Rozmowy i opinie
Prof. Stanisław Gaca: po zaostrzeniu kar najszybsi kierowcy zwolnili, ale nie do zera
To nie jest tak, że po zaostrzeniu sankcji dla najszybszych, inni kierowcy w miastach zaczęli jeździć szybciej. Po prostu grupa ekstremalna zaczęła mniej przekraczać prędkość. I właśnie tego należało się spodziewać – mówi prof. Stanisław Gaca z Politechniki Krakowskiej
Opublikowano
11 lat temu-
przez
luzTo nie jest tak, że po zaostrzeniu sankcji dla najszybszych, inni kierowcy w miastach zaczęli jeździć szybciej. Po prostu grupa ekstremalna zaczęła mniej przekraczać prędkość. I właśnie tego należało się spodziewać – mówi prof. Stanisław Gaca z Politechniki Krakowskiej
Z ostatnich pomiarów ruchu przeprowadzonych dla Sekretariatu Krajowej Rady BRD wynika, że po zaostrzeniu sankcji – odbieraniu prawa jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km/h – na terenie zabudowanym takich kierowców ubyło. W porównaniu z poprzednik rokiem znacznie jednak przybyło tych, którzy przekraczają prędkość o 10, 20 czy 30 km/h. „Dziennik Gazeta Prawna”, na pisał o tym w alarmującym tonie. Czy rzeczywiście jako kierowcy postawiliśmy sobie teraz inną mentalną granicę – czyli „byle tylko nie jechać o 50 km/h za szybko”?
Bez szczegółowych analiz nie ryzykowałbym osądu, że ludzie zmienili podejście. Tę zmianę da się bowiem bardzo łatwo wyjaśnić matematycznie. Zmienił się po prostu rozkład w grupach kierowców przekraczających prędkość na obszarze zabudowanym. I nie sądzi Pan chyba, że kierowcy, którzy do tej pory jechali za szybko o 40 km/h czy o 50 km/h znaleźli się nagle w grupie tych, którzy nie przekraczają prędkości wcale, albo zaledwie o 5 km/h. Raczej znaleźli się oni w tych grupach kierowców, którzy przekraczają teraz prędkość trochę więcej, ale już nie o 50 km/h i ponad tę granicę. Nie mam przed sobą tych danych, nie widziałem ich jeszcze, dlatego nie wiem, czy to oczywiście wyjaśnia całość zmian i jak wygląda nowa wielkość proporcji.
Czyli rządzący, wprowadzając zaostrzenie kar, właściwie powinni się spodziewać dokładnie tego, co zaszło?
Oczywiście. Myśląc o takiej zmianie można było zakładać, że po wprowadzeniu zaostrzonych sankcji grupa kierowców ekstremalnie przekraczających prędkość – czyli ten ogon – zostanie obcięta. Oczywiście nie należało się spodziewać, że ta grupa całkowicie zniknie. Ale jeśli dało się zaobserwować znaczący jej spadek, to został uzyskany efekt, który należało zakładać. I nie jest to zły efekt – z punktu widzenia bezpieczeństwa największe zagrożenie powodują ci zachowujący się na drodze ekstremalnie.
Musimy też zdawać sobie sprawę, że należy jeszcze porównywać te zmiany w kolejnych okresach. Ponieważ w takich pomiarach zawiera się również np. losowy wpływ punktów pomiarowych. W niektórych miejscach kierowcy, którzy często jeżdżą daną trasą, wiedzą, że tam prawie nigdy nie ma kontroli. Dlatego tam jeżdżą trochę szybciej niż im wolno.
Jeśli jednak przybyło samochodów, które w obszarze zabudowanym jadą 70 km/h, to ryzyko dla pieszych nadal jest duże. Co z tym powinno się dalej zrobić – podnieść również kary dla tych, którzy przekraczają prędkość o 10 czy 20 km/h?
Odpowiedź na to pytanie mieści się w kategorii całego zarządzania prędkością na drogach. Sama intensyfikacja nadzoru doprowadziłaby do absurdu. Nie zadziała to tak prosto, że np. podwoimy teraz kary nakładane mandatami, bo problem wyboru prędkości jest złożony i nie opiera się tylko na strachu i przestrzeganiu przepisów. Wskazuje na to wiele dotychczasowych badań. Wynika z nich np., że nawet w tych najbardziej „porządnych” społecznościach w miejscach, gdzie kierowcy wiedzą, że nie ma kontroli, jeżdżą trochę szybciej. Na to jak jedziemy wpływa też percepcja przestrzeni. Kierowca pojedzie inaczej przez miejscowość, w której zabudowa jest blisko drogi, widzi wiele skrzyżowań, przejść dla pieszych, bo przecież jest rozsądny i widzi, że tam jest wiele zagrożeń. Inaczej natomiast pojedzie przez miejscowość, w której zabudowania są oddalone, pobocze spore, nie widać ludzi – wtedy noga mu trochę ucieknie.
Stąd sens ma porządkowanie limitów prędkości. I w jednych miejscach pozwala się przecież kierowcom jechać 70 km/h. Dzięki temu w innych miejscach, gdzie ograniczenie sięga 50 km/h dostają sygnał, że tam muszą bardziej uważać. Samo obniżanie limitów prędkości jest łatwe do zrealizowania – wystarczy rozporządzenie, publikacja w Dzienniku ustaw i już na drogach w miastach wprowadzamy np. limit 30 km/h. Tylko trzeba się też liczyć z akceptacją takiego środka.
Środki nadzoru muszą być więc połączone z inżynierią. Chodzi nie tylko o progi zwalniające, których kierowcy nie lubią, ale też np. o azyle dla pieszych, lekkie odgięcia toru jazdy – takie zmiany, które służą również zwiększeniu przepustowości.
rozmawiał Łukasz Zboralski
Artykuły, które mogą Cię zainteresować

Cztery mandaty dziennie na jednym przejeździe. RedLiht pokazuje, jak często kierowcy łamią prawo na torach

Trzy miesiące bez prawa jazdy za wjazd na czerwonym na przejazd. Sejm przegłosował zaostrzenie prawa

Jak egzaminatorzy chcieli powstrzymać reformę systemu zdobywania prawa jazdy. Ujawniamy kulisy





