Społeczeństwo
Pracownik GDDKiA ujawnia: „nie widziałem przez kilka lat kogoś, kto by odebrał zabezpieczenie prac. Przyjeżdżają ludzie, którzy nie wiedzą nawet, jak rozstawić sprzęt”
Opublikowano
59 minut temu-
przez
luzNa miejsce prac na autostradach czy ekspresówkach przyjeżdżają firmy, których pracownicy nie mają pojęcia, jak rozstawić sprzęt zabezpieczający. Przez ostatnie lata nie widziałem ani raz, by ktoś z GDDKiA przyjechał zobaczyć to na rozpoczęcie prac – pracownik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ujawnia kulisy prac na drogach

1 września na autostradzie A1 kierowca ciężarówki pod wpływem narkotyków staranował pracowników drogowych. Czworo z nich zginęło. Portal brd24.pl ujawnił wówczas nagranie sprzed tragedii, na którym widać było, że prace nie były prawidłowo zabezpieczone. Pokazaliśmy też – i wciąż pokazujemy – przykłady z dróg szybkiego ruchu, na których zabezpieczenia prac wciąż nie ma, albo jest nieprawidłowo ustawione.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad twierdziła, że feralnego dnia na A1 pracownik jechał zobaczyć zabezpieczenie prac, ale nie zdążył dojechać przed wypadkiem. Po serii naszych publikacji zwołano jednak zebranie z firmami wykonującymi prace utrzymaniowe i zapowiedziano powołanie specjalnego zespołu, „który przeanalizuje zasady wdrażania i odbierania czasowej organizacji ruchu oraz jej standardowe schematy. Celem prac Zespołu będzie wypracowanie rekomendacji zwiększających bezpieczeństwo użytkowników dróg oraz pracowników wykonujących roboty w pasie drogowym” – napisała GDDKiA.
Pracownik GDDKiA: „Przyjechała firma na miejsce. Pracownicy pytali, jak rozstawić przyczepki i znaki”
Portal brd24.pl dotarł do jednego z pracowników Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który zgodził się opowiedzieć o tym, jak naprawdę wygląda zabezpieczenie prac na drogach szybkiego ruchu w Polsce. Poprosił nas o zachowanie jego tożsamości w tajemnicy.
BRD24: Ile razy widział pan, że pracownik GDDKiA przyjeżdża na miejsce prac przed ich rozpoczęciem i sprawdza, jak zostały zabezpieczone?
PRACOWNIK GDDKiA: Na przykład przez ostatnie trzy lata? Ani razu. Nigdy nie widziałem, by ktoś się pojawił.
Dlaczego?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie.
I nikt nie widzi, jak realnie są zabezpieczeni pracownicy na drodze?
Niestety. Czasem są zabezpieczeni dobrze, zwłaszcza, jak robią to duże firmy. Nie będę wymieniał ich nazw.
Niestety, wiele razy po prostu widziałem, że pracownicy nie są zabezpieczeni wcale, albo są nieprawidłowo zabezpieczeni. To jest w sumie wina rejonów GDDKiA, bo takie firmy lokalne od zabezpieczeń, dla których to jest po prostu jakaś tam dodatkowa działalność, są zwykle związane umowami z rejonami, a nie oddziałami Generalnej Dyrekcji.
I co pan takiego widział na własne oczy?
Dwa tygodnie przed tym wypadkiem na A1. Rejon przysyła ekipę do zabezpieczenia prac GDDKiA na drodze ekspresowej. Przyjeżdżają jakieś chłopaki. Stają i nas się pytają, jak mają rozstawić to, co przywieźli. Nie mieli o tym zielonego pojęcia.
Czyli formalnie sprzęt jest taki, jak powinien być w schemacie zabezpieczenia wymaganym przez GDDKiA, ale pracownicy nie wiedzą nic o tym schemacie?
Dokładnie tak, choć do samego sprzętu zaraz wrócę. Przyjeżdżają ludzie po prostu nieprzeszkoleni, nic o tym nie wiedzą. To są czasem tacy sami chłopcy, jak ten 20-latek, który zginął na A1, bo chciał sobie dorobić i pierwszy raz do takiej pracy poszedł.
Nikt nie kontroluje, czy ludzie mają kompetencje i są przeszkolenie do zabezpieczania prac?
A gdyby kontrolował, to by tacy przyjeżdżali na drogę?
Miał pan coś powiedzieć też o samym sprzęcie…
No to opowiem taką sytuację. Do zabezpieczenia przyjeżdża dostawczakiem dziewczyna. Ma znak, rozkładany, taką strzałkę, że trzeba zmienić pas, bo będą prace. Po przyjeździe wychodzi do nas i prosi o pomoc w rozłożeniu tej strzałki. Bo sama, drobna, nie ma szans ręcznie tego rozłożyć. W dodatku ostrzega nas, że to trzeba mocno trzymać, bo łańcuch jest zepsuty i przy rozkładaniu jak walnie, to nas pozabija.
A ktoś w ogóle kontroluje sam ten sprzęt na drodze? Czy „sztuka jest” i nikt się nie przejmuje? Bo branża od dawna mówi, że czasem widuje na drogach jakiś używany sprzęt, którzy obrotni przedsiębiorcy ściągają z Zachodu i nawet nikt nie wie, czy on spełnia jeszcze jakieś normy?
Najlepiej można to opisać porównując zimowe utrzymanie i zabezpieczanie prac. Wszystkie pługopiaskarki stoją na parkingach przy naszych magazynach soli, ludzie z rejonu cały czas widzą ten sprzęt. Przed sezonem jedzie kontrola sprawdzić, czy np. są GPS-y w tych samochodach i czy działają i tak dalej.
A sprzęt do zabezpieczania prac przyjeżdża po prostu na miejsce prac. I tam dopiero go można zobaczyć. Firemki miejscowe za takie zabezpieczenie na jednorazowe, na jeden dzień, to biorą coś około 6 tys. zł. I nie każda z nich ma dobry sprzęt.
Inny przykład opowiem. Działamy na miejscu, na drodze ekspresowej, zabezpiecza te prace jakaś firma. I nagle podchodzi do nas pracownik i mówi, że w tej pierwszej przyczepce ze znakiem rozładował się akumulator i znak nie działa. Dzwonił do szefowej i ona mówiła, że wyśle kolejną przyczepę. Za ile? Za godzinę.
I on nas pyta: „Co robimy”. Odpowiedziałem: „Jak to co? Ja jadę do domu, bo ja nie zamierzam tu za chwilę zginąć, no nie?”. I tak zrobiliśmy, pojechaliśmy do domu. Ustaliliśmy, że następnego dnia zaczniemy te prace. Następnego dnia podjeżdża ekipa i pyta, jak rozstawić oznakowanie i poduszkę zderzeniową… Bo nie wiedzą…
To pewnie też nie wiedzą, jak zachować się w miejscu prac?
Nie wiedzą. Na przykład poduszka zderzeniowa zamontowana na ciężarówce, lub przyczepie podłączonej do ciężarówki jest po to, by przejąć część energii uderzenia, gdyby kierowca się zagapił i wjechał w prace. Z takiego pojazdu nie ma potem co zbierać, kasacja. W związku z tym w takiej ciężarówce nikt nie powinien siedzieć. A siedzą zawsze.
Dlaczego?
Bo nie rozumieją zagrożenia, bo zimno, bo się nie chce. A naprawdę każdy z nich powinien wyjść z tego pojazdu i czekać za barierami, czyli tam, gdzie bezpiecznie.
I nikt z centrali nigdy się tym nie interesował?
Proszę pana, pracownicy GDDKiA prosili nawet, żeby w firmowych busach zamontować koguty żółte nie tylko z przodu, nad kabiną, ale też z tułu, żeby na autostradzie z daleka było widać taki pojazd, który może jechać wolniej, bo np. dokonuje jakiś pomiarów itp. Nikt tego nie założył. Ludzie sami wyżebrali jakieś dwa dodatkowe koguty i sami je montowali na busach. Była prośba, żeby to było systemowe rozwiązanie, ale nie spotkało się to ze zrozumieniem centrali.
rozmawiał Łukasz Zboralski



