Okazało się, że bydgoska policja ma kłopoty w tym postępowaniu i zwróciła się o pomoc prawną do warszawskiej centrali.
Jedynym, co udało się policjantom przez cztery miesiące, to ustalić właścicieli obu pojazdów.
Taki sam problem, jak z fotoradarami?
Wszystko wskazuje na to, że przepisy karne o „nielegalnych wyścigach” mogą natrafiać na ten sam kłopot, jak przepisy dotyczące wykroczeń. Chodzi o ustalenie rzeczywistych kierujących, których – na przykład jak na filmie z Bydgoszczy – wizerunków nie utrwalono.
By móc ukarać kierowcę mandatem z fotoradaru, trzeba go ustalić. Na tym od kilkunastu lat potyka się fotoradarowa służba i tak przedawnia się połowa mandatów za prędkość. Kierowcy często podają zmyślone nazwiska osób zza wschodniej granicy i pozostają bezkarni. Postępowania są umarzane.
Czy tak samo stanie się w sprawie rejestrowanych przez innych kierowców nielegalnych wyścigów?