Społeczeństwo
Proces Sebastiana M. Biegły od czarnych skrzynek nie dał się zagiąć. Obrona bezradna
Opublikowano
3 tygodnie temu-
przez
luzNa procesie Sebastiana M. oskarżonego o śmiertelny wypadek na autostradzie A1, przesłuchano biegłego, który odczytywał czarne skrzynki obu samochodów. Odczyty jasno wskazują winę M. jadącego ponad 253 km/h. Pytania obrony na procesie nie podważyły ani kompetencji biegłego, ani dowodów, które zebrał

Dziś (28 lipca) przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbyło się najważniejsze – ze względu na linię obrony oskarżonego syna biznesmena – przesłuchanie. Wysłuchiwany był biegły, który odczytał czarne skrzynki obu pojazdów uczestniczących w wypadku na autostradzie A1. W portalu brd24.pl szczegółowo opisywaliśmy, co zapisało się w modułach EDR na 5 sekund przed wypadkiem.
Wina wyrażona w zerach i jedynkach
Z zapisów EDR wiadomo, że rodzina z małym dzieckiem jechała samochodem Kia z prędkością ok. 130 km/h. Czujniki skrętu pokazywały, że auto jechało prosto. Te zapisy uderzają w teorię obrony Sebastiana M., że kierowca Kia zjechał na jego pas ruchu.
Zapisy czarnej skrzynki samochodu Kia obalają też teorię prywatnego biegłego Łukasza Gila, którego opinię zamówiła rodzina Sebastiana M. Gil snuł rozważania o tym, że samochód Kia mógł jechać na kole dojazdowym i przekraczać dopuszczalną dla niego prędkość (jednoczęśnie pomylił prędkości dla koła podając 50 km/h, gdy wynosiła ona 80 km/h). Moduł EDR w Kia proceed ofiar wypadku zapisywał niezależnie prędkość obrotową każdego z czterech kół. Gdyby jednym z nich było koło dojazdowe, najprawdopodobniej komputer zarejestrowałby inną jego prędkość obrotową niż pozostałych. Takiej anomalii w EDR Kii nie znaleziono.
Gdyby też – zgodnie z teorią biegłego Gila – koło dojazdowe odpadło od Kii, zareagowałby system ESP tego samochodu. Jednak w czernej skrzynce samochodu ofiar nie zapisała się żadna informacja o tym, by system ESP się uaktywnił.
Zapisy EDR samochodu BMW z kolei pogrążają Sebastiana M. Czarna skrzynka tego auta zapisała prędkość 253 km/h. Jednak to maksymalna prędkość, jaka była możliwa do zarejestrowania w tym module. Z szacunków biegłych wynika, że jechał przed wypadkiem nawet ponad 300 km/h.
Zapis czarnej skrzynki powoduje jeszcze inny problem dla obrony Sebastiana M., która przekonywała w sądzie, iż sekundę przed zderzeniem z autem kia, samochód BMW wdrożył autonomiczne hamowanie przed przeszkodą. Według ekspertów z dziedziny, z którymi rozmawiał brd24.pl, na podstawie zapisów z BMW raczej nie można jednoznacznie przyjąć, że to system auta wdrożył hamulec roboczy w ostatniej fazie przed wypadkiem. EDR zapisuje bowiem 11 ostatnich próbek systemu co pół sekundy. Ostatnia próbka pobierana jest w fazie, gdy czujniki wykrywają już deformowanie się samochodu. Tę próbkę biegli w sądach najczęściej wykluczają. Bo w tej fazie zderzenia zmienia się już położenie elementów sterujących, przemieszczają się nogi kierowcy i np. naciśnięcie hamulca wcale nie jest już jego intencją.
Nieudana próba dyskredytacji biegłego
Sprawa zaczęła się od rozpatrzenia kolejnych wniosków obrońcy Sebastiana M. Okazało się, że mec. Katarzyna Hebda złożyła ponownie wnioski, które sąd już oddalił. Dodała do akt sprawy opinię z zupełnie innego postępowania sądowego, na podstawie której zamierzała podważyć wiarygodność biegłego – bo wedle jej tezy biegły Michał Krzemiński miał pomylić się, gdy opiniował przed laty w innej sprawie. Problem w tym, że – jak ustalił brd24.pl – biegły wówczas nie pomylił się w odczytach z czarnych skrzynek. Skorygował jedynie ostatecznie prędkość samochodu biorącego udział w wypadku, przyjmując inny wzór fizyczny. Korekta prędkości nie była istotna.
Mec. Hedba znów opierała swoje wnioski na podstawie prywatnej opinii Łukasza Gila. – Autor tego pisma nie jest biegłym z zakresu analizy danych elektronicznych samochodów – wskazał prokurator Aleksander Duda. – Po raz kolejny nie podważa faktycznych okoliczności sprawy. Nie ma podstaw, by zobowiązywać biegłych, by recenzowali prywatne pisma stron. Nie ma podstaw, aby nakazywać biegłym z zakresu rekonstrukcji pomijanie części materiału dowodowego – wyliczał prokurator. Dodawał, że to nie obrona powinna dyktować metodologię opiniowania przez biegłych.
– Dla drugiej strony znaczenia nie ma ani treść opinii, ani stanowisko sądu. Będą mnożyć pytania i skłądać wnioski dowodowe mimo ich oddalenia, lansować swoje wersje zdarzenia powodująć wydłużanie postępowania – ocenił prokurator Duda. Sędzia kiwała przytakująco głową, gdy wygłaszał te słowa.
Okazało się, że do akt sądowych obrońca Sebastiana M. załączyła opinię biegłego Michała Krzemińskiego z 2018 r. Sędzia pytała, jak mecenas weszła w posiadanie opinii z innej sprawy, mimo iż sąd oddalił w tym zakresie wniosek dowodowy. – Nie byłam obrońcą w tamtej sprawie, ale weszłam w podsiadanie tej opinii. To tajemnica adwokacka – odparła mec. Katarzyna Hebda. Przekonywała, że opinia obrony dotyczy merytorycznych spraw z opinii biegłego Michała Krzemińskiego.
– Wniosek ten również należy oddalić, albowiem – i o tym była już mowa w postanowieniu z czerwca tego roku – kodeks postępowania karnego nie przewiduje tego rodzaju oceny dowodów, czyli poprzez pryzmat innych spraw. Każda opinia każdego biegłego wydawana jest w danej sprawie i na postawie zebranych w danej sprawie dowodów i tylko w tych kategoriach musi być oceniona – mówiła sędzia Folkman. – Nie można pominąć, że nie wyjaśnione są okoliczności pozyskania przez obronę treści opinii z innej sprawy. Nie dostrzegam, żeby ona była wydana w trybie dostępu do informacji publicznej.
Ekspertyza Łukasza Gila dla obrony odrzucona. Sąd o „zleceniobiorcy”
Sędzia Renata Folkman nie zgodziła się na załączenie do akt jako dowodów ekspertyzy nadesłanej przez obrońcę wykonanej na prywatne zlecenie. – Treść znana jest wyłącznie obrońcy i zleceniobiorcy, nie musi być zgodna z celem tego postępowania, czyli wyjaśniania w sposób obiektywny wszystkich wątpliwości dotyczących tej sprawy – powiedziała sędzia.
Sędzia nie zgodziła się też na pominięcie ustaleń biegłego od czarnych skrzynek w opinii zespołu biegłych, ani do wykonania uzupełniającej opinii w dwóch wariantach – z uwzględnieniem opinii Krzemińskiego i bez niej.
– Uwzgędnienie wniosku w tym zakresie musiałoby w całości przekreślić wydaną do tej sprawy, tak w śledztwie, jak i na etapie sądowym opinię biegłego Michała Krzemińskiego. Tymczasem obrońca jednocześnie zamierza stawiać temu biegłemu w dniu dzisiejszym uzupełniające pytania. Pokazuje to wewnętrzną niekonsekwencję – uzasadniła sędzia Folkman.
Sędzia jasno dała do zrozumienia, że nie bierze pod uwagę ustaleń, które na prywatne zlecenie dla obrony przygotował ekspert Łukasz Gil.
– Ta eksperytza prywatna, której nie traktuję jako dowód, bo przychylam się do stanowiska prokuratora, nie przybliża nas to do rozstrzygnięcia tej sprawy, tylko mnoży wątpliwości – mówiła sędzia Folkman. – Rolą obrońcy jest znajdować wszelkie możliwe wątpliwości. Sąd ma obowiązek ustalić, co się stało na tej drodze, wyjaśnić sprawę. Dlatego tej ekspertyzy prywatnej nie bez powodu nie uznałam. Ekspert Łukasz Gil działa na prywatne zlecenie i tak to rozumiem, wiąże państwa umowa, czyli pana eksperta z panią mecenas. Zleceniobiorca ma obowiązek działać w zakresie zleconego mu działania. Celem postępowania jest jednak wszechstronne, obiektywne, wyjaśnienie sprawy. Dlatego tej ekspertyzy nie traktuję jako dowód w sprawie.

Biegły Krzemiński kontra adwokat Hebda
Sędzia dopuściła do zadawania pytań biegłemu, który odczytał czarne skrzynki samochodów. Przed sądem stanął więc Michał Krzemiński, biegły z listy Sądu Okręgowego w Warszawie.
– Według wyjaśnień oskarżonego, to Kia zjechała na jego pas ruchu. Czy można to w prostych słowach powiedzieć, dlaczego pan stoi na stanowisku, że to nie Kia zjechała drogę oskarżonemu, ale było odwrotnie – pytała sędzia Folkman. Biegły taką możliwość zdarzenia wykluczył. – Z danych, które uzyskałem z rejestratorów pojazdów wynika, że w ciagu 5 sekund przed zdarzeniem Kia poruszała się torem praktycznie prostoliniowym – mówił biegły Krzemiński. – Kierujący nie wykonywał gwałtownych manewrów kierownicą, nie nastąpiła interwencja układów stabilizujących tor jazdy, a także prędkości kół pojazdu zgadzały się ze sobą w zakresie +-1 km/h. Zderzenie miało charakter najechania na tył pojazdu Kia, czyli przód pojazdu BMW zderzył się z tyłem Kia, o czym świadczą dane energetyczne zderzania. Mając na uwadze kierunki działania sił i strefy uszkodzeń, zderzenie nastąpiło z przesunięciem. W momencie kontaktu nadwozia pokrywały się narożnikami – Kia lewym tyłem, BMW prawym przodem.
Krzemiński przypomniał, że w którymś z dokumentów ekspertyzy prywatnej Łukasza Gila padła taka teza, że aktywowanie lewej kurtyny powietrzbej jest dowodem na boczny charatker zderzenia. – Ja się z tą tezą nie zgadzam. Aktywacja bocznej kurtyny po stronie lewej w Kia wynikała z niewspółosiowego kontaktu nadwozi – wyjaśniał. – W pojeździe takim jak Kia Proceed nie występują żadne zabezpieczenia, które mogły by być aktywowane przy zderzeniu tylnym, przy najechaniu na tył. Z tego względu cząstkowa energia, którą zdarzenie miało w płaszczyźnie bocznej, powoduje konieczność aktywacji kurtyny, by zmniejszyć konsekwencje następczego kontaktu głów pasażerów z twardymi elementami wnętrza pojazdu – tłumaczył i podał nawet wartości zmian i przesunięć w kilometrach na godzinę.
Mec. Hebda rozpoczęła od pytań, które zupełnie nie dotyczyły danych odczytanych z samochodów biorących udział w wypadku spowodowanym przez jej klienta. Zadawała pytania raczej o doświadczenie biegłego. Pytała np. ile lat biegły zajmuje się odczytami EDR. Czy jak często opiniował, gdy sterowniki EDR były spalone lub uszkodzone tak, jak w aucie Kia. Trafiała na odpowiedzi, które tylko pokazywały wielkie doświadczenie eksperta – Kierując laboratorium firmy Crashdata wykonałem osobiście szacunkowo około stu takich ekspertyz, głównie na potrzeby podejrzeń wyłudzeń od towarzystw ubezpieczeniowych. Nadzorowałem też w ramach zespołu analityków pewnie drugie tyle takich badań – odpowiedział Krzemiński.
Mec. Hedba pytała, czy Krzemiński ma uprawnienia do rekonstrukcji wypadków drogowych. Ten słusznie zauważył, że w Polsce nie zdobywa się takich uprawnień. Podkreślił, że zajmuje się takim zakresem badań, w jakim ustanowiono go przy wpisie na liście biegłych sądu. – Moja specjalność dopuszcza wykonywanie pewnych elementów wspomagajacych pracę rekonstrukcjonistów wypadków, czyli np. korelację zapisancyh danych z charakterem zderzenia i lokalizacją uszkodzeń – mówił Krzemiński.
Mimo odrzucenia z akt sprawy opini Krzemińskiego z 2018 r., mec. Hedba próbowała wrócić do podważania autorytetu biegłego. Pytała o to, czy podczas korekty swoich opinii, dokumentuje te zmiany.
Zdenerwowało to prokuratora Dudę. Poprosił, by pytania jednak dotyczyły sprawy, która toczy się przed sądem. Sędzia się z tym zgodziła.
Pytania mec. Katarzyny Hebdy wydawały się czasem kuriozalne lub nawet ośmieszające linię obrony. Tak było z pytaniem o jeden ze wzorów na prędkość, który zastosował biegły. Krzemiński tłumaczył obrońcy, że źle rozumie, do czego służy ten wzór i że jak najbardziej poprawnie go wykorzystał. Był na tyle skrupulatny, iż wyliczał materiały szkoleniowe, w których opisano jego zastosowanie i znaczenie.
Podobnie było z pytaniami o to, dlaczgo ako pojazd bazowy biegły przyjął samochód Kia Forte/Cerato a nie Kia Proceed. Biegły najpierw obalił tezę mec. Hebdy, że przyjął samochód amerykański, bo jest sprzedawany także poza USA. A potem tłumaczył, że samochody mają tę samą platformę jak Kia Proceed. – Platforma to przede wszystkim systemy zabezpieczeń, sterowniki poduszek powietrznych itd – tłumaczył.
Obrona pytała również, czy można stwierdzić, jaki był kąt skrętu kierownicy poza punktami zapisywanymi przez EDR co pół sekundy. Biegły dostrzegał, że może być tu zawarta teza, iż kąt kierownicy mógłby gwałtownie zmieniać się między czasem próbkowania. – Takie zachowanie pojazdu mogę wykluczyć, ze względu na pozostłae zapisane parametry, w szczególności stan układu korygującego tor jazdy i prędkości kół – zmiażdżył tę tezę biegły Krzemiński. Biegły nie wykluczył możliwości małego wychylenia.
Powrót tezy o kole zapasowym i modyfikacjach BMW?
Mecenas Katarzyna Hebda powróciła w pytaniach do tezy lansowanej przez eksperta Gila – nieudowodnionej rzekomej jazdy samochodu Kia na kole dojazdowym.
– Czy z odczytów parametrów samochodu Kia można odczytać, czy miała wszystkie koła nominalne, pierwotne – pytała mec. Hebda. Biegły wytłumaczył, że można wnioskować o jednakowym obwodzie kół. Dodał, że on nie zajmował się analizą koła dojazdowego. – Jeśli jego obwód jest inny w sposób znaczący, to powinno być to widoczne w odczytach prędkości kół – powiedział Krzemiński.
Mecenas dopytywała też o to, kiedy biegły wyciągła wnioski na temat prędkości obrotowej kół, bo w opinii uzupełniającej dopisał, że rejest systemu monitorującego ogumienie nie był dostępny z uwagi na zniszczenie pojazdu. – Pani mecenas miesza dwie kwestie, monitoring ogumienia i prędkość obrotową kół – prostował Krzemiński. – To zupełnie inne systemy.
Biegły Michał Krzemiński musiał tłumaczyć obrońcy Sebastiana M., dlaczego na świecie nikt nie prowadzi crash testów samochodów przy prędkościach rzędu 253 km/h (prędkość auta Sebastiana M. podczas zderzenia) – bo to po prostu nie ma sensu. Bez problemu wskazywał w tabelach dane, które potwierdzają, że czarna skrzynka BMW zapisała kompletne dane.
W związku z modyfikacjami – tuningiem BMW Sebastiana M. – obrona pytała, czy mogło mieć to wpływ na zapis prędkości pojazdu w module EDR. Biegły wyjaśniał, że w tym zapisie bierze udział tylko moduł EDR, do którego przekazywane są informacje z modułu hamulców. Wykluczył więc to, by modyfikacje BMW mogły wpłynąć na to, jaka prędkość zapisała się w aucie oskarżonego o spowodowanie drogowej tragedii.
Pytania zadawał też sam oskarżony Sebastian M.
Podczas wielogodzinnego przepytywania biegłego obronie nie udało się podważyć ani jednego ustalenia, które ten poczynił odczytując czarne skrzynki obu samochodów.
Biegły Michał Krzemiński skorygował na koniec posiedzenie tylko jedną rzecz – umocnił swoje przekonanie w opinii, że Kia jechała na wprost. Dodał, że świadczą o tym prędkości obrotowe kół, nie tylko kąt skrętu kierownicy.
Sebastian M. zostaje w areszcie
Prokurator, jak i pełnomocnik poszkodowanych rodzin mec. Łukasz Kowalski nie zgodzili się z wnioskiem o uchylenie aresztu. Kowalski wskazał przy tym, że wciąż trwa postępowanie dotyczące kontaktów telefonicznych Sebastiana M. z rodziną, w których padały informacje o tym, iż ktoś „załatwia” wyciągnięcie go z aresztu przez rzekome kontakty z ministrem sprawiedliwości.
Sędzia Renata Folkman zdecydowała, że oskarżony pozostanie w areszcie. – Sąd zdecydował się nie uwzględnić wniosku obrońcy – zakomunikowała.
***
Wypadek na autostradzie A1 wydarzył się 16 września 2023 r. Kierujący BMW Sebastian M. uderzył w samochód Kia. Autem podróżowała rodzina. Po zepchnięciu na bariery ich auto stanęło w płomieniach. Nie udało się uratować nikogo. Spłonęło młode małżeństwo i ich pięcioletnie dziecko.
Sebastian M. po wypadku wyjechał z Polski. Z Niemiec, przez Turcję dotarł do Dubaju. Nie chciał wrócić. Został sprowadzony do kraju w maju 2025 r. dzięki procedurze ekstradycyjnej.
Za spowodowanie wypadku śmiertelnego grozi mu od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.
Łukasz Zboralski
