Pojazdy
„Z czego oni robią te samochody?”. Były poseł Konfederacji dziwi się strefom zgniotu
Opublikowano
3 miesiące temu-
przez
luzPo kolizji w stolicy, były parlamentarzysta wyraził w sieci zdumienie tym, jak mocno niszczą się obecne samochody przy niewielkich zderzeniach. „Zobaczcie jak zmasakrowany jest wóz policyjny po takiej drobnej stłuczce” – napisał Artur Dziambor

W Internecie ujawniono dziś nagranie kolizji z udziałem radiowozu. Policjant w Warszawie najechał na tył samochodu kierowcy, który zatrzymywał się przed przejściem dla pieszych. Jak ujawnił brd24.pl, policjant nie otrzymał mandatu i punktów karnych, został tylko pouczony przez kolegów.
„Z czego oni robią te samochody? Z butelek do recyclingu?”
Na nagranie tej kolizji zwrócił uwagę były poseł Konfederacji Artur Dziambor. Polityk zamieścił w serwisie X wpis, w którym dziwi się, jak bardzo odkształcają się współczesne samochody przy zderzeniach.
„Zobaczcie jak zmasakrowany jest wóz policyjny po takiej drobnej stłuczce. Przecież dawniej, to by było lekkie otarcie, albo mała wgniotka na pancernym zderzaku! Z czego oni robią te samochody? Z butelek z recyclingu?!?” – napisał Dziambor.
Pieszy za cicho sygnalizował chęć przejścia przez ulicę i wziął wszystkich z zaskoczenia, a samochód jadący przed radiowozem nie sygnalizował, że go mimo wszystko zauważył 🤷🏻♂️
No dobra, każdemu może się zdarzyć, chociaż niektórym nie powinno. Ale ja nie o tym!
Zobaczcie jak…
— Artur E. Dziambor (@ArturDziambor) June 19, 2026
To, że auta się „gniotą”, to inżynieryjne osiągnięcie a nie wada
Nie tylko były poseł Konfederacji nie wie, po co są w autach strefy zgniotu. Często dziwi to jeszcze przeciętnych kierowców, którzy z sentymentem wspominają samochody, w których po kolizji jedynie prostować trzeba było zderzak.
Warto więc wyjaśnić, dlaczego inżynierowie zaczęli projektować samochody tak, by już przy niewielkich prędkościach z przodów (i z tyłu) robiła się „harmonijka”.
Tu szybkie przypomnienie fizyki – pasażerowie w aucie podczas posiadają dużą energię kinetyczną:
Gdy samochód zostaje gwałtownie zatrzymany, energia musi zostać rozproszona. Sporą jej część pochłania właśnie strefa zgniotu, która zamienia ją w plastyczną deformację specjalnie zaprojektowanych metalowych elementów – m.in. podłużnice są specjalnie nacinane i profilowane, by zginały się w kontrolowany sposób. Natomiast reszta auta – kabina pasażerska – jest wykonana z elementów o wyższej wytrzymałości, by chronić ludzi przed zmiażdżeniem.
Strefy zgniotu działają nawet przy niskich prędkościach, bo zbyt sztywne nie uginałyby się w cale, a wtedy cała siła uderzenia przechodziłaby na klatkę piersiową i kręgosłupy pasażerów i kierowcy. Nawet przy 30 km/h opóźnienie (przeciążenie) działające na ludzkie narządy wewnętrzne bez strefy zgniotu mogłoby spowodować groźne urazy.
Czy kiedyś samochody działały więc lepiej? Policzmy.
We współczesnym aucie kompaktowym: Dzięki kontrolowanemu gnieceniu się blach, czas zatrzymania kabiny wydłuża się do około 0,1 – 0,15 sekundy. Choć to wciąż ułamek sekundy, z punktu widzenia fizyki to bardzo dużo. Przeciążenia spadają do bezpieczniejszych wartości w granicach 20–30 g (dodatkowo pasy z napinaczami i poduszki powietrzne rozkładają to w czasie jeszcze bardziej).
W samochodzie FSO Syrena z lat 50-60: Zderzenie (zatrzymanie kabiny) trwało dużo krócej 0,02 do 0,04 sekundy. Ludzkie ciało było poddawane dużym przeciążeniom, często przekraczającym 60–80 g (gdzie 1 g to przyspieszenie ziemskie).
luz



