Rozmowy i opinie
Czy ofiary z Łomianek wystarczą, by powstał publiczny rejestr kierowców z zakazami?
Opublikowano
2 dni temu-
przez
luzPo raz kolejny drogowy bandyta łamiący sądowe zakazy prowadzenia pojazdów odebrał ludziom życie, a ich rodzinom je zniszczył. Rząd Donalda Tuska zapowiadał stworzenie publicznego rejestru kierowców z takimi zakazami, ale potem po cichu się z niego wycofał. Liberalne władze uważają, że było by to „piętnowaniem” takich osób. Czy tragedia z Łomianek jest wystarczającym dowodem, iż jako społeczeństwo powinniśmy cenić wyżej życie potencjalnych ofiar nad rzekome piętnowanie drogowych bandytów?

Polska zaczęła sobie dobrze radzić z ograniczeniem śmierci na drogach. Zwykli kierowcy obawiają się bowiem surowych kar i od 2019 r. do 2025 r. liczba zabitych w wypadkach drogowych spadła prawie o połowę! W ubiegłym roku było z tego powodu nieco ponad 1600 pogrzebów, a nie 3000. W tym roku trend nadal pokazuje spadek.
Wciąż mamy jednak problem z najtrudniejszą do opanowania grupą sprawców – zaburzonymi, często alkoholikami i narkomanami, którzy za nic mają nawet sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Wciąż wracają na drogi. I wciąż zabijają. W niedzielę w Łomiankach taki właśnie człowiek zabił dwoje nastolatków (ofiar, niestety może być więcej, bo ranny 20-latek z tego wypadku jest w krytycznym stanie i rokowania lekarzy nie są optymistyczne).
Zrobiliśmy trochę
Nie mogę powiedzieć, że nie zrobiliśmy z tą grupą w Polsce nic. Jeszcze rząd Zjednoczonej Prawicy dał się namówić na wdrożenie konfiskaty samochodów pijanym kierowcom. Weszła w życie już po zmianie władzy. I ta – mimo początkowych zakusów – nie zdołała tego przepisu całkowicie zepsuć. Zepsuto go tylko trochę, bo zniesiono obowiązek zapłaty równowartości samochodu, gdy nie jest jedyną własnością pijanego kierowcy – od tego roku grozi mu najwyżej zapłata dodatkowej nawiązki od 5 tys zł. Bogaci pijacy w leasingowanych samochodach mogą odetchnąć finansowo…
Ostatecznie jednak konfiskata pokazała skalę pijaństwa na polskich drogach, z której nie było widać w statystykach wypadków. Policjanci zabezpieczają do konfiskaty średnio ok. 600 samochodów pijanym kierowcom (a to tylko te, których są jedynymi właścicielami!).
Konfiskata ograniczyła też liczbę wypadków śmiertelnych powodowanych przez pijanych kierowców o około 30 proc. Duży sukces! Mimo narzekania rozmaitej maści przeciwników. Państwo nie straciło też na tym – dochody Skarbu Państwa z licytacji skarbowych takich samochodów liczymy już w milionach złotych.
Rząd Koalicji Obywatelskiej – zmuszony presją opinii społecznej m.in. po wypadku Łukasza Żaka w Warszawie (cztery zakazy prowadzenia pojazdów, kuriera który zabił dziecko w stolicy (zakaz prowadzenia pojazdów) – zaostrzył prawo. Można powiedzieć, że Polacy poprzez polityków narzucili sędziom takie zasady, które nie pozwolą im na dotychczasową pobłażliwość.
Po pierwsze, od 29 stycznia 2026 r. każde złamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów oznaczy automatycznie dożywotni zakaz. Żeby była jasność – dożywotni zakaz nie oznacza jednak niemożności legalnego prowadzenia auta do końca życia. Po 10 latach można wnioskować o zniesienie takiego zakazu. Trzeba udowodnić, że jest się już przyzwoitym obywatelem i nie będzie stanowić zagrożenia.
Po drugie, sędziom utrudniono orzekanie wobec łamiących sądowe zakazy kar w zawieszeniu. Efekt już widać. Policjanci często informują, że po zatrzymaniu takiej osoby w szybkim procesie (zwykle na następny dzień), sądy często wymierzają karę bezwzględnego więzienia. Nie jest długa: miesiąc, trzy, pół roku. Zaczęła za to być jednak wyraźnym rozwiązaniem.
Oczywiście, nie działa to idealnie. Sędziom utrudniono, a nie uniemożliwiono orzekanie kar wolnościowych. Zatem część z nich nadal puszcza takich kierowców na powrót między nas. I przez brak publicznej publikacji wyroków, nie wiemy nawet, jaka jest tego skala.
Zauważę też, że na razie wiemy o takich wyrokach bezwzględnego więzienia jedynie w pierwszych instancjach. Ile z nich ostanie się w drugiej instancji, czyli prawomocnym skazaniu? I jak się o tym dowiemy, skoro sądy nie mają obowiązku publikacji wyroków?
Po trzecie – to warto wspomnieć – po tragedii spowodowanej przez kuriera bez prawa jazdy w stolicy i moich materiałach m.in. w Kanale Zero, Ministerstwo Cyfryzacji udostępniło firmom transportowym otwarte dane dotyczące posiadania uprawnień do kierowania. Wystarczy prosty program, by codziennie automatycznie sprawdzać, czy pracownik ma prawo jazdy, zanim wsiądzie w służbowy samochód.
Minusem tego rozwiązania jest jednak struktura takich przewozów w Polsce. Wiele mniejszych firm zajmujących się przewozami w ogóle nie pomyślało nawet o wdrożeniu takiej weryfikacji. Jeśli nie będzie obowiązku lub jakiejś odpowiedzialności, nigdy tego nie zrobią.
Możemy zrobić więcej
Czy zostało nam więc coś jeszcze do zrobienia, co może zmniejszyć ryzyko, że wjedzie w nas jak rakieta jakiś człowiek, któremu dawno nawet sąd zakazał prowadzenia pojazdów?
Otóż zostało. Było to nawet oficjalnie zapowiedziane przez Kancelarię Premiera Rady Ministrów. Ktoś z otoczenia premiera Donalda Tuska napisał w listopadzie 2024 r., że rząd rozpoczyna pracę nad stworzeniem w Polsce publicznego rejestru kierowców posiadających zakaz prowadzenia pojazdów. Ta wiadomość wciąż tkwi w portalu X jak wielki wyrzut sumienia.
🛑 Ruszamy z pracami nad jawnym rejestrem osób z prawomocnym, dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów. Chcemy zwiększyć bezpieczeństwo na drogach i zapewnić większą przejrzystość dla wszystkich uczestników ruchu. pic.twitter.com/gGI0lGw4iA
— Kancelaria Premiera (@PremierRP) November 18, 2024
Rząd zamierzał więc wprowadzić pomysł, który m.in. postulowaliśmy w portalu brd24.pl. Uznaliśmy, że policja nie ma szans zapanować nad każdym kierowcą, który ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Chociaż oczywiście, gdyby dzielnicowi co jakiś czas rano sprawdzali, czy tacy ludzie nie próbują wyjechać spod domu autem, mielibyśmy trzy razy tyle przyłapanych, co obecnie.
Publiczny rejestr takich osób – tak samo jak funkcjonujący rejestr pedofilów – zrobiłby nadzór nad takimi ludźmi o wiele szczelniejszym, bo włączałby w to społeczeństwo. Każdy mógłby sprawdzić, czy w jego okolicy jest ktoś, kto nie ma prawa wsiadać za kierownicę samochodu i jeśli go zauważy, zgłosić to policji. Nie mam wątpliwości, że ludzie by tego pilnowali. Nikt nie chce, by jakiś sąsiad z zakazem prowadzenia pojazdów rozjechał mu rodzinę czy dziecko.
Zauważę tylko, że zapowiadany dwa lata temu przez rząd rejestr miał zawierać tylko osoby z dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów. Okazało się bowiem, że polskie sądy omijała cyfryzacja i dane o zapadających czasowych zakazach prowadzenia pojazdów oraz terminach ich obowiązywania są w Polsce na razie podobno nie do uzyskania. Choć ja uważam, że urzędnikom mówiącym „nie da się”, ministrowie powinni odpowiadać: „nie pytam, czy się da, pytam, jak to możemy zrobić”.
Dlaczego ten rejestr nie powstał? Nikt tego nie powiedział. Wiadomo tylko, że Ministerstwo Sprawiedliwości pracujące wówczas nad projektami zaostrzającymi prawo, nigdy takich zapisów tam nie wpisało. Władza zaczęła też omijać ten temat dużym łukiem. Zdarzyło się raz, że wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha (nadzorował zaostrzenie kar) naciskany w telewizyjnym wywiadzie przez dziennikarza bąknął coś o tym, że publiczny rejestr mógłby być „piętnowaniem” takich osób. I że otworzyło by to drogę do rozmyślań, jacy jeszcze przestępcy powinni być publicznie pokazywani – a wszystko w konsekwencji mogłoby utrudniać takim ludziom powrót do społeczeństwa.
Taki argument w przypadku niebezpiecznych ludzi łamiących sądowe zakazy prowadzenia pojazdu jest nie do utrzymania. Mogę zgodzić się z tym, że nie wiemy, kto z mieszkających obok nas został skazany za kradzież. Bo on najczęściej odsiedział wyrok, odbył karę. Po jej zakończeniu warto mu dać szansę na normalne życie. W przypadku multirecydywistów, nawet złodziei, mam już odmienne zdanie. Skoro ktoś odrzuca nałogowo wiele szans na normalne życie, powinien być na mapie oznaczony, jako społeczne zagrożenie, gdy tylko opuszcza zakład karny.
Jednak kierowcy łamiący sądowe zakazy prowadzenia pojazdów nie niosą zagrożenia uszczuplenia naszego majątku, niosą realne zagrożenie pozbawienia nas życia. To dlatego powinni być publicznie monitorowani. Chyba, że ich zakaz zostanie skrócony, wówczas mogą z rejestru zniknąć.
Czy życie 19-letniej ofiary z Łomianek, albo tego 15-letniego chłopca nie byłoby tego warte? I po ilu śmierciach i tragediach spowodowanych przez kierowców z zakazami dojdziemy do wniosku, że dobre samopoczucie ludzi otrzymujących taką karę od sądu nie może przewyższać w naszych oczach dobra publicznego – prawa Polaków do tego, by nie byli przez nich narażeni na utratę życia lub zdrowia?
Wprowadzenie takiego rejestru da się przeprowadzić błyskawiczną nowelizacją. Do tego nie potrzeba miesięcy pracy. Do tego potrzeba politycznej woli.
Łukasz Zboralski
