Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 802
  • Ranni w wypadkach - 14759
  • Kierowcy po alkoholu - 57836
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 54.32
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.4
  • Średnia liczba rannych dziennie: 62.54
  • Zabici w wypadkach - 802
  • Ranni w wypadkach - 14759
  • Kierowcy po alkoholu - 57836
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 54.32
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.4
  • Średnia liczba rannych dziennie: 62.54

Społeczeństwo

Dawid zabił ojca z dzieckiem na motocyklu. Prokurator żądał 19 lat, sąd skazał go na 15

Opublikowano

-

Dawid F. rok temu łamiąc sądowy zakaz wsiadł do auta, jechał za szybko, uderzył czołowo w ojca wiozącego 13-latka motocyklem. Po wypadku uciekł razem z pasażerem i pił wódkę. Sąd skazał go na 15 lat wiezienia uznając, że ofiara przyczyniła się do wypadku, bo nie uciekła pijanemu bandycie drogowemu z drogi

25-letni Dawid F. ma spędzić w więzieniu 15 lat. Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Sprawę wypadku, do którego doszło 10 lipca 2025 r. w Warszawie szczegółowo opisywaliśmy w brd24.pl na podstawie akt sądowych.

Dawid F., wówczas 24-latek, od roku miał sądowy zakaz, ale nic sobie z niego nie robił. Z poznanym przygodnie Mariuszem P. postanowili imprezować. Kupili alkohol. Jeździli po Warszawie. Około godziny 23 wracali remontowanym odcinkiem autostrady. Dawid F. rozpędził opla vectrę jadąc na kole dojazdowym do 108 km/h tam, gdzie wolno było jechać maksymalnie 50 km/h. Wjechał czołowo w Norberta L., który z 13-letnim synem Wojtkiem wracał do domu po meczu piłkarskim. Obu zabił. Po wypadku Dawid F. i Mateusz P. uciekli nie udzielając pomocy ofiarom. Dawid został zatrzymany o 7 rano, miał 0,4 promila alkoholu w organizmie. Przyznał, że po wypadku pił wódkę i piwo.

Prokurator żądał 19 lat, sędzia dał 15

20 lipca sędzia Anna Wasilewska-Mikusek w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza w Warszawie wydała wyrok wobec obu mężczyzn.

Dawid F. został uznany winnym spowodowania wypadku śmiertelnego i uznano, że kara za to ma być zaostrzona w związku z ucieczką i spożywaniem alkoholu po wypadku a przed zbadaniem przez służby. Został też uznany winnym złamania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

Za spowodowanie wypadku sędzia skazała kierowce na 14 lat więzienia (górną granicą było 20 lat). Łamanie sądowego zakazu rozpatrywano oddzielnie, bo prokurator Klaudia Grzesik potrafiła udowodnić, że Dawid F. jeździł wcześniej po całej Warszawie, zatem zakaz łamał nie tylko podczas spowodowania wypadku. Za samo złamanie zakazu sędzia skazała go też na 2,5 roku więzienia (górna granica wynosiła 5 lat).

Sędzia Wasilewska-Mikusek wydała łączną karę 15 lat pozbawienia wolności.

Dawid F. usłyszał też dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, nakaz zapłaty 10 tys. zł na Fundusz Sprawiedliwości. Sąd nakazał mu również zapłatę na rzecz wdowy po motocykliście oraz dwójki pozostałych dzieci zapłatę po 50 tys. zł dla każdego z nich.

Pasażer samochodu Mariusz P. został skazany za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku na rok i 10 miesięcy więzienia. Ma też zapłacić wdowie oraz ofiarom po 5 tys. zł nawiązki.

Mariusz P. za nieudzielenie pomocy usłyszał wyrok roku i 10 miesięcy więzienia Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Nie wiedział, ile jechać? To powinien jechać 50 km/h w zabudowanym

– Sąd chciałby wskazać, że naczelną i podstawową zasadą procesu karnego jest zasada domniemania niewinności. Sądzimy w postępowaniu czyn, nie człowieka. Nie osądzamy go. Właściwości, warunki osobiste, sposób życia przed i po popełnieniu czynu mają znaczenie na etapie wymiaru, nie samego oceniania czynu pod kątem prawnokarnym i tego, jak społecznie szkodliwy był ten czyn – wskazała sędzia Anna Wasilewska-Mikusek. I zaznaczała, że sprawa ta różni się od głośnej sprawy Łukasza Żaka (skazanego na 20 lat więzienia za spowodowanie wypadku z jedną ofiarą śmiertelną).

Sąd wskazał, że od 2024 r. Dawid F. miał trzyletni sądowy zakaz prowadzenia pojazdów za jazdę po pijanemu i doskonale o tym zakazie wiedział. – Wyjaśnienia samego oskarżonego wskazują, że nie zamierzał się do tegoż orzeczenia stosować. Pożyczył od kolegi samochód na użyczenie, nawet zamierzał go kupić. Tu w grę chodziła już właściwie próba finalizowania transakcji kupna, czyli i jeździł wcześniej, i zamierzał jeździć później tym samochodem – mówiła sędzia uzasadniając wyrok. – To zdarzenie z 10 lipca nie było incydentem w złamaniu tego zakazu. Przecież tu nawet świadek W.K. opowiadał, jak jeździł z oskarżonym do rodzinnej miejscowości około 100 km od Warszawy przed tym zdarzeniem. Więc to też nie było tak, że samochód był oskarżonemu potrzebny do wykonywania pracy zarobkowej, że był mu potrzebny do tego, żeby utrzymać rodzinę.

Sędzia nie uwierzyła Dawidowi F., że jechał Wisłostradą pasem do jazdy w przeciwnym kierunku, bo był zmęczony.

– Wersja oskarżonego o tym, że był tego dnia zmęczony i że nie wie, jaka była dopuszczalna prędkość, bo nie zwracał uwagi na znaki, bo je przeoczył – to jest taka próba nieudolnej linii obrony – mówiła sędzia. – Przede wszystkim, jeżeli się jest zmęczonym, jedzie się wolniej. Jeżeli się nie ma rozeznania w terenie – bo tak oskarżonego F. próbował bronić współoskarżony, mówiąc, że tak wyglądało, jakby nie wiedział, jaka tam jest organizacja ruchu – to także się jedzie wolniej, a nie jedzie się z prędkością dwukrotnie wyższą niż dopuszczalna. To jest chyba zupełnie zrozumiałe i naturalne, że jeśli jakiś kierowca ma problemy z rozeznaniem, czy jedzie prawidłowo, jakie są znaki, jak ma jechać, to zwalnia prędkość, zachowuje jeszcze większą niż taka zwykła ostrożność, a nie przekracza prędkość dwukrotnie, jadąc lewym tak naprawd lewą stroną jezdni, pasem dla kierunku przeciwnego.

Zwróciła też uwagę, że jeśli nawet oskarżony nie patrzył na znaki, to posiadając prawo jazdy musiał wiedzieć, że w obszarze zabudowanym prędkość dopuszczalna wynosi 50 km/h. – Na pewno w terenie zabudowanym nie ma 100 km/h dopuszczalnej prędkości – zaznaczyła. – Sam oskarżony mówi, że nie widział, nie patrzył na znaki, więc na pewno nie mógł mieć mylnego wyobrażenia o dopuszczalnej prędkości w tym rejonie, skoro na znaki nie patrzył.

Sąd obwinia ofiarę – mógł uciec z czołówki drogowemu bandycie?

Sędzia uzasadniała też, dlaczego uznała, że Dawid F. dostanie karę mniejszą niż maksymalna. Wskazała, że jego postawa podczas procesu była pokorna. Ważniejszym okazało się jednak uznanie, iż do wypadku przyczyniła się też ofiara. Zadniem sędzi kierujący motocyklem Norbert L. nie wykonał manewru obronnego – takiego samego jaki wykonał jadący przed nim motocyklista – i nie zjechał do prawej strony pasa ruchu, do barierek.
Sędzia uznała, że są to niedające się usunąć wątpliwości, które należy rozstrzygać na korzyść osób oskarżonych.

Sędzia Anna Wasilewska-Mikusek Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

– Biorąc pod uwagę wnioski biegłego z zakresu ruchu drogowego, sąd uznał, że należy w tej sprawie przyjąć, że Norbert L. miał możliwość uniknięcia kolizji. Jeśli do zjechania na przeciwny pas ruchu dochodzi około 400 m od pierwszego z pojazdów, uderzenie następuje około 240 m po zjechaniu i – jak to stwierdził biegły – to jest około 8 sekund. Pokrzywdzony Norbert L. takiego manewru w ocenie sądu nie podjął – mówiła sędzia Anna Wasilewska-Mikusek.

Przyjęto, że Norbert L. jechał motocyklem z prędkością 60-70 km/h, gdy dla jego kierunku jazdy obowiązywało ograniczenie do 40 km/h.

– Sama prędkość, jaką przekroczyć miał pokrzywdzony, w ocenie sądu nie wpływa na odpowiedzialność jako taką oskarżonego i nie wpływa na ocenę tego, czy gdyby podjął hamowanie, to nie doszłoby do wypadku. Bo jak stwierdził biegły – i to wynika też z zasad takiego doświadczenia i zawodowego sądu, i życiowego – uderzenie z prędkością 100 km/h, a wszakże tyle jechał z taką prędkością oskarżony Dawid F. i tak miałoby taki skutek. Więc ta sama prędkość nawet nie jest o tyle znacząca jako przyczynienie się – tłumaczyła sędzia. – Ta prędkość może być oceniona jako przyczynienie się pod kątem możliwości skuteczniejszego zrobienia manewru obronnego, zjazdu w prawo bliżej prawej barierki. My oczywiście tego dziś nie wiemy, czy ten manewr byłby na tyle skuteczny, żeby w ogóle nie doszło. Ale z pewnością jazda z prędkością 40 km/h, a taka tam była dopuszczalna prędkość dla kierunku ruchu pokrzywdzonych, spowodowałaby po pierwsze odrobinę dłuższy czas na ewentualną reakcję, po drugie możliwość precyzyjniejszego wykonania manewru ucieczki w prawo i ucieczki bliżej barierki, wykonania go też po prostu łatwiej, pomimo przewożenia pasażera.

Sędzia odniosła się też do oznakowania remontowanego odcinka drogi, które rzeczywiście zostało poprawione dopiero po wypadku i nastręczało kierowcom trudności. Zauważyła jednak, że kłopot z oznakowaniem występował od strony, od której na remontowaną ulicę wjeżdżali poszkodowani, a nie sprawca wypadku. Z jego strony oznakowanie nie pozostawiało wątpliwości, że ulica zostaje zawężona do jednego pasa ruchu.

Prokurator będzie apelować

Wyrok w sprawie Dawida F. i Mateusza P. jest nieprawomocny. W rozmowie z brd24.pl prokurator zapowiedziała złożenie apelacji. Prokurator Klaudia Grzesik nie zgadza się z oceną sądu, która przypisuje część winy kierującemu motocyklem za to, że nie wykonał manewru obronnego i nie uniknął zderzenia.

Łukasz Zboralski