Kierowca osobowej Skody jechał „na zderzaku”. Gdy przed nim doszło do stłuczki i gwałtownego hamowania, ratował się slalomem między stającymi autami. Tym razem mu się udało
Polscy kierowcy masowo jeżdżą innym „na zderzaku”. Przez tak bezmyślne zachowanie sami wpuszczają się w trudne sytuacje, gdy kierowcy przed nimi muszą gwałtownie zahamować. Tak było na Zakopiance 17 maja.
Na filmie, który zarejestrował jeden z kierowców, widać, jak kierujący osobową Skodą jedzie za blisko jasnej Toyoty. Nagle sytuacja zaczyna się komplikować. Jeden kierowca ciemnej osobówki jedzie za szybko lewym pasem, wpada w poślizg, powoduje kolizję. Kierowca Toyoty gwałtownie hamuje.
Kierowca Skody reaguje z dużym opóźnieniem – bo po około 2 sekundach, czyli zajmuje mu to średnio dwa razy dłużej niż przeciętny czas reakcji człowieka. W dodatku przez to, że jedzie za blisko, nie ma już szans na zatrzymanie się przed poprzedzającym autem. Rozpaczliwym manewrem zjeżdżą na prawo i – prawie cudem – udaje mu się potem wykonać slalom przed autem, które właśnie stanęło przy prawej krawędzi jezdni.
„Ciekawe czy chłop zrozumiał, co to bezpieczny odstęp” – napisał jeden z komentujących nagranie.