Społeczeństwo
Polska policja przyznaje: Sebastian M. do dziś nie został zatrzymany w ZEA
Opublikowano
1 rok temu-
przez
luzZgoda na ekstradycję powinna oznaczać, że Sebastian M., sprawca wypadku na autostradzie A1, zostanie niezwłocznie zatrzymany w ZEA. Polska policja poinformowała jednak, że do dziś nie został zatrzymany

W ciągu ostatniego miesiąca najpierw Sąd Najwyższy w ZEA odrzucił zażalenie na ekstradycję złożone przez prawnika Sebastiana M., a potem minister sprawiedliwości tego kraju ostatecznie zgodził się na wydanie Polsce sprawcy tragicznego wypadku na autostradzie A1.
Polskie służby zapewniały, że całość powinna odbyć się sprawnie i szybko. Jednak dziś Polska Policja podała niepokojącą informację. Przyznała, że Sebastian M. powinien zostać niezwłocznie zatrzymany przez policję w ZEA, ale… do dziś nie ma informacji, że policjanci go złapali.
„Co istotne, Sebastian M. na terenie ZEA nie pozostawał w dyspozycji tamtejszych organów ścigania, stąd konieczność jego ponownego zatrzymania przed wypełnieniem procedury ekstradycji do Polski” – napisała policja w serwisie X i dodała: „Aktualnie czekamy na informację przedstawiciela ZEA o zatrzymaniu Sebastiana M. Do dzisiaj polskie organy ścigania nie otrzymały informacji od ZEA o zatrzymaniu Sebastiana M.”.
Sebastian M. po wypadku uciekł z Polski, został zatrzymany w Dubaju. Jednak został zwolniony z aresztu do momentu roztrzygnięcia procedury ekstradycyjnej. Przedstawiciele ZEA zapewniali polską stronę, że syn łódzkiego biznesmena do tego czasu nie opuści tego kraju.
Pędził 300 km/h, wjechał w rodzinę. Wszyscy spłonęli
Do wypadku na autostradzie A1 doszło w 2023 r. niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Osobową Kią podróżowała rodzina – mama, tata i 5-letni synek. Sebastian M., syn łódzkiego biznesmena, kierował BMW, które pędziło co najmniej 253 km/h (odczyt z wraku BMW) i uderzyło w samochód rodziny. Kia stanęła w płomieniach. Świadkowie opowiadali o krzykach, ale nikt nie był już w stanie uratować płonących. Spalili się we wraku. Według niezależnych ekspertów, którzy na własną rękę podjęli się rekonstrukcji wypadku, Sebastian M. miał jechać ponad 300 km/h w momencie wypadku.
Tuż po zdarzeniu policja z Łodzi najpierw wskazywała w mediach, że rozbiło się jedno auto – sam kierowca Kii miał wpaść na bariery. Dopiero strażacy ujawnili, że na miejscu stało też rozbite BMW. Wówczas do sieci społecznościowych trafiło nagranie z momentu wypadku, a użytkownicy portali społecznościowych szybko rozszyfrowali, że BMW prowadził syn biznesmena z województwa łódzkiego.
Prokuratura z Piotrkowa Trybunalskiego nie reagowała nawet, gdy w Internecie dostępne było już nagranie zdarzenia. Śledczy twierdzili, że nie dostali jeszcze oryginału. W tym czasie Sebastian M. uciekł z Polski. Po ujawnieniu ucieczki przez media, polskie służby zorganizowały pościg. Mało brakowało, by złapano Polaka na lotnisku w Turcji, ale zdążył wsiąść do samolotu do Dubaju. Prawdopodobnie nie wiedział, że Polska ma świeżo podpisaną z tym krajem umowę o ekstradycji. Został tam zatrzymany w jednym z hoteli.
Wirtualna Polska ustaliła potem, że pasażerem Sebastiana M. w chwili wypadku był łódzki adwokat. O wypadku nie chciał rozmawiać. Wp.pl zauważyła, że z sieci zniknęły strony internetowe związane z jego działalnością. Na archiwalnych zapisach stron w Google widać, że zachęcał do kontaktu zarówno ofiary wypadków drogowych, jak i oferował pomoc ich sprawcom. Mężczyzna usunął też swój profil z portalu społecznościowego. Nie został ukarany przez izbę adwokacką.
„Rzeczpospolita” ujawniła z kolei, przyznała, że po wypadku na A1 powstały dwie policyjne notatki. Pierwsza, którą sporządzili funkcjonariusze na miejscu zdarzenia, miała być rzetelna. Policjanci mieli wskazać, że w zdarzeniu brało udział BMW prowadzone przez Sebastiana M. Drugą notatkę. z tego wypadku sporządził “wysoki oficer policji”. Ta już wybielała rolę Sebastiana M. w wypadku. Bo według “Rz” informacje w niej zawarte stały w sprzeczności z tym, co napisali w swojej notatce funkcjonariusze zajmujący się wypadkiem na autostradzie.
Niejasności dotyczące działań prokuratury i policji miało wyjaśnić odrębne śledztwo. Prokuratorzy ostatecznie je zamknęli, bo nie dopatrzyli się żadnych nieprawidłowości. Po zmianie władzy śledczy ponownie sprawdzali, czy na pewno policja i prokuratura działały w sprawie Sebastiana M. prawidłowo. Również jednak nie dopatrzono się nieprawidłowości i śledztwa umorzono.
Odpowie tylko za wypadek
Choć sprawa zbulwersowała kraj i politycy mówili o tym, że Sebastian M. powinien odpowiadać za zabójstwo z zamiarem ewentualnym, to w Polsce w rzeczywistości będzie mógł odpowiadać tylko za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Za to grozi mu kara maksymalnie do 8 lat pozbawienia wolności.
Artykuły, które mogą Cię zainteresować

„Jak się ma 300 KM, to się nie da nie zapierdalać”. Po kolizji współsprawca nie został ukarany. Policja poszła na łatwiznę

Rozbili nielegalne wyścigi koło Pabianic. W akcji śmigłowiec. Pięciu zatrzymanych

95 proc. pijanych drogowych morderców ma więcej niż 0,5 promila. Tymczasem „trzeźwe poranki” łapią skacowanych




