Sąd w Warszawie wydał wyrok w sprawie Łukasza Żaka, sprawcy śmiertelnego wypadku w Warszawie w 2024 r. Zdecydowano też o karach w sprawie jego kolegów, którzy nie pomagali ofiarom, tuszowali przestępstwo i pomagali sprawcy uciec po wypadku
Łukasz Żak podczas ogłoszenia wyroku skazującego w warszawskim sądzie Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl
W Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście zapadł dziś (16 lipca) wyrok w sprawie wypadku, do którego doszło w mnocy z 14 na 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Łukasz Żak pędził Volskwagenem Arteonem. Według biegłych jechał 225 km/h i był pijany. Wszystko filmował telefonem. Wjechał w tył Forda, którym do domu podróżowała czteroosobowa rodzina. Zabił 37-letniego ojca, który jechał jako pasażer. Ciężko ranił Ewelinę, 37-letnią żonę zmarłego. Do szpitala trafiły też dzieci w wieku czterech i ośmiu lat. Po wypadku Łukasz Żak uciekł z Polski. Został zatrzymany w Niemczech.
Prokurator żądał 20 lat, sędzia nakazał tyle samo
Sędzia Maciej Mitera podczas ogłaszania wyroku w sprawie wypadku spowodowanego przez Łukasza Żaka Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl
Podczas mów końcowych prokurator wskazał na degenerację głównego oskarżonego i jego kompanów. Nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących. Dlatego uznał, że jedynym rozsądnym orzeczeniem będzie jak najdłuższa izolacja Łukasza Żaka od społeczeństwa. Zażądał 20 lat pozbawienia wolności. To maksymalna kara, jaką oskarżony mógł otrzymać za spowodowanie śmiertelnego wypadku po pijanemu, złamanie po raz kolejny sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, nieudzielenie pomocy ofiarom i zbiegnięcie z miejsca zdarzenia.
Sędzia Maciej Mitera skazał Łukasza Żaka na 20 lat. O zwolnienie przedterminowe będzie mógł ubiegać się po 15 latach.
Sąd zakazał też dożywotnio Żakowi prowadzenia pojazdów mechanicznych i zapłatę zadośćuczynienia ofiarom wypadków.