Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 979
  • Ranni w wypadkach - 17564
  • Kierowcy po alkoholu - 68311
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.02
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.56
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.87
  • Zabici w wypadkach - 979
  • Ranni w wypadkach - 17564
  • Kierowcy po alkoholu - 68311
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.02
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.56
  • Średnia liczba rannych dziennie: 63.87

Rozmowy i opinie

Głupcy, oszuści i lenie. Egzaminatorów na prawo jazdy trzeba odsiać

Opublikowano

-

Gdyby nauczyciele w szkołach pracowali tak, jak egzaminatorzy na prawo jazdy w Polsce – oblewając za głupstwa, oblewając niesłusznie – rodzice zamęczyliby kuratoria, dyrektorów i podpalili resort edukacji. Tymczasem ci sami rodzice od dekad biernie przyglądają się temu, jak ich dzieci krzywdzone są na egzaminach na prawo jazdy. Czy znajdzie się odważny rząd, który z tym skończy?

Łukasz Zboralski
Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl

Napisałem już wiele tekstów o tym, jak źle skonstruowany jest polski system szkolenia i egzaminowania kierowców. Że musiał się skrzywić, bo obsiadły go mafie urzędników m.in. resortu infrastruktury, które od lat zarabiają na tym systemie nie chcąc go dać zmienić. Zamiast wychowywać bezpiecznych kierowców, nasz system tresuje jak w PRL do kręcenia kierownicą i odpowiedzi na niuanse prawne.

Po dzisiejszym tekście Andrzeja Łapy, który ujawnił kulisy unieważnionych egzaminów na prawo jazdy w Polsce, musimy porozmawiać o jeszcze jednej bolączce tego systemu – egzaminatorach na prawo jazdy.

Dopuściliśmy do pracy w państwowym systemie, który związany jest z edukacją ale i bezpieczeństwem, zupełnie przypadkowych ludzi, których od lat weryfikuje niezbyt wyszukany egzamin. Tak samo zresztą wypaczony, jak egzamin na prawo jazdy.

Wśród dobrych egzaminatorów, mamy dziś w państwowym systemie nie wiadomo jak liczną grupę słabo rozwiniętych intelektualnie, leni i oszustów. Indolentów.

Są więc w tej grupie ludzie, którzy decydują o tym, kto może być kierowcą, a sami nie rozumieją z prowadzenia pojazdów podstawowych rzeczy. Wiemy o tym zresztą od dawna. Posłużę się tu choćby przykładem byłej już (na szczęście) egzaminatorki z Bydgoszczy, która na łamach brd24.pl lata temu przekonywała, że ustąpienie pieszemu, który jeszcze nie postawił stopy na pasach jest dla nich „śmiertelnie niebezpieczne”. Osoba, która kompletnie nie rozumiała właściwego postępowania, decydowała o tym, kto może być kierowcą. Zresztą w samej Bydgoszczy oblewano kiedyś kursantów za to, że zatrzymali się przed pasami, zanim pieszy wszedł i uznawano to – zupełnie nieprawidłowo i kuriozalnie – za zabronione zatrzymanie pojazdu przed „zebrą” (obalały to wyroki sądów).

Głupcy – jak wiemy teraz z dokumentów kontrolnych – z zawodu nie zniknęli. Są tam nadal ludzie, którzy nie rozumieją tak podstawowych rzeczy jak możliwość ruszenia po przepuszczeniu pieszych, gdy obok stoi auto, a piesi już przeszli przez nasz pas ruchu. Jeśli egzaminator twierdzi, że tego robić nie wolno, to jest człowiekiem pozbawionym podstawowej wiedzy, powinien przejść obowiązkową reedukację i sprawdzian kompetencji, by w zawodzie pozostać.

Nie zniknęli też z zawodu oszuści. Tak, zwykli oszuści. Dobrze wiedzą, że kursant nie popełnił błędu, ale oszukają go i uznają, że egzamin kończą z wynikiem negatywnym. Kursant włączył światła – uznają, że nie włączył, nie powiedzą, jaki ich zdaniem to błąd i skasują młodego człowieka na kolejne 200 zł na następnym egzaminie. To oszuści, którzy potrafią powiedzieć zestresowanemu młodemu człowiekowi, że najechał na linię na placu, gdy wcale nie najechał – ale nie ma na tyle odwagi i rozumu do przełamania stresu, by wyjść z auta i sprawdzić, czy na państwowym egzaminie nie pracuje jakiś oszust i nie próbuje go naciągnąć. Takich egzaminatorów nie powinno się nawet reedukować, oni muszą być wydalani z zawodu. Bez możliwości powrotu.

Są też i egzaminatorzy lenie – tajemnica Poliszynela w tym środowisku. To ci, którzy wiedzą, że jak od razu uwalą kursanta na placu, to mają 40 min przerwy na kawkę do następnego egzaminu. Są w tym bezlitośni i precyzyjni. Jest wiele sposobów na to, by młodego człowieka zestresować i czyhać na jego błąd. Tym leniom sprzyja sam system. Prawo nie nakazuje im mówić, jaki błąd popełnił kursant. Wprawdzie prawo tego też nie zabrania, ale lenie nie będą podpowiadać. Skoro tak pięknie idzie, że przerwa tuż tuż? Powiedzą, że jest błąd i każą powtórzyć zadanie. Kursant nie ogarnie, jaki błąd popełnił, powtórzy to samo i cyk – 40 minut przerwy na kawę do następnego młodziaka, którego można tak załatwić. Także tych egzaminatorów trzeba po prostu wypchnąć z zawodu.

Bez zmiany kadr, zmiana systemu będzie niepełna

Ci sami – głupcy, lenie, oszuści – sprzeciwiają się dziś, czasem poprzez organizacje, przygotowywanym zmianom egzaminu na prawo jazdy w Polsce. Jedni nie mogą zrozumieć, dlaczego tak, jak w całej UE, nie będziemy bez sensu tresować młodych ludzi na placu manewrowym podczas egzaminu. Inny nie chcą kasacji placu na egzaminie, bo zniknie im łatwa możliwość szybkiego kończenia, czyli utnie się ich patologię.

Zmiany systemu w Polsce muszą jednak nastąpić. On musi przestać być wygodny dla oszustów, głupców i leni, a powinien być dobry dla młodych ludzi, których należy wreszcie uczyć bycia bezpiecznymi i empatycznymi kierowcami.

Napisanie mądrej postawy programowej, test percepcji ryzyka – to wszystko trochę zmieni zarówno szkolenie, jak i sam egzamin, a co za tym idzie trochę zmusi egzaminatorów do zmiany. Ale patologii tego środowiska nie wyeliminuje. Choć byśmy najlepiej projektowali egzamin i rozumieli, o co chodzi w systemie, jeśli pozostawimy w nim na stanowiskach egzaminatorów głupców, leni i oszustów – oni będą go nadal wykrzywiać. To więcej niż pewne.

Dlatego przy zmianie systemu minister infrastruktury musi zaplanować też rewizję kadr. To nie będzie łatwe zadanie, jednak nie możemy czekać, aż głupcy, lenie i oszuści po prostu wymrą i ustąpią miejsc nowym kadrom (a te musimy już dziś przygotowywać lepiej i z wizją nowego systemu, w którym muszą być nie idiotami czyhającymi na błąd kursanta, ale mentorami godnymi zaufania publicznego, którzy w ramach kryteriów będą potrafili ocenić, kto jest gotowy do tego, by nie zabić się na drodze i nie zrobić krzywdy innym).

Gdyby tacy pracownicy zajmowali się egzaminami w szkołach publicznych, dawno w społeczeństwie mielibyśmy rewolucję. Gdyby egzamin ósmoklasisty albo maturę zdawało w Polsce 30 proc. dzieci lub gdyby promocję do następnej klasy otrzymywała zaledwie garstka z nich – rodzice roznieśliby szkoły, a dyrektorzy musieliby uciekać przed widłami. Minister edukacji dawno byłaby odwołana, a przed jej budynkiem płonęłyby opony.

Tymczasem w systemie, który ma związek z edukacją i – co ważniejsze – ma bezpośrednie znaczenie dla życia i zdrowia, od lat tolerujemy egzaminatorów głupców, oszustów i leni.

Wiem, dlaczego tak jest. Ludzie w Polsce tylko na krótko stykają się z egzaminami dzieci na prawo jazdy – jeden raz w życiu. W dodatku przywykli, bo w młodości przechodzili to samo, że system już „taki jest”. Że trzeba podchodzić do egzaminu po kilka razy i w końcu się zda. A jak już „się zda”, to się o tym zapomina, bo ten problem będzie dotyczył kolejne pokolenie – czyli dzieci naszych dzieci.

Jednak myśląc o wszystkich przyszłych pokoleniach Polaków, którym powinniśmy zapewniać wiedzę dającą im szanse na bezpieczne poruszanie się po drogach, nie możemy tolerować głupców, oszustów i leni w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. Oni muszą zniknąć, choć będą protestować i kwiczeć jak zarzynane świnie. Ta rzeź będzie oczyszczająca i dobra.

Łukasz Zboralski