Społeczeństwo
Układ rzeszowski. Policjanci z zarzutami po sprawie wypadku z dzieckiem na pasach. Sprawca był mężem ich koleżanki z pracy
Opublikowano
5 miesięcy temu-
przez
luzWojskowy, mąż lokalnej policjantki z Rzeszowa, wjechał w dziecko na pasach. Dostał tylko grzywnę, a prokurator „spóźnił się” ze sprzeciwem. Po nagłośnieniu tej sprawy przez Kanał Zero i brd24.pl, toczy się proces przed sądem. W oddzielnym postępowaniu dwóch funkcjonariuszy z Rzeszowa usłyszało już zarzuty za to, co wykazaliśmy w dziennikarskim śledztwie – pozwolenie na przestawienie samochodu sprawcy po wypadku i niespisanie danych świadków, którzy potem się oddalili

14-letnia Daria Stec nie miała szczęścia.
Najpierw – w grudniu 2023 r. – kiedy szła rano do szkoły i przeszła przez jedno przejście, przez wysepkę, a potem była już w połowie drugiego przejścia, nagle zmiótł ją z pasów kierowca osobowego volkswagena. Skończyła w szpitalu, ze złamaniami kręgosłupa. Do dziś nie wróciła do pełnej sprawności – w ubiegłym tygodniu przeszła kolejną operację.
Jej kolejny brak szczęścia dotyczył tego, że sprawcą wypadku był Daniel O. zawodowy żołnierz. Mąż policjantki. I jakoś tak się złożyło, że policjanci obsługujący wypadek w notatce napisali nieprawdę, że Daria przebiegała poza przejściem dla pieszych. Taką nieprawdziwą wersję podali też lokalnym mediom:
„Kierowca VW potrącił 14-letnią mieszkankę Rzeszowa, która przebiegała przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Dziewczynka została przewieziona do szpitala. Kierowca był trzeźwy „– powiedział wówczas Rzeszów News asp. Andrzej Stebnicki z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie.
Miejski monitoring zarejestrował moment tego wypadku, tylko nie wiadomo dlaczego, akurat policjanci po nagranie nie sięgnęli. Zrobili to dopiero wtedy, gdy wystąpił o nie pełnomocnik rodziny poszkodowanej dziewczynki.
Dodatkowo Sąd Rejonowy w Rzeszowie postanowił być niezwykle łaskawy. Sędzia Anna Zięba ukarała sprawcę wypadku jedynie grzywną oraz nakazem zapłaty 5 tys. zł zadośćuczynienia dla poszkodowanego dziecka.
I tak się jakoś złożyło, że prokurator nie wniósł sprzeciwu od takiego wyroku. Zrobił to dopiero dzień po tym, jak tę sprawę opisał portal brd24.pl. Wyrok był już prawomocny, ale sędzia Zięba postanowiła ten prokuratorski sprzeciw jednak uwzględnić.
Nie zebrali danych, pozwolili cofnąć auto, napisali kłamstwo w notatce
Po opisaniu tej sprawy przez portal brd24.pl i materiale w Kanale Zero, przed Sądem Rejonowym w Rzeszowie toczy się proces Daniela O. oskarżonego o spowodowanie wypadku drogowego.
15 kwietnia 2025 r. wszczęto też postępowanie w sprawie rzeszowskich policjantów, którzy pracowali na miejscu wypadku Darii w grudniu 2023 r. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa Katowice-Południe.
Śledczy badali to, co m.in. wskazywał portal brd24.pl – że po wypadku dopuszczono do przestawienia pojazdu sprawcy. To mogło utrudnić np. odtworzenie prędkości, z jaką się poruszał w chwili wypadku. Tę biegły dla prokuratury oszacował na 60 km/h, czyli o 10 km/h więcej niż dopuszczalna w tym miejscu, choć zdaniem ekspertów zatrudnionych przez rodzinę, hamowanie po ponad 100 m mogło oznaczać prędkość zbliżającą się nawet do 80 km/h.
Prokuratura potwierdziła nam, że dwaj funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie usłyszeli już zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych.
„W szczególności poprzez niezabezpieczenie miejsca wypadku drogowego w sposób zapewniający bezpieczeństwo uczestnikom ruchu w nowopowstałej sytuacji drogowej, jak również niezapewniający ochrony śladów kryminalistycznych przed ich utratą lub zniekształceniem, nieustalenie danych świadków zdarzenia obecnych na miejscu wypadku i umożliwienie im oddalenia się z tego miejsca przed ich wylegitymowaniem oraz rozpytaniem, jak również przed przybyciem na miejsce wypadku funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, a ponadto dopuszczenie do zmiany ustawienia pojazdu, którym potrącono pieszą, przed przybyciem na miejsce wypadku funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, pomimo że nie zaistniały ku temu jakiekolwiek przesłanki” – informuje portal brd24.pl Dawid Mateusz Szulik, zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe w Katowicach.
Zarzutów nie usłyszał policjant, który w notatce po wypadku napisał nieprawdziwą wersję i niesłusznie obciążał Darię tym, że rzekomo wbiegła na jezdnię poza przejściem dla pieszych. Dlaczego? Śledczy z Katowic twierdzą, że po prostu takie otrzymał informacje od osób będących na miejscu zdarzenia – a więc spisał wersję sprawcy wypadku i dwóch kolegów wojskowych, którzy z nim jechali. Nie da się mu więc zarzucić, że nieprawdę napisał celowo.
„Funkcjonariusz, który sporządził kwestionowaną notatkę urzędową dysponował w czasie jej sporządzenia jedynie możliwością rozpytania osób obecnych na miejscu zdarzenia, postępowanie dowodowe nie wykazało, aby celowo podał nieprawdę w przedmiotowej notatce urzędowej, a wreszcie, na zasadzie art. 174 kpk, notatka urzędowa nie ma mocy dowodowej w postępowaniu karnym” – informuje Szulik.
Marzena O. przeniesiona do komendy wojewódzkiej dopiero po wypadku
Dzięki śledztwu prowadzonemu w Katowicach wyszło na jaw coś jeszcze. Bowiem po wypadku wiadomo było, iż żona sprawcy jest policjantką. Podawano jednak, że nie pracuje w miejskiej komendzie, ale w wojewódzkiej.
Jednak dziś wiadomo już, że w chwili, gdy jej mąż spowodował wypadek, Marzena O. była funkcjonariuszką Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. Zatem to jej koledzy z komendy zajmowali się wypadkiem spowodowanym przez jej męża wojskowego.
Telefon do żony policjantki i do funkcjonariusza, który… dopiero miał zacząć dyżur
Śledztwo dziennikarskie brd24.pl wskazuje, że tuż po wypadku Daniel O. dzwonił do kilku osób. Według naszych informacji żołnierz dzwonił wówczas do żony Marzeny O., przypomnijmy – funkcjonariuszki Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, z której policjanci przyjechali na miejsce wypadku i potem obsługiwali całe zdarzenie.
Bardziej frapujące są jednak informacje o tym, że łączono się wówczas telefonicznie z funkcjonariuszem Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, który tego dnia dopiero miał rozpocząć służbę dyżurnego. Zatem zanim zaczął pracę i m.in. obsługę tego zdarzenia, ktoś o samym wypadku już z nim rozmawiał.
Prokuratura z Katowic odmówiła nam informacji na temat tych połączeń telefonicznych.
„W zakresie ostatniego z zadanych pytań wskazuję, że na obecnym etapie postępowania brak podstaw do udzielania informacji objętych tajemnicą telekomunikacyjną” – odpisał zastępca prokuratora rejonowego Prokuratury Rejonowej Katowice-Południe w Katowicach.
Łukasz Zboralski
