Społeczeństwo
Rodzice zabili dwójkę swoich dzieci w wypadkach. Teraz najechali trzecie
Opublikowano
2 godziny temu-
przez
luzW Boćkach na Podlasiu ojciec najechał swojego 4-letniego synka. Trzy lata wcześniej przejechał samochodem i zabił 10-miesięcznego synka. Jego partnerka w 2023 r. prowadząc po pijanemu zabiła jeszcze jedno dziecko w wypadku, który spowodowała. Czy to tylko wypadki?

Najechanie dziecka przez rodzica samo w sobie jest zawsze wstrząsającą tragedią. Co jednak powiedzieć o rodzinie, w której po kołami rodziców znalazło się już trzecie dziecko? Miało tylko więcej szczęścia niż poprzednie dwa maluchy, które zginęły.
Tata zabija samochodem, dziadek kręci
Boćki to niewielka wieś na Podlasiu. Życie toczy się tu między uprawą roli, pracą w okolicznych miastach i niedzielnymi mszami w kościele. Drewniane płoty, a za nimi czasem jeszcze stare drewniane domu. Gwieździste rondo w środku miejscowości i leniwy nurt pobliskiej rzeki Nurzec.
Sielankowy obraz w samym środku lata w 2023 r. przerywa rodzinna tragedia, o której mówi cały kraj. W sobotę (26 sierpnia) do punktu medycznego w Boćkach przyjeżdża 44-letni Eugeniusz S. Ma z sobą 10-miesięcznego synka. Twierdzi, że niechcący najechał go samochodem. Na miejsce zostaje wezwany śmigłowiec LPR, ale życia malca nie daje się uratować.
Prokuratura od razu decyduje się zatrzymać Eugeniusza S. Śledczy mówią wówczas mediom, że nie bardzo potrafił wyjaśnić, jak doszło do tego wypadku. Dzień później zostaje zatrzymany również dziadek dziecka.
– Nakłaniał matkę dziecka, aby ta przekazała policjantom, że w dziecko wjechało obce auto z ulicy. I taką pierwszą wersję usłyszała policja, prowadząca na miejscu czynności. Dopiero z czasem okazało się, że to nie jest prawda – przekazuje wówczas tvn24.pl prokurator Adam Naumczuk.
Zeznający w tej sprawie przed sądem policjant miał opowiadać, że uderzył go spokój rodziny, z którą rozmawiał kilka godzin po tej tragedii.
Późniejsza wersja rodziny wyglądała następująco: wybierali się po południu na lody, Eugeniusz S. cofał terenowym Jeepem i poczuł, że coś najechał, ale nie wiedział, że go jego niespełna roczny synek. Myślał, że dziecko jest u mamy na rękach.
10-miesięczny chłopiec nie chodził. Jak więc znalazł się pod kołami pojazdu?
Prokuratura przyjęła wersję wynikającą z zeznań rodziny. I skierowała do sądu akt oskarżenia. Eugeniusza S. oskarżyła o to, że nieumyślnie doprowadził do śmiertelnego wypadku. Powinien sprawdzić, czy nic nie znajduje się za pojazdem, ale ruszył bez tego.
Pod koniec 2024 r. Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim wydał wyrok. Eugeniusz S. został skazany na osiem miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. To zaskakujący wyrok w obliczu tego, że zapadł w wyniku nieumyślnego spowodowania śmierci własnego dziecka. Zwykle sądy są wówczas łagodniejsze, bo uznają, że sprawca poniósł już dużą część kary – stracił potomka. Sąd w Bielsku Podlaskim też zauważył, że to rodzinna tragedia. Jednak kary w zawieszeniu nie mógł już dać, bo S. był już osobą wcześniej karaną. W medialnych relacjach z ogłoszenia wyroku nie podano, za co wcześniej skazywano Eugeniusza S. Według lokalnych mediów miał być wcześniej zamieszany w fałszowanie pieniędzy i ukrywać się przed policją w specjalnym pomieszczeniu pod budynkiem gospodarczym.
Skazany został też dziadek. Również usłyszał karę ośmiu miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności, bo wcześniej także był już karany.
„Podejmował podstępne zabiegi, działania, próbował wykorzystać do tego inne osoby, aby utrudnić prowadzone postępowanie karne” – mówił cytowany przez PAP sędzia Krzysztof Wildowicz w uzasadnieniu wyroku. Uznał, że dziadek zachowywał się dziwnie. „Kilka godzin, czy kilkadziesiąt minut wcześniej zginął jego wnuk, a już w jego głowie zrodził się taki plan, by próbować wytworzyć nieprawdziwą wersję wydarzeń. Można powiedzieć, że działał z wielkim wyrachowaniem, jakby to zdarzenie nie odcisnęło na nim większego piętna” – ocenił sędzia.
Eugeniusz S. oraz jego ojciec nie byli obecni na żadnej rozprawie w sądzie. Nie było ich też na ogłoszeniu wyroku.
Apelację złożyła obrona Eugeniusza S. i dziadka chłopca. Rozpatrywał ją Sąd Okręgowy w Białymstoku. W październiku 2025 r. sędzia Dorota Niewińska uznała, że sąd pierwszej instancji sięgnął po „nieadekwatnie nadmierną reakcję prawno-karną”. Tłumaczyła, że była to sytuacja nietypowa i że „uszło uwadze kierowcy” to, że powinien sprawdzić, czy nie ma dziecka za pojazdem. Podkreślała też „bardzo wysoce traumatyczną” sytuację psychiczną kogoś, kto stracił własne dziecko.
– Względy społecznego oddziaływania kary, wobec okoliczności sprawy, nie wymagają surowego ukarania oskarżonego. Dlatego sąd okręgowy uznał, iż wobec oskarżonego spełniły się przesłanki do skorzystania z instytucji nadzwyczajnego złagodzenia kary – stwierdziła sędzia Niewińska. I zamieniła Eugeniuszowi S. karę na 2 tys. zł grzywny.
Wobec dziadka kary nie trzeba było łagodzić, bo nie dożył apelacji.
Mama też zabiła dziecko, pijana za kierownicą
W czasie, gdy trwały procesy Eugeniusza S. po przejechaniu synka, nikt nie wiedział, że rodzina skrywa jeszcze jedna śmiertelną tajemnicę – jego partnerka też zabiła swoje dziecko. I stało się to również w wypadku komunikacyjnym.
1 lutego 2023 r. Jolanta U. od południa raczyła się piwami. Wieczorem postanowiła pojechać z Bociek do Bielska. Wsiadła do swojego Lexusa – a miała wówczas, jak wykazało potem badanie policyjne, blisko 2 promile alkoholu w organizmie. Do auta zapakowała z sobą swojego niespełna 4-letniego synka.
Drogą krajową nr 19 pędziła 140 km/h. W miejscowości Dziecinne nie zapanowała nad kierownicą i zjechała na przeciwny pas ruchu. Najpierw uderzyła w bok osobowego w bok Chryslera Voyagera, a następnie czołowo wjechała w prawidłowo jadącego kierowcę Peugeota.
Jolanta U. wyszła z tego wypadku praktycznie bez większych obrażeń. Jej synek zginął na miejscu. Kierowca Peugeota poważnie ucierpiał, miał połamane kości, przeszedł operację. Pełnej sprawności może już nigdy nie odzyskać.

Choć za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości w Polsce grozi od 5 do 20 lat pozbawienia wolności, prokurator żądał dla sprawczyni tragedii ośmiu lat więzienia. Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim wydał wobec niej wyrok w lipcu 2024 r.: sześć i pół roku bezwzględnego więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zadośćuczynienia oraz pokrycie kosztów sądowych.
Obrońca kobiety wniósł apelację. Chciał łagodniejszej kary: trzech lat pozbawienia wolności oraz pięcioletniego zakazu prowadzenia pojazdów.
W kwietniu 2025 r. Sąd Okręgowy w Białymstoku utrzymał wyrok pierwszej instancji. Cytowany przez portal Bielsk.eu sędzia Marek Wasiluk uzasadniał że „kara jest wyważona i z pewnością nie jest nadmiernie surowa”.
Jolanta U. do sierpnia 2026 r. do więzienia nie trafiła. Była poszukiwana listem gończym, ale organom ścigania nie udało się jej znaleźć, choć – jak się okazało – była tam, gdzie można było się spodziewać: w Boćkach.
Tata znów najeżdża dziecko, w taki sam sposób
Tydzień temu – w niedzielę 16 sierpnia 2026 r. – policja odebrała zgłoszenie, że na terenie jednej z posesji w Boćkach doszło do wypadku. Kierowca cofając samochodem marki Jeep z przyczepką, najechał na małe dziecko.
Okazało się, że pomoc wezwał… Eugeniusz S. To on, cofając znów samochodem na posesji, najechał na dziecko – tym razem 4-letniego chłopca. Policjantom mówił, że chciał przestawić samochód i nie miał pojęcia, że synek znajduje się za przyczepką. Był przekonany, że dziecko jest w domu, bo miało pójść tam po wodę.
Na miejsce po dziecko przyleciał śmigłowiec LPR. Tym razem życie malca udało się ocalić, przeżył.
Eugeniusz S. został zatrzymany. Usłyszał zarzut narażenia dziecka na utratę życia lub zdrowia. Przyznał się do winy.
Śledczy nie dopatrzyli się w tej sprawie niczego poza zbiegiem okoliczności. – Z poczynionych ustaleń wynika, że były to dwa nieszczęśliwe zdarzenia, do których doszło na skutek niezachowania przez ojca ostrożności – powiedział TVN24 Adam Naumczuk, Prokurator rejonowy w Bielsku Podlaskim.
Eugeniusz S. usłyszał jednak jeszcze jeden zarzut – utrudniania postępowania karnego. Bowiem policjanci, którzy przyjechali wezwani przez niego na pomoc po najechaniu na dziecko, zatrzymali w jednym z pomieszczeń na tej posesji poszukiwaną do odbycia kary Jolantę U. Partnera ojca, który znów najechał dziecko, schowała się tam w sianie. Do drugiego zarzutu Eugeniusz S. się nie przyznał i odmówił składania wyjaśnień.
Łukasz Zboralski
