Połowa z niezdanych egzaminów na prawo jazdy kończy się na placu manewrowym. Jedno zadanie bije rekord negatywnych wyników – jazda po łuku między liniami na asfalcie. Wyniki z Warszawy wskazują, że utrzymywanie obowiązkowego placu na egzaminach w Polsce, ma nikły sens
Połowa kursantów w stolicy oblewających egzamin na prawo jazdy, kończy go na placu manewrowym. Większość z nich oblewana jest na zadaniu polegającym na jeździe po łuku między liniami Źródło: YouTube/WORD Warszawa
Polska jest jednym z zaledwie dwóch krajów, w którym prawo jazdy na samochód osobowy zdobywa się wykonując obowiązkowo zadania pomiędzy liniami namalowanymi na placach wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Taki egzamin jest jeszcze tylko na Łotwie. Na przykład w Niemczech – gdzie zdawalność praktycznego egzaminu jest dwa razy wyższa niż w Polsce (i wynosi blisko 70 proc.) – obowiązkowy egzamin na placu manewrowym został zniesiony już 13 lat temu, a niektóre landy znosiły go jeszcze wcześniej.
W Europie zrozumiano bowiem już dawno – czyhanie na to, czy człowiek w stresie najedzie na linię na ziemii nijak ma się do sprawdzania, czy ktoś został wykształcony na bezpiecznego kierowcę.
Komu potrzebny jest plac?
W Polsce plac także powinien zniknąć z egzaminów praktycznych na kategorię B prawa jazdy. Może zostać w ośrodkach kształcenia kierowców – manewrowania samochodem lepiej uczyć na zamkniętym, bezpiecznym terenie.
Usunięcie obowiązkowego placu z egzaminu postuluje już nawet część branży. W ubiegłym roku podczas Kujawsko Pomorskiego Sympozjum BRD i Ratownictwa Medycznego publicznie opowiedział się za tym wicedyrektor WORD w Warszawie Tomasz Matuszewski. – Polski system szkolenia jest przestarzały, bo to model z lat 60-70 ubiegłego wieku – wskazywał.
Wydawało się, że dostrzeżono to wreszcie także na poziomie rządowym. W ubiegłym roku wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec (PSL) w odpowiedzi na poselską interpelację ujawnił, że specjalny zespół w resorcie rozpatruje plany ograniczenia zadań na placu manewrowym.
„W toku prac członkowie Zespołu przedstawiają propozycje zmian mających na celu poprawę jakości szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców oraz zwiększenie odsetka pozytywnych wyników egzaminów. Wśród propozycji znajduje się m.in. ograniczenie zakresu zadań egzaminacyjnych wykonywanych na placu manewrowym, co pozostaje w zgodzie z postulatami zawartymi w interpelacji. Zaznacza się jednak, że propozycje te pozostają na etapie roboczym i nie zostały jeszcze sfinalizowane” – napisał Stanisław Bukowiec.
Zadanie do oblewania
Tymczasem argumentów do likwidacji placu egzaminacyjnego przybywa. Całkiem świeżym argumentem są dane, które przedstawiono dziś (12 stycznia) podczas uruchomienia projektu Laboratorium BRD w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Warszawie.
To pierwszy w Polsce projekt, który wykorzysta dane na temat egzaminowania, gromadzone przez PWPW, by analizować system szkolenia i egzaminowania przyszłych kierowców.
Na konferencji przedstawiono próbkę tego, co może dać Laboratorium BRD. Podano analizę wyników egzaminów praktycznych na kategorię B w Warszawie w dniach 1-10 stycznia.
Wynikało z niej, że na 1408 egzaminów z wynikiem negatywnym zakończyło się w przypadku 871 kursantów. Czyli nie zdaje na prawo jazdy ponad 60 proc. egzaminowanych. Okazało się, że połowa z oblanych kursantów nawet nie wyjechała w ruch drogowy – na placu manewrowym oblało ponad 28 proc. z wszystkich zdających.
Idealnym zadaniem do „kończenia” egzaminu okazało się zadanie polegające na jeździe do przodu i do tyłu po łuku. Kursanci muszą przejechać między namalowanymi liniami na asfalcie i inaczej niż w zwykłym życiu, nie mogą zatrzymać się i skorygować manewru. Przejazd musi być ciągły. Tak zaprojektowane zadanie – w połączeniu z dużym stresem przeżywanym podczas egzaminy – stało się idealną pułapką. Blisko 70 proc. wszystkich oblewanych na placu manewrowym oblewa właśnie na tym zadaniu.
Czy dowiadujemy się czegoś o zdolności do bezpiecznej jazdy kursantów każąc im bez zatrzymywania się jechać między dwiema liniami na ziemii? Zupełnie nie. Dowiadujemy się za to – dzięki rozpoczętej na Mazowszu analizie danych – że polski system wymaga korekty. I są już do niej postawy wyrażone w danych.