Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 87
  • Ranni w wypadkach - 1515
  • Kierowcy po alkoholu - 6201
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 30.98
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.12
  • Średnia liczba rannych dziennie: 36.95
  • Zabici w wypadkach - 87
  • Ranni w wypadkach - 1515
  • Kierowcy po alkoholu - 6201
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 30.98
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 2.12
  • Średnia liczba rannych dziennie: 36.95

Społeczeństwo

Strażacy na procesie Majtczaka: wyciągaliśmy spaloną rodzinę z auta

Opublikowano

-

Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się kolejna rozprawa w sprawie tragicznego wypadku na autostradzie A1. Zeznawali strażacy, którzy byli pierwsi na miejscu i dowodzili akcją. To oni musieli wyjąć spalone ciała rodziny z samochodu kia

Sebastian Majtczak na rozprawie przed sądem tym razem milczał. Głos zabierała tylko jego obrońca mec. Katarzyna Hebda Fot. brd24.pl

Na sali Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim po raz kolejny zasiadł dziś (10 lutego) Sebastian Majtczak wraz z obrończynią mec. Katarzyną Hebdą. Jest oskarżony o to, że we wrześniu 2023 r. jadąc z gigantyczną prędkością – przerkaczając 300 km/h – staranował swoim BMW auto rodziny na autostradzie A1. Rodzice i małe dziecko spłonęli po uderzeniu w bariery.

W sądzie oprócz prokurator oraz pełnomicnika rodziny ofiar mec. Łukasza Kowalskiego obecni byli też rodzice ofiar wypadku. Z ław sądowych proces obserwowali także rodzice Majtczaka.

Oskarżony po doprowadzeniu przez policję i rozkuciu z kajdanek, siadając uchwycił spojrzenie rodziców. Wyglądało tak, jakby oczami dawał im znak: „wszystko dobrze, nie martwcie się”. Potem złapał długopis. I na rozprawie notował, co jakiś czas pokazując swoje zapisy siedzącej obok adwokat.

Strażak: na jezdni rozsypane rzeczy, wśród nich zabawki

Strażacy OSP w Srocku byli pierwszymi ze służb, które pojawiły się – wraz z inną drużyną – na autostradzie po wypadku. Jechali na miejsce wypadku około 15 miut od wyjazdu z remizy. Zastali płonącą kię.

– Wjechaliśmy na autostradę wjazdem serwisowym. Zauważyliśmy całą szerokość jezdni posypaną różnymi rzeczami – od ubrań po fotelik. Około 150 m od miejsca, gdzie się zaczynały rozsypane rzeczy, były wgiecione bariery. Jeszcze dalej, około 100-150 m znajdował się płonący samochód – mówił pierwszy z zeznających strażaków. Po pytaniach obrończyni Majtczaka precyzował, że na jezdni widział papiery, zabawki i części samochodów.

Strażacy najpierw sprawdzali, za wgniecionymi barierami, czy nie ma tam jeszcze innego auta. Bo wyglądało na pierwszy rzut oka, że jakiś samochód mógł wypaść poza drogę. Bariera była tam mocno zgnieciona, że sięgała ziemi.

Po tym szybkim sprawdzeniu strażacy natychmiast zaczęli gasić płonące auto. Jeden z nich wspominał, że płomienie widział z daleka, sięgały 2-2,5 m. Było tak gorąco, że czuli żar nawet w specjalistycznych strojach, dlatego gasili wrak z pewnej odległości.

Gdy ugasili samochód i opadła para, zobaczyli w środku kii ciała trzech osób. – Mężczyzna, który siedział na fotelu kierowcy. Kobieta i dziecko byli z tyłu – mówił strażak. – Świadkowie, którzy byli na miejscu, mówili nam, że próbowali otworzyć drzwi palącego się samochodu, ale to im się nie udało.

Drugi ze strażaków wcześniej w protokołach przesłuchań po wypadków mówił, że trudno było rozpoznać markę spalonego wraku. Markę rozpoznali dopiero, gdy znaleźli wśród rozrzuconych po wypadku rzeczy książkę serwisową pojazdu. „Niczego nie chciałem oglądać, było to dla mnie za duże przeżycie” – odczytywała sędzia protokół wcześniejszych zeznań jednego z druhów.

Sędzia Renata Folkman pytała, czy strażak ma jakieś przypuszczenia na temat tego, dlaczego kia tak się paliła. – Każdy się zastanawiał… – odpowiedział ochotnik OSP. – Prawdopodobnie, z tego, cośmy zaobserwowali, wgniecenie było z tyłu pojazdu, tam gdzie znajdował się zbiornik paliwa. To mogła być przyczyna gwałtownego pożaru.

Po akcji gaśniczej strażacy oświetlali teren, na którym policja prowadziła dochodzenie m.in. zbierała ślady. Rozstawili też parawan, żeby gapiowie zbierający się na wiadukcie, nie oglądali wszystkiego.

– Po przybyciu prokurator, ja i inni druhowie z OSP Sierosław, wyciągaliśmy ze spalonego samochodu ciała ofiar. Musieliśmy wyciąć drzwi i odciąć dach, by się do nich dostać. Najpierw wyjęliśmy ciało z przodu, ciało kierowcy. Potem chcieliśmy wyjąć dorosłą osobę z tyłu. Ale okazało się, że dziecko miało nogi położone na nogach mamy, więc najpierw musieliśmy wyjąć jego ciałko – relacjonował druh.

Wcześniej był przesłuchany 10 listopada 2023 r. Czyli dopiero miesiąc po wypadku. Nie pamiętał, ile osób – świadków wypadku – zastał na miejscu. Płonąca kia stała przy barierze, przodem zwrócona w przeciwnym kierunku ruchu na autostradzie. Nie słychać było już żadnych dźwięków dochodzących z auta, które mogłoby pochodzić od ludzi. Gaszenie trwało ok. 10 minut.

„Dziecko siedziało wyprostowane, z głową odchyloną do tyłu. To wtedy podałem przez radio, że mamy trzy ofiary śmietelne” – zeznawał wówczas.

Grupa mężczyzn przy BMW

Dopiero potem druhowie ze Srocka dowiedzieli się od kolegów z OSP Sierosław, że 200-300 m dalej jest na drodze rozbite BMW.

Dowodzący akcją opowiadał, że od innych strażaków dowiedział się, że tamtym samochodem jechały trzy osoby. Z kolei według wcześniejszych zeznań innego ze strażaków – odczytywanych na rozprawie – przy samochodzie Majtczaka mogli już wtedy stać druhowie ze straży pożadnej z Piotrkowa Trybunalskiego.

– Dopiero po dogaszeniu pojazdu dowiedziałem się, że stał tam jeszcze inny samochód – zeznawał dziś przed piotrkowskim sądem trzeci z druhów OSP. – To było BMW. Byłem go obejrzeć z kolegą. Miało mocno dosyć rozbity prawy przód.

Strażak opowiadał, że w okolica, w której stał wrak samochodu Majtczaka nie było oświetlone. Wszystko widać było tylko w świetle reflektorów samochodowych. Rozpoznał, że obok BMW stało dwóch policjantów. Z nimi jeszcze trzy osoby. – Ale obecnego tu oskarżonego nie kojarzę, wiem tylko, co wszyscy wiemy z mediów, że to on kierował tym samochodem – zeznał.

Według innego ze strażaków koło BMW stała grupa osób, wśród których byli mężczyźni i kobiety.

Mecenas pyta o „kolizję”, sędzia nie wytrzymała

Obrończyni Majtczaka dopytywała, jakie dokładnie rzeczy rozsypane na jezdni widział strażak. Chciała też wiedzieć, czy przed przyjazdem OSP obok miejsca wypadku przejeżdżały inne samochody, jak wyglądała kia przed odcięciem dachu, gdzie były jej wgniecenia. Pytała o czas przyjazdu policji, służb drogowych. Strażacy niezbyt dokładnie potrafili określać czasy. Twierdzili jedynie, że pracowali do 2-3 w nocy i wrócili z akcji nad ranem.

– Czy drzwi z przodu od stony pasażera kii były zablokowane? – pytała mecenas Hebda.

– No, jak była klamka urwana, to nie dało się otworzyć – odpowiadał strażak. Mecenas pytała dalej: – Czy przy tego typu kolizjach drzwi często się blokują?

Wtedy zaprotestowała prokurator. Zażądała uchylenia pytania, zwracając uwagę, że strażak nie jest biegłym.

Zareagowała też sędzia Folkman. – Pani mecenas używa terminu „po kolizjach”. My prawnicy wiemy, co ten termin znaczy – zwróciła uwagę na niestosowność. – Kolizja to jest wykroczenie, szkoda w mieniu, obrażenia poniżej siedmiu dni rozstroju zdrowia. A w takich przypadkach posługujemy się terminem „wypadek”.


Przesłuchiwani do tej pory dziś przed sądem strażacy nie powiedzieli więcej niż zeznali tuż po wypadku na przesłuchaniach. Zeznania będzie składało jeszcze dwóch z nich.

Zeznania strażaków, którzy brali udział w akcji po wypadku na autostradzie A1 potrwają prawdopodobnie do końca lutego. Wówczas sąd zdecydować ma też, czy przyjmie jako dowód prywatną opinię biegłego zamówioną przez rodzinę Majtczaka.

Łukasz Zboralski