Społeczeństwo
„Jak się ma 300 KM, to się nie da nie zapierdalać”. Po kolizji współsprawca nie został ukarany. Policja poszła na łatwiznę
Opublikowano
2 godziny temu-
przez
Andrzej ŁapaW Tychach zderzyło się dwóch kierowców i nieomal nie staranowali pieszych na pasach. Policja uznała winnym tylko wyjeżdżającego z parkingu, choć z samych analiz nagrania widać, że drugi kierowca jechał dużo szybciej niż dopuszczalne 50 km/h. Funkcjonariusze nie chcieli jednak dobrze zbadać tej sprawy. Portal brd24.pl dotarł do akt sprawy po wyroku nakazowym
W maju 2026 r. na ulicy Sikorskiego w Tychach, w pobliżu Ośrodka Wypoczynkowego Paprocany, doszło do groźnej kolizji. Kierowca Mercedesa uderzył w tył kierującego Toyotą, który wyjeżdżał z parkingu.
Siła zderzenia była tak duża, że w następstwie kierowca Mercedesa niekontrolowanie uderzył słup, a następnie wjechał na przejście dla pieszych, na którym znajdowało się pięć osób, w tym dwoje dzieci. Piesi w ostatniej chwili zdążyli odskoczyć przed nadjeżdżającym samochodem.
Wideo z miejskiego monitoringu, które zawierało moment zdarzenia, trafiło do sieci:
Toyotą kierował 50-letni mężczyzna, natomiast za kierownicą Mercedesa C300 siedział 22-latek. Obaj przedstawiali policjantom odmienne wersje zdarzenia. Kierowca Toyoty, który wyjeżdżał z parkingu twierdził, że Mercedes poruszał się z nadmierną prędkością, a jego kierujący w ostatniej chwili zmienił pas ruchu. Był przekonany, że samochód nadjeżdżający porusza się prawym pasem i będzie skręcał w prawo, a nie kontynuował jazdę na wprost. Z kolei kierowca Mercedesa utrzymywał, że poruszał się prawidłowo, a do zderzenia doszło, ponieważ wyjeżdżająca z parkingu Toyota nie ustąpiła mu pierwszeństwa.
Policjanci skierowali sprawę do sądu. W swoim postępowaniu uznali, że kolizję spowodował kierowca Toyoty, choć na podstawie nagrania można było już oszacować, że prędkość Mercedesa znacznie przekraczała dopuszczalne 50 km/h.
Sąd Rejonowy w Tychach niczego badał. Wydał wyrok w trybie nakazowym opierając się na dokumentach policji. Portal brd24.pl dotarł do akt w tej sprawie.
Świadek: kierowca Mercedesa mówił, że jak się ma 300 KM to się „nie da nie zapierdalać”
W policyjnych notatkach, które trafiły do sądu są m.in. zeznania świadków zdarzenia. Mówili o dużej prędkości kierowcy Mercedesa.
Jeden ze świadków chwilę przed zdarzeniem zaparkował samochód wzdłuż jezdni. Kiedy znajdował się przy samochodzie, usłyszał przejeżdżający obok pojazd. Na podstawie dźwięku silnika i podmuchu powietrza twierdził, że samochód mógł jechać z prędkością przekraczającą 100 km/h.
Kolejny świadek, motocyklistka, która również wyjeżdżała z parkingu, oceniła prędkość Mercedesa na dużo wyższą niż dopuszczalna w tym miejscu. „Wydaje mi się, że mógł on poruszać się z prędkością pomiędzy 80 km/h. Huk uderzenia był ogromny” – stwierdziła D.B.
W opowieści motocyklistki pojawia się coś jeszcze, co powinno rzutować na ocenę tej sprawy. Kobieta powiedziała, że słyszała rozmowę obu kierowców już po zderzeniu. „Kierowcy rozmawiali ze sobą, ten z Toyoty powiedział, że tamten przywalił mu w bok, na co kierowca Mercedesa odparł że jak ma się 300 KM to nie da się nie zapierdalać” – powiedziała policjantom. 22-letni A.H., kierowca Mercedesa, zaprzeczał, by coś takiego miał powiedzieć.
W swoich zeznaniach młody kierowca przekonywał, że podczas wyprzedzania BMW nie przekroczył 60 km/h. Wyjaśniał, że jego samochód ma około 230 KM, a głośny dźwięk silnika wynikał z działania automatycznej skrzyni biegów. „Gdy chciałem wyprzedzić ten pojazd wcisnąłem pedał gazu, skrzynia zredukowała bieg na niższy i wówczas słychać głośno silnik, co może sprawiać wrażenie jazdy z dużą prędkością” – tłumaczył A.H. policjantom.
Swoją wersję policjantom opowiedział też kierowca BMW, którego przed zderzeniem wyprzedzał 22-latek w Mercedesie.
” Gdy były już dwa pasy, ja wjechałem na lewy, aby kontynuować jazdę na wprost, po minięciu przejścia dla pieszych prawem pasem wyprzedził mnie opisany pojazd [red. Mercedes]. Poruszałem się wówczas z prędkością 45-50 km/h – stwierdził świadek. – „Po wyprzedzeniu mnie kierujący Mercedesem wjechał na lewym pas przede mnie już hamując , gdyż na środku drogi był już inny pojazd, który włączał się do ruchu” – zauważył. Dodawał, że w tamtym momencie sam również zmniejszył prędkość, widząc Toyotę przygotowującą się do wyjazdu z parkingu.
Monitoring podważa wersję kierowcy Mercedesa…
Nagranie z miejskiego monitoringu pozwala wyjaśnić jedną z najważniejszych rozbieżności w relacjach kierowców. Mercedes rzeczywiście wyprzedził BMW prawym pasem, po czym zjechał na lewy pas do jazdy na wprost. Manewr wykonał jeszcze przed linią ciągłą, a więc w miejscu, w którym zmiana pasa była dozwolona.
Z pobieżnej analizy nagrania wykonanej przez redakcję brd24.pl wynika, że kierowca pokonał odcinek około 34 metrów w czasie 1,7 sekundy. Oznacza to szacunkową średnią prędkość 72 km/h na analizowanym odcinku. Co istotne, z zeznań kierowcy BMW wynika, że po zakończeniu wyprzedzania Mercedes zaczął hamować. Oznacza to, że prędkość samochodu przed rozpoczęciem hamowania mogła być znacznie wyższa – na co wskazuje wyżej wspomniana relacja jednego ze świadków.
To oznacza, że kierowca Mercedesa mógł znacznie przekraczać dozwolone 50 km/h w tym miejscu, co mogło mieć wpływ na zaistnienie zdarzenia.
…policjant z Tychów nie chce niczego badać
Zauważył to także kierowca Toyoty obwiniony przez policję jako wyłączny sprawca kolizji. Przyznał portalowi brd24.pl, że też analizował nagranie zdarzenia. – Koledzy pomogli mi to zbadać. On miał powyżej 70, między 70 a 80 km/h – mówi brd24.pl kierowca Toyoty.
Dlatego wniósł o przeprowadzenie analizy prędkości Mercedesa oraz powołanie biegłego, który oceniłby prawidłowość manewru wyprzedzania i odpowiedzialność obu kierowców za zdarzenie. Pięć dni później złożył kolejny wniosek, w którym domagał się zabezpieczenia danych z rejestratora EDR (red. “czarna skrzyna”), ustalenia prędkości w chwili zderzenia oraz określenia, gdzie znajdował się Mercedes w momencie, kiedy rozpoczął manewr włączania się do ruchu.
Nic nie uzyskał. Policja w ogóle nie była zainteresowana wyjaśnieniem tej sprawy.
2 lipca 2026 r. Karol Hutniczak, funkcjonariusz Komendy Miejskiej Policji w Tychach pisze notatkę służbową. Uznaje, że kierujący Mercedesem prawidłowo zmienił pas ruchu, a wina kierowcy Toyoty nie budzi wątpliwości. W związku z tym proponuje oddalenie wszystkich wniosków dowodowych złożonych przez kierowcę Toyoty. Jako uzasadnienie wskazuje między innymi potrzebę uniknięcia „powiększania kosztów i przedłużenia trwających czynności wyjaśniających”.
Policja formalnie wniosku dowodowe kierowcy Toyoty odrzuca.
Sędzia widzi tylko to, co Policja
Ostatecznie na początku lipca policjanci z KMP Tychy kierują do Sądu Rejonowego w Tychach wniosek o ukaranie kierowcy Toyoty.
Jeszcze w tym samym miesiącu wyrok nakazowy – a więc bez wysłuchiwania stron, jedynie w oparciu o dokumenty – wydaje sędzia Łukasz Konieczny. Uznaje winnym kolizji wyłącznie 50-letniego kierowcę Toyoty i wymierza mu grzywnę 1000 zł.
Warto zauważyć, że sąd może wydać wyrok w trybie nakazowym, „jeżeli okoliczności czynu i wina obwinionego nie budzą wątpliwości” (art. 93 Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia). W tej sprawie okoliczności i wyłączna wina kierowcy Toyoty powinny budzić jednak spore wątpliwości i to na podstawie dowodów, które sędzia Konieczny miał w aktach – czyli m.in. zeznania świadków o nadmiernej prędkości kierowcy Mercerdesa.
Dlatego poprosiliśmy Sąd Rejonowy w Tychach o uzasadnienie tego wyroku. Sąd nam odmówił twierdząc, że nie ma podstaw do sporządzania uzasadnienia do wyroku nakazowego. Wskazał też, że wyrok się uprawomocnił.
Rzeczywiście, kierowca Toyoty nie wniósł sprzeciwu do tego wyroku. Trudno mu się jednak dziwić po tym, jak zobaczył, że policja nie zamierza wszystkiego wyjaśniać. – Dalsze postępowanie oznaczałoby dla mnie kolejne koszty, poświęcenie czasu – mówi brd24.pl kierowca Toyoty. – Musiała by powstać opinia biegłych, a gdybym przegrał, to jeszcze za nią obciążono by mnie kosztami – tłumaczy i dodaje: – Szkoda było mi nerwów i czasu.
Andrzej Łapa



