Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 277
  • Ranni w wypadkach - 4666
  • Kierowcy po alkoholu - 20933
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 38.39
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 44.87
  • Zabici w wypadkach - 277
  • Ranni w wypadkach - 4666
  • Kierowcy po alkoholu - 20933
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 38.39
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 44.87

Społeczeństwo

Chcą wyciszyć aferę? Kulisy nagłego spotkania z dyrektorami WORD-ów

Opublikowano

-

Po aferze z błędnymi pytaniami na egzaminie na prawo jazdy, ministerstwo nagle zorganizowało spotkanie z dyrektorami wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Szef ministerialnej komisji ds. pytań egzaminacyjnych, prosił ich, by „nie eskalować sprawy”. – Powinniśmy dołożyć starań, by tych unieważnień egzaminów było jak najmniej – przekonywał.

Prof. Marcin Ślęzak próbował wpłynąć na dyrektorów WORD, żeby nie „eskalowali” sprawy i unieważnili jak najmniej egzaminów na prawo jazdy, na których pojawiły się błędne pytania Fot. MI

Ministerstwo przyznało to, co brd24.pl wskazywał – będą unieważniane egzaminy teoretyczne na prawo jazdy. Bo resort nie zapanował nad bazą i po zmianie prawa 3 marca, nie zmienił pytań, których odpowiedzi stały się wadliwe. Niektórzy kursanci wylosowali na egzaminach takie złe pytania. Dyrektorzy wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego mówią wprost – że prawo obliguje ich do unieważnienia wszystkich takich egzaminów, także pozytywnych dla kursanta. Minister Dariusz Klimczak chciałby jednak zminimalizować straty wizerunkowe i resort w oficjalnym komunikacie przekonuje, że egzaminy unieważnić trzeba tylko 21 osobom w kraju, które przez błędne pytania otrzymały wynik negatywny.

Nagle zwołane dziś przez ministerstwo spotkanie online z dyrektorami wszystkich WORD-ów w Polsce miało służyć do wyciszenia sprawy w WORD-ach. Portal brd24.pl dotarł do zapisów tego spotkania.

„Apelowałbym, żeby nie eskalować sprawy”

Spotkanie w imieniu resortu prowadził prof. Marcin Ślęzak, dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego. Jest szefem komisji weryfikującej pytania egzaminacyjne na prawo jazdy od stycznia. Zastąpił Marka Dworaka, który musiał opuścić stanowisko, gdy na jaw wyszła poprzednia afera – w grudniu 2025 r. na egzamin wgrano 180 złych pytań i zostały potem usunięte.

– Chciałbym zapobiec wyolbrzymianiu sprawy, pewnym spekulacjom. Bo to, że się źle stało, to nie ma wątpliwości, natomiast wyolbrzymianie tej sytuacji myślę, że podważa zaufanie zarówno do mnie, do komisji, do systemu egzaminowania, ale też i do państwa – powiedział zaraz na wstępie zebrania Ślęzak. – Państwo zrobicie, jak uważacie, ale apelowałbym żeby nie eskalować sprawy, tylko po prostu mówić tak, jak jest.

Prof. Ślęzak przyznał, że obowiązki szefa komisji przejął od Marka Dworaka 22 stycznia. Ale długo zajęło mu przygotowanie się do tego zajęcia. – Zanim zyskałem dostęp do komputera, aplikacji PWPW, czyli gdy mogłem się naprawdę zapoznać z bazą pytań, to było gdzieś w połowie lutego – opowiadał.

Szef komisji przepraszał za to, że dopuścił do tego, że na egzaminach pojawiły się błędne pytania. Jednak winą obciążył poprzednika. – Nie miałem świadomości, że działania przez poprzedniego przewodniczącego komisji nie zostały podjęte po ogłoszeniu tych aktów prawnych. Bo jak państwo wiecie, ustawa, która weszła w życie 3 marca, została opublikowana 17 października 2025 r. a 2 grudnia ogłoszona. Nie miałem świadomości, że żadne działania nie zostały zainicjowane – mówił. – To mnie obciąża, ale nie byłem w stanie temu zapobiec.

Ślęzak opowiadał, że po „otrzymaniu sygnałów” komisja dokonała przejrzenia bazy pytań egzaminacyjnych na prawo jazdy. Baza ta zawiera obecnie ponad 3,5 tys. pytań. I musieli robić to ręcznie. – Udało się wyodrębnić 34 pytania, które są wątpliwe, z tego 8 pytań, które będę rekomendował do wycofania z katalogu pytań – opowiedział.

To ciekawa liczba. Bowiem dyrektorzy WORD-ów twierdzą, że znaleźli w sumie 13 pytań zawierających obecnie odpowiedzi sprzeczne z przepisami.

Próby uciszania dyrektorów

Następnie prof. Ślęzak próbował perswadować ludziom zajmującym się egzaminowaniem kierowców, że nie jest ich zdaniem określanie, które pytania na egzaminach są błędne.

– WORD-y są odpowiedzialne z proces egzaminowania i bardzo bym prosił, by unikać takich sytuacji, bo opinia publiczna nie ma takiej świadomości i jak słyszy z jakiegoś ośrodka egzaminacyjnego, że pytanie jest błędne czy nie, to ja odbieram to jako nadużycie – powiedział na spotkaniu. – Umówiliśmy się instytucjonalnie, że za bazę odpowiada komisja i tylko ona odpowiada za to, czy pytania są błędne, czy nie. Nie decydują dyrektorzy WORD czy pracownicy.

Niestety, zabrzmiało to tak, jakby nie chciał, by eksperci zajmujący się na co dzień egzaminowaniem mówili publicznie o tym, że dostrzegają wadliwe zadania w systemie. Tymczasem to właśnie dzięki pracownikom WORD-ów, choć ci mają ograniczony dostęp do bazy, bo mogą tylko próbować losowo oglądać pytania na komputerach ezgaminacyjnych, udaje się wyłapać fatalną pracę komisji, której dziś prof. Ślęzak jest szefem. Powinien więc takim ludziom raczej dziękować niż próbować ich uciszać.

Marcin Ślęzak podał, że w skali kraju komisja wytypowała 21 osób, które przez błędne pytania nie zdały egzaminu teoretycznego na prawo jazdy, a w innym wypadku mogły go zdać.

– Chciałbym zdementować i proszę, żebyście państwo nie eskalowali tej informacji, że nie wiadomo, ile pytań zostało wylosowanych i skala jest bardzo duża – mówił do dyrektorów WORD. – To, że pytanie było wylosowane wiele razy, nie znaczy, że miało wpływ na wynik egzaminu – przekonywał.

Osiem pytań wykluczonych

Wśród ośmiu wadliwych pytań, które zostały już wycofane z egzaminów, trzy dotyczą kategorii prawa jazdy T, czyli ciągników rolniczych.. – Z uwagi na kwestie sezonową tych egzaminów nie jest dużo, ta skala nie powinna być duża – powiedział Ślęzak.

Wiadomo, że dwa pytania dotyczyły kategorii A, czyli egzaminu teoretycznego na prawo jazdy na motocykl. Trzy pytania dotyczyły z kolei kategorii B – czyli egzaminów na samochód osobowy.

Jako przykładowe pytania niejasne Ślęzak zacytował następujące: „Jeżeli osoba kierowała motocyklem pomimo wydania decyzji administracyjnej o zatrzymaniu jej prawa jazdy na trzy miesiące”.
I tłumaczył, dlaczego nieprecyzyjna obecnie odpowiedź, nie powinna być traktowana jako błędna.

Tymczasem takie pytanie jak powyższe w ogóle nie powinno pojawiać się na egzaminie na prawo jazdy. Bo jest idiotyzmem. To policjant powinien wiedzieć, jakie dokładnie kary czekają kierowców np. jeżdżących mimo cofnięcia uprawnień na trzy miesiące. Młody kierowca, którego uczymy jeździć, powinien po prostu wiedzieć, dlaczego nie można przekraczać prędkości i że jeżdżenie bez uprawnień to zło. Planowanie egzaminu, który wymaga uczenia się na pamięć administracyjnych kar, jest idealnym odbiciem mizerii intelektualnej członków komisji w resorcie infrastruktury.

Tak samo, jak inne pytanie cytowane przez Ślęzaka na tym spotkaniu: „Za jakie wykroczenie policjant zatrzyma prawo jazdy na trzy miesiące”.

Świadomy szef komisji układającej i recenzującej pytania powinien przede wszystkim powiedzieć, że takich pytań w ogóle nie powinno się układać i egzaminować z nich ludzi. Takie zdanie jednak nie padło…

– Podjęliśmy działania, by eliminować takie sytuacje w przyszłości – zapowiedział Marcin Ślęzak. Nie powiedział jednak, jakie to działania. Poprzestał na ogólniku. Co może świadczyć o tym, że w ministerstwie na razie nie ma żadnego konkretnego planu na naprawę sytuacji.

„Jedziemy na jednym wózku”

Ślęzak odniósł się potem do najważniejszego – zwłaszcza PR-owsko dla ministerstwa – problemu unieważniania innych egzaminów, na których pojawiały się złe pytania, czyli także zaliczonych pozytywnie.

Zaznaczył, że nie jest prawnikiem, czyli dał do zrozumienia, że się na tym nie zna. – Ale nie ma automatyzmu w unieważnieniu egzaminów – przekonywał.

Wymienił Kodeks postępowania administracyjnego, art. 7a i art. 81 a, czuli zasadę przyjaznej interpretacji przepisów i zasadę rozstrzygania wątpliwości faktycznych.

– Jeżeli założymy, że przed 3 marca kandydaci na kierowców korzystali z bazy pytań, która była aktualna, przygotowywali się w oparciu o materiały przygotowane przez firmy dostarczające materiały do nauki, też były one zgodne z tym stanem. Mało tego, na egzaminie odpowiedzieli też zgodnie z tym, to trudno winić kandydata za popełniane błędy – mówił Ślęzak.

Profesor ITS stwierdzał, że się nie zna i może się mylić, mówił jednak dyrektorom, że jego zdaniem marszałek województwa unieważnia egzaminy tylko, gdy egzamin jest przeprowadzony w sposób niezgodny z przepisami, a ujawnione nieprawidłowości miały wpływ na jego wynik. – A w moim przekonaniu egzaminy były przeprowadzane zgodnie z przepisami – stwierdził.

– Powinniśmy dołożyć starań, żeby tych unieważnień było jak najmniej, bo w końcu chodzi o kandydatów, by jak najmniej poszkodowani byli ci, którzy nie zawinili tej sytuacji – mówił Ślęzak. – Prośba, żeby nie spekulować, bo jedziemy na jednym wózku. Raz są zarzuty do komisji, a raz do WORD-ów. Wszyscy mamy interes, by system egzaminowania był dobrze oceniany przez społeczeństwo – dodawał.

Poplecznicy kontra chcący naprawy systemu

Pierwszy z zebranych głos zabrał Włodzimierz Bogaczyk, dyrektor WORD w Poznaniu, były dziennikarz „Gazety Wyborczej” mianowany przez władze PO-PSL w 2019 r. bez organizowania konkursu na stanowisko. – Ja się w pełni podpisuję pod tym, co pan profesor powiedział, żeby nie eskalować sprawy. To jest we wspólnym interesie wszystkich, żeby ta sprawa nie była eskalowana, ale żeby zmierzała do szczęśliwego zakończenia dla wszystkich – stwierdził.
Postulował jednocześnie, żeby resort znalazł środki i zmienił elektroniczną bazę pytań obsługiwaną przez PWPW tak, aby po zmianach prawa pytania tracące sens automatycznie były usuwane.

Drugi głos zajmował Wojciech Babicz, dyrektor WORD w Białej Podlaskiej. – Czy według pana profesora należy unieważnić egzamin tym, którzy mieli wynik negatywny i oddać im pieniądze? – zapytał. Prof. Ślęzak nie chciał odpowiedzieć na to pytanie. – Nie chcę się wypowiadać na temat procedury, nie jestem praktykiem – stwierdził.

Babicz wykazał jednocześnie słabość interpretacji Ślęzaka. Powiedział, że jeśli unieważni się egzamin tym, którzy nie zdali – z powodu, że był przeprowadzony niezgodnie z przepisami – to nie bardzo rozumie, jak taki sam, przeprowadzony niezgodnie z przepisami egzamin, miałby nie zostać unieważniany w przypadku tych, którzy uzyskiwali wyniki pozytywne. – O tym nie rozmawiamy tu w ogóle, a to jest największa skala – mówił Babicz. – U nas mamy 11 osób, dla których złe pytania miały wpływ na egzamin, ale na to, że odpowiedziały źle i dostały dzięki temu wynik pozytywny.

– Jako komisja zajęliśmy się osobami poszkodowanymi, czyli tymi, którzy nie zdali – wzdychał Ślęzak. – Oczywiście nie możemy wykluczyć sytuacji odwrotnej. Natomiast nie chciałbym wchodzić w polemikę, bo tak, jak wspominałem, nie mam doświadczenia, nie jestem prawnikiem – mówił i dodawał, że brakuje mu wiedzy.

Babicz wspominał, że w 2022 r. przy losowaniu złych pytań, unieważniano zarówno egzaminy pozytywne, jak i negatywne, jeśli błędne pytania miały wpływ na wynik. Zauważał, że wówczas błędne pytania losowano tylko przez kilka godzin, a obecnie błędne pytania losowano przez co najmniej 14 dni. – Ja poinformuję teraz nadzór, czyli marszałka województwa, o wszystkich sytuacjach, a nie tylko negatywnych wynikach – zapowiedział szef WORD z Białej Podlaskiej.

– Przede wszystkim apeluję, żeby nie wykorzystywać tych spraw do podważania całego systemu państwa – skomentował prof. Ślęzak.

Przedstawiciel WORD Gorzów stwierdził, że dużo większym problemem są właśnie osoby, które zdały egzamin i miały na nim wadliwe pytania. – To może rodzić poważne konsekwencje. Bo może część takich osób już przystąpiła do egzaminu praktycznego, zdało go i to jest olbrzymi kłopot – wskazywał.

Prof. Ślęzak odpowiadał, że „wymaga to analizy”. – Zdawalność egzaminu praktycznego nie jest wysoka, więc koincydencja dwóch elementów to zakładam, że to nie jest duża liczba – powiedział.

Babicz zapytał jeszcze o jedno pytanie. Sama jego treść pokazuje, jak bardzo źle komisja w Ministerstwie Infrastruktury projektuje polski egzamin. Pytanie jest bowiem długie, pokrętne i… zupełnie zbędne przy egzaminowaniu kursantów.
Pytanie numer 10946 brzmi bowiem tak: „Jaką decyzję podejmie starosta jeśli zostałeś zatrzymany do kontroli kierując pojazdem pomimo przedłużenia okresu zatrzymania prawa jazdy do 6 miesięcy za przewożenie osób w liczbie przekraczającej o dwa liczbę miejsc określoną w dowodzie rejestracyjnym samochodu osobowego”.

Dyrektor WORD zauważył, że takich złych pytań u niego w ośrodku wyłapano nie osiem, ale 13. I że kandydaci na postawie egzaminów pozytywnych z wadą prawną przystępowali już do egzaminów praktycznych, które też zdali. – Problemem są osoby, które uzyskały wynik pozytywny, a nie negatywny – wskazywał.

Odpowiedzią prof. Ślęzaka był atak. – Umówiliśmy się zgodnie z przepisami, że to, czy pytanie jest błędne czy nie decyduje komisja rekomendująca, a akceptuje to minister. Bardzo proszę, żebyście państwo nie podejmowali decyzji, bo mi tu tak trochę zabrzmiało, że stwierdziliście, że to pytanie jest błędne i tak dalej… Taki jest podział kompetencji.

Przy okazji uwidoczniło się, że szef komisji układającej pytania kompletnie nie zna ostatnich nowelizacji Prawa o ruchu drogowym, nie był więc w stanie sam stwierdzić, które pytania po nowelizacjach przestały być zgodne ze stanem faktycznym i nie powinny się pojawiać na egzaminach.

– Żaden przepis nie mówi o tym, że to wyłącznie komisja stwierdza, czy pytanie jest błędne czy nie – skwitował dyrektor WORD w Białej Podlaskiej.

– Komisja weryfikuje, a zatwierdza wszystko minister i to on podejmuje decyzję – precyzował prof. Marcin Ślęzak. Jednocześnie – być może niechcący – wskazał wprost, że za ostatni skandal z nieprawidłowymi pytaniami odpowiada ostatecznie jednak minister Dariusz Klimczak.

Potem głos zabrał Tomasz Matuszewski, wicedyrektor WORD w Warszawie. – Komisja działa prawie 12 lat, a pan jest czwartym jej przewodniczącym, a to jest pierwsze spotkanie – wytknął. – Warto więc panu powiedzieć „dziękujemy”, bo wreszcie ktoś z komisji zauważył potrzebę spotkania się z dyrektorami WORD-ów.

Matuszewski stwierdził też, że pytań egzaminacyjnych o złej jakości jest w ogóle za dużo. – Mówię jako egzaminator z 30-letnim stażem i prezes związku WORD-ów. Mówimy zdecydowane „nie” pytaniom słabej jakości, pytaniom „haczykom”, pytaniom z nisz prawnych, zakamarków, z których kandydat z dużym prawdopodobieństwem nie będzie nigdy korzystał. Proszę, żeby pan zadbał w sposób ewolucyjny, żeby jakość pytań była zmieniana. Bo pytanie jest nieprawidłowe również wtedy, kiedy jest zupełnie niecelowe.

Tomasz Matuszewski wskazał, że pytania, które dziś padły, to pytania na referenta w wydziale administracji czy policjanta ruchu drogowego. – Egzaminatorom od 2001 r. odebrano możliwość sprawdzania testów, od 2013 r. staliśmy się trochę bezwolnym realizatorem egzaminu teoretycznego – wskazywał. I zaapelował: – Rozumiem, że dostał pan trzy koperty. Pierwszą pan otworzył mówiąc, że poprzednik czegoś nie zrobił. Drugą pan otwiera mówiąc, że będzie reorganizacja. Oby nigdy nie musiał pan przygotowywać trzeciej koperty…

– Niestety nie ja decyduję o reorganizacji funkcjonowania komisji – odpowiedział prof. Ślęzak. Zauważył, że ma refleksję dotyczącą systemu, ale się nimi nie podzieli. – Bo bazując na tym, jak te informacje wyciekają potem do mediów, to zaraz będzie nagłówek, że Ślęzak uważa, że to czy tamto…

Na koniec Ślęzak znów – po raz kolejny – prosił dyrektorowie WORD-ów, o to, żeby sprawy nie podnosić za bardzo w przestrzeni publicznej. Tym razem dał dosłownie do zrozumienia, że to przeszkadza politycznie ministrowi. Cel tego spotkania stał się aż nadto wyrazisty.

– Prosiłbym żeby w miarę możliwości sprawy nie wyolbrzymiać, nie pomijać, bo sytuacja ma miejsce i nie chodzi o to, żeby to tuszować, ale nie wyolbrzymiajmy i żeby nie wykorzystywać tego jako oręż w walce politycznej – powiedział prof. Marcin Ślęzak.

Łukasz Zboralski