Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 494
  • Ranni w wypadkach - 8706
  • Kierowcy po alkoholu - 36203
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 47.14
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.09
  • Średnia liczba rannych dziennie: 54.41
  • Zabici w wypadkach - 494
  • Ranni w wypadkach - 8706
  • Kierowcy po alkoholu - 36203
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 47.14
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.09
  • Średnia liczba rannych dziennie: 54.41

Społeczeństwo

Jak koło zapasowe rozjechało Łukasza Gila, eksperta obrony Sebastiana M.

Opublikowano

-

Ekspert obrony Sebastiana M. – Łukasz Gil – sugerował, że auto ofiar mogło jechać na kole zapasowym i wpaść na pas pędzącego BMW. Biegli dokonali oględzin wraku i koła, na którym nie ma śladów mocowania do auta. Adwokat kierowcy BMW próbowała teraz przekonać sąd, że koło zapasowe mogło zostać podmienione

Koło dojazdowe samochodu Kia znajduje się we wraku auta i zostało ponownie zbadane przez biegłych. Obrońca Sebastiana M. – mec. Katrzyna Hebda chciała przekonać sąd, że to może być już zupełnie inne koło, które ktoś mógł podmienić Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Sebastian M., oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1, w którym spłonęła w samochodzie trzyosobowa rodzina, ma coraz trudniejszą sytuację przed sądem. Część linii jego obrony właśnie z hukiem upadła.

Teoria „koła zapasowego”

Przypomnijmy – zespół biegłych powołanych przez sąd w swojej ekspertyzie (sąd nie zezwolił brd24.pl na wgląd w akta) jednoznacznie orzekł, że winnym tragedii na autostradzie A1 jest Sebastian M. Opinia biegłych zawiera m.in. odczyty czarnych skrzynek obu samochodów. Z tych zapisów wynika jednoznacznie, że M. gnał ponad 300 km/h, że to on nie zapanował nad BMW i wpadł na pas ruchu, po którym na wprost poruszał się kierowca osobowej Kii (kąt skrętu kierownicy samochodu Kia wskazywał, że samochód jechał na wprost).

Obrona próbowała przez cały proces zasiać wątpliwości co do tego, jaki był mechanizm powstania wypadku. Posługuje się w tym celu ekspertyzami przygotowanymi dla rodziny M. przez Łukasza Gila – to absolwent przyrodniczego uniwersytetu, były policjant, biegły ds. rekonstrukcji wypadków drogowych.

Jedną z głównych teorii Gila było sugerowanie, że w samochodzie Kia mogła uszkodzić się opona
i kierowca mógł założyć koło dojazdowe, na którym jechał szybciej niż powinien i w ten sposób mogło dojść do wybuchu opony, co spowodować mogło wpadnięcie Kii na pas ruchu BMW.

Taka teoria została upubliczniona w katowickim dodatku „Gazety Wyborcze” w grudniu ubiegłego roku. W tekście, który Łukasz Gil autoryzował, ukazał się następujący akapit:

„W ocenie Łukasza Gila, gdyby okazało się, że kia poruszała się, mając założone koło dojazdowe, to przekroczenie dopuszczalnej prędkości 50 km na godz. „w znacznym stopniu mogłoby spowodować utratę stabilności ruchu, stateczności, rozerwanie opony lub odpadnięcie koła”. W takiej sytuacji to kia mogła zjechać z pasa środkowego na lewy, tuż przed pędzące bmw”.

Fakty podważały teorię

Snucie takiej teorii nie wytrzymywało już wcześniej zderzenia z kilkoma faktami. Po pierwsze, samochód Kia był prawie nowy, niewiele przed wypadkiem odebrany z salonu. Trudno uwierzyć, by kierowca z salonowym pakietem ubezpieczenia, sam chciał na autostradzie zmieniać koło na dojazdowe, zamiast wezwać pomoc i holowanie.

Po drugie, śp. Martyna dzwoniła z auta do swoich rodziców tuż przed wypadkiem. Mówiła, że niedługo dojadą do domu. Nie powiedziała nic o tym, by musieli mieć przymusowy postój przez awarię koła. Czy nie powiedziałaby o tym mamie?

Kolejne dowody – już mniej pośrednie – obalające sugestie Łukasza Gila, portal brd24.pl wskazał w marcu. Ujawniliśmy, że w swojej ekspertyzie dla obrony, fachowiec pomylił się nawet w podstawowych faktach. Stwierdził bowiem, że na kole zapasowym Kii można było jechać maksymalnie 50 km/h. Tymczasem na kole były dwie naklejki. Wartość 50 odnosiła się do mil na godzinę, natomiast – jak to zwykle standardowo jest – druga naklejka wyrażała maksymalną prędkość w kilometrach na godzinę i wartość ta wynosiła 80.

I jeszcze jeden dowód – tym razem z zapisów czarnej skrzynki samochodu Kia. Jak ujawniliśmy w brd24.pl, moduł EDR samochodu ofiar wypadku rejestrował niezależnie prędkość obrotową każdego z kół pojazdu. Gdyby jednym z nich było koło dojazdowe, najprawdopodobniej komputer zarejestrowałby inną jego prędkość obrotową niż pozostałych. Takiego zapisu, takiej anomalii, w EDR kii nie znaleziono.

W dodatku, gdyby koło dojazdowe odkręciło się lub odpadło od auta, jako pierwszy zareagowałby system ESP Kii. System, który elektronicznie stabilizuje auto przy wpadaniu w poślizg, musiałby – w zależności od rodzaju utraty stabilizacji toru jazdy – dohamować jedno z kół, by próbować wyprowadzić auto na prawidłowy tor jazdy. W EDR samochodu kia nie zapisała się żadna informacja o tym, by system ESP się uaktywnił.

No i na koniec: na kole zapasowym, w miejscu, gdzie przy mocowaniu stykałoby się z piastą, czarna farba nie nosi żadnych śladów zdarcia. Jakim cudem koło zapasowe po pierwsze przetrwałoby gigantyczne uderzenie bez mocnej deformacji, a po drugie – odpadłoby od pojazdu i nie nosiło żadnych śladów w miejscach rzekomego umocowania?

Oględziny ośmieszyły teorię

Ponieważ obrona posługując się ekspertyzą Łukasza Gila postawiła biegłym wiele pytań, sąd nakazał im odpowiedzieć na wątpliwości. W tym celu m.in. biegli oglądali ponownie wraki obu samochodów zabezpieczone na policyjnym parkingu.

Po raz kolejny obejrzeli więc to, czego ekspert Gil pisząc swoje rozważania, nie widział – czyli koło dojazdowe samochodu Kia, które jest wciąż w środku wraku. Zapewne służby sprzątające obszar wypadku tam je właśnie włożyły.

Z informacji brd24.pl wynika, że – tak jak wcześniej to można było stwierdzić – na kole dojazdowym nie ma śladów mocowania go do samochodu.

Przy okazji – biegli rozwiązali też kolejną „wątpliwość” wskazywaną przez biegłego Gila. Chodziło o rzekomo zaginione jedno koło, które przy wypadku odpadło od BMW. Ono także zostało włożone do wnętrza wraku samochodu Kia po uprzątnięciu miejsca wypadku.

Mecenas Sebastiana M. sugeruje… podmianę koła

Podczas ostatniego posiedzenia sądu, które odbyło się w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim w piątek (22 maja) wbroniąca Sebastiana M. mecenas Katarzyna Hebda, która zapoznała się z protokołami oględzin wraków przez biegłych, nie powiedziała ani słowa o tym, by znalazła dowód na to, że koło dojazdowe ma ślady mocowania do piasty. Gdyby takie ślady odkryto, zatajając ten fakt działałaby na niekorzyść klienta.

Zamiast tego mecenas Sebastiana M. zmieniła nagle front obrony. Próbowała przekonać sąd, że biegli dokonali „oględzin” dowodów w sprawie i jednocześnie pozbawiono obronę możliwości uczestniczenia w tych czynnościach. Zasugerowała wprost, że koło zapasowe… mogło zostać kupione i podmienione. – Czy to jest to samo koło, czy są dwa koła – pytała na sali sądowej.

Taka próba podważenia dowodów wydawała się skazana na niepowodzenie. Prokurator Aleksander Duda wytłumaczył przed sądem, że czynności biegłych to co innego niż oględziny dowodów i że „wszyscy to rozumieją, oprócz obrony”. Sędzia stanęła w tej sprawie po stronie oskarżyciela. Obronie nie uda się więc odrzucić protokołów oględzin wraku.

– Stanowisko obrony najprawdopodobniej wynika z zaniepokojenia związanego z faktem, że część składowa samochodu została włożona do bagażnika samochodu – mówił prokurator Duda przed sądem. – Koło dojazdowe, które było fotografowane w trakcie oględzin przez biegłego i te zdjęcia znajdują się w aktach, nie wiem dlaczego miałoby się nie znajdować w samochodzie, z którego pochodzi. Było sfotografowane na miejscu zdarzenia, było sfotografowane w trakcie czynności biegłego za pierwszym razem. Zostało sfotografowane i teraz. Nic nie powinno budzić wątpliwości poza tym, że rolą obrony jest budzić wątpliwości – wskazał i dodał: – Obrona uważała, że tego koła nie ma i chce teraz lansować tezę, że zostało ono kupione i podrzucone. Dochodzimy do absurdu.

Atak na biegłego od „czarnych skrzynek”

Oprócz próby pozbycia się z procesu dowodu, jakim są wnioski z oględzin wraku, obrońca Sebastiana M. przedstawiła kolejną ekspertyzę Łukasza Gila. Na jej podstawie próbowała zanegować dowody odczytane z czarnych skrzynek samochodów, ale w nietypowy sposób – poprzez podważenie rzetelności biegłego, który odczytywał moduły EDR.

Mec. Katarzyna Hebda wskazała w sądzie, że biegły Michał Krzemiński, gdy opiniował w innej sprawie wypadku, odczytując EDR samochodu popełnił błąd w określaniu prędkości pojazdu i musiał swój odczyt korygować podczas rozprawy apelacyjnej. Obrońca nie była w stanie podać dokładnych okoliczności tej sprawy i wnioskowała, by sąd zwrócił się po jej akta.

Portal brd24.pl ustalił, w jakiej sprawie biegły Krzemiński korygował prędkość, którą podał w opinii. Dotyczyło to wypadku z września 2018 r., na drodze ekspresowej S3 koło Cigacic. Ustalano tam m.in. prędkość BMW biorącego udział w wypadku, którą ze względu na zaginiony kluczyk auta i niesprawny moduł, biegły dodatkowo szacował na podstawie obliczeń matematycznych. Prędkość tę ustalił na 186 km/h. Potem – po ustaleniach ekspertów z Niemiec – uznał, że powinien ją zmniejszyć o 5 proc. Różnica nie była więc olbrzymia. W dodatku w tamtej sprawie zarzucono Krzemińskiemu nieprawidłowości w pracy i zawiadomiono prokuraturę. Śledczy nie dopatrzyli się żadnego przestępstwa.

Co ciekawe, w ten sam sposób, co na procesie Sebastiana M., opinię biegłego Krzemińskiego próbowano całkiem niedawno podważyć w innej sprawie, toczącej się zresztą przed tym samym piotrkowskim sądem. Krzemiński odczytywał EDR w sprawie, w której kierowca Jaguara zderzył się z rowerzystą. W tym procesie także próbowano podważyć opinię Krzemińskiego wskazując, iż w sprawie wypadku na S3 dokonał korekty swoich ustaleń. Taka próba się nie powiodła.

Biegły Michał Krzemiński analizował zapisy czarnej skrzynki także w innej, równie głośnej sprawie jak sprawa Sebastiana M. To właśnie ten ekspert odczytał dane z modułu samochodu, którym Łukasz Żak w 2024 r. staranował auto rodziny w Warszawie. W rejestratorze Volskwagena Arteona zapisało się, że Żak tuż przed wypadkiem pędził w mieście 227 km/h i pedał przyspieszenia miał wciśnięty do końca.

***

Sebastian M. oskarżony jest o spowodowanie wypadku na autostradzie A1 w 2023 r. , w którym spłonęła trzyosobowa rodzina. Według biegłych powołanych przez sąd jechał ponad 300 km/h i najechał na osobową Kię, którą z prawidłową prędkością poruszała się rodzina z małym dzieckiem. Sebastianowi M. grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Łukasz Zboralski