Społeczeństwo
Symulatory na nowym egzaminie na prawo jazdy? Eksperci: lepiej użyć ich do nauki
Opublikowano
2 tygodnie temu-
przez
luzRząd zapowiedział rewolucję w szkoleniu i egzaminowaniu kierowców. Jest pomysł, by test ryzyka kursanci zdawali na symulatorach. Eksperci uważają jednak, że zamiast egzaminowania te nowoczesne technologie lepiej wpleść w obowiązkowy proces szkolenia

To już przesądzone – egzamin na prawo jazdy w Polsce się zmieni. Ministerstwo Infrastruktury zapowiedziało już m.in., że tak jak w większości krajów UE kursanci nie będą musieli manewrować samochodem osobowym na placu z namalowanymi liniami. Po wielu latach wyznaczone zostaną cele kształcenia kierowców i do nich dopasowane będą nowe pytania, które mają kształtować kandydata jako odpowiedzialnego, bezpiecznego kierowcę, znającego przepisy ale i rozumiejącego postrzeganie zagrożeń.
Jedną z kluczowych zmian będzie obowiązkowe – zmusza nas do tego dyrektywa UE – wprowadzenie na egzamin testu percepcji ryzyka. Po pierwszych nieudanych próbach, resort infrastruktury zapowiada, że skonstruuje test wzorem brytyjskim. Kursanci mają więc wyłapywać zdarzenia przed komputerem podczas dynamicznej sytuacji – oglądania filmu z perspektywy kierowcy.
Symulatory w WORD-ach?
– To bardzo dobra zapowiedź, że test percepcji ryzyka nie będzie odpowiadaniem na pytanie filmowe, tylko dynamiczną sytuacją, w której kursant będzie musiał reagować tak, jak na prawdziwej drodze – mówi brd24.pl Tomasz Matuszewski, wicedyrektor WORD w Warszawie, prezes zarządu Ogólnopolskiego Związku WORD i egzaminator z 30-letnim stażem. – Żeby zobaczyć ciężar gatunkowy nadchodzącej reformy, to trzeba się cofnąć do roku 2001 r., kiedy papierowe pytania na prawo jazdy zamieniliśmy na komputerowe testy oraz do roku 2013, kiedy zdjęcia zamieniliśmy w dużej części pytań na filmy. Z tym, że te filmy sprzed 13 lat miały walor łatwej przewidywalności poprawnej odpowiedzi. One funkcjonowały jako skuteczne tylko przez pierwsze miesiące, a potem zaczął się etap uczenia się przez kursantów odpowiedzi na pamięć. Dobrze więc, że teraz ministerstwo z duchem unijnej dyrektywy będzie pracowało nad testem dynamicznym o większej możliwości zmian w pytaniach i trudniejszym do wyuczenia się na pamięć. To będzie bardzo przypominało drogę, na której coś może nas zaskoczyć i trzeba podejmować decyzje – dodaje.
Jak ujawnił brd24.pl, ministerstwo poważnie rozważa prowadzenie tej części egzaminu z wykorzystaniem symulatorów jazdy.
– Moim zdaniem 80 proc. wykorzystania symulatora jazdy powinno być przeznaczone na etap szkolenia przyszłego kierowcy – przekonuje Matuszewski. – Oczywiście widzę pewną możliwość, jakiegoś elementu wstępnego, wykorzystania symulatora w procesie egzaminowania. W szczególności w odczytaniu umiejętności komunikacji z pojazdem. Na przykład w symulatorze można ocenić, jak kursant obserwuje drogę i jej komponenty. Natomiast nadal uważam, że głównie należy wykorzystać symulatory jazdy w procesie szkolenia.
Wicedyrektor WORD w Warszawie zauważa, że symulatory można by wykorzystać do badania tego, jak kolejne pokolenia kandydatów postrzegają drogę, zagrożenia. Bo to doskonałe urządzenia badawcze, które przyniosą wiele informacji o ludziach zdobywających uprawnienia. – Można by też wykorzystać symulatory, gdy w Polsce weszła by w życie planowana od dawna obowiązkowa część szkolenia z bezpieczeństwa ruchu drogowego wzorem skandynawskim – mówi Matuszewski. Jego zdaniem te urządzenia dostarczałyby dobrych informacji zwrotnych i pomogą kształtować bezpieczne podejście do poruszania się po drogach.
Co może symulator?
Także eksperci z branży opracowującej symulatory uważają, że ich wykorzystanie powinno odbywać się przede wszystkim w procesie szkoleniowym kierowców.
– Jeśli wykorzystalibyśmy symulator jazdy tylko do przeprowadzania egzaminu, to byłoby zmarnowaniem gigantycznego potencjału, które to narzędzie posiada – mówi brd24.pl Roman Ruciński Ekspert technologii symulacji, Członek zarządu ETC-PZL Aerospace Industries. – Nie powinno przecież chodzić o to, by wyłącznie sprawdzić, czy ktoś coś opanował i to na symulatorze, z którym nigdy nie miał wcześniej do czynienia. To byłoby sprawdzanie kandydata nie tylko z umiejętności radzenia sobie jako kierowca w symulowanym środowisku drogowym, ale też jak sobie radzi jako operator symulatora. To byłoby złe.
Ruciński wskazuje, że symulator jako sama maszyna to za mało. Żeby efektywnie wykorzystać go w procesie szkolenia, należ opracować dobre scenariusze, w których osoba szkolona będzie sobie radzić. Potrzeba też dobrego, przeszkolonego instruktora. Inaczej istnienie niebezpieczeństwo potraktowania takiego szkolenia jako zabawy. – Jest coś takiego jak serious games, czyli gry na serio. Symulator taką grą będzie, gdy wyposażymy go w dobre scenariusze – opowiada. – Ktoś, kto symulatora używa musi poczuć się uczestnikiem takiej historii. Ludzie wbrew pozorom się bardzo angażują, oni się wtapiają w ten scenariusz. W pewnym momencie większość zapomina o tym, że to jest symulator, dlatego, że istotna jest ta opowieść, w której biorą udział, a nie otoczenie. W dobrze stworzonym scenariuszu szkolony przestaje widzieć otaczające go monitory, on widzi tylko scenę, która na nich jest.
Eksport wskazuje, że symulatory, które mogą przynieść dobre efekty np. w przygotowaniu przyszłych kierowców samochodów, wcale nie muszą być skomplikowanymi i drogimi maszynami. Istotne jest bowiem to, jak będą wykorzystywane i po co. – Podstawową rzeczą jest zdefiniowanie, co chcemy osiągnąć i wtedy może się okazać, że można to osiągnąć za pomocą relatywnie prostych środków – wskazuje Roman Ruciński.
Ważne jest też ułożenie etapów szkolenia. Instruktor musi zadbać o odpowiednie stopnie. Na przykład przy początkowym szkoleniu musi zwracać uwagę na wszystkie błędy, czy nawet uprzedzać, co się będzie działo i na co zwrócić uwagę podczas treningu. – A kiedy podnosimy poziom szkolenia, instruktor staje się coraz bardziej milczący, aż do stopnia w którym wszystko jest po stronie kursanta, gdy np. zdaje egzamin z tego, co powinien opanować na szkoleniu – opisuje ekspert ETC-PZL Aerospace Industries.
Bezpieczne niebezpieczeństwo
Fachowcy z branży potwierdzają, że dzięki symulatorom można pomóc w bezpiecznym poruszaniu się po drogach. Są dowody na to, że szkolenie potrzebne jest najbardziej w pierwszym okresie, gdy ktoś dostaje prawo jazdy i zaczyna poruszać się po drogach. Statystyki wskazują, że młodzi kierowcy powodują najwięcej wypadków i najgroźniejsze dla nich są pierwsze dwa lata po uzyskaniu uprawnień.
– Na początku jest taki okres świadomości: „nie wiem i wiem, że nie wiem, w związku z tym jeżdżę bardzo ostrożnie”, potem jest faza, „nie wiem, ale wydaje mi się, że wiem i zaczynam szarżować” – relacjonuje Ruciński. – I my wiemy na przykładzie pilotów, bo to zostało zmierzone, że najwięcej z nich się rozbija, gdy mają nalot 250 godzin. Myślą, że potrafią już wszystko, a jednak jeszcze nie potrafią. Dopiero potem nadchodzi faza trzecia: „wiem, ale nie wiem o tym, że wiem” i na końcu faza czwarta: „wiem i wiem, że wiem”.
W pokonywaniu i przełamywaniu najniebezpieczniejszych faz osądu kierowcy o swoich umiejętnościach może pomóc właśnie dobrze zaprojektowane szkolenie symulatorowe. Bo tu niebezpieczne scenariusze można przetestować w warunkach, w których błąd nie oznacza rzeczywistych konsekwencji.
Dobrze zaprojektowane sytuacje mogą też wykształcić to, co obecnie młodzi kierowcy nabywają z liczbą przejechanych kilometrów – czyli świadomość sytuacyjną. Nabywanie jej na własną rękę już w ruchu drogowym jest etapem niebezpiecznym. Symulator może młodych ludzi bezpiecznie do takiego doświadczenia pomóc doprowadzać.
Ruciński zgadza się też ze spostrzeżeniami Tomasza Matuszewskiego na temat ewentualnych badań kandydatów w procesie egzaminowania. – Symulator można wyposażyć nawet w aparaturę biomedyczną, służącą do śledzenia pewnych parametrów – wskazuje – Możemy sprawdzać np., gdzie kto patrzy na drogę. I to jest niesłychanie istotne do określenia, czy ktoś fiksuje wzrok na jednej rzeczy, czy jest w stanie kontrolować otoczenie i w jakich sytuacjach na przykład źle radzi sobie z widzeniem peryferyjnym. W ten sposób można zobaczyć, czy ktoś będzie się na pewno do jakiś zadań nadawał – czy może być kierowcą karetki.
Łukasz Zboralski
Tekst powstał przy współpracy z ekspertami ETC-PZL Aerospace Industries
