Wielu kierowców wjeżdża pod prąd na drogę ekspresową S3. Wydarzył się nawet śmiertelny wypadek. Ministerstwo Infrastruktury nie zleciło nawet audytu oznakowania. I choć w innych krajach są dodatkowe znaki ostrzegające przed wjazdem pod prąd, polscy urzędnicy wiedzą lepiej: „wprowadzanie kolejnego znaku nie wydaje się uzasadnione” – odpowiadają na pytania brd24.pl

23 czerwca w wypadku spowodowanym przez kierowcę jadącego pod prąd na drodze ekspresowej S3 zginęły dwie osoby. Fot. policja
Wjazdy pod prąd na autostradę czy drogę ekspresową zdarzają się nie tylko w Polsce. W samych Niemczech odnotowywanych jest blisko 3 tys. takich zdarzeń rocznie. Dlatego wiele krajów postanowiło zadbać o tych, którzy mimo standardowego oznakowania popełniają błąd i instaluje dodatkowe oznakowanie ostrzegające przed wjechaniem ze złej strony na drogę szybkiego ruchu.
W Polsce w ostatnio doszło do kilku przypadków jazdy pod prąd na drodze ekspresowej S3. I większość z nich wydarzyła się w okolicach Sulechowa.
Przypadki z S3
W grudniu ubiegłego roku 93-latek w toyocie wjechał tam pod prąd. I choć jadący z naprzeciwka kierowca audi próbował się ratować przed zderzeniem czołowym, samochody i tak się zderzyły. Na wypadek najechał kierowca renault, który ostro zahamował i wtedy wjechał w niego volkswagen. Efekt? Cztery auta rozbite i czworo rannych, w tym dzieci.
Do kolejnego wypadku na S3 doszło 13 marca tego roku. 67-letni kierowca jechał pod prąd i na odcinku pomiędzy Międzyrzeczem a Świebodzinem zderzył się swoim renault ze skodą, którą jechała 37-letnia kobieta. Mężczyzna zginął na miejscu. Ciężko ranną kobietę zabrało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Zaledwie trzy dni później – 16 marca – policja zatrzymała kierowcę forda galaxy, który jechał pod prąd S3 w okolicach Gorzowa.
Na początku lutego na węźle S3 w Skwierzynie kobieta wjechała volkswagenem pod prąd i zderzyła się czołowo z hyundaiem. Ranne zostały cztery osoby z obu samochodów. Zabrano je do szpitali.
25 maja tego roku 85-letnia kobieta jechała pod prąd na S3 w stronę Zielonej Góry. Na nagraniu, które jeden z kierowców wysłał do mediów i policji, widać było, że tylko dzięki niezwykłemu refleksowi uniknął tragedii. Policjanci zatrzymali starszej pani prawo jazdy i skierowali wniosek do sądu o jej ukaranie oraz o skierowanie na badania, które potwierdzą jej zdolność do kierowania pojazdami.
Ostatni wypadek wydarzył się zaledwie dwa tygodnie temu. 23 czerwca starszy kierowca w mercedesie jechał pod prąd S3 na odcinku Świebodzin – Sulechów. Zderzył się czołowo z lexusem. Kierowca mercedesa zginął na miejscu. Kierowca lexusa, którym okazał się znany miejscowy biznesmen, zmarł po przewiezieniu do szpitala.
Urzędnicy: Analiza? Nie ma. Nowe znaki? Nie potrzebne
Ponieważ od czytelników dostawaliśmy sygnały, że do wjazdów pod prąd na S3 dochodzi znacznie częściej, zapytaliśmy Ministerstwo Infrastruktury – nadzoruje nie tylko Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad odpowiadającą za drogę S3, ale też działa w nim Krajowa Rada BRD – czy po tych zdarzeniach zleciło przeprowadzenie audytu m.in. dotyczącego oznakowania.
Z odpowiedzi ministerstwa jasno wynika, że nie przeprowadzono dotąd żadnej analizy związanej ze zdarzeniami jazdy pod prąd. Urzędnicy piszą tylko o tym, że w ramach nadzoru resort prowadzi kontrolę organizacji ruchu na tych drogach:
„Odnosząc się do kwestii analizy oznakowania na drogach zarządzanych przez GDDKiA informuję, że resort infrastruktury, w ramach sprawowanego przez ministra właściwego do spraw transportu nadzoru nad zarządzaniem ruchem na drogach krajowych, prowadzi kontrolę organizacji ruchu na tych drogach. Prowadzone kontrole skutkują wprowadzaniem zmian w stałej organizacji ruchu, a także w czasowej organizacji ruchu odcinków dróg, na których prowadzone były roboty drogowe albo które były objęte przebudową. Wprowadzone przez organ zarządzający ruchem – Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad – zmiany w organizacji ruchu pozytywnie wpływają zarówno na poziom bezpieczeństwa w ruchu drogowym, jak i odpowiedni standard oznakowania drogowego” – napisał rzecznik resortu infrastruktury Szymon Huptyś.
Zapytaliśmy też, czy nie należałoby wzorem innych krajów (m.in. Francji, Niemiec, Chorwacji) wprowadzić dodatkowego, wyraźnego ostrzegawczego oznakowania dla kierowców, którzy źle skręcą na zjazdach i zaczną nimi wjeżdżać na drogę szybkiego ruchu.

Znak ostrzegający przed wjazdem pod prąd na drodze szybkiego ruchu w Austrii. Fot. Pflatsch/CC-ASA-3.0
Ministerstwo Infrastruktury uznaje jednak – inaczej niż w innych krajach, dłużej posiadających drogi szybkiego ruchu i świadomych, że kierowcy mogą popełniać błędy – że obecne oznakowanie wystarczy. I choć kierowcy wjeżdżają pod prąd, polscy urzędnicy nie zamierzają kierowców dodatkowo ostrzegać.
„W obowiązującym stanie prawnym kierujący pojazdem, który dopuszcza się jazdy w kierunku przeciwnym do ruchu odbywającego się na autostradzie lub drodze ekspresowej, nie stosuje się do dyspozycji wynikającej z art. 16 ustawy z dnia 20 czerwca 1997 r. Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2017 r. poz. 1260, z późn. zm.) oraz minimum 3 znaków drogowych (P-7b „linia krawędziowa ciągła”, P-21 „powierzchnia wyłączona z ruchu”, a także C-5 „nakaz jazdy prosto). Wprowadzanie do porządku prawnego kolejnego znaku drogowego – ostrzegającego przed wjechaniem „pod prąd” – nie wydaje się uzasadnione” – napisał rzecznik Szymon Huptyś.
Urzędnicy dają więc wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierzają próbować działać tak, by nie doprowadzać do śmiertelnie niebezpiecznych sytuacji. To wpisuje się w dotychczasowy profil ich działań. Za to zapewne po kilku latach zrobią kampanię edukacyjną o tym, że nie należy jeździć pod prąd…
Łukasz Zboralski