Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 971
  • Ranni w wypadkach - 17411
  • Kierowcy po alkoholu - 67783
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 55.91
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.56
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.78
  • Zabici w wypadkach - 971
  • Ranni w wypadkach - 17411
  • Kierowcy po alkoholu - 67783
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 55.91
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.56
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.78

Prawo

Łamią zakazy i unikają szybkich skazań. Drogowi bandyci wykryli lukę w prawie

Opublikowano

-

Kierowcy łamiący sądowe zakazy mogą być błyskawicznie skazywani przez sądy i zamykani, dzięki przyspieszonym postępowaniom. Część drogowych bandytów poznała jednak sposób, by policjantom to uniemożliwiać

Prokuratura już dwa razy wnioskowała o tymczasowe aresztowanie 46-latka z gminy Wiązownia, który wciąż łamie sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Sąd na to się wciąż nie zgadza Fot. Policja

Po zaostrzeniach prawa w Polsce policjanci w zdecydowany sposób podchodzą do kierowców łamiących sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Ponieważ tacy ludzie stwarzają niebezpieczeństwo dla innych, funkcjonariusze wnioskują do sądów o postępowanie karne w trybie przyspieszonym.

– Do prowadzenia postępowania w takim trybie spełnione muszą zostać trzy warunki – wskazuje Krzysztof Proć, radca prawny z Kancelarii Piotrowski & Wspólnicy. I wylicza: – Zatrzymanie sprawcy na gorącym uczynku lub bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, formalne zatrzymanie przez Policję zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego i przekazanie sprawcy w ciągu 48 godzin od zatrzymania do dyspozycji sądu.

Z komunikatów policji wynika, że najczęściej sądy już na rozprawie kolejnego dnia po zatrzymaniu przestępcy drogowego wydają wyroki i najczęściej są to kary bezwzględnego pozbawienia wolności.

Okazuje się jednak, że część kierowców łamiących sądowe zakazy dowiedziała się, jak unikać przyspieszonych postępowań.

Powołują się na choroby, w tym alkoholizm

Jak ustalił portal brd24.pl policjanci czasem zatrzymują znane im w mieście osoby wielokrotnie łamiące sądowe zakazy prowadzenia pojazdów, ale nie mogą doprowadzić ich w przyspieszonym trybie przed sąd. Bezsilnie patrzą, jak po zatrzymaniu tacy drogowi bandyci wychodzą na wolność, a za parę dni znów siadają za kierownicą samochodu. Jak to możliwe?

Wyrachowani przestępcy wskazują na swój zły stan zdrowia. W ten sposób często uniemożliwiają przekazanie ich sądowi w ciągu 48 godzin od zatrzymania.

– Praktyka pokazuje, że wystarczyć może prosty trik polegający na powołaniu się przez oskarżonego na jego zły stan zdrowia, w szczególności problemy psychiczne czy chorobę alkoholową. Takie oświadczenie często sprawia, że sądy stosują art. 202 §1 k.p.k. i powołują dwóch biegłych lekarzy psychiatrów, aby zbadać poczytalność oskarżonego – tłumaczy radca prawny Krzysztof Proć. – Co więcej, takie badanie może zlecić również prokurator zanim przekaże sprawcę do dyspozycji sądu. Skazanie sprawcy mimo zniesionej poczytalności w chwili czynu stanowi tzw. bezwzględną przyczynę odwoławczą. Dla stron oznacza to uchylenie wyroku w apelacji, a dla sędziego – pogorszenie statystyk. W związku z tym, takie badania zlecane są nawet wtedy, gdy prawdopodobieństwo zniesionej poczytalności nie jest duże – tłumaczy.

Proć zauważa też, że zgłoszenie wątpliwości co do stanu zdrowia przez oskarżonego może skłonić sąd czy prokuratora do zbadania zaistnienia przesłanek wyznaczenia obrońcy z urzędu. – Osoba, co do której istnieją wątpliwości co do poczytalności czy zdolności występowania w procesie, musi mieć obrońcę. Podstawą przeprowadzenia badań jest również art. 215 k.p.k., zgodnie z którym sąd – na różne potrzeby procesowe – może zlecić badanie przez psychologów czy lekarzy. I tu znów – wydanie wyroku mimo braku zdolności oskarżonego do samodzielnej obrony skutkuje nieważnością postępowania i koniecznością uchylenia orzeczenia – wskazuje radca prawny.

Prokuratura próbuje tymczasowych aresztów, bez skutku

Policjanci i prokuratorzy w Polsce próbują wnioskować o tymczasowe aresztowanie takiego drogowego przestępcy – żeby choć do momentu skazania nie stwarzał niebezpieczeństwa na drogach. Jednak sądy takich aresztów orzekać nie chcą.

Dzięki temu na nosie policjantom i prokuratorom od miesięcy gra m.in. 46-latek, który jeździ Land Roverem po gminie Wiązownia. Policjanci dobrze go znają i wiedzą, że ma sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. Złapali go na prowadzeniu pojazdów w lipcu tego roku. Mężczyzna czekał akurat na odbycie 10 miesięcy pozbawienia wolności za to samo przestępstwo. Prokuratura Rejonowa w Otwocku skierowała wniosek o jego tymczasowe aresztowanie, ale Sąd Rejonowy w Otwocku się na to nie zgodził.

W połowie września otwoccy policjanci zatrzymali znów tego samego mężczyznę jeżdżącego Land Roverem. I prokuratura znów wnioskowała o tymczasowy areszt, a miejscowy sąd ponownie się na to nie zgodził.

– Jeśli przestępstwo nie jest zagrożone karą powyżej 8 lat wiezienia, stan faktyczny jest jasny i brak jest zagrożenia wpływania na świadków, oskarżony nie ukrywa się i mieszka w Polsce, trudno o wywalczenie tymczasowego aresztowania. Jedynie wyjątkowo wystarczyć może przekonanie, że bez pozbawienia go wolności popełni on kolejne przestępstwo. I to wyłącznie takie przeciwko życiu, zdrowiu i bezpieczeństwu powszechnemu, a nie przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji – jak najczęściej zdarza się w przypadku złamania zakazu prowadzenia pojazdów – wskazuje radca prawny Proć. – Nie jest więc wystarczającym przekonanie prokuratora, że osoba, która złamała już kilkukrotnie zakaz prowadzenia pojazdów, zrobi to ponownie, albo nawet spowoduje wypadek drogowy. Takiej przesłanki zastosowania tymczasowego aresztowania w ustawie brak – dodaje.

Zdaniem radcy prawnego trudno byłoby wnieść do prawa zmiany, które ograniczyły by taką sytuację, bo rozszerzenie zakresu zastosowania tymczasowego aresztowania, jak i utrudnienie oskarżonym powoływania się na ich stan zdrowia, mogłoby budzić wątpliwości konstytucyjne w zakresie ochrony wolności czy prawa do obrony.

– Tak naprawdę pozostaje liczyć na sądy, które nie będą kierować się strachem przed statystykami i podejmą wysiłek w celu odróżnienia procesowych cwaniaków od osób rzeczywiście zagrażających bezpieczeństwu – wskazuje Krzysztof Proć.

Łukasz Zboralski