Społeczeństwo
Skandal w Sejmie. Do rozmów o problemie dzieci na rowerach resort wysłał urzędników, którzy nic nie wiedzieli
Opublikowano
1 miesiąc temu-
przez
Andrzej ŁapaPolskie przepisy robią z dziecka jadącego rowerem pieszego, każą mu w określonych sytuacjach jechać lewą stroną jezdni, a po ukończeniu 10 lat odbierają mu możliwość legalnej jazdy aż do uzyskania karty rowerowej – a do egzaminu na kartę podejść nie może miesiącami. Ministerstwo Infrastruktury zna problem od lat, ale na posiedzenie specjalnego zespołu parlamentarnego wysłało osoby, które przyznały, że nie zajmują się tematem merytorycznie i zostały oddelegowane jedynie w roli obserwatorek

Dziś (16 lipca) odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Transportu Rowerowego. Posiedzeniu przewodniczył poseł Franciszek Sterczewski, a spotkanie poświecono przepisom dotyczącym uprawnień do kierowania rowerami przez dzieci i młodzież oraz edukacji rowerowej.
Na miejscu obecne były przedstawicielki Ministerstwa Edukacji Narodowej. Zdalnie połączyły się przedstawicielki Ministerstwa Infrastruktury, w tym Sekretariatu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego oraz Departamentu Transportu Drogowego.
Początkowo nie było jednak pewne, czy przedstawicielki resortu infrastruktury w ogóle zamierzają zabrać głos. Były widoczne jako zalogowane, ale nie odpowiadały na kolejne prośby prowadzących. Problemy techniczne, czy tylko ktoś się zalogował i poszedł na kawę? Okazało się, że przedstawicielki resortu były obecne, ale żadna z nich nie potrafiła merytorycznie odpowiedzieć na najważniejsze pytania dotyczące przepisów, za które odpowiada Ministerstwo Infrastruktury.
Dzisiaj pieszy, jutro kierujący – ale jeździć mu nie wolno
Najważniejsze problemy na spotkaniu w parlamencie przedstawił Marek Smyk z Polskiej Federacji Rowerowej i Stowarzyszenia Zielone Mazowsze. Jak wskazywał, polski system edukacji rowerowej jest archaiczny i w dużej części pozorowany.
– Tak naprawdę udajemy, że uczymy dzieciaków. One jeżdżą po sali gimnastycznej wykonując jakieś dziwne tory przeszkód. To się słabo sprawdza w ruchu ogólnym – mówił Smyk. Wskazał, że państwo udaje, iż przeprowadza prawdziwy egzamin uprawniający do poruszania się w ruchu drogowym, a dzieci później udają, że potrafią stosować przepisy w praktyce.
Jednym z największych absurdów jest ustawowy status dziecka do ukończenia 10. roku życia. Dziecko powinno korzystać z infrastruktury przeznaczonej dla pieszych.
Absurd staje się jeszcze większy po dziesiątych urodzinach. Dziecko przestaje być traktowane jako pieszy na rowerze. W zależności od daty urodzenia i terminu egzaminu organizowanego przez szkołę taka luka może trwać ponad 500 dni. Smyk zwrócił uwagę, że dzieci w tym okresie i tak będą jeździły, lecz bez wymaganych uprawnień. Jego zdaniem może to mieć demoralizujący wpływ, ponieważ pokazuje najmłodszym, że przepisy są jedynie ozdobą, której nie trzeba poważnie traktować.
Także ja zwróciłem uwagę na ten problem. – Mam taką prośbę, by Ministerstwo Infrastruktury wydało komunikat, czy widzi problem w tym, że osoba, która ma 9 lat i 300 dni może jeździć rowerem, ale na przykład za 4 miesiące na ten rower już nie może wejść, przez półtora roku – prosiłem podczas posiedzenia.
Państwo stworzyło system, w którym dziecko może przez lata jeździć z rodzicem, a po ukończeniu 10 lat nagle traci możliwość legalnego korzystania z roweru. Nie dlatego, że zapomniało, jak się jeździ albo spowodowało zagrożenie. Wyłącznie dlatego, że przepisy są wadliwe.
Nauka jazdy bez wyjeżdżania na drogę
Drugi problem dotyczy edukacji. Dziecko przygotowujące się do egzaminu na kartę rowerową może poznawać znaki, rozwiązywać testy i jeździć po boisku albo miasteczku ruchu drogowego. Nie może jednak w sposób systemowy uczyć się jazdy tam, gdzie po uzyskaniu karty będzie rzeczywiście się poruszać – na ulicach, rondach i skrzyżowaniach.
– Wyobraźmy sobie, że ludzie, którzy uczą się na prawo jazdy, nie mają prawa wyjechać na miasto, dopóki nie zdadzą na prawo jazdy – mówił Smyk. Dopiero po uzyskaniu dokumentu mieliby wyjechać na ulice i autostrady oraz samodzielnie nauczyć się funkcjonowania w rzeczywistym ruchu. – Z rowerami właśnie tak jest, taki absurd mamy od lat i nic się z tym nie zmienia – wytykał.
Więcej godzin, ale ministerstwo nie wie, kto potrafi uczyć
Przedstawicielka Ministerstwa Edukacji Narodowej poinformowała, że zwiększy się liczba godzin zajęć praktyczno-technicznych. Dotychczasowa jedna godzina techniki ma być zastąpiona dwiema godzinami zajęć w klasach IV-VI, sukcesywnie wraz z wdrażaniem nowej podstawy programowej.
Według przedstawicielki MEN nauczyciele będą mieli dzięki temu więcej czasu na praktyczną realizację podstawy programowej. Samo zwiększenie liczby godzin nie sprawi jednak, że nauczyciel automatycznie będzie wiedział, jak przygotować dzieci do przejazdu przez skrzyżowanie, jazdy po rondzie albo wykonania lewoskrętu.
Ministerstwo zostało więc zapytane, ilu nauczycieli ma rzeczywiste przygotowanie z dydaktyki bezpieczeństwa ruchu drogowego. Nie chodziło o formalne uprawnienia do prowadzenia techniki, ale o praktyczne kompetencje potrzebne do szkolenia młodych rowerzystów.
Resort takich danych nie ma. – Ani minister edukacji, ani nikt poza rzeczywiście dyrektorem szkoły – czyli osobą, która sprawuje bezpośredni nadzór nad pracą nauczyciela – nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć Panu, czy ktoś faktycznie umie czegoś uczyć. No to jest niemożliwe. Mamy pół miliona nauczycieli – przyznała przedstawicielka MEN.
– Czyli rozumiem, że do końca nie wiemy, ilu nauczycieli ma przeszkolenie z dydaktyki bezpieczeństwa ruchu drogowego – podsumował obecny na spotkaniu w Sejmie Krzysztof Woźniak z Radia TOK FM.
Państwo zwiększa więc liczbę godzin, ale nie wie, ilu nauczycieli rzeczywiście potrafi zrealizować jeden z najważniejszych elementów zajęć. Następnie powierza im przygotowanie dzieci do samodzielnego poruszania się po drogach, ale bez możliwości jazdy w realnym ruchu drogowym, dzieci przygotowują się do jazdy na boisku szkolnym.
To system oparty na nadziei, że nauczyciel znajdzie odpowiednie szkolenie, skorzysta z niego i będzie potrafił przeprowadzić zajęcia praktyczne.
Krajowa Rada BRD problem widzi, ale przerzuca na innych
Do problemów prawnych nie odniosła się merytorycznie również Monika Kowalewska z Sekretariatu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Zapytano ją, czy KRBRD rekomendowała ministrowi infrastruktury zmianę definicji dziecka jadącego rowerem oraz czy podejmowała działania w sprawie absurdów przedstawionych podczas posiedzenia.
Przedstawicielka sekretariatu stwierdziła, że KRBRD dostrzega rozbieżność między sytuacjami występującymi na drodze a obowiązującymi regulacjami. Nie wskazała jednak żadnej konkretnej rekomendacji, analizy ani działania podjętego w tej sprawie.
– Kwestie te są przede wszystkim w kompetencji Departamentu Transportu Drogowego. Kwestie te podnosimy, jeżeli taka będzie konieczność, będziemy współdziałać z tym Departamentem – powiedziała Monika Kowalewska.
Po ponowieniu pytania wyjaśniła, że sprawy legislacyjne należą do innej komórki resortu. – My dajemy rekomendacje, mówimy jaki jest problem, natomiast kwestia już jak faktycznie to będzie wyglądało w ustawie leży po stronie drugiego Departamentu – przekonywała.
Krajowa Rada BRD ma być najważniejszym państwowym organem doradczym i pomocniczym w sprawach bezpieczeństwa ruchu drogowego. Na posiedzeniu poświęconym bezpieczeństwu dzieci jej przedstawicielka nie potrafiła jednak powiedzieć, jakie konkretnie rekomendacje zostały przekazane, kiedy to zrobiono i czy ktokolwiek rozpoczął prace nad zmianą przepisów.
Była za to w stanie zapowiedzieć kolejną kampanię społeczną.
Resort odpowiedzialny za przepisy wysłał obserwatorki
Jeszcze bardziej kompromitująca była postawa Departamentu Transportu Drogowego, do którego odesłała przedstawicielka KRBRD.
Kiedy przedstawicielkę tego departamentu zapytano, czy ministerstwo planuje zmianę przepisów dotyczących statusu dziecka na rowerze, odpowiedziała wprost, że nie jest w stanie odnieść się do sprawy.
– Niestety nie jestem w stanie w tym momencie wypowiedzieć się na temat zmiany wieku kierujących rowerem, ponieważ niestety osoby, które zajmują się tym merytorycznie, nie ma ich na tym spotkaniu, więc my oczywiście możemy wypowiedzieć się w wersji pisemnej na ten temat”- poinformowała przedstawicielka resortu, Aneta Konefał.
Poproszona chociaż o ogólny komentarz do przedstawionych problemów również odmówiła. – Niestety ja nie mogę się wypowiadać na ten temat. Ja dzisiaj razem z koleżanką zostałyśmy oddelegowane w roli obserwatora – ucięła.
Na posiedzenie zespołu parlamentarnego dotyczące konkretnych przepisów Ministerstwo Infrastruktury wysłało więc osoby, które nie mogły powiedzieć, czy resort dostrzega problem, czy planuje zmianę prawa i jakie jest jego stanowisko.
Kiedy skrytykowaliśmy takie podejście urzędu do tematyki, której regulacją się zajmuje, głos zabrała Agnieszka Szokało z Wydziału Ruchu Drogowego Departamentu Transportu Drogowego. Przeprosiła za nieobecność osób kluczowych, które miały w tym czasie uczestniczyć w innych spotkaniach. – Jesteśmy tutaj po to, aby móc Państwa wysłuchać po raz kolejny i aby naprawdę zgromadzić ten cały materiał – powiedziała Agnieszka Szokało. To jedno zdanie najlepiej podsumowało funkcjonowanie państwa w tej sprawie.
Bo problemy, o których rozmawiano w Sejmie nie są nowe, są znane od kilkunastu lat. Organizacje rowerowe przekazywały resortowi dokumenty i konkretne propozycje. Do ministerstwa trafiła petycja dotycząca dokładnie tego samego zagadnienia. Mimo to resort nadal „gromadzi materiał” i „słucha”.
– Co stoi na przeszkodzie? Nie czy trwają prace, nie czy będą trwać, tylko co może stać na przeszkodzie, żeby te wszystkie przepisy, które były tutaj mówione, weszły w życie – dopytywał urzędniczki Krzysztof Woźniak.
Odpowiedzi się nie doczekał.
Pytanie prasowe bez odpowiedzi
Redakcja brd24.pl wysłała 1 lipca 2026 r. do Sekretariatu KRBRD pytanie prasowe dotyczące dokładnie tego samego problemu. Do dziś odpowiedź nie nadeszła.
W pytaniu wskazaliśmy, że obowiązujące przepisy tworzą wielomiesięczną lukę prawną, w której dzieci po ukończeniu 10 lat, ale przed uzyskaniem karty rowerowej, nie mogą legalnie poruszać się rowerem po drogach publicznych ani strefach ruchu.
KRBRD została zapytana między innymi o to, czy zna problem, od kiedy się nim zajmuje, jakie podjęła działania, czy dostrzega sprzeczności w przepisach oraz czy dysponuje danymi o liczbie dzieci objętych taką luką.
Przedstawicielka KRBRD była obecna na posiedzeniu, ale również wtedy nie odpowiedziała na pytania postawione przez redakcję. Zamiast wskazać, czy Rada zna skalę problemu, od kiedy się nim zajmuje i jakie podjęła działania, odesłała kwestie prawne do Departamentu Transportu Drogowego.
Petycja z 24 kwietnia. Ministerstwu został niewiele ponad tydzień
Petycja w sprawie zmiany statusu prawnego dziecka kierującego rowerem została złożona 24 kwietnia 2026 r. Termin trzech miesięcy upływa 24 lipca 2026 r. Ministerstwu na odpowiedź pozostało więc osiem dni, czyli niewiele ponad tydzień.
Formalnie resort nadal mieści się w terminie. Trudno jednak mówić o rozpatrywaniu sprawy bez zbędnej zwłoki, skoro odpowiedź nie została udzielona przez niemal trzy miesiące, a na kilka dni przed upływem terminu przedstawiciele ministerstwa nie potrafili nawet zaprezentować stanowiska.
Zwróciliśmy na to uwagę podczas posiedzenia w Sejmie. – Mają Państwo jako Ministerstwo Infrastruktury jeszcze około 2 tygodnie na odpowiedź na petycję w sprawie rowerzystów i zmiany tych przepisów. Niestety od ponad dwóch miesięcy brak odpowiedzi. Wszystko jest zostawiane na ostatnią chwilę i właśnie to, że Państwo dzisiaj nie są w stanie odpowiedzieć na tak proste pytania – pokazuje stosunek Ministerstwa Infrastruktury do tego tematu – powiedziałem.
Ministerstwo nie musi dopiero odkrywać problemu. Otrzymało dokumenty, konkretne propozycje zmian, petycję i pytanie prasowe. Teraz powinno odpowiedzieć, czy zamierza cokolwiek zrobić.
Naprawy nie ma, za to będzie kampania
Sekretariat KRBRD zapowiedział podczas posiedzenia kampanię społeczną skierowaną do dzieci i młodzieży. Ma ona przedstawiać zagrożenia związane z poruszaniem się rowerami, rowerami elektrycznymi, hulajnogami elektrycznymi oraz urządzeniami transportu osobistego.
Państwo przygotuje więc materiały promocyjne, ale nadal nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego dziecko na rowerze jest pieszym, dlaczego po ukończeniu 10 lat może stracić możliwość legalnej jazdy i dlaczego przed egzaminem nie można go prawidłowo szkolić w rzeczywistym ruchu.
Kampania nie naprawi złego prawa. Plakat nie zastąpi praktycznej edukacji. Film promocyjny nie sprawi, że nauczyciel bez odpowiedniego przygotowania będzie potrafił bezpiecznie przeprowadzić dzieci przez skrzyżowanie.
Państwo nie dba o bezpieczeństwo dzieci. Państwo je pozoruje
Ministerstwo Infrastruktury może publikować komunikaty, zapowiadać kampanie i zapewniać, że bezpieczeństwo najmłodszych jest najważniejsze. Nie zmieni to faktu, że od lat toleruje przepisy, które w niektórych sytuacjach zmuszają rodziców i dzieci do wyboru między zachowaniem legalnym a zachowaniem bezpiecznym.
Ministerstwo Edukacji może podwoić liczbę godzin, ale bez przygotowanych nauczycieli, praktycznej nauki na drogach i współpracy z resortem infrastruktury nadal będzie to przede wszystkim teoria, znaki i jazda między pachołkami.
Andrzej Łapa
