Społeczeństwo
Kierowca BMW zabił panią Jolantę na pasach. W sądzie to z niej zrobiono sprawcę
Opublikowano
4 tygodnie temu-
przez
luzSądowy skandal w Siedlcach. Kierowca BMW, który przekraczał prędkości i zabił 79-latkę na przejściu dla pieszych, został uniewinniony. Pomogła w tym kuriozalna opinia biegłego, byłego policjanta, który całą winę przypisał ofierze oraz zeznania świadka, które sugerowały, że seniorka chciała popełnić samobójstwo. – Jakbyśmy dostali obuchem w głowę – mówi rodzina zabitej Jolanty Paprockiej

Zmierzchało, gdy 20 października 2022 r. wierni wychodzili z miejscowego kościoła w Łuzkach koło Siedlec. Po mszy, która zaczęła się o 17.00, z małej drewnianej świątynii wyszła też 79-letnia Jolanta Paprocka. Od domu, w którym zostawiła włączoną pralkę, dzieliło ją kilkadziesiąt kroków. Mieszkała naprzeciwko kościoła. Musiała tylko przejść przez przejście dla pieszych, które przedzielone jest wyspą azylu.
Jej znajoma Teresa O. zeznała potem, że przed kościołem jeszcze rozmawiały. Potem weszły na „zebrę”.
Gdy Jolanta Paprocka szła przez pierwsze pasy i dochodziła do azylu, przez miejscowość swoim ciemnym BMW jechał Kacper T. Choć wiózł dwoje swoich małych dzieci, jechał szybciej niż dozwolone w obszarze zabudowanym 50 km/h. I to mimo tego, że przed sobą miał oznakowane przejście dla pieszych.
Na monitoringu z miejscowego sklepu zachował się film. Widać dwie seniorki. Oddzielnie pokonują pasy. Jedna staje na wysepce, druga idzie bez zatrzymania. Musi znajdować się już na drugim przejściu, bo upływają około 3 sekundy, gdy na filmie pojawia się BMW. Kierowca hamuje dopiero przed pasami, zdecydowanie za późno. Uderza w panią Jolantę.
Huk słyszy mieszkająca w pobliżu synowa. Ktoś krzyczy „samochód wjechał w Paprocką”. Biegnie na skrzyżowanie. – Teściowa leżała we krwi… Jeszcze nie widziałam tyle krwi obok człowieka – opowiada Magdalena Paprocka. – Były też inne osoby z kościoła. Próbowaliśmy coś zrobić, dzwoniłam na 112.
Na miejscu dość szybko pojawiają się pogotowie i miejscowi policjanci z Łosic. Lekarka podaje adrenalinę, ale nic nie może zrobić. Odnotowuje, że obrażenia pieszej są tak poważne, że nie ma nawet możliwości intubacji. O godzinie 18.44 stwierdza zgon.
Biegły lekarz określa potem dokładnie przyczynę śmierci: obrażenia czaszkowo mózgowe w postaci złamania sklepienia i podstawy czaszki, krwiaki, stłuczenia tkanki mózgowej…
– Dostałam telefon od siostry, że mama miała wypadek – wspomina ten tragiczny wieczór Katarzyna Kurzyńska, córka Jolanty Paprockiej. – Ja mam taki zwyczaj, że jak słyszę jakiąś niepokojącą wiadomość, to się modlę. Poprosiłam syna, żeby ze mną uklęknął i chwilę się pomodlił. Potem pojechałam.
Na miejsce wypadku prawie nie może podejść. Nogi odmawiają jej posłuszeństwa. Zanim dojdzie do czerwonego parawanu, jedna z sąsiadek łagodnie przekazuje jej, że mama odeszła. Krzyczy, uspokaja się trochę, gdy ksiądz, który wybiegł z kościoła, ją namaszcza.
Synowa zabitej pieszej zachowuje zimną krew. To ona wskazuje policjantom, że przez pasy pani Jolanta szła z sąsiadką. To jej znajomy przywozi sąsiadkę na miejsce, by zeznała, co się działo. Starsza pani jest trochę bezradna. Mówi, że nie wie, jak do tego doszło.
Magdalena Paprocka tłumaczy też policjantom, że w sklepie jest monitoring. Sama biegnie tam, żeby zabezpieczyć nagranie. Film, który zachował się w aktach, jest tam dzięki jej interwencji.
Pod koniec listopada policjantka z Łosic, Katarzyna Wawrzyszczuk, odtwarza płytę z monitoringiem. W protokole zapisuje, co widzi na nagraniu: „Na wysepce rozdzielającej pasy jedna osoba zatrzymała się na widok jadącego z jej prawej strony pojazdu. Druga weszła na pas ruchu bez zatrzymania”.
Na miejsce wypadku przyjeżdża prokurator z Siedlec. Odnotowuje, że jednia była sucha i czysta. Nie odnotowuje, że policjanci nie przeprowadzili prób samochodem BMW. Nie sprawdzali, czy działają w nim systemy. Nie odnotowali też przestawienia auta po wypadku.

„Ona wskoczyła pod ten samochód”
21 października 2022 r. prokurator Tomasz Pniewski z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach wszczyna śledztwo w sprawie spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Przeprowadzenie czynności w sprawie – m.in. przesłuchanie świadków – zleca policjantom z Komendy Powiatowej Policji w Łosicach.
To ci funkcjonariusze 11 listopada przesłuchują Teresę O., która szła przez pasy z zabitą Jolantą Paprocką. Seniorka, która na miejscu wypadku nie bardzo potrafiła określić, do czego doszło, nagle zeznaje bardzo obszernie i precyzyjnie.
Twierdzi, że szły pod rękę, bo Jolanta Paprocka zawsze kogoś prosiła o to, by ją podtrzymał.
„Jak byłyśmy na wysepce rozdzielającej pasy ruchu zatrzymałyśmy się. Ja zobaczyłam, że z prawej strony od Kornicy nadjeżdża samochód. Jestem pewna, że ona też widziała. My jeszcze rozmawiałyśmy, że będziemy stać dopóki ten samochód nie przeleci (…) Nagle niespodziewanie puściła moją rękę i weszła na drugi pas jezdni. Ona weszła wprost pod nadjeżdżający samochód. Ona w ostatniej chwili wskoczyła pod ten samochód. Kierowca nie miał szans, żeby ją zobaczyć. (…) Mógł jej nie zauważyć, bo stałyśmy za znakami” – zeznaje Teresa O.
Na filmie widać, że kobiety idą oddzielnie. Nie trzymają się pod rękę. Raczej jedna za drugą. Nie widać tam szans na rozmowę. Zwłaszcza na wysepce rozdzielającej przejścia, bo Jolanta Paprocka w ogóle na niej nie przystaje. Mija Teresę O. i wchodzi na drugie przejście.
Znaki na wysepce nie są tak szerokie, by mogły za nimi zniknąć ludzkie sylwetki.
Teresa O. mówi jednak rzeczy jeszcze bardziej zdumiewające. Sugeruje, że jej sąsiadka – która dwa lata wcześniej straciła męża – mogła w ten sposób popełnić samobójstwo.
„Tamtego dnia po mszy jak wychodziła z kościoła mówiła mi, że ma dosyć tego życia. Mówiła, że chce do męża. Ona od dawna tak mówiła, że chce do Franka Paprockiego (zmarł 3 lata wcześniej). Mówiła takie rzeczy także innym, nie tylko mnie. Mówiła, że już nie chce żyć” – spisują słowa Teresy O. policjanci.
Seniorka tłumaczy też kierowcę: „„On jechał normalnie. Nie jechał szybko”.
– To nieprawdopodobne – komentuje córka Katrzyna Kurzyńska. – Mama zostawiła włączoną pralkę, gdy tego dnia szła do kościoła. Czekał na nią obiad. No i potem w jej domu znalazłam kartkę, którą pisała do jakiejś instytucji kościelnej. Pisała tam, że zakończyła już żałobę po mężu i że my, córki, jej w tym pomogłyśmy.
Prokurator Pniewski od razu ma jasny obraz sytuacji. Niecałe dwa miesiące po wypadku, 1 grudnia 2022 r., stawia Kacprowi T. zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Uważa, że kierowca BMW nie obserwował dostateczni drogi, nie zachował szczególnej ostrożności w rejonie przejścia dla pieszych i dlatego spowodował tę tragedię.
11 dni później Kacper T. zostaje przesłuchany w obecności adwokata. Nie przyznaje się do winy. Uważa, że nic nie mógł zrobić. „Zauważyłem pieszą, jak byłem na pasach. Nie hamowałem, bo było za późno na jakąkolwiek reakcję” – zeznaje.
Pierwszy biegły obwinia kierowcę i pieszą
Zanim prokurator przygotuje akt oskarżenia, zamawia opinię biegłego ds. rekonstrukcji wypadków. Wybiera biegłego Zdzisława Stangryciuka z Chełma. Śledczy każe mu odpowiedzieć w opinii, co było bezpośrednią przyczyną wypadku, czy taktyka jazdy kierowcy była prawidłowa i czy piesza przekraczała prawidłowo jezdnię. Nie pyta więc o wiadomości specjalne – czyli rekonstrukcję wypadku w czasie i przestrzeni – ale o to, co sam, jako prawnik, powinien wiedzieć. Bo na tym powinna polegać jego praca.
Biegły Stangryciuk przysyła swoją opinię na początku stycznia 2023 r. Nawet nie fatyguje się na miejsce wypadku, nie widzi go na oczy. W symulacji programu V-SIM odtwarza prędkość BMW przed wypadkiem. Uznaje, że Kacper T. tam, gdzie mógł jechać najwyżej 50 km/h, jechał aż 70 km/h.
Nie potrafi z monitoringu odtworzyć, kiedy piesza dokładnie weszła na pasy. Oblicza, że kierowca uderzył w nią po hamowaniu z prędkością 53,8 km/h.
Ocenia, że w tych warunkach Kacper T. powinien zauważyć pieszą z odległości 26,9 – 30,7 m. Zatem gdyby jechał z maksymalną dopuszczalną prędkością, miałby szansę zahamować i zatrzymać się przed przejściem.
„Kierujący samochodem poprzez fakt jazdy z nadmierną prędkością w obszarze zabudowanym, gdzie dozwolona wynosiła 50 km/h, jadąc z prędkością 70 km/h pozbawił się możliwości udzielenia pierwszeństwa pieszej na oznakowanym przejściu dla pieszych” – pisze we wnioskach Stangryciuk.
Dopisuje też jednak: „Piesza Jolanta Paprocka przekraczała jednię nieprawidłowo”. Bo skoro jedna piesza zatrzymała się na widok nieprawidłowo jadącego kierowcy, to i Paprocka powinna tak się zachować.

Kierowca przeprasza na pogrzebie, w sądzie idzie w zaparte
31 stycznia 2023 r. przesyła akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Siedlcach. W systemie do sprawy wylosowana zostaje sędzia Milena Świderska.
Jeszcze przed pierwszą rozprawą adwokat kierowcy składa wniosek o powołanie innego biegłego ds. rekonstrukcji wypadków drogowych. Mec. Marek Ułasiuk podnosi, że biegły Stangryciuk nie napisał, dlaczego według niego na monitoringu mają być akurat Jolanta Paprocka i Teresa O. Zarzuca też, że biegły nie napisał, dlaczego uważa, iż na filmie widać akurat BMW kierowane przez jego klienta.
Ma dodatkowe zarzuty: że biegły inżynier nie zinterpretował zasady ograniczonego zaufania oraz repsektowania przez pieszą zakazu wchodzenia na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych.
Pierwsza rozprawa przed Sądem Rejonowym w Siedlcach odbywa się 9 maja 2023 r. Kacper T. nie przyznaje się do winy. Odmawia składania wyjaśnień.
Rodzina zabitej pieszej jest zdumiona. Bo wcześniej Kacper T. pojawił się na pogrzebie Jolanty Paprockiej. Był roztrzęsiony. Przepraszał. Na sali sądowej nie chce jednak tych gestów powtarzać, uznaje się za niewinnego. Gdy pytamy go o tę przemianę jako dziennikarze, odpowiada, że tak po prostu doradził mu prawnik.
Na pierwszej rozprawie rodzina wskazuje nieprawdę w zeznaniach sąsiadki: że nie szła pod rękę z ich mamą, że Jolanta Paprocka nie miała czarnej kurtki a rudą jesionkę. Ujawniają też, że na miejscu wypadku było więcej osób, które wyszły z kościoła. Policjanci w ogóle nie dotarli do nich i nie spisali ich zeznań.
Na kolejnych rozprawach świadkowie, których pomijała policja, zeznają m.in., że kierowca po wypadku cofnął auto o blisko 10 m i zjechał nim na chodnik. Że miał okulary. Że jechał szybko. „50 km/h to on na pewno nie jechał”.
Teresa O. dociskana pytaniami łagodzi swoje zeznania złożone przed policją. Twierdzi, że wcale nie chciała sugerować samobójstwa. Rodzina domaga się przesłuchania tego świadka przed psychiatrą lub psychologiem. Sąd odmawia.
– Ze sprawy na sprawę czuliśmy, że coś jest nie tak, że doszło do jakiejś kuriozalnej zamiany ról – opowiada Katarzyna Kurzyńska. – Że nagle to my jesteśmy ci źli, a kierowca ten dobry. Że nagle to moja mama zrobiła coś złego, a on jest zupełnie niewinny.
Drugi biegły z szokującą opinią
Tuż przed świętami – 23 grudnia 2023 r. – sędzia Świderska dopuszcza dowód z opinii kolejnego biegłego. Tym razem analizę sporządza biegły Paweł Sadowski z listy Sądu Okręgowego w Warszawie.
W nagłówku swojej opinii przedstawia się jako magister inżynier oraz „Ex-Biegły z Zakresu Badań Wypadków Drogowych Instytutu Badawczego Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji”. Nazwisko tego biegłego znajdujemy w opisach szkoleń prowadzonych w Polsce dla prokuratorów, asesorów sądowych, sędziów.
On również przygotował swoją rekonstrukcję wypadku bez zjawienia się na przejściu dla pieszych w Łuzkach. Korzysta ze zdjęć z miejsca zdarzenia i lotniczych zdjęć portalu Geoportal.
Na podstawie tego samego nagrania zdarzenia wylicza inną prędkość BMW. Jego zdaniem kierowca przed naciśnięciem hamulca jechał około 59 km/h. To nadal więcej niż dopuszczalna prędkość w tym miejscu i nadal za dużo jak na dojeżdżanie do przejścia dla pieszych przy zmroku.
Były policjant zamiast zrekonstruować techniczne aspekty wypadku, orzeka o winie zamiast sądu. I całą winę zrzuca na zabitą Jolantę Paprocką.
Stwierdza, że samochód był 21 m od pasów, gdy piesza zaczęła tam wchodzić z azylu. „Taka odległość jest wejściem na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżającym samochodem (wtargnięciem)” – uważa.
„Piesza swoim zachowaniem stworzyła na jezdni sytuację niebezpieczną i stan zagrożenia. Zachowanie pieszej było niewłaściwe i niezgodne z przepisami Prawa o Ruchu Drogowym. Zachowanie pieszej należy zakwalifikować jako wtargnięcie na jezdnię przed nadjeżdżającym pojazdem. Zachowanie pieszej było bezpośrednią przyczyną zaistnienia analizowanego wypadku” – pisze Paweł Sadowski w opinii.
Biegły Sadowski pisze rzeczy wręcz kuriozalne. Takie, jakie wypisują kierowcy bez wiedzy w sporach na Facebooku. Uważa bowiem, że pieszy… może lepiej obserwować drogę, bo się wolniej porusza:„Piesza jako wolo poruszający się obserwator (w stosunku do kierującej samochodem) ma znacznie lepszą możliwość postrzegania sytuacji na drodze niż kierujący samochodem”.
W przypadku rozjechania 79-letniej pieszej o zmroku na pasach przez mężczyznę w sile wieku, taka uwaga jest wyjątkowo niemądra. Bo jeśli kierowca gorzej widzi, to musi wolniej jechać dojeżdżając do przejścia dla pieszych. Po prostu.
Jednocześnie Paweł Sadowski troskliwie mnoży w opinii argumenty na obronę kierowcy. Takie jak ten, że miał trudną sytuację, bo pojazd dojeżdżający do skrzyżowania mógł mu utrudnić obserwację przejścia.
„Z dostępnego materiału dowodowego wynika, że bezpośrednio przed wypadkiem z lewej strony wyjeżdżał samochód, którego światła mogły chwilowo utrudnić widoczność kierującemu samochodem BMW. Te wszystkie czynniki mogły utrudniać kierującemu samochodem BMW wcześniejsze dostrzeżenie pieszych” – czytamy w opinii.
Biegły były policjant w całości rozgrzesza więc kierowcę.
„Reasumując należy stwierdzić, że (…) kierujący BMW nie miał możliwości (mógł nie mieć możliwości) uniknięcia wypadku nawet wówczas, gdyby poruszał się z prędkości 50 km/h” – ocenia Sadowski. – „Kierujący BMW podjął właściwe manewry (manewr hamowania) na zaistniałą sytuację”.
Winę widzi tylko w zabitej seniorce: „Przyczyną wypadku było wtargnięcie pieszej wprost przed nadjeżdżający samochód”.
Za taką opinię inkasuje 5,6 tys. zł. Potem staje jeszcze przed sądem, by odpowiedzieć na pytania, za co wystawia kolejny rachunek – tym razem na blisko 2 tys. zł.
Przed sądem mówi kolejne kuriozalne rzeczy. Przekonuje bowiem, że zupełnie nie wiadomo, co chce zrobić pieszy, który pokona jedno przejście dla pieszych i dojdzie do azylu na środku jezdni: „Sam fakt stania pieszej na wysepce dla pieszych nie świadczy o tym, że pieszy chce przejść przez przejście dla pieszych”.
„Nie można przyjąć, że na piesza komunikowała chęć przejścia, kontynuowanie dalszego toru. Można przyjąć, że na początku był taki zamiar, a patrząc na nagraniu, pierwsza piesza będąca bliżej samochodu się zatrzymała, a więc jej zamiarem było ustąpienie pierwszeństwa pojazdowi, który znajdował się blisko” – opowiada przed sądem.
Sędzia: kierowca niewinny
8 lipca 2025 r. sędzia Milena Świderska wydaje wyrok, w którym… uniewinnia Kacpra T. od zarzucanego mu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Uzasadnienie poraża. Bo w przypadku Teresy O., która mówiła rzeczy niezgodne z uwidocznionymi na nagraniu i sugerowała samobójstwo, sędzia „dała wiarę zeznaniom świadka w całości”.
Sędzia bezkrytycznie przyjmuje też wszystkie kurioza, które napisał i powiedział biegły Paweł Sadowski. „To piesza swoim zachowaniem stworzyła na jezdni sytuację niebezpieczną i stan zagrożenia. Zachowanie pieszej było niewłaściwe i niezgodne z PoRD, które sąd w ślad za biegłym Pawłem Sadowskim ocenia jako wtargnięcie przed nadjeżdżający pojazd” – czytamy w uzasadnieniu wyroku Sądu Rejonowego w Siedlcach.
„Wprawdzie oskarżony przekroczył dopuszczalną prędkość administracyjną zbliżając się do przejścia dla pieszych, to powyższe nie wpływa na ocenę jego zachowania, bowiem nie można przypisać oskarżonemu winy” – pisze sędzia Świderska.
Rodzina obecna na ogłoszeniu wyroku nie może uwierzyć własnym uszom. – Jak usłyszałam „niewinny”, zaczęłam płakać i tak płakałam już do końca odczytywania tego wyroku – mówi Joanna Śmieciuch, córka zabitej w wypadku Jolanty Paprockiej.
– Takie wyroki godzą w polski wymiar sprawiedliwości, nie tylko w ten siedlecki – mówi Magdalena Paprocka.
Sąd okręgowy miażdży wyrok
Adwokat rodziny zmarłej złożył apelację od tego wyroku.
Sąd Okręgowy w Siedlcach rozpatrzył ją i 11 grudnia 2025 r. wydał wyrok uchylający. Sprawę przekazał do ponownego rozpatrzenia przed Sądem Rejonowym w Siedlcach.
Do sprawy wylosowana została inna sędzia – Marlena Olszewska. Nie zaplanowano jeszcze terminu pierwszej rozprawy.
***
Trzy miesiące temu, 4 grudnia 2025 r., Teresa O. szła do kościoła w Łuzkach przez to samo przejście, na którym na jej oczach zginęła Jolanta Paprocka. Wjechał w nią kierowca. Zginęła.
Łukasz Zboralski
