Rozmowy i opinie
Skoro Polska musi coś zrobić z przywilejem niezapinania pasów przez instruktorów, najlepiej będzie go zlikwidować
Opublikowano
1 godzinę temu-
przez
Andrzej ŁapaUjawniłem w brd24.pl, że Ministerstwo Infrastruktury zignorowało wymagania wynikające z unijnej dyrektywy dotyczącej stosowania pasów bezpieczeństwa. Polska nigdy nie dostała zgody na zastosowanie wyjątku i zwolnienie instruktorów nauki jazdy i egzaminatorów z tego obowiązku. Wykorzystajmy to, by ten patologiczny przepis po prostu znieść

Pas bezpieczeństwa jest jednym z podstawowych elementów chroniących życie i zdrowie osób podróżujących samochodem. Tymczasem państwo pozwala osobom, których zadaniem jest uczenie innych bezpiecznego poruszania się po drogach, ignorować jedną z najbardziej elementarnych zasad bezpieczeństwa. Co gorsza, część środowiska instruktorskiego traktuje ten wyjątek nie jako relikt przeszłości, lecz jako przywilej, którego należy bronić! Bronić za wszelką cenę! Problemem nie jest wyłącznie absurdalny przepis, ale również mentalność części osób, które z niego korzystają.
Nie zamierzam oczywiście wrzucać wszystkich instruktorów i egzaminatorów do jednego worka. W obu tych grupach zawodowych jest mnóstwo znakomitych fachowców, którzy doskonale rozumieją swoją rolę i odpowiedzialność. Przy tak fatalnych szkoleniach kadr, nie możemy jednak udawać, że samo uzyskanie uprawnień instruktora czy egzaminatora czyni z automatu człowieka bardziej świadomym uczestnikiem ruchu drogowego. To wciąż przecież ludzie wywodzący się z tego samego społeczeństwa, w którym wciąż bardzo często przepisy traktuje się wyłącznie jako narzędzie do karania, a nie sposób ograniczania ryzyka.
Wielu kierowców zapina pasy nie dlatego, że rozumie ich znaczenie, lecz dlatego, że obawia się mandatu. Podobny mechanizm obserwuję wśród części instruktorów. Skoro ustawodawca pozwolił im nie zapinać pasów, to po prostu tego nie robią. Nie zastanawiają się, czy jest to rozsądne, czy bezpieczne i jaki przykład dają osobie siedzącej za kierownicą. Wystarcza im świadomość, że prawo na to pozwala. A przecież legalność określonego zachowania nie oznacza automatycznie, że jest ono bezpieczne.
Pas przeszkadza? Od ponad roku czekam na dowody
Kiedy w 1998 roku zaczęła obowiązywać ustawa Prawo o ruchu drogowym, a w jej art. 39 znalazło się zwolnienie instruktorów z obowiązku używania pasów bezpieczeństwa, być może można było jeszcze znaleźć dla niego jakieś uzasadnienie. Starsze konstrukcje pasów mogły w pewien sposób ograniczać swobodę ruchów instruktora, który musiał być przygotowany do interwencji. Natomiast we współczesnych samochodach argument ten jest dla mnie zupełnie niezrozumiały. Prawidłowo zapięty pas bezpieczeństwa pozwala bez najmniejszego problemu dosięgnąć do koła kierownicy czy dźwigni kierunkowskazów. Nie uniemożliwia wykonywania podstawowych czynności związanych z interwencją.
Mimo to wciąż spotykam instruktorów, którzy z pełnym przekonaniem twierdzą, że pas im przeszkadza. Moim zdaniem jest to przede wszystkim problem przygotowania zawodowego. Niestety, jakość kursów dla kandydatów na instruktorów nie zawsze stoi na najwyższym poziomie, a konsekwencją niedostatecznego przygotowania jest później powielanie rozmaitych mitów, które z czasem zaczynają funkcjonować w środowisku niemal jak niepodważalne prawdy. Jednym z nich jest właśnie przekonanie, że instruktor nie może skutecznie interweniować w zapiętym pasie bezpieczeństwa.
Wystarczy zajrzeć na facebookowe grupy zrzeszające instruktorów nauki jazdy, żeby przekonać się, jak głęboko zakorzenione jest to przekonanie. Można tam przeczytać argumenty w rodzaju „Mam za krótkie ręce, nie dam rady”, „Jestem za niski, nie dosięgnę do kierownicy” czy „Kto chce, niech zapina, ale nie zmuszajcie innych”. Pojawiają się również głosy, że w pasach powinni jeździć wyłącznie ci instruktorzy, którzy sami tego chcą. I właśnie takie wypowiedzi najlepiej pokazują, jak bardzo zabetonowała się część tego środowiska. Zamiast zastanowić się nad właściwą pozycją za kierownicą, możliwościami regulacji fotela czy odpowiednim przygotowaniem do interwencji, znacznie łatwiej uznać, że problemem jest pas bezpieczeństwa. Co szczególnie zastanawiające, mówimy przecież o osobach, które zawodowo zajmują się uczeniem innych prawidłowego korzystania z samochodu. Tego rodzaju argumentacja jest dla mnie przede wszystkim świadectwem ogromnego przywiązania do utrwalonych nawyków i niechęci do jakiejkolwiek zmiany.
Mit dotyczący ograniczania ruchów instruktora przez pas bezpieczeństwa postanowiłem obalić publicznie. Od ponad roku zapraszam instruktorów nauki jazdy oraz egzaminatorów do ośrodka doskonalenia techniki jazdy, aby pokazali mi, w jaki sposób pas ich blokuje i jakie konkretnie problemy powoduje podczas interwencji. Chciałem przeprowadzić takie zajęcia przed kamerami, żeby każdy mógł zobaczyć, na czym ten problem właściwie polega. A może okazałoby się, że to oni mają rację? Chciałem sprawdzić ich argumenty w praktyce, w kontrolowanych warunkach, a nie podczas kolejnej internetowej dyskusji, w której każdy może opowiadać, co mu się podoba. Co ciekawe, przez ponad rok nie zgłosił się ani jeden chętny.
Nikt nie zdecydował się pokazać, w jaki sposób pas bezpieczeństwa uniemożliwia mu wykonywanie obowiązków. Znacznie łatwiej jest powtarzać od lat ten sam argument, niż poddać go praktycznej weryfikacji.
Polski instruktor nie potrafi tego, co jego koledzy za granicą?
W argumentacji przeciwników zapinania pasów dostrzegam również klasyczny przykład fałszywej dychotomii. Przedstawiają oni sytuację tak, jakby instruktor miał do wyboru wyłącznie dwa rozwiązania: albo zapnie pas bezpieczeństwa i utrata skutecznej interwencji, albo pozostanie niezapięty i możliwość odpowiedniego zareagowania. Tyle, że jest to podział całkowicie sztuczny, ponieważ jedno nie musi wykluczać drugiego. Zwróćmy przecież uwagę na to, że w Unii Europejskiej są państwa, w których instruktorzy zapinają pasy bezpieczeństwa. Czy ktokolwiek wykazał, że dochodzi tam do większej liczby wypadków podczas szkolenia? Czy mamy tam wyższą śmiertelność kursantów, ponieważ instruktorzy nie są w stanie odpowiednio szybko interweniować? Czy istnieją jakiekolwiek badania potwierdzające, że obowiązek zapinania pasów przez instruktorów pogarsza bezpieczeństwo szkolenia? Jeśli tak, chętnie się z nimi zapoznam. Dlaczego bowiem instruktor w innym państwie europejskim potrafi wykonywać swoją pracę w zapiętych pasach, a polski instruktor twierdzi, że jest to niemożliwe? Czy polski instruktor jest gorszy? Ma gorsze wyszkolenie? Gorzej przygotowuje się do interwencji? A może po prostu przez lata przyzwyczaił się do tego, że nie musi zapinać pasów i teraz dorabia do tego ideologię?
Podobnie wygląda kwestia szkolenia na kategorie ciężkie, czyli samochody ciężarowe i autobusy. Bardzo często słyszę, że w takich pojazdach instruktor absolutnie nie może mieć zapiętego pasa, ponieważ musi mieć pełną swobodę ruchów. Tylko że przecież w innych europejskich państwach instruktorzy zapinają pasy również podczas szkolenia na te kategorie. Czym więc różnią się od polskich instruktorów? Czy dysponują jakimiś nadzwyczajnymi umiejętnościami? Mają lepsze przygotowanie zawodowe, lepszą dydaktykę, lepiej przekazują wiedzę? Dlaczego oni mogą wykonywać swoją pracę w zapiętych pasach, a polski instruktor miałby być do tego niezdolny?
Poczucie nieśmiertelności i dorabianie ideologii do własnych nawyków
Moim zdaniem mamy tutaj do czynienia również z problemem psychologicznym o znacznie szerszym charakterze. Przez lata wytworzyliśmy w środowisku instruktorów pewne poczucie nieśmiertelności, a niekiedy także wyższości nad innymi uczestnikami ruchu drogowego. Bardzo często sprowadza się to do prostego komunikatu: „Wy musicie zapinać pasy, a ja nie muszę. Jestem zawodowcem, jestem instruktorem, mnie to nie dotyczy”.
Właśnie takie podejście uważam za szczególnie niebezpieczne. Instruktor powinien przecież stanowić wzór dla kursanta, a nie wykorzystywać wyjątek w przepisach do manifestowania swojej wyjątkowej pozycji. Zwłaszcza że pas bezpieczeństwa nie przestaje chronić człowieka tylko dlatego, że siedzi on na prawym fotelu i posiada legitymację instruktora. Podczas zderzenia ciało instruktora podlega dokładnie tym samym prawom fizyki, co ciało każdego innego człowieka.
Dostrzegam tutaj również wyraźną sprzeczność, która może prowadzić do dysonansu poznawczego. Instruktor tłumaczy kursantowi, jak ważne jest bezpieczeństwo, dlaczego należy zapinać pasy i jakie konsekwencje może mieć ich niezapięcie. Jednocześnie sam siedzi obok bez pasa, przekonany, że jego ten problem nie dotyczy. Jak można uczyć kogoś określonych zasad, a następnie samemu je ignorować? Zamiast wyeliminować tę sprzeczność poprzez zmianę własnego zachowania, część instruktorów próbuje uzasadniać ją rzekomą koniecznością zawodową. I tak dochodzimy do sytuacji, w której osoba odpowiedzialna za kształtowanie prawidłowych postaw na drodze sama poszukuje argumentów usprawiedliwiających odstępowanie od tych postaw.
Prestiżu zawodu nie buduje się przywilejami
Jest dla mnie niezwykle przykre, że tak duża część środowiska instruktorów i egzaminatorów wciąż nie dojrzała do odpowiedzialności związanej z wykonywaniem tego zawodu. Od lat rozmawiamy o potrzebie podnoszenia jego prestiżu, poprawie jakości szkolenia i przygotowania zawodowego. Jednocześnie część środowiska z ogromnym uporem broni prawa do niezapinania pasów bezpieczeństwa, jak gdyby był to jeden z fundamentów niezależności zawodowej instruktora. Można dostrzec silne przywiązanie do istniejącego stanu rzeczy i niechęć do jego zmiany.
Przypomina mi to eksperyment psychologiczny przeprowadzony w 1961 roku przez Roberta Jacobsa i Donalda Campbella. Badacze zebrali grupę ludzi, którym pokazano nieruchomy punkt światła w ciemnym pomieszczeniu. Ze względu na złudzenie optyczne uczestnikom wydawało się, że punkt się porusza. Część osób została wcześniej poinstruowana, aby celowo zawyżać ocenę tego ruchu. Pozostali, słysząc odpowiedzi innych, zaczęli się do nich dostosowywać. Następnie badacze stopniowo wymieniali uczestników na nowych, aż w grupie nie pozostał nikt, kto pierwotnie został poinstruowany, żeby podawać zawyżone wartości. Nowi uczestnicy nadal przez pewien czas powielali błędne oceny swoich poprzedników, choć wpływ ten stopniowo słabł. Czy nie przypomina to przypadkiem części środowiska szkoleniowców? Kolejne pokolenia instruktorów przejmują określone przekonania tylko dlatego, że tak postępowali ich poprzednicy.
Na szczęście dostrzegam również zmianę pokoleniową. Coraz więcej młodych instruktorów nauki jazdy nie zamierza bezrefleksyjnie powielać przyzwyczajeń swoich poprzedników. Potrafią dostrzec absurd rozwiązań, które przez lata uchodziły za coś oczywistego, i nie boją się ich kwestionować. Właśnie dlatego tak ważną rolę odgrywa również państwo i odpowiednie regulacje prawne, które powinny wyznaczać standardy bezpieczeństwa, zamiast utrwalać przestarzałe przywileje. Temu służą także unijne dyrektywy, które zobowiązują państwa członkowskie do przestrzegania wspólnych zasad. Nie są one przecież tworzone po to, żeby utrudniać życie instruktorom, lecz między innymi po to, żeby zapewniać odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Polska nie dostosowała jednak swoich przepisów do wymagań unijnej dyrektywy dotyczącej pasów bezpieczeństwa, a dziś zamiast wyeliminować ten absurd, nadal próbuje racjonalizować jego istnienie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z tym samym mechanizmem ze wspomnianego eksperymentu, który obserwujemy w części środowiska instruktorskiego. Ale czas zakończyć ten eksperyment!
Polska stoi dziś przed poważnym wyborem. Ustalenia brd24.pl dotyczące niezgodności krajowego zwolnienia z wymaganiami unijnej dyrektywy nie mogą przecież pozostać bez konsekwencji. Prawo unijne dopuszcza zwalnianie określonych grup zawodowych z obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa, ale wymaga do tego zgody Komisji Europejskiej. Nie wystarczy więc, że polski ustawodawca arbitralnie uzna określoną grupę zawodową za uprzywilejowaną.
W praktyce państwo ma dwa wyjścia. Pierwsze – moim zdaniem jedyne rozsądne – to uchylenie art. 39 ust. 2 pkt 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym i objęcie instruktorów oraz egzaminatorów obowiązkiem korzystania z pasów bezpieczeństwa. Drugie – to wystąpienie do Komisji Europejskiej o zgodę na utrzymanie tego wyjątku, czyli próba zalegalizowania rozwiązania, które już dawno straciło swoje uzasadnienie. I właśnie ta druga możliwość wydaje mi się szczególnie absurdalna.
Czy naprawdę w 2026 roku, w dobie nowoczesnych samochodów, zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i współczesnych konstrukcji pasów, polskie państwo miałoby przekonywać Komisję Europejską, że instruktor nauki jazdy nie jest w stanie bezpiecznie wykonywać swojego zawodu z zapiętym pasem? Jakich argumentów zamierzałoby użyć? Że polscy instruktorzy nie potrafią wykonać czynności, z którymi bez problemu radzą sobie ich koledzy w innych państwach europejskich? Trudno byłoby o bardziej wymowny obraz tego, jak daleko jesteśmy gotowi się posunąć w obronie przestarzałego przywileju.
Andrzej Łapa




