Rok temu dwóch kierowców ścigało się na ulicach w Ludwigsburgu. Jeden z nich uderzył w inne auto, w którym zginęły dwie młode kobiety. Sąd Okręgowy w Stuttgarcie skazał go na dożywotnie pozbawienie wolności. Drugi kierowca ma spędzić w więzieniu 13 lat
Miejsce wypadku w Ludwigsburgu Źródło: YouTube/Stern TV
Do tego wypadku doszło w marcu 2025 roku w centrum Ludwigsburga w Niemczech. Trzej mężczyźni (bracia w wieku 33 i 35 lat oraz ich 26-letni kuzyn), obywatele Turcji, umówili się na nielegalny wyścig po publicznych drogach.
Dwoma samochodami jechali przez miasto. Nagrywali swoją przejażdżkę i wzajemnie podpuszczali się do łamania prawa. Tam, gdzie wolno było jechać maksymalnie 50 km/h, 33-letni Aytac A. jechał Mercedesem-AMG S63 z prędkością przekraczającą 130 km/h.
W tym czasie ze stacji benzynowej wyjeżdżał osobowy ford focus. W środku były dwie młode kobiety w wieku 22 i 23 lat. Jak orzekli biegli, Aytac A. nawet nie hamował. Cały czas jego noga wciskała pedał przyspieszenia do oporu. Uderzył mercedesem w focusa. Obie kobiety zginęły.
Wysoka kara dla drogowego mordercy
7 kwietnia – po ponad roku od wypadku – Sąd Okręgowy w Stuttgarcie uznał, że bracia wspólnie zaplanowali i przeprowadzili nielegalny wyścig, a główny sprawca, pędząc Mercedesem-AMG S63, świadomie zaakceptował ryzyko spowodowania śmierci innych uczestników ruchu. Uznał więc, że należy skazać Ayataca A. jak za zabójstwo. Orzekł wobec niego karę dożywotniego pozbawienia wolności.
Kierujący drugim mercedesem brat sprawcy wypadku, 35-letni Ilyas A. został skazany na 13 lat pozbawienia wolności. Pasażer jego samochodu i kuzyn – Eray A., który po wypadku wraz ze sprawcami uciekł, został uznany winnym pomocnictwa w organizacji nielegalnego wyścigu. Został za to skazany na rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Niemieccy sędziowie skazują na dożywocie
W Niemczech po głośnym wypadku w 2016 r. w Berlinie, gdzie ścigający się samochodami doprowadzili do śmiertelnego wypadku, wprowadzono w Kodeksie karnym (StGB) paragraf dotyczący „zakazanych wyścigów samochodowych (§ 315d). Kodeks zakłada kary dla organizatorów nielegalnych wyścigów ulicznych i uczestników takich wyścigów. Ale nie tylko. Z tego samego paragrafu karani mogą być po prostu kierowcy poruszający się z nieodpowiednią prędkością rażąco sprzecznie z prawem ruchu drogowego i bezwzględnie mający na celu osiągnięcie najwyższych możliwych prędkości. Takim ludziom grozi do dwóch lat więzienia.
W Polsce takie przepisy weszły w życie w tym roku. Jednak inaczej niż w niemieckim prawie samodzielna jazda z gigantycznymi prędkościami nad Wisłą nie jest traktowana jako przestępstwo. Polscy politycy takiej kary nie chcieli.
W Niemczech sędziowie uważają też, że kierowców, którzy w skrajny sposób łamią normy i zabijają na drodze, należy skazywać jak za zabójstwo. Takich wyroków wydano już wiele.
W 2019 r. sąd w Berlinie skazał na dożywocie dwóch piratów drogowych, którzy swoją jazdą doprowadzili do śmierci postronnej osoby. 24-latek 27-latek ścigali się audi A6 TDI o mocy 225 KM i mercedesem AMG CLA 45 o mocy 381 KM. Przemknęli przez 20 skrzyżowań, mijając 11 sygnalizatorów świetlnych, gdy Hamdi H. uderzył swoim audi w kierowcę SUV-a wjeżdżającego na zielonym świetle na skrzyżowanie. 69-latek zginął na miejscu. Sędzia uznał, że ścigający się po ulicy akceptowali fakt, że mogą zabić człowieka i po prostu bawili się życiem innych ludzi i skazał ich za zabójstwo z zamiarem ewentualnym.
W 2020 r. na dożywocie skazany został 22-latek, który ścigał się z innym kierowcą, jechał 170 km/h w miejscowości Moers i zderzył się z samochodem kierowanym przez 43-letnią kobietę. Zabił ją.
W Polsce od tego roku grozi maksymalnie do 10 lat pozbawienia wolności, gdy udowodnionym zostanie, że kierowca spowodował śmiertelny wypadek podczas nielegalnego wyścigu. Nadal nie dotyczyłoby to np. Sebastiana M., który odpowiada za tragiczny wypadek na autostradzie A1, który spowodował jadąc ponad 300 km/h. On bowiem pędził sam, a polskie prawo za nielegalny wyścig uznaje rozpędzanie się dwóch kierowców.
Polscy sędziowie też mogą skazywać za zabójstwo, ale nie chcą
W Polsce sędziowie od dawna mogli jednak orzekać w takich sprawach „zabójstwo z zamiarem ewentualnym”, czyli uznawać, że przy tak skrajnym łamaniu prawa kierowca godzi się z tym, iż może kogoś ranić lub zabić. Prawie nigdy jednak na takie wyroki się nie decydują.
To się może zmieniać. Bowiem rozpoczęła się już dyskusja w doktrynie. Wywołał ją artykuł karnistów z Uniwersytetu Jagiellońskiego („Zabójstwo drogowe” w czasopiśmie „PAŃSTWO i PRAWO 1/2026). Jego autorzy dowodzą, iż nie ma przeszkód, by sprawców wypadków takich jak Sebastian M. sądzić za zabójstwo z zamiarem ewentualnym.