Społeczeństwo
„Frog” skazany na 2 lata i 6 miesięcy. Biegły uznał, że w Warszawie panował nad pojazdem
Opublikowano
6 lat temu-
przez
luzSąd skazał dziś pirata drogowego Roberta N. pseudonim „Frog” na 2 lata i 6 miesięcy więzienia. To kara za szaloną jazdę w okolicach Kielc. Bo jazda przez Warszawę, o której było głośno, według sędzi nie była tak niebezpieczna – biegły uznał, że „panował nad pojazdem”

Robert N. „Frog” Źródło: YouTube
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa skazał w dziś pirata drogowego Roberta N. ps. „Frog” na 2 lata i 6 miesięcy – podał Polsatnews.pl. To kara za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym podczas szaleńczej jazdy samochodem 14 lutego 2014 r. na drodze w okolicach Kielc. Sąd orzekł też wobec Roberta N. pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów.
W Warszawie „panował nad pojazdem” więc bez kary
„Frogowi” uszła na sucho szaleńcza jazda ulicami Warszawy, z której to filmy umieszczano w Internecie i które przyczyniły się do nagłośnienia jego sprawy przez media.
Sędzia Agata Pomianowska w tym zakresie uwolniła Roberta N. od zarzucanego mu sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Powołała się na opinię biegłych w tej sprawie. I jest to opinia co najmniej zaskakująca. Okazuje się, że biegły niejako potwierdził na sali sądowej świetne umiejętności „Froga” w kierowaniu pojazdami – i dlatego uznał, że ten nie stwarzał zagrożenia na drodze.
„Oskarżony nie wyczerpał znamion sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, ponieważ pomimo brawurowej jazdy, poruszając się z dużą prędkością i powodując dezorganizację na drodze, oskarżony w krytycznym czasie panował nad swoim pojazdem” – podał sąd cytowany przez Polsatnews.pl
ai
Artykuły, które mogą Cię zainteresować

„Mi jest przykro, że tak się stało”. Krzysztof po pijaku urwał dziecku nogę. Więzienie wcale go nie zmieniło

„Jak się ma 300 KM, to się nie da nie zapierdalać”. Po kolizji współsprawca nie został ukarany. Policja poszła na łatwiznę

Hubert B. aresztowany na 3 miesiące. Czy tak, jak Sebastiana M. pogrąży go „czarna skrzynka”?




