Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 891
  • Ranni w wypadkach - 16091
  • Kierowcy po alkoholu - 62955
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 55.44
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.51
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.35
  • Zabici w wypadkach - 891
  • Ranni w wypadkach - 16091
  • Kierowcy po alkoholu - 62955
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 55.44
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.51
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.35

Prawo

Koniec migania się od mandatów z fotoradarów? Kara administracyjna po 30 dniach

Opublikowano

-

Od 1 stycznia 2028 r. po przyłapaniu przez fotoradar właściciel pojazdu zapłaci dużą opłatę administracyjną, jeśli w ciągu 30 dni nie przyzna się do tego wykroczenia. Jednak w nowym systemie nadal może tkwić dziura – karę będą płacić tylko ci, którzy nic nie odpiszą służbie CANARD. A nadal mogą odpisać, że nie przyjmują mandatu – wskazuje brd24.pl

Na polskich drogach jest dziś ok. 650 fotoradarów Źródło: CANARD
Fotoradar na drodze krajowej Źródło: CANARD

Ministerstwo Infrastruktury opublikowało projekt, który ma załatać systemową lukę w polskim prawie, która od kilkunastu lat pozwalała nie płacić mandatów z fotoradarów czy odcinkowych pomiarów prędkości. Dziś bowiem wystarczyło nie odpowiadać na wezwanie CANARD, by dalej z mandatem najczęściej już nic się nie wydarzyło. Można było też wskazać kilka osób, które rzekomo w tym czasie korzystały z samochodu, albo jedną – fikcyjną. Tu służba też pozostawała bezradna. Dlatego od lat przedawniała się ponad połowa mandatów.

Zawiadomienie i kara administracyjna po 30 dniach

Po zmianie służba od fotoradarów na adres właściciela pojazdów (wskazany w CEPiK – i tam np. leasingodawcy będą musieli wskazywać adresy użytkowników aut) przysyłana będzie informacja o naruszeniu ograniczenia prędkości czy wjeździe na czerwonym świetle.

Jeśli kierowca, który popełnił tym samochodem wykroczenia. nie przyzna się i nie zapłaci mandatu, po 30 dniach właściciel pojazdu będzie musiał zapłacić karę administracyjną. Jej wysokość zależeć będzie od tego, jakie wykroczenie popełnił. Rząd zaprojektował te kary w zależności od skali przekroczenia prędkości:

do 30 km/h – 1500 zł,
od 31 km/h do 40 km/h – 2400 zł,
od 41 km/h do 50 km/h – 3000 zł,
od 51 km/h do 60 km/h – 4500 zł,
od 61 km/h do 70 km/h – 6000 zł,
powyżej 71 km/h – 7500 zł;

Z kolei po 30 dniach i nieprzyznaniu się kierowcy do wykroczenia przejazdu na czerwonym świetle opłata wyniesie 3000 zł, a przy wykroczeniu polegającym na niezastosowaniu się do sygnalizacji świetlnej na przejeździe kolejowym – 6000 zł.

Trzy wyjątki – bez opłaty

Będą tylko trzy wyjątkowe sytuacje, w których po 30 dniach właściciel pojazdu nie będzie musiał zapłacić kary administracyjnej. Po pierwsze, jeśli udowodni, że w chwili naruszenia przepisów nie był już właścicielem pojazdu np. sprzedał go. Po drugie, jeśli udowodni, że pojazd mu skradziono przed momentem, w którym został zarejestrowany przez automatyczne urządzenia nadzoru kierowców.

Bezkarna pozostanie też sytuacja, w której właściciel pojazdu udowodni, że działał w stanie wyższej konieczności – czyli np. przekroczył prędkość wioząc do szpitala osobę, której próbował w ten sposób uratować życie.

Czy projekt łatający dziurę nadal ma dziurę?

Czy wprowadzenie obowiązkowej opłaty administracyjnej po 30 dniach rzeczywiście będzie lepszym rozwiązaniem niż dotychczasowy system, w którym próbowano (nieudanie) nakładać kary za „niewskazanie kierującego”, który popełnił wykroczenie? Istnieje ślad niepewności, że może tak nie być. I przyznaje to pośrednio w uzasadnieniu sam resort infrastruktury. Bowiem opłatę administracyjną będą płacić tylko ci, którzy…. nie kwestionują popełnienia wykroczenia. A przecież właściciele pojazdów do tej pory właśnie to kwestionowali.

„Wprowadzenie opłaty administracyjnej jako alternatywy wobec postępowania w sprawach o
wykroczenia ma na celu odciążenie sądów i organów ścigania od rozpoznawania spraw, w
których sprawca naruszenia nie kwestionuje faktu jego popełnienia
, przy jednoczesnym
zachowaniu prawa do skorzystania z trybu mandatowego oraz gwarancji proceduralnych w
postaci możliwości wykazania okoliczności wyłączających odpowiedzialność” – czytamy w uzasadnieniu projektu.

To, że nie każdy, który nie zapłaci mandatu, zapłaci karę administracyjną, wynika też z samej nowej regulacji. Zakłada ona bowiem karę administracyjną tylko wobec tych właścicieli pojazdu, którzy nie wyślą do CANARD odmowy przyjęcia mandatu.

„art. 140ak.
1. Kierujący pojazdem, którym popełniono zarejestrowane przez urządzenie rejestrujące naruszenie, ma obowiązek wysłać wypełnione i czytelnie podpisane jego imieniem i nazwiskiem oświadczenie o przyjęciu mandatu karnego lub odmowie przyjęcia mandatu karnego na adres wskazany w zawiadomieniu w terminie wskazanym w art. 140aj ust. 2 pkt 10.

2. Niezłożenie w terminie oświadczenia, o którym mowa w ust. 1, lub nieprzedstawienia dowodu wskazanego w art. 140aj ust. 2 pkt 10, skutkuje powstaniem z mocy prawa obowiązku uiszczenia opłaty administracyjnej przez właściciela albo użytkownika, o którym mowa w art. 78 ust. 4a i 4b, pojazdu którym popełniono zarejestrowane przez urządzenie rejestrujące naruszenie, w wysokości, o której mowa w art. 140ao”.

Rządowa nowelizacja wskazuje, że odmówić przyjęcia mandatu można tylko w wyliczonych przypadkach (kradzież pojazdu, stan wyższej konieczności, sprzedaż pojazdu). Jednak wątpliwe jest, czy prawnie eliminuje to też odmowę przyjęcia mandatu z innych powodów – np. tego, że samochodem kierował jakiś – być może znów zmyślony – kierowca zza granicy. Jeśli kierowcy zaczną w ciągu 30 dni odsyłać CANARD takie informacje, służba nadal może mieć ten sam problem z dochodzeniem mandatu, jak do tej pory.

Bat na wschodnich kierowców. Niezapłacony mandat – nie przekroczą granicy

Rząd postanowił też wdrożyć mechanizm, który od dawna sugerował m.in. portal brd24.pl. Chodzi o kierowców, głównie spoza UE, którzy do tej pory pozostawali bezkarni. Nie płacili mandatów z fotoradarów i nie było sposobu, by z nich te kary ściągnąć.

Teraz powstanie Centralny Rejestr Naruszeń, a więc baza informacji o mandatach szersza niż krajowe bazy pojazdów. Znajdą się w niej zatem wszystkie pojazdy, którymi naruszono w Polsce przepisy, także te zarejestrowane za granicą, w tym poza Unią Europejską.

Dostęp do nowej bazy mieć będą nie tylko funkcjonariusze ITD, ale też Policja, Straż Graniczna i Służba Celno-Skarbowa. Gdy jakiś funkcjonariusz trafi na pojazd zza granicy, który ma nieopłacony mandat, a kierowca nie będzie chciał uregulować należności, samochód będzie mógł zostać odholowany na parking strzeżony. Będzie też możliwość odmowy pozwolenia na wyjazd przez granicę z Polski, czy wjazdu do naszego kraju.

Minus 6 km/h, czyli fotoradary bardziej tolerancyjne

Z projektu wynika, że przy urządzeniach automatycznie mierzących prędkość rząd pozostawia tolerancję +-10 km/h. W związku z tym nadal fotoradary będą łapać kierowców za przekroczenie prędkości o co najmniej 11 km/h od dopuszczalnej.

Ministerstwo wprowadza jednak zmianę, która ma pokazać, że automatyczne systemy będą uczciwsze wobec kierowców łapanych na przekroczeniu prędkości. Każde zarejestrowane przez kamery przekroczenie będzie pomniejszane o 5 km/h (rzeczywista tolerancja sprzętu pomiarowego) albo o 6 km/h – gdy dotyczyć będzie to autostrad i dróg ekspresowych.

Zatem kierowca, którego fotoradar na ograniczeniu do 50 km/h złapie jadącego 70 km/h, dostanie faktyczny mandat za to, jakby jechał 65 km/h, czyli nie o 20 km/h za szybko, ale o 15 km/h.

Łukasz Zboralski