Sąd Okręgowy w Białymstoku zmienił wyrok sądu pierwszej instancji. Uznał, że Włodzimierz Cimoszewicz był winny niezachowania ostrożności i uderzenia w 70-latkę, która wjechała rowerem na pasy. Sędziowie jednak sprawę warunkowo umorzyli. Były premier musi tylko pokryć koszty sądowe i zapłacić poszkodowanej 1 tys. zł
Włodzimierz Cimoszewicz, polityk. Fot. Andrzej Barabasz/CC ASA 3.0
Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się dziś proces w sprawie, która wydarzyła się siedem lat temu. W 2019 r. w Hajnówce Włodzimierz Cimoszewicz, europoseł, były premier prowadził volskwagena passata. Na przejście dla pieszych wjechała rowerem 70-latka, a on w nią uderzył. Kobieta doznała obrażeń ciała.
Polityk zabrał 70-latkę i jej rower do auta. Odwiózł ją do domu. A potem, gdy okazało się, że ma m.in. złamania, zawiózł ją do szpitala.
Winny nieostrożności
Sprawa nie mogła się w ogóle zacząć przez trzy lata, bo dopiero w 2021 r. Europarlament uchylił immunitet Cimoszewicza. Potem Sąd Rejonowy w Hajnówce nie dopatrzył się żadnego złamania prawa przez polityka. Uznał, że było tak niewiele śladów i danych, że nie da się mu przypisać żadnej winy. Sprawy nie ułatwił fakt, że poszkodowana starsza pani, nic z wypadku nie pamiętała.
Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że sąd pierwszej instancji się mylił. Było wystarczająco dużo danych, by określić, co i jak na drodze się wydarzyło. Sędziowie wskazali, że były m.in. ślady po uderzeniu rowera na jezdni, czy określone miejsce powypadkowe samochodu, które potrafił wskazać jeden ze świadków.
Ogłoszenie wyroku w sprawie wypadku z udziałem Włodzimierza Cimoszewicza Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl
Jedyną niewiadomą była prędkość, z jaką jechał Cimoszewicz. Tę biegli zrekonstruowali w pewnych przedziałach. Białostocki sąd uznał, że w 97 proc. były premier przed wypadkiem jechał ok. 30 km/h. Zatem poniżej prędkości dopuszczalnej.
Co ciekawe, pod uwagę jako dowód w sprawie wzięto medialne wypowiedzi polityka dotyczące wypadku. Sam wskazywał, że jechał 30 km/h i to pokrywało się z rekonstrukcją biegłych. Paradoksalnie Cimoszewicz sam wpędził się tym w winę, by gdyby uznano, iż istnieje możliwość, że jechał 30-40 km/h, trudniej było by orzec o jego winie. Dlaczego?
Sędziowie uznali, że jadąc 30 km/h Cimoszewicz powinien mieć dość czasu, by zachowując szczególną ostrożność – a ta jest wymagana przy dojeżdżaniu do przejścia dla pieszych – zobaczyć rowerzystkę wykonującą nieprawidłowy manewr i hamując awaryjnie mógł się zatrzymać przed nią. Założyli, że mając przeciętny czas reakcji na poziomie 1 sekundy i wliczając opóźnienie zadziałania układu hamulcowego z pełną siłą w przedziale 200-300 ms, polityk powinien uniknąć kolizji, gdyby właściwie zareagował.
Uznali więc go winnym wykroczenia polegającego na niezachowaniu ostrożności przed przejściem dla pieszych. – Kierowca miał wszelkie szanse, by zauważyć rowerzystkę i reagować niezwłocznie, a powodem spóźnienia mogła być dekoncentracja – uzasadniała sędzia Ewa Dakowicz.
Postępowanie wobec Cimoszewicza warunkowo umorzono. Sędziowie uznali bowiem, że prędkość była niewielka, obrażenia u rowerzystki nie były trwałe i w dodatku sama przyczyniła się do tego zdarzenia.
Cimoszewicz nie został więc skazany wyrokiem karnym. Może nadal kandydować w wyborach powszechnych.
Musi pokryć koszty sądowe oraz zapłacić 1 tys. zł zadośćuczynienia rowerzystce.
Niewinny ucieczki
Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał dziś jednocześnie, że Włodzimierz Cimoszewicz nie uciekł z miejsca wypadku i nie można go za to ukarać. Argumenty? Po wypadku został, pomagał poszkodowanej, przepraszał, zabrał ją z rowerem do jej domu, a potem do szpitala.
Sędziowie wskazywali, że o ucieczce można by mówić, gdyby kierowca chciał oddalić się i uniknąć łączenia go z wypadkiem czy rozpoznania. Cimoszewiczowi tego zarzucić nie można.
Wyrok Sądu Okręgowego w Białymstoku jest prawomocny.