Policjanci z Otwocka złapali na drodze pijanego recydywistę, który wielokrotnie łamał sądowe zakazy prowadzenia pojazdów i czekał na odbycie 10 miesięcy więzienia za to przestępstwo. Prokuratura wnioskowała, by go aresztować. Sąd uznał, że wystarczy… dozór policji
46-latek wielokrotnie łamał sądowe zakazy i ma już orzeczoną karę więzienia. Sąd w Otwocku uznał jednak, że nie trzeba go tymczasowo aresztować Fot. Policja
Ta sprawa zbulwersowała stołecznych funkcjonariuszy policji. Bo po raz kolejny przekonali się, że łapanie pijanych na drodze, którzy zagrażają bezpieczeństwu innym, to praca syzyfowa.
Chodzi o sprawę z gminy Wiązowna. Policjanci z Otwocka zatrzymali tam do kontroli kierowcę Land Rovera. 46-letni mężczyzna dmuchnął w alkomat i okazało się, że popełnia wykroczenie prowadzenia pojazdu po użyciu alkoholu (mniej niż 0,5 promila).
Tyle, że człowiek ten w ogóle nie powinien być na drodze. Miał orzeczony siedmioletni zakaz prowadzenia pojazdów. A ponieważ nie była to jego pierwsza kara – w przeszłości wielokrotnie łamał sądowe zakazy i popełniał wykroczenia w ruchu drogowym – właśnie oczekiwał na odbycie zasądzonej wobec niego kary pozbawienia wolności na 10 miesięcy.
Prokuratura Rejonowa w Otwocku skierowała więc do Sądu Rejonowego w Otwocku wniosek o zastosowanie wobec 46-latka najsurowszego środka zapobiegawczego – tymczasowego aresztowania, aby całkowicie odizolować go od ruchu drogowego. Historia jego zachowań pokazuje bowiem, że żadne inne środki nie powstrzymają go od prowadzenia pojazdów.
Sąd Rejonowy w Otwocku nie przychylił się jednak do wniosku prokuratora. Podjął decyzję o zastosowaniu wobec mężczyzny środka w postaci dozoru policji.