Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 372
  • Ranni w wypadkach - 6395
  • Kierowcy po alkoholu - 28157
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 42.4
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.86
  • Średnia liczba rannych dziennie: 49.19
  • Zabici w wypadkach - 372
  • Ranni w wypadkach - 6395
  • Kierowcy po alkoholu - 28157
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 42.4
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.86
  • Średnia liczba rannych dziennie: 49.19

Społeczeństwo

Jak wymiar sprawiedliwości pomógł Patrykowi zostać drogowym mordercą

Opublikowano

-

Patryk R. jechał pijany slalomem i zabił w Łomiankach trzech młodych ludzi. Zanim to zrobił, zbierał mandaty od policji, powodował kolizje, był łapany na jeździe bez uprawnień, jeździł pijany, nie wykonywał prac społecznych, wymigał się od więzienia i łamał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Akta jego spraw obnażają skandaliczną nieudolność wymiaru sprawiedliwości

12 kwietnia Patryk R. jechał pijany i doprowadził w Łomiankach do karambolu, w którym życie straciły trzy młode osoby. Fot. OSP Łomianki

To był jeden z tych wypadków, które wstrząsają całym krajem. W niedzielę 12 kwietnia w Łomiankach pijany kierowca jechał szybko i slalomem między innymi samochodami. Na estakadzie uderzył w osobową Toyotę, która dachowała przez bariery na sąsiednią jezdnię. W tym aucie zginęli na miejscu 15-letni Kacper i 19-letnia Nicola. Następnego dnia w szpitalu zmarł 20-letni Eryk. Młodzi ludzie wracali do Warszawy z pikniku.

Drogowy morderca Patryk R. wraz z pasażerem uciekli z miejsca wypadku. Szybko ich jednak złapano. Patryk był pijany, prokuratura podała, że cztery godziny przed wypadkiem wypił z kolegą litr wódki i popili to sześcioma piwami. Wyszło też na jaw, że miał sądowy zakaz prowadzenia pojazdów do 2028 r. I że raz już ten zakaz złamał.

Jak to możliwe, że dwa razy stawał przed sądem za przestępstwa drogowe, pokazał, iż nie można liczyć na jego zmianę, a mimo to wciąż był na wolności i w końcu zabił?

Postanowiłem zajrzeć w akta jego poprzednich spraw. To porażająca lektura. Wynika z niej, że polski wymiar sprawiedliwości zachowywał się wobec Patryka R. jak dysfunkcyjny rodzic – po każdym jego występku pokazywał, że naprawdę nie będzie poważnych konsekwencji. Zamiast go ukarać, rozzuchwalał. Patrykowi zniszczyło to życie. Niestety, zabrał też życie trzem młodym ludziom i na zawsze zniszczył życie trzem innym rodzinom.

Sześć małpek nad jeziorkiem

Patryk R., rocznik 1992, mieszka w jednym domu z rodzicami w małej wsi przylegającej do Łomianek. Spokojna uliczka, spory budynek z poddaszem, garaż. Przed bramę zajechało akurat ciemne auto. Pytam starszego pana, czy jest ojcem Patryka. Potwierdza. Gdy dowiaduje się, że jestem dziennikarzem, nie zdążę nawet zadać pytania, a zamyka szybę i rzuca ze złością: Żegnam! Nie nękam go. Zgaduję, że przede mna byli tam dziennikarze tabloidów. Ja w przeciwieństwie do nich, chciałem dowiedzieć się, jak i kiedy wykoleiło się życie Patryka. Od rodziców tego się jednak nie dowiem. Pozostaje mi lektura jego kryminalnej przeszłości. Ta zaczyna się cztery lata temu

9 września 2022 r. późnym wieczorem przed sklepem w Łomiankach Patryk spotyka dawno niewidzianego kolegę Adriana K. Nie widzieli się od blisko trzech lat i postanowili, że się napiją. W sklepie kupują małpki 200 ml. Wsiadają do swoich samochodów – Patryk do Renault Laguna, Adrian do Volskwagena i jadą nad pobliskie jeziorko. Tam każdy wypija 3-4 małpki. To co najmniej półlitrówka wódki i jeszcze setka na każdego.

Jezioro Kiełpińskie. To tu Patryk R. z kolegą piją całą noc. Fot. Dariusz Kowalczyk/CC BY-SA 4.0

Musieli imprezować w aucie całą noc, bo rano Adrian postanawia odwieźć kolegę do domu. Nie poszło dobrze. Jazda skończyła się uderzeniem w ogrodzenie na ulicy Osiedlowej. Patryk wysiadł i poszedł po swój samochód. Wrócił nim i próbował wypchnąć Volkswagena kolegi. Nie udało się. Zabrał więc Adriana do swojego Renault i odjechali. Wszystko zapisało się na monitoringu osiedla.

W tym czasie dwie osoby zawiadamiają policję. Jedna widziała zataczającego się mężczyznę na parkingu przy aucie. Druga – widziała, jak kierowca wjechał w ogrodzenie i uciekł z pasażerem. Kiedy policjanci wysłuchują świadków na miejsce, nadjeżdża w ich stronę Renault. Świadkowie z bliska rozpoznają, że to właśnie ten człowiek wjechał w płot. Funkcjonariusze zatrzymują auto.

Obaj mężczyźni są kompletnie pijani. Adrian wydmuchuje ponad dwa promile, Patryk R. – 1,5 promila.

Będzie sprawa karna. Patryk odpowie za kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości. Policja przeczesuje jego przeszłość za kierownicą. Widać, że od 2018 r. wciąż ciągle popełniał drogowe wykroczenia. Oto, co zapisało się w systemie:

styczeń 2018 r. – Warszawa,
przekroczenie prędkości w przedziale 31-40 km/h.
6 punktów karnych, 400 zł
(aktywnych punktów karnych 0)

kwiecień 2018 r. – Warszawa
przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h,
10 punktów, 200 zł
(aktywnych punktów karnych 0)

grudzień 2018 r. – Łomianki
kolizja drogowa, inne naruszenie przepisów i brak wymaganych przy sobie dokumentów
6 punktów karnych
(aktywnych punktów karnych 0)

sierpień 2018 r. – Łomianki
kolizja drogowa
6 punktów karnych
(aktywnych punktów karnych 0)

kwiecień 2020 r. – Warszawa
Przekroczenie prędkości w przedziale 21-30 km/h
100 zł i 4 punktów karnych
(aktywnych punktów karnych 0)

maj 2020 r. – Czosnów
Przekroczenie prędkości w przedziale 21-30 km/h
100 zł i 4 punktów karnych
(aktywnych punktów karnych 0)

sierpień 2021 r. – Warlubie
Inne niż kolizja zagrożenie drogowe
500 zł, 6 punktów
(aktywnych punktów karnych 0)

Sierpień 2021 – Warszawa
Przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h
400 zł, 10 punktów
(aktywnych punktów karnych 0)
Dodatkowo – kierowanie motocyklem bez uprawnień – 300 zł

październik 2021 r. – Warszawa
niestosowanie się do znaków i sygnałów
100 zł i 1 punkt karny
(aktywny 1 punkt karny)

listopad 2021 r. – Izabelin
Kierowanie samochodem osobowym bez uprawnień
Tego samego dnia złapany 2,5 h później w tym samym samochodzie dostaje mandat za nie stosowanie się do nakazu jazdy wyznaczonego oznakowaniem
250 zł, 5 punktów
(5 aktywnych)

To historia bardzo złego kierowcy, który już w trzy lata po uzyskaniu prawa jazdy (zdobył w 2015 r.), masowo łamie prawo na drodze. Moją uwagę przykuwają też wpisu dotyczące punktów karnych. Jakim cudem Patryk R. zbierał punkty karne, a łapany w tym samym roku, w systemie ich w ogóle nie miał widocznych jako aktywne? Dopiero ostatnie przyłapania przez policję pokazują, że ma w ogóle na koncie punkty za poprzednie wykroczenia.

Prokurator proponuje karę, sędzia łagodzi

Podczas przesłuchania na policji, Patryk przyznaje się do kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości. Dyżurujący w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Żoliborz prokurator Maciej Nowicki proponuje: siedem miesięcy ograniczenia wolności z pracami społecznymi przez 20 godzin miesięcznie, 5 tys. zł nawiązki na Fundusz Sprawiedliwości oraz cztery lata zakazu prowadzenia pojazdów. Patryk zgadza się na taką karę.

29 września 2022 r. prokuratura przesyła akt oskarżenia do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza. Do sprawy wylosowana zostaje sędzia Magdalena Taraszkiewicz-Sołtys (dwa lata później zostaje prezesem sądu).

27 października uznaje, że skoro dowody są jasne, a sprawca się przyznał i zgodził na karę, można wydać wyrok nakazowy, bez przeprowadzenia rozprawy. I wydaje. Łagodniejszy niż chciał prokurator. Bo owszem, orzeka czteroletni zakaz prowadzenia pojazdów i 5 tys. zł nawiązki, ale prac społecznych już nie daje. Dorzuca tylko grzywnę 4 tys. zł.

Interweniuje prokuratura. To jedyny raz w tej historii, gdy organa ścigania lub sądowe, widzą potrzebę surowego ukarania Patryka R.

Prokurator Maja Kasperkiewicz-Radtke pisze sprzeciw wobec wyroku nakazowego. Uważa karę wyznaczoną przez sąd za rażąco niewspółmierną przy tym stopniu społecznej szkodliwości czynu. Uważa, że winno to skutkować rokiem ograniczenia wolności z pracami na cele społeczne w wymiarze 30 h miesięcznie. I zakaz prowadzenia pojazdów na 5 lat.

Głęboko uzasadnia, że Patryk wszystko zrobił świadomie i po kolizji kolegi jeździł z nim pijany autem. Jechał przecież rano osiedlowymi uliczkami, gdzie dzieci chodzą do szkoły, stwarzał poważne zagrożenie.

„Kara grzywny i zakaz na 4 lata „nie są na tyle wystarczające, aby zrozumiał naganność swojego zachowania. Nie stanowią dla oskarżonego kary realnej i dostatecznie dolegliwej, aby wytworzyć u niego przeświadczenie o nieopłacalności popełniania przestępstw w przyszłości. Wręcz przeciwnie, taki wymiar kary świadczy o zbyt łagodnym, a nawet pobłażliwym traktowaniu sprawcy, którego wina, jak również społeczna szkodliwości cechują się stopniem znacznym” – pisze prokurator Kasperkiewicz-Radtke w uzasadnieniu sprzeciwu. Dodaje, że taka kara, jaką dał sąd „powodować będzie społeczne poczucie niesprawiedliwości”.

Opłata sądowa? Patryk olewa

Do sprawy Patryka zostaje wylosowany kolejny sędzia. To Łukasz Drążek. Wyznacza, że 12 stycznia 2023 r. rozpatrzy prokuratorski sprzeciw. I rozpatruje. Sam. W pustej sali. Patryk nie przychodzi. Nie przychodzi też nikt z prokuratury.

Rozprawa zajmuje sędziemu 15 minut z przerwą na naradę. Sędzia Drążek jest surowszy niż poprzedniczka. Zakazuje Patrykowi jazdy pojazdami mechanicznymi na pięć lat, daje nawiązkę 5 tys. zł, ale orzeka też osiem miesięcy ograniczenia wolności polegających na wykonywaniu prac społecznych przez 20 godzin miesięcznie. Do tego Patryk ma zapłacić 250 zł kosztów sądowych i 180 zł opłaty.

Wyrok uprawomocnia się 20 stycznia 2023 r.

Patryk nie płaci nawet kosztów sądowych. W maju sąd zleca komornikowi wyegzekwowanie 250 zł. Komornik zajmuje mu konto, ale tam nic nie ma. I nic nie wpływa. W listopadzie komornik się poddaje – sam składa wniosek, żeby Patrykowi umorzyć te opłaty, bo i tak nie ma szans na ich ściągnięcie. W grudniu 2023 r. sędzia Wojciech Eliszewski (to już trzeci, który zajmuje się sprawą jednego kierowcy) wniosek uznaje, koszty umarza.

Jednak w dalszym ciągu tej historii Patryk sam w pewnym momencie pisze do sądu we wniosku, że pracuje. Następnie inny sędzia pisze to w uzasadnieniu swojego rozstrzygnięcia – że Patryk pracuje. Nikogo nigdy jednak już nie zainteresuje, że skoro pracuje, to pewnie i zarabia? I jak pracuje, że na konto nic nie wpływa? Kto go zatrudnia? Dlaczego prawdopodobnie płaci mu do ręki, czyli zatrudnia „na czarno”? Ustalenie tych rzeczy zajęło mi kilka godzin. Nikt w sądzie nawet o tym nie pomyślał.

Patryk nie musi zatem nawet zapłacić 250 zł, koszty ponoszą za niego podatnicy. Ba, podatnicy muszą też zapłacić 25,03 zł kosztów, które poniósł komornik wysyłający Patrykowi wezwania.

Prace społeczne. Patryk olewa

Swoją karę za picie za kółkiem Patryk powinien odpracować na rzecz społeczeństwa w Warszawskim Centrum Integracji. Kurator tłumaczy mu, co i jak ma robić. Patryk nigdy nie stawia się w tej pracy. Nie przyszedł ani raz.

Pod koniec czerwca kurator sądowy przysyła do sądu wniosek, by zamienić prace społeczne na karę zastępczą pozbawienia wolności. „Skazany nie wykonuje orzeczonej kary (…) Nie stawił się do zakładu pracy, gdzie został skierowany (…) nie usprawiedliwił przyczyny niepodjęcia kary ograniczenia wolności” – pisze we wniosku.

Do rozpatrzenia wniosku w tej sprawie wyznaczono sędzię Agnieszkę Chojnacką-Chechłacz (to już czwarta sędzia pochylająca się nad sprawą jednego kierowcy). Wyznacza rozprawę na 19 września 2023 r. Patryk się nie stawia, nigdy nie odbiera zresztą wezwań, choć mieszka tam, gdzie są wysyłane.

Sędzia Chojnacką-Chechłacz skazuje go na 119 dni pozbawienia wolności. „Skazany zlekceważył wyrok i kuratora” – pisze w uzasadnieniu decyzji.

Na początku grudnia sąd wysyła policjantom z Łomianek nakaz osadzenia Patryka. Poleca „niezwłocznie” doprowadzić go do Aresztu Śledczego na Białołęce.
Sformułowanie „niezwłocznie” nie jest chyba najlepiej oddającym to, co robi w tej sprawie policja. Bo na pewno nie dowozi mężczyzny do aresztu do 26 stycznia 2024 r. Na ten dzień datowane jest bowiem pismo Patryka do sądu.

Pierwszy raz mężczyzna postanawia skontaktować się z sądem. Pisze odręcznie, że sam opiekuje się dzieckiem i ma trudną sytuację materialną. „Miałem trudności z wykonaniem prac społecznych ze względu na pracę zawodową” – tłumaczy się. Argumentuje, że zamknięcie go w zakładzie będzie wiązało się z nieobecnością jego przy dziecku. „W związku z powyższym zobowiązuje się sumiennie do podjęcia i wykonania kary ograniczenia wolności” – obiecuje.

Druga szansa na prace społeczne. Patryk olewa

Tego samego dnia, gdy wpływa wniosek Patryka, rozpoznaje go sędzia Wojciech Eliszewski. Pomimo tak radykalnie złej postawy podsądnego, postanawia dać mu szansę. Poleca wstrzymać zamknięcie go w areszcie. „Skazany wykazał nadto, że opiekuje się samotnie dzieckiem, miał trudności z wykonaniem kary, gdyż pracuje zawodowo” – pisze w uzasadnieniu.

Zgodnie z tym postanowieniem Patryk ma odbyć karę ograniczenia wolności, czyli prac społecznych przez siedem miesięcy i 28 dni. Sędzia ostrzega, że jeśli Patryk znów będzie się wymigiwał od prac, to areszt już go nie minie. Bardzo się myli…

Już pół roku później wiadomo, że Patryk ani myślał pracować społecznie. Na kolejnym posiedzeniu w jego sprawie sędzia Magdalena Taraszkiewicz-Sołtys postanawia, że jednak ma trafić do aresztu na 119 dni. „Skazany wykazał się lekceważącym stosunkiem do wyroku oraz kuratora i nie wykorzystał szansy, jaką otrzymał od sądu” – pisze w decyzji.

Areszt? Patryk nie siedzi ani dnia

Z tym aresztem to pośpiechu nie ma. Dopiero pod koniec 2024 r. sąd sprawdza w wydziale dla nieletnich, czy „zachodzi konieczność opieki nad małoletnim”, bo tata ma iść do aresztu na 119 dni. 15 stycznia 2025 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza wydaje postanowienie polecenia osadzenia Patryka. „niezwłocznie” w Areszcie Śledczym w Warszawie-Białołęce na 119 dni.

Z obliczeń aresztu, które są w sądowych aktach wynika, że Patryk miał posiedzieć za kratkami od 17 lutego do 16 czerwca 2025 r. Nie przesiedział ani dnia. Bo choć sąd kazał go zamknąć, to 27 lutego Komisja Penitencjarna w Areszcie Śledczym Warszawa-Białołęka (w aktach nie ma jej składu, ani argumentów, które miała) zezwala Patrykowi na odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego. I niestety Sąd Okręgowy w Warszawie takę decyzję potwierdza. Patryk dostaje obrączkę na nogę i może spokojnie siedzieć pod Łomiankami. Zdejmują mu ją 17 czerwca 2025 r. o godzinie 8.35.

Pięć miesięcy później policjanci z Czosnowa wysyłają do sądu pismo z adnotacją „BARDZO PILNE”. Potrzebują odpisu jego wyroku. Bo Patryk znów popełnił przestępstwo na drodze.

Zakaz prowadzenia pojazdów? Patryk olewa

Czwartek 20 listopada 2025 r. Policjanci z Warszawy patrolują drogę krajową nr 7 w nieoznakowanym radiowozie Cupra. Na wysokości miejscowości Cząstków Polski zauważają motocyklistę na Hondzie CBR 600 z lekko podgiętą tablicą rejestracyjną (stara sztuczka, by jeździć bezkarnie szybko przy fotoradarach). Motocyklista gna 140 km/h tam, gdzie wolno najwyżej 70 km/h.

Policjanci włączają światła i syrenę, ale motocyklista nie zamierza się zatrzymać. Rozpoczyna szaloną ucieczkę. Kolejny pomiar w miejscowości Łomna pokazuje już 160 km/h, za chwilę pędzi już 196 km/h i nie zważa na czerwone światło na skrzyżowaniu.

Kadr z policyjnego wideorejestratora. Patryk R. uciekał przed pościgiem pędząc drogą krajową blisko 200 km/h.

Policyjny pościg utyka na estakadzie w Łomiankach, dokładnie tam, gdzie niebawem Patryk zabije ludzi w wypadku. Radiowóz nie może się tak szybko przedostać przez drogowy zator jak motocyklista. Znika więc policjantom z pola widzenia. Funkcjonariusze odnotowują, że motocyklista miał czarną kurtkę, niebieskie dżinsy i adidasy. Po rejestracji rozpracowują, że motocykl ma właściciela w Warszawie. Gdy odwiedza go patrol, ten zdziwiony mówi, że Hondę sprzedał cztery lata temu.

Kiedy już wiadomo, że chodzi o Patryka R., policjanci z Czosnowa jadą do niego do domu. Zastają go na miejscu i zatrzymują. Przesłuchują obecną tam matkę Patryka. „Wyjechał do pracy na 6.30, wrócił o 15. Zjadł obiad i poszedł do siebie na górę” – zeznaje Monika R. Pytają, czy często jeździł motocyklem. Mama nie wie. Mieszkają w tym samym domu, ale nie wie. No i znów pojawia się wątek pracy, do której Patryk jeździ (sic!). Czyli powinien mieć na te poprzednie koszty sądowe? Nikt do tego nie będzie wracał.

Policjanci nie tylko zatrzymują Patryka i zabierają na komisariat. Zabezpieczają też motocykl Honda, którego wartość oszacowana zostaje na 10 tys. zł. Mienie ruchome. Można by opłacić z tego zaległe koszty sądowe. Ale nikt już do tego nie wraca.

Honda CBR 600, którą Patryk R. uciekał przed policjantami i którą funkcjonariusze zabezpieczyli jako mienie ruchome.

21 listopada 2025 r. Patryk jest przesłuchiwany przez policjantów. Ponownie, od razu przyznaje się do winy. Udaje skruchę. „Przepraszam za swoje zachowanie, musiałem odebrać klucze od kolegi i nie miałem z kim pojechać. Gdy usłyszałem dźwięk syren to się przestraszyłem i nie wiem, dlaczego uciekałem przed policjantami” – opowiada.

Policjanci podczas tego przesłuchania dzwonią do prokurator Małgorzaty Komsty z Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim. Za ucieczkę przed policją, skrajne przekraczanie prędkości proponuje: trzy miesiące pozbawienia wolności, 5 tys. zł na Fundusz Sprawiedliwości oraz rok zakazu prowadzenia pojazdów. Za złamanie zakazu prowadzenia pojazdów: sześć miesięcy pozbawienia wolności oraz kolejne 5 tys. zł na Fundusz Sprawiedliwości.

Łącznie prokurator Komsta chce więc ukarać Patryka ośmioma miesiącami pozbawienia wolności, ale… w zawieszeniu na dwa lata. Czytam to w aktach dwa razy, bo nie dowierzam. To niestety prawda. Już na etapie propozycji prokuratury kara jest wyjątkowo kuriozalna i – jak się niebawem okaże – śmiertelnie groźna dla obywateli. Prokurator chce też zakazu prowadzenia pojazdów. Na dwa lata.

Patryk znów od razu zgadza się na karę zaproponowaną przez prokuraturę.

Rozprawa trwająca minutę. Patryk z zawiasami

Pod koniec listopada 2025 r. prokuratura ma już gotowy akt oskarżenia i wysyła go do Sądu Rejonowego w Nowym Dworze Mazowieckim.

Do sprawy zostaje wylosowana sędzia Justyna Żbikowska, obecna prezes tego sądu rejonowego (to już piąta sędzia zajmująca się jednym kierowcą, choć przy okazji kolejnego przestępstwa). Wyznacza rozprawę na 5 lutego 2026 r. I na rozprawie zasiada sama. Patryk znów nie przychodzi. Znów nie ma też nikogo z prokuratury.

W protokole rozprawy odnotowano, że rozpoczęła się o 13.40. Zamknięta zostaje przed upływem jednej minuty – także o 13.40.

Sędzia wygłosiła wyrok i podała ustnie najważniejsze powody kary, którą wyznaczyła. Ponieważ mówiła sama do siebie, nie dowiemy się, jakie miała argumenty.

Skazała Patryka na zakaz prowadzenia pojazdów na pięć lat, o prawo jazdy będzie mógł się starać dopiero w 2031 r. Do tego nawiązka 8 tys. zł na Fundusz Sprawiedliwości i koszty sądowe. Sąd widocznie ma wiarę, że tym razem ściągnie je z konta, na którym nic nie ma?

Sędzia Żbikowska skazuje też Patryka na rok pozbawienie wolności, ale w zawieszeniu na trzy lata próby.

Dopiero od 29 stycznia 2026 r. prawo utrudniło sędziom orzekanie wobec takich osób kar w zawieszeniu i nakazało przy złamaniu zakazu prowadzenia pojazdów orzekać dożywotni zakaz. Patryk popełnił swoje przestępstwa, zanim zmieniono prawo. Sędziowie od dawna jednak mogli orzekać surowiej. Nikt nie zabraniał im orzekać kar bezwzględnego więzienia czy dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów.

Sąd Rejonowy w Nowym Dworze Mazowieckim uznaje, że Patryk może mieć karę w zawieszeniu Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Prokuratura Rejonowa w Nowym Dworze Mazowieckim nie kiwa palcem, nie odwołuje się od wyroku. Ten uprawomocnia się 13 lutego 2026 r.

Patryk pozostaje na wolności. Dwa miesiące po tym wyroku pędzi pijany osobowym Audi i powoduje karambol w Łomiankach, w którym zabija trzy młode osoby, a dziesięć osób rani.

Złapany po ucieczce z miejsca zdarzenia, po raz pierwszy trafia za kraty. Na razie posiedzi trzy miesiące do sprawy. Potem pewnie nie mniej niż dekadę, a możliwe, że kilkanaście lat. Nikt już nie będzie w sądzie zastanawiał się, czy ma z kim zostawić dziecko.

Będziemy już tylko gdybać:

Czy gdyby zamknięto go wcześniej, miałby szansę naprawdę przemyśleć swoje życie i obawiać się ponownie wyjeżdżać na drogę?

Czy gdyby zamknięto go wcześniej, 15-letni Kacper, 19-letnia Nicola i 20-letni Eryk wciąż by żyli?

Czy rodzice Patryka mieszkając z nim w jednym domu widzieli, jak ich syn się stacza? Czy widzieli jak jeździ pijany, mimo zakazu? Czy woleli zamykać oczy? A może nie mieli nic do powiedzenia?

I najważniejsze: ilu takich Patryków wciąż jeździ po drogach, a ilu takich sędziów i prokuratorów wciąż im na to pozwala? I ilu jeszcze ludzi zabiją?

Łukasz Zboralski