Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 795
  • Ranni w wypadkach - 14682
  • Kierowcy po alkoholu - 57532
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 54.29
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.38
  • Średnia liczba rannych dziennie: 62.48
  • Zabici w wypadkach - 795
  • Ranni w wypadkach - 14682
  • Kierowcy po alkoholu - 57532
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 54.29
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.38
  • Średnia liczba rannych dziennie: 62.48

Społeczeństwo

Wyszedł z aresztu i jeździ jak pirat. Wypadek Łukasza Żaka niczego nie nauczył jego kolegów?

Opublikowano

-

Aleksander G. jest jednym z oskarżonych po wypadku Łukasza Żaka. Już po tym, jak wyszedł na wolność z tymczasowego aresztu, został dwa razy złapany przez policję na pędzeniu autem. Raz przekraczał prędkość o 60 km/h. Inni oskarżeni też jeździli samochodami jak piraci

Rozprawa przed warszawskim sądem. Z lewej Łukasz Żak, w ciemnej koszuli i okularach – Aleksander G. Źródło: YouTube/Kanał Zero

Jutro (16 lipca) sąd ogłosi wyrok dla wszystkich oskarżonych w sprawie wypadku, jaki w 2024 r. w Warszawie spowodował Łukasz Żak. Jechał pijany, ponad 200 km/h i uderzył w auto podróżującej rodziny. Zabił jedną osobę, kilka zostało rannych. Żak wcześniej był karany za jazdę po pijanemu, przestępstwa narkotykowe (do sądu trafił akt oskarżenia w takiej sprawie, w którym zarzuca mu się dostarczanie narkotyków w hurtowych ilościach).

Wyroki usłyszą też koledzy Łukasza Żaka. Część z nich jechała wówczas jako pasażerowie biorącego udział w wypadku Volkswagena Arteona, część jechała drugim autem – Cuprą.

Są też osoby, które nie były na miejscu wypadku, ale usłyszały zarzuty za pomoc w organizowaniu ucieczki Łukasza Żaka. Po wypadku oddalił się z miejsca zdarzenia, a potem został przetransportowany do niemieckiej Lubeki, gdzie trafił w ręce służb.

Aleksander G. na rozprawie Źródło: YouTube/Kanał Zero

Oskarżony o poplecznictwo jest Aleksander G. (sąd zgodził się na ujawnienie wizerunku wszystkich oskarżonych). Prokurator domaga się dla niego 1,5 roku więzienia.

G. był pracownikiem w wypożyczalni samochodów prowadzonej przez Kacpra K. To stamtąd pochodził Volskwagen Arteon, którym jechał Łukasz Żak. Nikomu nie przedstawiono zarzutów za udostępnienie pojazdu osobie, która nie miała uprawnień i miała cztery sądowe zakazy prowadzenia pojazdów.
Także z tej wypożyczalni była Cupra, którą na miejsce wypadku feralnej nocy dojechał Konrad K. Sam był wtedy pijany. Dlatego przed sądem odpowiada za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku, poplecznictwo i prowadzenie. Prokurator domaga się dla niego 3,5 roku więzienia.

Aleksander G. został zatrzymany z innymi osobami w tej sprawie jeszcze we wrześniu 2024 r., niedługo po wypadku. Prokuratura twierdzi, że miał ustalać plan ucieczki Żaka z Polski.

– To jakiś koszmar. Przyszli po syna i go aresztowali. On nie miał z tym nic wspólnego. Mówią, że pomagał mu w ucieczce. To jakiś absurd – mówił „mężczyzna”Faktowi” ojciec G. Przekonywał media, że jego syn nie brał w tym udziału.

Jeździli jak piraci. Aleksander G. wciąż tak jeździ

Podczas ostatniej rozprawy przed zapadnięciem wyroku prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka wskazała, że nie tylko Łukasz Żak, ale i jego koledzy, jako kierowcy tworzyli zagrożenie na drogach.

Kacper K., właściciel wypożyczalni, dzień przed tragicznym wypadkiem tym samym Volskwagenem Arteonem spowodował kolizję na Rondzie ONZ w Warszawie. Wcześniej kilkanaście razy był przyłapywany przez policję na przekraczaniu dozwolonej prędkości.

Problemy z prawem na drodze miał też Mikołaj N., który dojechał na miejsce wypadku Żaka jako pasaże Cupry. Na miejscu nigdy nie wezwał pomocy, choć wykonywał przez telefon wiele połączeń. Według prokuratury był jednym z inicjatorów ucieczki Żaka, miał wraz z innymi popychać go na jezdni, by ten zaczął uciekać. Nie niósł też pomocy ludziom rannym. Za to prokuratura domaga się dla niego 3 lat więzienia.
Jak ujawniła prokuratura Mikołaj N. wcześniej skazany już był przez sąd nie tylko za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu, ale także za łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów.

Aleksander G. był karany wcześniej za przestępstwa związane z narkotykami. Na drodze też miał problemy. W przeszłości spowodował wypadek drogowy. Po tym, jak mógł w sprawie Żaka już opuścić areszt śledczy, za kierownicą nie zmienił swoich zachowań. Został złapany przez policję na drastycznym przekroczeniu dopuszczalnej prędkości – o ponad 60 km/h. W kwietniu dostał kolejny mandat za przekroczenie prędkości.

– Nikomu z nich tej nocy 2024 r. nie przeszkadzało, że wiozą ich pijani kierowcy. Bo oni wszyscy tak jeździli i jeżdżą tak nadal – podsumowała w sądzie prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka.

Łukasz Zboralski