W Polsce nie ma żadnych narzędzi, dzięki którym młodzi ludzie mogliby oceniać szkoły jazdy, do których się zapiszą. Jest jednak coś, co łatwo wskazuje, że powinni natychmiast uciekać z takiego OSK – to sprawa zapinania pasów bezpieczeństwa
Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl i autor programu „Drogowe Zero” w Kanale Zero Fot. brd24.pl
Młodzi ludzie chcący zapisać się na kurs prawa jazdy i ich rodzice nie mają dziś w Polsce żadnej szansy na to, by ocenić, jaki Ośrodek Szkolenia Kierowców dobrze przygotuje ich dziecko do tego, by nie zabiło się potem na drodze. Nie mają żadnych narzędzi, by wybrać jak najlepszą edukację.
Jedynym wskaźnikiem, którym chwalą się OSK, jest „zdawalność”. Czyli to, jaki procent kursantów zdaje państwowy egzamin za pierwszym razem. Co to mówi potencjalnym klientom? Nic. Bo egzamin w Polsce wcale nie przygotowuje młodych ludzi do tego, by bezpiecznie jeździć po drogach.
Wiele lat temu były próby certyfikacji OSK. Taki system wymyśliło sobie jedno wydawnictwo prasowe. Pomysł upadł. Nie dużego żadnego zainteresowania OSK – po co płacić za jakieś certyfikaty, skoro klienci i tak są, a konkuruje się głównie ceną? Nie było też chyba przed dekadą jeszcze takiej świadomości ani przyszłych kursantów, ani ich rodziców.
Instruktor bez pasów? Uciekaj z takiego OSK
Ubolewam więc – wraz z częścią doskonałych instruktorów nauki jazdy – ale oprócz marketingu szeptanego („uczyłem się tam, było fajnie i zdałem”), nadal nie ma żadnych narzędzi dla potencjalnych klientów, by nie trafiali na naukę do słabego ośrodka.
Kiedy na jednym z kursów, na którym szkoliliśmy ponad setkę młodych osób, padło pytanie: „jak wybrać OSK” – poczułem bezradność. I pewien żal, że nie mogę tym mądrym młodym ludziom odpowiedzieć nic sensownego, że muszę ich rozczarować.
Wtedy współprowadzący szkolenie kolega z branży powiedział coś genialnego. Sylwester Pawłowski z Akademii Świadomego Kierowcy wypalił: „Nie możemy Wam powiedzieć, jak wybrać najlepszą szkołę. Z pewnością możemy Wam jednak powiedzieć, jakich OSK unikać. Jeśli przyjdziecie na zajęcia i instruktor pojedzie bez zapięcia się w pasy, bezpieczeństwa, lepiej poszukajcie innego ośrodka”.
Podpisuję się pod tym obiema rękami i zazdroszczę, że sam nie wpadłem na taką odpowiedź.
Stosunek do zapinania pasów mimo tego, że prawo dozwala instruktorom nauki jazdy jeździć w odpiętych, jest świetnym papierkiem lakmusowym jakości szkolenia.
Człowiek, który chce uczyć przyszłego kierowcę, a sam nie rozumie sensu zapinania pasów i mentalnie utknął gdzieś w PRL, nie daje żadnej gwarancji, że nauczy Was bezpiecznej jazdy. Rozsądni i dobrzy instruktorzy zapinają pasy. Dowodzą, że wcale nie przeszkadza im to w reagowaniu na błędy kursanta na drodze. Zaznaczają, że jeżdżenie w odpiętych pasach jest po prostu demoralizacją przyszłego nowego kierowcy. Bo skoro czasem można nie zapiąć, jedni nie muszą – to prawdziwy sens ochrony pasami (redukcja ryzyka zgonu lub ciężkich obrażeń w wypadku o ok. 50 proc.) zaczyna umykać.
Instruktor nauki jazdy musi dawać przykład. To nie może być człowiek, który podczas jazdy każe Wam „na chwilę” nieprawidłowo zaparkować na chodniku, zatrzymać się na zakazie (bo coś tam musi załatwić, albo zjeść kebaba). Instruktor ma Wam pokazać, że reguły mają sens i chronią Was oraz innych na drodze. Pierwszą jest zapięcie pasów, zanim rusza się w drogę.