Społeczeństwo
Czarne skrzynki pogrążają Sebastiana M. Co zapisało się w BMW i Kii?
Opublikowano
4 tygodnie temu-
przez
luzBiegli odczytali nie tylko zapisy rejestratora danych wypadkowych z BMW Sebastiana M., ale też ze spalonego samochodu ofiar wypadku. Jak ustalił brd24.pl – te zapisy pogrążają teorie obrony o kole dojazdowym w pojeździe kia czy nagłym wjechaniu ofiar na lewy pas

Jednym z najważniejszych dowodów w sprawie wypadku na autostradzie A1 w 2023 r., w którym spłonęła rodzina z dzieckiem, są dane, które odczytano z samochodów. Sąd nie pozwolił brd24.pl zobaczyć akt sprawy i tych opinii. Udało nam się jednak ustalić, co zapisało się tzw. czarnych skrzynkach obu pojazdów.
Ta wiedza pozwala zrozumieć, dlaczego na procesie Sebastiana M. obrona nie mówi o danych z czarnych skrzynek, za to próbuje m.in. podważyć to, czy biegły miał odpowiedni certyfikat i uprawnienia do ich odczytania. Z zerami i jedynkami – dane zapisywane są w formie binarnej – pochodzącymi z czujników samochodów trudno bowiem polemizować.
A te niweczą misternie budowaną linię obrony Sebastiana M., w której próbuje przekonać sąd, że to awaria pojazdu ofiar – w tym rzekome odpadnięcie koła dojazdowego, na którym mieli jechać – spowodowało, iż nagle skręcili na jego pas ruchu.
Pamięć samochodu
W nowoczesnych pojazdach producenci montują moduł Event Data Recorder (EDR), co tłumaczy się jako Rejestrator Danych Zdarzeń, a potocznie określa jako „czarna skrzynka” pojazdu. W nowych autach sprzedawanych na terenie UE, ten moduł jest obowiązkowym wyposażeniem od 2024 r. Ale i wcześniej w wielu samochodach już się znajdował.
W EDR zapisuje się 5 sekund przed wypadkiem. Próbki z wielu czujników auta pobierane są co pół sekundy. Możliwe jest zapisanie prędkości pojazdu, kąta skrętu kierownicy, prędkości obrotowej każdego z kół.
W BMW Sebastiana M. i w aucie ofiar moduł ten umieszczony był – i tak jest najczęściej – wewnątrz sterownika poduszek powietrznych. Sterownik ten umieszcza się z kolei w centralnych miejscach konstrukcji auta, by szansa na jego przetrwanie była jak największa. Były one zatem zamontowane w tunelach środkowych podłogi – czyli tam, gdzie między siedzeniami znajduje się tunel i hamulec ręczny.
Producenci aut najczęściej nie produkują tych modułów. Kupują je od poddostawców. To firmy takie jak Continental czy Bosch. Odczytywaniem danych z EDR zajmują się specjaliści (w tym biegli sądowi w Polsce), którzy są przeszkoleni, mają certyfikaty i potrafią używać narzędzi do odczytywania zawartości modułów EDR np. Bosch CDR. Co ważne, za pomocą takiego interfejsu danych nie da się w EDR edytować, ani usunąć. Można je tylko odczytać. Dlatego od lat zapisy czarnych skrzynek stanowią mocne dowody w sądach.
Przypomnijmy, że obrońca Sebastiana M. złożyła wniosek w sądzie, by rejestrator z jego auta odczytywano w firmie BMW. To z założenia było niemożliwe. Firma i tak odesłałaby moduł do producenta. I to ewentualnie on dokonałby odczytu.
Sąd ten wniosek obrony odrzucił.
Prędkość i skręt kół samochodu kia
Samochód kia proceed, którym jechały ofiary wypadku, został odebrany z salonu w kwietniu 2023 r. Miał moduł EDR. Jednak auto spłonęło. Nie było łatwo dotrzeć do zapisów czarnej skrzynki. Z ustaleń brd24.pl wynika, że moduł sterownika poduszki powietrznej został nadpalony i nie można było się z nim łączyć.
W takich sytuacjach ekspertom pozostaje jeszcze próba odczytania samej kości pamięci, którą wylutowuje się z płyty sterownika poduszki powietrznej. Taką kość można potem wlutować do innego, sprawnego modułu i spróbować odczytać. Można też podpiąć się zaciskami do samej kości pamięci i w ten sposób pobrać dane. Nie wiadomo, jakiej metody użyto w przypadku EDR samochodu kia proceed. Pewnym jest jednak, że pamięć z modułu EDR udało się odczytać.
Dla tej sprawy kilka informacji z EDR samochodu kia jest kluczowych. Po pierwsze – i te informacje przewijały się podczas rozprawy Sebastiana M. w sądzie, prędkość, z którą podróżowała po autostradzie rodzina z małym dzieckiem wynosiła ok. 130 km/h.
Druga z informacji dotyczy skrętu kół pojazdu kia. Według źródeł brd24.pl dane z EDR wskazują, że kierowca kii jechał prosto. Same czujniki mają jednak pewien margines błędu i wynosi on 1-2 stopnie.
Przyjmując nawet, że kierowca kii miał kierownice delikatnie wychyloną w lewo (o 2 stopnie), to przy 130 km/h zjazd ze środka środkowego pasa do linii rozdzielającej pasy ruchu zająłby mu ponad 10 sekund i ponad kilometr. Przejechanie całą bryłą auta kia na lewy pas ruchu zajęłoby by ponad 30 sekund.
Tymczasem Sebastian M. przekonywał w swoim ostatnim oświadczeniu w sądzie, że kierowca kii nagle zjechał na jego pas ruchu, tak, że on nie mógł już zareagować.
To musiałoby zostać odwzorowane w EDR samochodu kia, jako duży kąt skrętu kół. Jak wynika z informacji brd24.pl nic takiego moduł EDR tego pojazdu nie zapisał.
Brak anomalii PRM, brak reakcji ESP
Zapisy czarnej skrzynki samochodu Kia stoją też w dużej sprzeczności z teorią wysnutą przez biegłego Łukasza Gila, od którego rodzina Sebastiana M. zamówiła prywatną ekspertyzę. Biegły ten nie tylko zwrócił uwagę na brak zbadania wszystkich dowodów po tym wypadku, ale w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” na temat swojej opinii, zasugerował, że gdyby rodzina jechała na kole dojazdowym z taką prędkością, to mogłoby się zniszczyć lub odpaść i sprowadzić auto kia na pas ruchu Sebastiana M.
Tak się składa, że moduł EDR w kia proceed ofiar wypadku zapisywał niezależnie prędkość obrotową każdego z czterech kół. Gdyby jednym z nich było koło dojazdowe, najprawdopodobniej komputer zarejestrowałby inną jego prędkość obrotową niż pozostałych. Takiego zapisu, takiej anomalii, w EDR kii nie znaleziono.
To nie wszystko. Gdyby teoria obrony Sebastiana M. była prawdziwa i koło dojazdowe odkręciłoby się lub odpadło od auta (na zdjęciach tego koła nie widać śladów, by było mocowane i potem oderwane/odkręcone), jako pierwszy zareagowałby system ESP kii proceed. System, który elektronicznie stabilizuje auto przy wpadaniu w poślizg, musiałby – w zależności od rodzaju utraty stabilizacji toru jazdy – dohamować jedno z kół, by próbować wyprowadzić auto na prawidłowy tor jazdy. Jak wynika z informacji brd24.pl w EDR samochodu kia nie zapisała się żadna informacja o tym, by system ESP się uaktywnił.
253 km/h to limit EDR w BMW. Było więcej
Odczytywanie modułu EDR z BMW Sebastiana M. było prostsze, bo moduł nie został w wypadku zniszczony.
Zapisy z jego auta zaprzeczają przede wszystkim wersji prędkości, którą przedstawił w swoim oświadczeniu przed sądem. Sebastian M. twierdził, że jechał 170 km/h, ale po zapoznaniu się z aktami sprawy może przyjąć, że jechał 200 km/h.
W module EDR jego BMW zapisała się wyższa prędkość – 253 km/h. Dlaczego akurat taka? Bo w tym aucie czarna skrzynka zapisuje prędkość pojazdu tylko do tego limitu. Nawet, gdy jechał więcej, w EDR nadal widnieć będzie wartość 253 km/h. To dlatego biegli uznali, że jechał „nie mniej niż” 253 km/h.
Oczywiście to, czy jechał więcej, biegli też mogą próbować ustalać odczytując prędkość obrotową kół i bieg, na którym było auto. Z informacji brd24.pl wynika, że odtworzono tę prędkość i nawet tuż przed wypadkiem mogła przekraczać w pewnych momentach 253 km/h. Z innych analiz – kamer rejestratorów kierowców świadków oraz kamer przy drogach – biegli oszacowali, że wcześniej Sebastian M. na tej trasie gnał z prędkością przekraczającą 300 km/h.
Zapis czarnej skrzynki powoduje jeszcze inny problem dla obrony Sebastiana M., która przekonywała w sądzie, iż sekundę przed zderzeniem z autem kia, samochód BMW wdrożył autonomiczne hamowanie przed przeszkodą.
Według ekspertów z dziedziny, z którymi rozmawiał brd24.pl, na podstawie zapisów z BMW raczej nie można jednoznacznie przyjąć, że to system auta wdrożył hamulec roboczy w ostatniej fazie przed wypadkiem. EDR zapisuje bowiem 11 ostatnich próbek systemu co pół sekundy. Ostatnia próbka pobierana jest w fazie, gdy czujniki wykrywają już deformowanie się samochodu. Tę próbkę biegli w sądach najczęściej wykluczają. Bo w tej fazie zderzenia zmienia się już położenie elementów sterujących, przemieszczają się nogi kierowcy i np. naciśnięcie hamulca wcale nie jest już jego intencją.
Czy jest wideo z samochodu BMW?
Jak ustalił portal brd24.pl w samochodach BMW z serii, którą posiadał Sebastian M., montowane jest jeszcze jedno urządzenie. Faktu jego istnienia do tej pory w sądzie nie podnosili ani prokurator, ani obrońca Sebastiana M.
Chodzi o system BMW Drive Recorder. Ten system jest dodatkowo czynny, gdy właściciel pojazdu opłaca odpowiednią subskrybcję. Dzięki temu może nagrywać filmy korzystając z kamer zewnętrznych systemów wspomagania kierowcy. Kierowca może więc sobie nagrać sam film z własnego przejazdu, który trwa do 60 sekund.
Aktywny BMW Drive Recorder pozwala jednak na coś jeszcze.
„W okolicznościach prowadzących do wypadku automatycznie zapisuje on materiał o długości do 30 sekund przed zdarzeniem i po zdarzeniu. Filmy zawierają wszystkie ważne informacje, takie jak data, godzina, prędkość i pozycja GPS” – pisze firma BMW na stronie internetowej.
Portalowi brd24.pl nie udało się ustalić, czy ten system w pojeździe Sebastiana M. był aktywny. A jeśli był – czy zapisał się na wideo sam wypadek i czy jakość tego filmu przy tej prędkości pozwala na jakiekolwiek ustalenia.
Łukasz Zboralski
