Środowisko egzaminatorów wywalczyło zmianę prawa na mniej korzystną dla zdających – sztywną tabelę błędów, za które mogą oblewać. BRD24.pl przestrzegał, że bedą próbowali oblewać za każde najechanie linii ciągłej. I dokładnie to robią. Mamy dowody
Samochody egzaminacyjne na placu Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl
Od 2024 r. pewien zakres błędów nie musiał automatycznie oznaczać negatywnego wyniku egzaminu. Przykładowo, jeśli kandydat nieznacznie najechał na podwójną linię ciągłą podczas skrętu, ale nie stworzył zagrożenia, egzaminator nie musiał wystawiać wyniku negatywnego. Mógł zwrócić uwagę i prowadzić dalej egzamin.
Przepisy zmieniono wówczas, by odejść od bezdusznego automatyzmu. – Zostały zmienione w celu ochrony osób zdających – tłumaczył Tomasz Wiśnicki, Naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego w Departamencie Transportu Drogowego w Ministerstwie Infrastruktury podczas posiedzenia senackiej Komisji Petycji.
Resort uzasadniał, że wcześniej dochodziło do sytuacji, w których ktoś wyjeżdżał z placu WORD i egzamin kończył już na pierwszym skrzyżowaniu, niezależnie od tego, czy jego zachowanie rzeczywiście stworzyło zagrożenie. Egzaminator miał więc przestać działać jak automat. Miał obserwować, analizować, ocenić skalę błędu i jego znaczenie dla bezpieczeństwa. Czyli robić dokładnie to, czego należy oczekiwać od eksperta siedzącego na prawym fotelu.
„Dziękujemy panie ministrze!”. Czyli powrót oblewania za nic
Taka zmiana nie podobała się środowisku egzaminatorów w Polsce. Domagali się powrotu atutomatyzmu – żeby za każdy błąd wymieniony w urzędowej tabeli, bezwzględnie mogli kończyć egzamin.
Za taka zmianą u ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka wprost lobbowało Krajowe Stowarzyszenie Egzaminatorów. „Pomysł zmiany rozporządzenia narodził się w środowisku egzaminatorów zrzeszonych w Krajowym Stowarzyszeniu Egzaminatorów” – pisało KSE w oficjalnym komunikacie.
Minister Klimczak posłuchał egzaminatorów i prawo zmienił na niekorzyść kursantów. Choć wcześniej to jego resort tłumaczył, że automatyzm oblewania był zły. Sztywna tabela błędów pozwalająca automatycznie kończyć egzamin wróciła w 2025 r. Egzaminatorzy tryskali radością. „Dziękujemy Panie Ministrze!!!” – pisał Robert Dorosz, prezes Krajowego Stowarzyszenia Egzaminatorów w portalu Prawodrogowe.pl.
Oblana za nieznaczne najechanie na linię jednym kołem
Portal brd24.pl sprawdził, że po zmianie egzaminatorzy oblewają młodych ludzi w Polsce za zachowania na drodze, które nie powinny kończyć egzaminu. Niestety, tylko niewielka część kursantów zaskarża wówczas wynik egzaminu do marszałka województwa. Marszałkowie w tych sprawach próbują brać kursantów w obronę.
Tak było z egzaminem w Krośnie. Tam egzaminowana kursantka wykonywała skręt w lewo. Z przeciwnego kierunku również skręcał pojazd. Zdająca jechała powoli i podczas opuszczania skrzyżowania nieznacznie najechała na końcowy fragment podwójnej linii ciągłej. Egzaminator wystawił wynik negatywny i uniemożliwił jej dalszą jazdę.
Marszałek województwa podkarpackiego zobaczył jednak coś więcej niż samo koło znajdujące się na oznakowaniu.
Organ kontrolny zwrócił uwagę, że podwójna ciągła ma konkretny cel – ma przede wszystkim zapobiegać wjeżdżaniu na część jezdni przeznaczoną dla ruchu z przeciwnego kierunku. Nieznacznego najechania na jej końcówkę przy skręcie nie można bezmyślnie utożsamiać z każdym innym przypadkiem naruszenia tego znaku. „Próba ominięcia linii (za wszelką cenę), zamiast najechania na nią w czasie skręcania, może paradoksalnie wywołać większe zagrożenie lub utrudnienie ruchu, niż najechanie na końcową część znaku”– czytamy w decyzji Marszałka Województwa Podkarpackiego.
Organ nadzoru wytknął egzaminatorowi, że skupił się na samym fakcie najechania na oznakowanie zamiast kompleksowo ocenić sytuację. „Od egzaminatora państwowego wymagać należy wyważonej oceny zadań egzaminacyjnych opartych na doświadczeniu oraz wiedzy z zakresu przepisów ruchu drogowego, popartej praktyką w kierowaniu pojazdem” – podano w piśmie.
Egzamin został unieważniony i mamy sytuację kuriozalną. Prawo zmieniono m.in. dlatego, że egzaminatorzy nie chcieli brać na siebie tak szerokiej odpowiedzialności za indywidualną ocenę. A później właśnie taką ocenę musiał wykonać marszałek, żeby obronić zdającą przed decyzją egzaminatora, który ocenił sprawę zero-jedynkowo.
Oblana za podwójną ciągłą na rondzie
Jeszcze mocniejszy przykład pochodzi z Ostrowca Świętokrzyskiego. Tam egzaminatorka uznała, że kandydatka podczas jazdy po rondzie turbinowym najechała na linię podwójną ciągłą w trakcie zmiany pasa ruchu. Na tej podstawie wystawiła wynik negatywny.
Tylko że już tutaj ekspertowi od ruchu drogowego powinno zapalić się czerwone światło – czy na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym może wystąpić podwójna ciągła, którą stosuje się, by rozdzielić ruch w przeciwnych kierunkach? Egzaminator ma znać nie tylko wygląd znaku. Ma wiedzieć, czemu ten znak służy i gdzie może być stosowany.
W dodatku – jak wynika z pisma marszałka w tej sprawie, oznakowanie w tym miejscu nie było zbyt czytelne.
„Na utrwalonym materiale filmowym z przeprowadzonego egzaminu, widoczne jest, że stan techniczny oznakowania poziomego, mógł nie pozwolić na jednoznaczne odczytanie przez kierującą, rodzaju oznakowania poziomego występującego w tym miejscu” – czytamy w piśmie Marszałka Województwa Świętokrzyskiego.
Organ kontrolny uznał, że egzaminatorka niesłusznie zakończyła egzamin. „Decyzja Egzaminatorki nie znajduje uzasadnienia” – czytamy w decyzji.