Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 277
  • Ranni w wypadkach - 4666
  • Kierowcy po alkoholu - 20933
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 38.39
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 44.87
  • Zabici w wypadkach - 277
  • Ranni w wypadkach - 4666
  • Kierowcy po alkoholu - 20933
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 38.39
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 44.87

Społeczeństwo

Trzy wpadki Sebastiana M. Sprzeczności w zeznaniach na sali sądowej

Opublikowano

-

Nie tylko zapisy z rejestratorów pogrążają Sebastiana M. w sprawie tragedii na autostradzie A1. Kiedy zdecydował się po raz pierwszy odpowiadać na pytania sądu, dał się złapać na sprzecznościach w zeznaniach

Sebastian M. odczytujący swoje oświadczenie w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim toczy się proces Sebastiana M., który po ekstradycji z Dubaju odpowiada za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 w 2023 r. W wypadku tym spłonęła trzyosobowa rodzina z małym dzieckiem.

Portal brd24.pl ujawnił, że zapisy z „czarnych skrzynek” zarówno BMW Sebastiana M. jak i jego ofiar, które udało się odczytać biegłym, zaprzeczają przedstawianej w sądzie wersji obrony. Sebastian M. próbował bowiem przekonywać, że to rodzina jadąca kią z powodu awarii swojego auta – sugerowano jazdę na kole dojazdowym i jego możliwe odpadnięcie – wjechała przed niego na lewy pas autostrady.
Tymczasem zapisy EDR samochodu kia wykazują, że jego kierowca nie skręcał kierownicą. Z kolei w BMW Sebastiana M. zapisała się prędkość 253 km/h, ale tylko dlatego, że rejestrator zapisuje prędkości auta tylko do tych prędkości. Zdaniem biegłych Sebastian M. jechał wtedy nawet szybciej i to jego auto wpadło na środkowy pas i uderzyło w tył samochodu kia.

To jednak nie wszystkie kłopoty z linią obrony syna łódzkiego przedsiębiorcy. Na ostatniej rozprawie Sebastian M. wygłosił oświadczenie i po raz pierwszy zgodził się odpowiadać na pytania sądu (nie zgodził się odpowiadać na pytania prokuratury).

W swoich odpowiedziach w części spraw sam sobie zaprzeczał. Oto największe wpadki, których nie ustrzegł się Sebastian M.:

Prędkość

W oświadczeniu na sądowej sali Sebastian M. twierdził, że jechał 170 km/h. Dodał, że po zapoznaniu się z aktami uznał, iż mogło to być 200 km/h. Jego zdaniem na pewno nie była to prędkość zbliżona do 300 km/h. Wielokrotnie zaznaczał też, że jechał lewym skrajnym pasem autostrady przez cały czas.

Jednocześnie przekonywał sąd, że „nigdzie się nie spieszył”, bo za kilkaset metrów zamierzał zjechać zjazdem z autostrady A1.

Taka wersja nie mogła brzmieć przekonująco dla sądu. Ktoś, kto się „nie spieszy”, nie jedzie nawet 200 km/h (a zapisy samochodu potwierdzają dużo większą prędkość BMW na 5 sekund przed wypadkiem).
W dodatku ktoś, kto za kilkaset metrów zamierza opuścić autostradę, nie rozpędza się do dużej prędkości lewym skrajnym pasem. Bo jak miałby wjechać na zjazd?

Ucieczka

Sebastian M. w oświadczeniu szeroko opisywał swój wyjazd z kraju po wypadku. Twierdził, że dzwonił w tej sprawie do lokalnej prokurator z Piotrkowa Trybunalskiego i to ona miała powiedzieć, że nie ma przeszkód, aby opuścił kraj.

Pełnomocnik rodzin ofiar wypadku wskazał na sali sądowej ciekawą koincydencję. Sebastian M. dzwonił bowiem do prokurator Prokuratury Rejonowej w Piotrkowie Trybunalskim 25 września 2023 r., a już 26 września śledztwo w sprawie przejęła prokuratura okręgowa. Zasugerował, że kierowca BMW mógł po prostu dowiedzieć się, iż sprawę przejmuje „góra” prokuratury i dlatego zdecydować się na szybkie opuszczenie kraju.

Sebastian M. opisywał wyjazd z kraju jako wyjazd na zaplanowane wcześniej targi. – Wyjechałem do Niemiec, do Monachium na dużo wcześniej zaplanowane targi. Załączam na tę okoliczność bilet wejściowy oraz fakturę z hotelu – mówił w sądzie, czytając z kartki swoje oświadczenie.

Ta wersja niebawem zostanie zderzona z zeznaniami świadka. Pracownik Sebastiana M., który wtedy z nim jechał do Niemiec, zdecydował się zeznawać w tej sprawie. Prokuratura twiedzi, że jego zeznania przeczą wersji M. o tym, że wyjazd odbywał się w celach biznesowych, a był po prostu próbą uniknięcia stawania przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
– Przesłuchanie świadka może być istotne w wykazaniu zamiaru ucieczki. Skąd się te wyjazdy wzięły, dlaczego samochodem – przekonywał prokurator Aleksander Duda. Sędzia zgodziła się na przesłuchanie tego świadka.

Wiadomo, że z Niemiec, po trzech dniach Sebastian M. pojechał samochodem aż do Stambułu w Turcji.

– Udałem się pojazdem, gdyż podróżowałem z dużą ilością próbek kawy. W Stambule miałem spotkanie dotyczące kontraktakcji produkcji kawy liofilizowanej. Podróż samolotem z takimi próbkami spożywczymi jest niedozwolona – tłumaczył przed sądem.

Taka argumentacja kłóci się jednak z zasadami przewozu materiałów spożywczych samolotami. Kawę liofilizowaną można przewozić m.in. w bagażu rejestrowanym.

Ze Stambułu do Dubaju M. poleciał już samolotem. Twierdził, że i tam miał spotkania biznesowe. Podczas tej opowieści pojawiła się największa sprzeczność jego wersji wyjazdu w celach biznesowych.

– Dopiero ze Stambułu planowałem lot do Dubaju. Wstępnie na siedem dni. Miałem zaplanowane spotkania z sieciami handlowymi z Bliskiego Wschodu – oświadczył Sebastian M. przed sądem.

Gdy jednak opowiadał o tym, że jechał z dwoma kolegami BMW po autostradzie A1, to mówił, że ich celem było spotkanie przy kolacji w Polipnie koło Piotrkowa. Podczas odpowiadania na pytania sądu M. powiedział, że chciał się spędzić czas z kolegami, bo nie miał się potem z nimi widzieć przez trzy miesiące z powodu wyjazdu.

Sebastian M. raz więc mówił, że na targi planował wyjechać na zaledwie siedem dni, by potem opowiadać, że musiał zjeść kolację z kolegami, zanim rozstał się z nimi na miesiące…

M. twierdził też w sądzie, że dysponuje biletami, rezerwacjami hotelowymi, które wskazują, że podróże służbowe planował miesiące wcześniej. – Już na posiedzeniach aresztowych wyszło, że oskarżony nie potrafi udowodnić swoich kontaktów biznesowych – wskazywał jednak prokurator Duda na sali sądowej.

Miganie długimi

Sędzia Renata Folkman pytała Sebastiana M., dlaczego włączał światła drogowe jadąc lewym pasem autostrady, dlaczego migał innym kierowcom, by zjeżdżali mu z pasa.

Kierowca BMW najpierw stwierdził, że nie pamięta, żeby w ogól mrugał światłami. Sędzia Folkman natychmiast uświadomiła wówczas oskarżonemu, że sąd dysponuje nagraniami świadków, na których widać, że poganiał światłami innych na drodze.

Przyparty do muru Sebastian M. wypalił wtedy: – Jeżeli to zrobiłem, to tylko, żeby uniknąć tego zderzenia.

Takie zdanie znów postawiło w sprzeczności poprzednie twierdzenia M. na temat wypadku. Opowiadał bowiem wcześniej, że kia nagle zjechała na lewy pas, przed niego, właściwie trochę w przedni bok auta. I że nie miał żadnych szans na reakcję.

Jak można być zaskoczonym nagłym wjechaniem z boku w auto przez kogoś z prawej strony i jednocześnie ostrzegać kogoś światłami długimi chcąc ocalić go przed „zderzeniem”, czyli mieć pełną świadomość tego, do czego może za chwilę dojść?

Łukasz Zboralski