Społeczeństwo
Prokurator żąda 8 lat dla Majtczaka. „Państwo nie dysponuje odpowiednią karą”
Opublikowano
3 godziny temu-
przez
luzPo prawie rocznym procesie przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim wygłoszono mowy końcowe. Prokurator domaga się maksymalnego wyroku dla Sebastiana Majtczaka za zabicie trzyosobowej rodziny na autostradzie A1 w 2023 r.

W Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim zanim doszło do mów końcowych, sędzia ujawniła wniosek jednego z nowych obrońców Sebastiana Majtczaka – mec. Radosława Niecko. Dwa dni przed rozprawą wnioskował, by wznowić przewód sądowy.
– Czy jest podstawa do wznawiania przewodu? Przecież on się zakończył, a na poprzedniej rozprawie obrońca nie zgłaszał takiego wniosku – powiedział prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. – A jeśli sąd się na to zdecyduje, w mojej ocenie zachodzi postawa do oddalenia tych wniosków dowodowych. Te okoliczności nie mają znaczenia dla sprawy. I mając na względzie także moment, w którym wniosek został złożony, ewidentnie zmierza on do przedłużania sprawy.
Sędzia Renata Folkman zdecydowała, że wniosku mecenasa Niecko nie uwzględni. – Sąd w całości przyznaje rację prokuratorowi, że na tym etapie wnioski dowodowe są spóźnione – argumentowała. – W ocenie sądu wniosek obrońcy o wznowienie przewodu sądowego nie przywołuje takich okoliczności, o jakich mowa w art. 409 Kodeksu postępowania karnego, co obligowałoby sąd do jego uwzględnienia. Tym samym jedynie marginalnie odnieść się należy do zasadności zawartych we wniosku oczekiwań weryfikowania (w sposób opisany we wniosku) w dalszym ciągu opinii biegłego Krzemińskiego [biegły odczytujący czarne skrzynki samochodów – przyp. red.]. Zawnioskowane przez obronę w tym zakresie czynności nie mają żadnego znaczenia w sprawie. I w tym sensie także trzeba zgodzić się z prokuratorem, że ich uwzględnienie skutkowałoby jedynie nieuzasadnionym wydłużeniem postępowania, zaś na uwadze sądu cały czas pozostaje – bo musi – iż oskarżony pozostaje w warunkach tymczasowego aresztowania od 26 maja 2025 r.
Prokurator o egoizmie
Prokurator Aleksander Duda wskazywał w mowie końcowej, że Sebastian Majtczak nie jest człowiekiem, który jednego dnia popełnił jeden tragiczny błąd. Jego zdaniem to człowiek, który lekceważył prawo i nabierał przekonania, że jest lepszy od innych.
– Od początku prowadził egoistyczną grę pozorów. Mamił rodziny ofiar wizją skruchy i pojednania. Cel był jeden: ugrać coś dla siebie. W oczach sądu, rodziny, ale też w swoich własnych. Nigdy nie padło tu szczere słowo „przepraszam” – mówił prokurator Duda. – Mamy do czynienia nie ze skruchą, ale ze sporem z rzeczywistością, wbrew logice. Z negowaniem wszystkiego, co nie pasuje do obrazu, który oskarżony ma w głowie. Z próbami wykreowania alternatywnej rzeczywistości, że winna jest ofiara wypadku a nie sprawca. Tak wygląda człowiek, który przyzwyczajał się, że jest lepszy od innych ludzi. To źródło, z którego wyrosło przestępstwo – zaznaczał.
Prokurator wskazywał, że prawo czasem nie obejmuje takich przypadków, w których powinno wyznaczać surowsze kary.
– Państwo nie dysponuje w tej sprawie karą w pełni odpowiadającą ciężarowi tej tragedii. Nie istnieje kara pozwalająca przywrócić rodzinie Martyny, Patryka i Oliwiera przyszłość, którą Majtczak unicestwił w kilka sekund. Istnieje tylko najwyższa kara, którą można wymierzyć w tym przypadku: 8 lat. Nie jest odpowiednia, ale jedyna w ramach prawa – mówił prokurator Duda.
Zażądał kary maksymalnej – 8 lat pozbawienia wolności i możliwości ubiegania się o jej skrócenie dopiero po odbyciu 3/4 wyroku. Chciał też 15 lat zakazu prowadzenia pojazdu. Dla rodziców zabitego w wypadku małżeństwa domagał się po 500 tys. zł zadośćuczynienia (dla brata zabitego kierowcy – 200 tys. zł).

– Ten, kto usuwa ograniczenia z pojazdu nie robi tego przez przypadek, tylko zakłada, że będzie jeździł szybciej – mówił mec. Łukasz Kowalski, pełnomocnik rodzin poszkodowanych. Wytknął przerzucanie odpowiedzialności na ofiary, które bolało rodziny. – Każdy z takich argumentów obrony zawiódł.
Mec. Kowalski obalił teorię o biznesowym wyjeździe do Dubaju
Mec. Kowalski obalił budowaną podczas procesu teorię o tym, że Majtczak nie uciekł po wypadku, tylko miał zaplanowane spotkania biznesowe. – Wskazywał, że planował biznes wiele miesięcy wcześniej, ale rezerwację hotelu, którą pokazał była dokonana po wypadku. Także rezerwacja w Dubaju była 1,5 miesiąca po wypadku. Jeden ze świadków mówił, że w firmie Majtczaka po wypadku był popłoch i szukanie folderów, by udowodnić, że wyjazd z kraju był biznesowy. Tylko takich dokumentów oskarżony nie ma. Nie było wcześniej ustalonych planów biznesowych. Robiono to po tragedii!
– Zadał wiele bólu na tej sali. Mówił, że ludzie zginęli nie w wypadku, a w pożarze – wskazywał mec. Kowalski. – A potem dziwił się, że społeczeństwo i media są negatywnie do niego nastawieni – mówił. I wskazywał, że rodzina oskarżonego groziła pozwami internautom czy mediom.
Mec. Kowalski też zaznaczył, że nie ma w prawie właściwej kary za takie wypadki. – Prawo po prostu nie nadążyło – powiedział pełnomocnik rodzin. – Nawet biegli mówili, że w długoletniej karierze nie spotkali się z takim wypadkiem.
Pełnomocnik przyznał, że składał do sądu wniosek, czy kwalifikacja nie powinna być wyższa. – Wiedziałem, że nikt nie zaryzykuje w Polsce akademickiej dyskusji, czy można skazać za wypadek inną karą. Dlatego wnoszę o 8 lat więzienia. Gdyby byłaby możliwość wnosić o lat 30, wnosiłbym 30. Mamy możliwość wnoszenia tylko o 8.
– Prędkość zabija – mówił mec. Kowalski – Dla niektórych to slogan. Ale to zdanie pokrzywdzonym będzie kojarzyło się z jednym, to będzie niebieski dziecięcy kocyk z pieskami na asfalcie autostrady A1. Ulubiony kocyk Oliwiera. Ten kocyk zapamiętał strażak, który był tego wieczoru na miejscu wypadku.
Matka Martyny: proszę o wyrok, który pokaże, że nie ma miejsca na bandytyzm na polskich drogach
– Stoję tu jako babcia i mama – łkała Małgorzata Duda. – Odebrano nam coś najcenniejszego w życiu, nasz świat się zawalił. Człowiek siedzący na ławie oskarżonych nie tylko złamał przepisy, on swoim egoizmem, szpanerstwem i brakiem wyobraźni doprowadził do męczeńskiej śmierci mojej córki Martyny, zięcia i wnuczka Oliwierka. Mieli swoje plany i marzenia, chcieli mieć drugie dziecko. Chcieli, żeby Oliwier miał rodzeństwo. Nigdy ich już nie poprzytulamy, nie poczujemy ich obecności. Nigdy Oliwier nie wpadnie już do domu i nie powie swoim głosikiem: „Babcia, już przyjechałem do ciebie!”. Ten człowiek zabił trzy nasze rodziny.
Małgorzata Duda poprosiła sąd o sprawiedliwość. – Proszę o taki wyrok, który pokaże, że na naszych drogach nie ma miejsca na bandytyzm. Żeby żadna matka, babcia czy teściowa nie musiała stać tu, gdzie ja teraz i mówić o tym bólu, którego nie da się opowiedzieć – powiedziała.
Dodała, że w oskarżonym nie widzieli skruchy, tylko butę. – Widziałam zarozumiałość i porozumiewawcze spojrzenia z jego rodziną, która tu siedzi obok nas i dawała nam do zrozumienia, że jesteśmy ludźmi drugiego sortu – powiedziała Małgorzata Duda.
Podziękowała świadkom za odwagę w próbach ratowania życia, Internatom – za zaangażowanie, pokazanie nagrań. – To ich głos nie pozwolił na wyciszenie tej sprawy – powiedziała.
Obrona: przebieg tragedii wyglądał inaczej
Mec. Katarzyna Hebda twierdziła w mowie końcowej, że obrona nie próbowała nigdy podważać tej tragedii. – Oskarżonym w tej sprawie jest Sebastian Majtczak. Nie o to, że zmodyfikował auto i przekraczał prędkość. W tym postępowaniu należy oddzielić niewyobrażalną tragedię od warstwy dowodowej i od tego, co można w tej sprawie udowodnić. I odpowiedzieć na pytanie, gdzie doszło do pierwszego kontaktu i który z kierowców do tego doprowadził – mówiła mec. Hebda. – Według oskarżenia BMW miało zjechać z pasa lewego na środkowy. Przebieg tragedii wyglądał inaczej – stwierdziła. I poprosiła, by sąd patrzył na dowody.
Przekonywała, by sędzia nie patrzyła na główny wniosek opinii biegłych w tej sprawie, tylko na poszczególne dowody. – Od początku sprawa była przedmiotem wyjątkowego zainteresowania mediów, opinii publicznej. Zanim zgromadzono i przeprowadzono dowody, uznano oskarżonego winnym – żaliła się mec. Hebda. – Był już w opinii publicznej skazany wyłącznie w oparciu o to, co na temat wypadku mówiło się publicznie.
Dodawała, że sąd ma oceniać nie publiczną narrację, ale materiał dowodowy. Choć sędzia Renata Folkman nigdy nie dała powodu, by sądzić, że oceniać będzie tę sprawę na postawie wpisów w Internecie zamiast tego, czego dowiedli biegli.
W dłuższej części swojej wypowiedzi mec. Katarzyna Hebda po raz kolejny przypuściła atak na opinię zespołu biegłych wskazującą bezspornie na winę Sebastiana Majtczaka. Powtórzyła wiele argumentów, które już na rozprawie wcześniej padały.
Mec. Hebda wskazywała, że żaden ze świadków nie potwierdził, że BMW Majtczaka wpadło w poślizg i że tylko biegli wskazali to w swojej ekspertyzie. Przekonywała, że na wiele pytań obrona nigdy nie uzyskała odpowiedzi.
– Zacznijmy od śladów na drodze – mówiła obrońca Majtczaka. – Wiele rzeczy było w tej sprawie tłumaczonych hipotezami. Mamy elementy pojazdów 100 m przed miejscem określonym przez biegłych jako miejsce pierwszego kontaktu. I co my słyszymy przed sądem? „A to mogło nie być z tego wypadku, nie wiadomo, jak to się stało”. Kluczowy dla obrony ślad – którego nie mogła pozostawić jedna opona – ma niecały metr. Ten jeden mógł być zostawiony przez inne zdarzenie?
Twierdziła, że w procesie pomijano pisma z policji i GDDKiA – które były informacją, że nie doszło do innych zdarzeń w tamtym miejscu, gdzie znaleziono rozwarstwiający się ślad na 100 m przed wypadkiem. – Tylko ten jeden uznano za ślad niewiadomego zdarzenia – wskazywała.
Jako dowód przytaczała m.in. zeznania policjanta o śladach na jezdni. Choć to nie policjanci są specjalistami od tego – bo w sprawach wypadków zawsze zajmują się tym wyspecjalizowani biegli.
Mec. Hebda próbowała po raz kolejny podważyć opinię biegłych rekonstruujących wypadek. Twierdziła, że czarna skrzynka nie zarejestrowała w czujnikach temperatury w oponach BMW wzrostu temperatury, a biegli twierdzili, że opony się przegrzały.
Obrońca Majtczaka nie atakowała jedynie ustaleń biegłych, ale też próbowała podważyć ich etykę i wiarygodność. – Biegli przyszli tu z konkretnym nastawieniem: obronić opinię i nie pozwolić obronie na zbyt wiele – twierdziła mec. Hebda. – Dowodem był niewybredny komentarz prof. Śleziaka o liczbie pytań obrony: „O, AI dużo wyrzuciło”. To nie jest komentarz niezależnej osoby.
Mec. Hebda wskazując, że system automatycznego hamowania uruchomił się w BMW Majtczaka, przekonywała, że ten system nie zadziałałby, gdyby przed oskarżonym musiał być zatem jakiś pojazd. – Jak system mógłby hamować, gdyby Kia jechała środkowym pasem? – pytała.
Majtczak prosi o uniewinnienie
Sebastian Majtczak w swoim wystąpieniu przeprosił rodziny zmarłych w wypadku. Przyznał, że jechał za szybko. Przekonywał, że nie jest człowiekiem, jakiego z niego zrobiły media.
Zaraz potem przystąpił jednak – podobnie jak obrońca – do atakowania opinii biegłych wskazujących jego winę.
– Przeżyłem wypadek i wiem, co stało się przed zdarzeniem. Jeśli nasze twierdzenia były błędne, wystarczyło powołać nowych biegłych. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że próbujemy uciekać od prawdy. Taki człowiek nie domaga się czynności, które mają ją ustalić w sposób niepodważalny – mówił Majtczak. – Jechałem lewym pasem, Kia znajdowała się na środkowym i zaczęła zjeżdżać na lewy pas, tam doszło do kontaktu. Nie utraciłem panowania nad samochodem i nie hamowałem trzech sekund.
Żalił się, że opinia publiczna nazywała go mordercą. I prosił, by sąd nie skazywał go w oparciu o żądania opinii publicznej. – Proszę o uniewinnienie mnie od zarzutu spowodowania tego wypadku – zakończył.
***
Do wypadku na autostradzie A1 doszło 16 września 2023 r. , w którym spłonęła trzyosobowa rodzina. Według biegłych powołanych przez sąd jechał ponad 300 km/h (możliwe maksymalnie 329 km/), wpadł w poślizg i zjechał na pas środkowy. Tam uderzył swoim BMW w osobową Kię, którą z prawidłową prędkością (140 km/h) poruszała się rodzina z małym dzieckiem. Samochód rodziny po uderzeniu zapalił się, wszyscy w nim zginęli.
Łukasz Zboralski




