Wziąłem udział w konkursie dla dziennikarzy motoryzacyjnych na najniższe zużycie paliwa w hybrydach plug-in. Mój wynik był niezły. Mógł być lepszy, gdyby nie to, że moja przepisowa jazda po stolicy okazała się dla innych kierowców nie do zniesienia
DOLPHIN G DM-i oraz ATTO 2 DM-i, którymi próbowałem spalić jak najmniej paliwa Fot. JAP
Rząd poinformował niedawno o częściowym wznowieniu programu, który ma obniżyć ceny detaliczne paliw na stacjach w Polsce. Podatek VAT od 17 do 31 sierpnia będzie obniżony z 23 do 8 proc. Według premiera powinno to zmniejszyć koszt zakupu litra paliwa o około 1 zł. Szału nie ma. Tym bardziej interesujący wydawał się konkurs #SpalanieWyzwanieBYD dla kilkunastu dziennikarzy motoryzacyjnych. Zadanie było proste: udowodnić, że zużycie paliwa w hybrydach plug-in może być niskie, nawet jeśli poziom energii w akumulatorach na starcie wynosi zaledwie 25 proc.
W dwa upalne dni przetestowałem dwa modele DOLPHIN G DM-i oraz ATTO 2 DM-i na wyznaczonej przez organizatora trasie. Za każdym razem pokonałem 50 km po warszawskich ulicach. Efekt? Odpowiednio drugie i trzecie miejsce w konkursie i rezultat na poziomie 2,9 l/100 km i 3 l/100 km. Zwycięzca – ten sam w obu kategoriach – mógł pochwalić się wynikiem 2,66 l/100 km i 2,83 l/100 km.
W ATTO 2 DM-i też miałem szanse na drugie miejsce, ale… niepotrzebnie uległem społecznej presji i instynktowi, który każe ratować zdrowie nawet kosztem zwycięstwa. Ale od początku.
Zagubionemu „Niemcowi” się tylko dziwili
Gdy zobaczyłem, że testowy DOLPHIN G DM-i stoi na niemieckich tablicach rejestracyjnych, odetchnąłem z ulgą. Dlaczego? Otóż, aby stosować się do zasad eco-drivingu, warto utrzymywać prędkość w granicach od 45 do 55 km/h. Dzięki temu opór dynamiczny nie jest jeszcze tak mocno odczuwalny. Kłopot w tym, że samochód jeżdżący po Warszawie z przepisową prędkością (bez „elki” na dachu) widywany jest bardzo rzadko. Ja zaś nie tylko nie łamałem żadnych ograniczeń, ale prawym pasem sunąłem nie szybciej niż 65 km/h nawet na tych odcinkach, na których zgodnie z prawem można maksymalnie poruszać się z prędkością 70 km/h (znak z tą informacją wielu warszawiaków interpretuje jednak jako prędkość minimalną lub zalecaną tylko dla początkujących).
Byłem więc tak rzadkim przypadkiem jak Yeti na wakacjach nad jeziorem Loch Ness. A ponieważ starałem się przy tym także nie gazować bez sensu między jednym czerwonym światłem a kolejnym, tylko jechać jak najpłynniej, aby unikać wyhamowywania samochodu do zera, to byłem okazem budzącym spore zainteresowanie u innych uczestników ruchu.
Niemieckie tablice rejestracyjne stanowiły pewną ochronę: patrzono na mnie jak na zagubionego Niemca, reprezentanta innej cywilizacji. Z pewną litością, ale bez agresji. Zdarzali się co prawda nieliczni, którzy wyprzedzali mnie tylko po to, aby zaraz potem ostro zahamować i skręcić w uliczkę w prawo, ale nikt na mnie nawet nie zatrąbił.
Poganianie, trąbienie, ciężarówki na zderzaku
Gdy kolejnego dnia tak samo próbowałem jeździć ATTO 2 DM-i na mokotowskich numerach, wyrozumiałości wśród innych kierowców było już zdecydowanie mniej. Było za to dużo więcej trąbienia, prób wymuszania czy wręcz uporczywego poganiania (w najeżdżaniu na zderzak specjalizowali się kierowcy ciężarówek; zapewne ci sami, którzy w razie wypadku tłumaczą, że potrącili pieszego na pasach, bo przecież kilku ton nie da się ot tak zatrzymać w miejscu).
Początkowo twardo trzymałem się zasad. Komputer pokładowy pokazywał już 2,6 l/100 km. Niestety potem zacząłem odpuszczać – jeździłem maksymalną dozwoloną prędkością i ku uciesze gawiedzi jeździłem dużo mniej płynnie niż można było. Ostateczny rezultat i tak nie był zły.
Fakt, że oboma modelami zszedłem do 3 l/100 km lub nawet poniżej tej granicy pokazuje jasno, że to nie przypadek, ale metoda. Licząc, że wielu kierowców spala średnio często ponad 6 l/100 km, to jeżdżąc ekonomicznie i właściwie wykorzystując możliwości popularnych hybryd, można zaoszczędzić nawet 3 l/100 km. Przyjmując cenę 7,3 zł/l, w kieszeni zostaje wówczas niemal 22 zł na każde pokonane 100 km. Jeśli w tygodniu ktoś pokonuje 500 km, to robi się z tego ponad stówka oszczędności. Takiej promocji nie da Wam żaden rząd!