Społeczeństwo
Włodzimierz Cimoszewicz winny zderzenia z rowerzystką. Sąd zmienił wyrok
Opublikowano
5 miesięcy temu-
przez
luzSąd Okręgowy w Białymstoku zmienił wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał, że Włodzimierz Cimoszewicz był winny niezachowania ostrożności i uderzenia w 70-latkę, która wjechała rowerem na pasy. Sędziowie jednak sprawę warunkowo umorzyli. Były premier musi tylko pokryć koszty sądowe i zapłacić poszkodowanej 1 tys. zł

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się dziś proces w sprawie, która wydarzyła się siedem lat temu. W 2019 r. w Hajnówce Włodzimierz Cimoszewicz, europoseł, były premier prowadził volskwagena passata. Na przejście dla pieszych wjechała rowerem 70-latka, a on w nią uderzył. Kobieta doznała obrażeń ciała.
Polityk zabrał 70-latkę i jej rower do auta. Odwiózł ją do domu. A potem, gdy okazało się, że ma m.in. złamania, zawiózł ją do szpitala.
Winny nieostrożności
Sprawa nie mogła się w ogóle zacząć przez trzy lata, bo dopiero w 2021 r. Europarlament uchylił immunitet Cimoszewicza. Potem Sąd Rejonowy w Hajnówce nie dopatrzył się żadnego złamania prawa przez polityka. Uznał, że było tak niewiele śladów i danych, że nie da się mu przypisać żadnej winy. Sprawy nie ułatwił fakt, że poszkodowana starsza pani, nic z wypadku nie pamiętała.
Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że sąd pierwszej instancji się mylił. Było wystarczająco dużo danych, by określić, co i jak na drodze się wydarzyło. Sędziowie wskazali, że były m.in. ślady po uderzeniu rowera na jezdni, czy określone miejsce powypadkowe samochodu, które potrafił wskazać jeden ze świadków.

Jedyną niewiadomą była prędkość, z jaką jechał Cimoszewicz. Tę biegli zrekonstruowali w pewnych przedziałach. Białostocki sąd uznał, że w 97 proc. były premier przed wypadkiem jechał ok. 30 km/h. Zatem poniżej prędkości dopuszczalnej.
Co ciekawe, pod uwagę jako dowód w sprawie wzięto medialne wypowiedzi polityka dotyczące wypadku. Sam wskazywał, że jechał 30 km/h i to pokrywało się z rekonstrukcją biegłych. Paradoksalnie Cimoszewicz sam wpędził się tym w winę, by gdyby uznano, iż istnieje możliwość, że jechał 30-40 km/h, trudniej było by orzec o jego winie. Dlaczego?
Sędziowie uznali, że jadąc 30 km/h Cimoszewicz powinien mieć dość czasu, by zachowując szczególną ostrożność – a ta jest wymagana przy dojeżdżaniu do przejścia dla pieszych – zobaczyć rowerzystkę wykonującą nieprawidłowy manewr i hamując awaryjnie mógł się zatrzymać przed nią. Założyli, że mając przeciętny czas reakcji na poziomie 1 sekundy i wliczając opóźnienie zadziałania układu hamulcowego z pełną siłą w przedziale 200-300 ms, polityk powinien uniknąć kolizji, gdyby właściwie zareagował.
Uznali więc go winnym wykroczenia polegającego na niezachowaniu ostrożności przed przejściem dla pieszych. – Kierowca miał wszelkie szanse, by zauważyć rowerzystkę i reagować niezwłocznie, a powodem spóźnienia mogła być dekoncentracja – uzasadniała sędzia Ewa Dakowicz.
Postępowanie wobec Cimoszewicza warunkowo umorzono. Sędziowie uznali bowiem, że prędkość była niewielka, obrażenia u rowerzystki nie były trwałe i w dodatku sama przyczyniła się do tego zdarzenia.
Cimoszewicz nie został więc skazany wyrokiem karnym. Może nadal kandydować w wyborach powszechnych.
Musi pokryć koszty sądowe oraz zapłacić 1 tys. zł zadośćuczynienia rowerzystce.
Niewinny ucieczki
Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał dziś jednocześnie, że Włodzimierz Cimoszewicz nie uciekł z miejsca wypadku i nie można go za to ukarać. Argumenty? Po wypadku został, pomagał poszkodowanej, przepraszał, zabrał ją z rowerem do jej domu, a potem do szpitala.
Sędziowie wskazywali, że o ucieczce można by mówić, gdyby kierowca chciał oddalić się i uniknąć łączenia go z wypadkiem czy rozpoznania. Cimoszewiczowi tego zarzucić nie można.
Wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku jest prawomocny.
Łukasz Zboralski




