Ministerstwo Infrastruktury z grupą ekspertów pracuje nad zmianami szkolenia i egzaminowania kierowców w Polsce. W demokratycznych krajach takie debaty są publiczne, a pomysły są dyskutowane powszechnie. Tymczasem urzędnik resortu wysłał skandaliczną wiadomość, w której domaga się od członków tej grupy zachowania pomysłów na reformę w pełnej tajemnicy przed Polakami. Urzędnik ten zamieszany był w skandal z komisją układającą wadliwe pytania na prawo jazdy
Po tym, jak po raz kolejny w Polsce na egzamin na prawo jazdy trafiły błędne pytania, minister Dariusz Klimczak ogłosił poważną zmianę. Zapowiedział demontaż komisji zajmującej się układaniem i recenzją pytań, którą sami sobie stworzyli urzędnicy w tym resorcie i od lat dorabiali w niej do pensji. Ma powstać nowe ciało – według ustaleń brd24.pl w Instytucie Transportu Samochodowego – które na podstawie wyznaczonych po raz pierwszy od lat celów kształcenia zacznie od nowa układać dobry egzamin teoretyczny na prawo jazdy w Polsce. Klimczak zapowiedział też likwidację placu manewrowego na egzaminie na prawo jazdy na kategorię B (samochody osobowe).
Grono zaproszonych przez ministerstwo ekspertów spotkało się już kilka razy i wraz z urzędnikami dyskutowało o tym, jak zmienić polski system, by zamiast PRL-owskiej rutyny zaczął przypominać systemy w innych krajach. Pojawiły się m.in. pomysły obowiązkowego nagrywania egzaminów wewnętrznych w ośrodkach szkolenia kierowców oraz elektronicznej karty kursanta – która pozwoli sprawdzać, czy młodzi ludzie rzeczywiście odbywają godziny jazdy, za które zapłacili w OSK.
Eksperci, również na łamach brd24.pl, przedstawiają systemy działające w Wielkiej Brytanii czy Szwecji. Przy polskiej zmianie warto bowiem zobaczyć, co udało się zrobić innym i jak to u nich działa.
Propozycje ukryte przed opinią publiczną
Dyskusje grona ekspertów w Ministerstwie Infrastruktury nie są potem dostępne w formie protokołów ze spotkań. Nie ma też transmisji. Nikt nie wie, jakie dokładne pomysły i kto przedstawia na tych posiedzeniach. To coś niespotykanego w krajach rozwiniętych, gdzie takie zmiany dyskutowane są publicznie.
Niektórzy eksperci sami przedstawiają jednak część spraw poruszanych w gmachu resortu. Dzięki czemu można wstępnie oceniać pomysły, które się pojawiają. Tak można było wychwycić m.in. lobbing dużych ośrodków szkolenia kierowców. Te chcą przy okazji uzyskać przewagę nad małymi OSK i proponują zapisanie w prawie, że każdy ośrodek ma obowiązkowo posiadać plac manewrowy i to o określonych rozmiarach.
Dyrektor Mucha próbuje uciszyć ekspertów
Teraz uczestniczący w spotkaniach w resorcie mają zamilknąć całkowicie. Taki nacisk w wiadomości wysłał im Łukasz Mucha, zastępca dyrektora Departamentu Transportu Drogowego. W wiadomości e-mail napisał coś, co w zachodnich krajach byłoby nie do pomyślenia – że lepsze rozwiązania publicznego systemu zostaną przygotowane, gdy nikt nie będzie ludziom mówił o tym, co resort zamierza zrobić
W wiadomości padły słowa o zaufaniu, dyskrecji i poufności”. Urzędnik Mucha przekonuje ekspertów, że gdy nie będą rozmawiać o propozycjach i nikt się o nich nie dowie, to wymiana poglądów na temat zmian będzie… bardziej konstruktywna (sic!).
„Pragnę szczególnie podkreślić, że fundamentem skutecznego wypracowania rozwiązań jest wzajemne zaufanie wszystkich uczestników grupy eksperckiej, które może zostać utrzymane wyłącznie przy bezwzględnym poszanowaniu poufności prowadzonych prac. Jednocześnie wyrażam głęboki szacunek dla Państwa wiedzy, doświadczenia oraz zaangażowania — to właśnie dzięki nim możliwe jest prowadzenie rzetelnej, merytorycznej dyskusji i poszukiwanie najlepszych rozwiązań” – napisał w wiadomości Łukasz Mucha. I dodał: – „Jakiekolwiek przedwczesne upublicznianie informacji osłabia ten proces, utrudnia otwartą i konstruktywną wymianę poglądów oraz może negatywnie wpłynąć na jakość i spójność wypracowywanych propozycji. Zachowanie dyskrecji na tym etapie jest niezbędne dla zapewnienia efektywności prac oraz stworzenia warunków do opartej na zaufaniu, profesjonalnej współpracy”.
Dorabiający w komisji
Łukasz Mucha jest jednym z urzędników Ministerstwa Infrastruktury, którzy przez lata dorabiali do pensji obsiadając stworzoną przez nich samych w resorcie komisję ds. układania i recenzowania pytań na prawo jazdy.
Jak bowiem ujawnił brd24.pl, prawo, które nakazywało powołanie takiej komisji, zostało napisane na komputerze urzędnika o inicjałach T.P. Pasowały do Tomasza Piętki, ówczesnego głównego specjalisty w Departamencie Transportu Publicznego. Resort potwierdził nam potem, że Piętka brał udział w tworzeniu tej ustawy. Tak się złożyło, że po powołaniu komisji, akurat on przez kilka lat (2014-2017) był jej szefem.
Kiedy Piętka przestał pełnić funkcję szefa, zastąpił go na stanowisku właśnie Łukasz Mucha. Z interpelacji poselskich wiadomo, że zarabiał jako przewodniczący od 2017 r. do co najmniej 2021 r.
Cztery lata temu doszło do afery związanej z komisją – przekazała na egzamin państwowy na prawo jazdy błędne pytania. Ówczesny minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zawiadomił prokuraturę (śledztwo zakończono umorzeniem). Z pracą w resorcie pożegnał się wówczas Tomasz Piętka. Łukasz Mucha pozostał w resorcie.