Społeczeństwo
Jak egzaminatorzy chcieli powstrzymać reformę systemu zdobywania prawa jazdy. Ujawniamy kulisy
Opublikowano
2 godziny temu-
przez
Andrzej ŁapaKrajowe Stowarzyszenie Egzaminatorów próbowało obalić kluczowe zasady reformy egzaminów na prawo jazdy w Polsce. Jego przedstawiciele walczyli o to, by kandydat nadal musiał udowadniać, że umie jeździć między liniami i tyczkami – czyli tam, gdzie najłatwiej było go oblać. Największe stowarzyszenia branżowe wymusiły też pozostawienie obowiązku posiadania placu manewrowego przez szkoły jazdy, choć sam plac zniknie z egzaminów od stycznia

Ministerstwo Infrastruktury usunie z państwowego egzaminu na prawo jazdy kategorii B i B1 zadania wykonywane na placu manewrowym. Zmiana prawa jest już po konsultacjach społecznych i trafia do opiniowana. Jednak jest inna niż początkowo napisana. Bowiem w pierwotnej wersji nowelizacji resort – konsekwentnie ze zmianą egzaminowania – chciał znieść wymóg posiadania placu przez szkoły jazdy. Dlaczego wrócił jak bumerang?
Powrót tego zapisu był częścią zakulisowych zmagań od momentu ujawnienia nowelizacji w czerwcu tego roku. Była to część walki o powstrzymanie zmian w dotychczasowym systemie przez różne grupy interesów.
Egzaminatorzy na prawo jazdy skupieni w Krajowym Stowarzyszeniu Egzaminatorów bronili placu jako części samego egzaminu państwowego. Z kolei największe organizacje OSK – skupiające duże szkoły nauki jazdy – naciskały na resort, by nawet po likwidacji „łuku” na egzaminie, każda szkoła nadal musiała dysponować placem szkoleniowym. Część z nich zabiegała o taki wymóg nawet przed oficjalnym upublicznieniem projektu ustawy.
Jak egzaminatorzy próbowali zatrzymać dobrą zmianę
Krajowe Stowarzyszenie Egzaminatorów już wcześniej skutecznie zabiegało o rozwiązania zaostrzające zasady egzaminowania i ułatwiające zakończenie egzaminu wynikiem negatywnym. Członkowie KSE znaleźli się również w komisji zajmującej się państwową bazą pytań egzaminacyjnych. To organizacja zajmująca szczególne miejsce przy utrudnianiu zmian aktualnego systemu. „Jesteśmy za utrzymaniem placu manewrowego w szkoleniu i egzaminowaniu w obecnej formie” – pisał Robert Dorosz, prezes KSE podczas konsultacji społecznych.
Stowarzyszenie egzaminatorów nie zaproponowało w zamian sposobu sprawdzania umiejętności w rzeczywistym ruchu drogowym. Zamiast tego desperacko próbowało ocalić obecny model, proponując jedynie kosmetyczne złagodzenie jego zasad – możliwość korekty, próbnego ruszenia czy wcześniejszego zapoznania się z samochodem.
Sedno miało pozostać bez zmian, a kandydat na kierowcę nadal miał zaliczać zadanie wykonywane między liniami i tyczkami, choć w całej UE od takiego modelu egzaminowania dawno się odeszło, stawiając większy nacisk na ocenę zachowania w rzeczywistym ruchu drogowym.
Dlaczego egzaminatorzy tak bardzo bronili placu na egzaminie? Bo obecny model jest im po prostu na rękę – kandydat oblany jeszcze przed wyjazdem na drogę zwalniał egzaminatora po kilku minutach, dzięki czemu można było szybko przesunąć go do kolejnej osoby lub zrobić długą przerwę w pracy. KSE zresztą samo wskazało, że dziś taki mechanizm ułatwia organizację pracy WORD-ów, a według egzaminatorów wykonanie dwóch zadań na placu „trwało bardzo krótko”. W praktyce negatywny wynik na placu działa więc dla ośrodka egzaminowania jak organizacyjny „złoty strzał” – egzamin kończy się szybko, a egzaminator niemal od razu wraca do puli. „Po zmianach będzie to niemożliwe, każdy egzaminator gdy wyjedzie od razu do ruchu wróci po 20-30 minutach i nie będzie w stanie wziąć kolejnej osoby.” – stwierdza w piśmie przesłanym w ramach konsultacji społecznych prezes Dorosz.
Bronili nie tylko placu, ale też pieniędzy WORD-ów
Wśród argumentów za pozostawieniem placu znalazły się nie tylko kwestie związane ze sprawdzaniem umiejętności kierowcy. KSE wyliczało też… koszty, jakie likwidacja placu miałaby przynieść wojewódzkim ośrodkom ruchu drogowego.
Organizacja straszyła wzrostem ceny egzaminu, kosztami utrzymywania niewykorzystanej infrastruktury, dzierżawą terenów i podatkami. Wskazała także, że ośrodki egzaminowania mogą stracić część pieniędzy zarabianych dziś na wynajmowaniu placów szkołom jazdy.
Argumentacja KSE pokazuje, że stawką nie był wyłącznie sposób oceny kandydata i możliwość lepszej nauki. Chodziło o pieniądze, a w tle znalazł się majątek WORD-ów, koszty jego utrzymania i przychody generowane przez istniejącą infrastrukturę.
Stanowisko KSE szczególnie ciekawie wygląda po zestawieniu go z uwagami samych dyrektorów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego. Stowarzyszenie zrzeszające dyrektorów WORD nie zażądało w konsultacjach społecznych ustawy pozostawienia placu na egzaminie kategorii B. Przy jednym z przepisów wskazało wręcz, że stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym nie ma związku ze sprawnością manewrowania pojazdem na placu. Paradoksalnie więc infrastruktury WORD-ów mocniej bronili egzaminatorzy niż organizacja zrzeszająca ich dyrektorów.
Mimo tego faktu, trzeba zwrócić uwagę, że w wielu innych sprawach oba stanowiska są jednak nie tylko zbieżne, ale momentami niemal bliźniacze. Powtarzają się te same postulaty, bardzo podobna argumentacja, a miejscami także kolejność proponowanych zmian. Trudno jest traktować tak daleko idącą zbieżność wyłącznie jako przypadek, szczególnie przy regularnych kontaktach obu środowisk i ich wspólnym udziale w pracach nad zmianami systemu. Pisma sprawiają wrażenie przygotowywanych na podstawie tego samego zestawu założeń i wcześniej uzgadnianych kierunków.
Duże organizacje OSK chciały placu w każdej szkole
Druga batalia podczas konsultacji społecznych ustawy wprowadzającej reformę dotyczyła obowiązku posiadania placu przez szkoły jazdy.
Szczególnie interesujące jest stanowisko Polskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców – jednej z kluczowych organizacji w branży szkoleniowej. PIGOSK zabiegał o pozostawienie placu jeszcze przed ujawnieniem projektu ustawy przez resort.
W piśmie z kwietnia 2026 r. skierowanym do wiceministra infrastruktury Stanisława Bukowca organizacja kierowana przez Michała Szypurę akceptowała odejście od obecnych zadań egzaminacyjnych, ale całkowitą likwidację placu jako przestrzeni szkoleniowej uznawała za błąd systemowy. Izba chciała również określenia minimalnych wymagań dotyczących takiej infrastruktury.
Na samym obowiązku posiadania placu PIGOSK nie poprzestał. Izba zaproponowała zasadę „jeden plac manewrowy = jeden ośrodek”. Każda szkoła miałaby więc dysponować placem na własne potrzeby, zamiast korzystać z jednej infrastruktury wspólnie z innymi przedsiębiorcami. W praktyce taki wymóg najmocniej uderzałby w małe ośrodki, dla których samodzielne utrzymywanie placu oznacza dodatkowy, stały koszt.
Za pozostawieniem jakiejś formy placu w szkoleniu opowiadało się więcej organizacji. Jedną z nich była Fundacja Zapobieganie Wypadkom Drogowym – której prezes Bożena Chlabicz-Biskupska zasiadała w przeszłości w komisji zajmującej się pytaniami egzaminacyjnymi. Fundacja w konsultacjach poparła usunięcie placu z egzaminu, ale chciała zachowania go jako elementu infrastruktury OSK.
Podobne stanowisko prezentował sam prezes PIGOSK podczas organizowanej – przez m.in. wyżej wspominaną Fundację Zapobieganie Wypadkom Drogowym – branżowej „Dyskusji na Ratuszowej”. W lipcowej debacie Michał Szypura mówił wprost, że szkoła jazdy powinna mieć własne miejsce do prowadzenia początkowego etapu szkolenia. – Uważam, że ośrodek szkolenia kierowców, jeżeli ktoś poważnie myśli o szkoleniu kierowców, o tym, żeby w bezpieczny, cywilizowany sposób szkolić tych kursantów, powinien mieć to swoje miejsce – stwierdził Szypura.
Podobne lub zbliżone pisma w tej sprawie do resortu wysłały także Liga Obrony Kraju, Ogólnopolski Związek WORD oraz Polski Związek Szkoleniowy.
Wszyscy pod rękę
Relacje pomiędzy największymi organizacjami szkoleniowymi a środowiskiem egzaminatorów to system naczyń połączonych i nie ograniczają się do wspólnych zdjęć czy okazjonalnych spotkań w ministerstwie.
Potwierdza to wiele faktów. Jednym z nich jest protokół z lipca 2026 r., dokumentujący obrady przedstawicieli Polskiej Federacji Stowarzyszeń Szkół Kierowców (PFSSK), Polskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców (PIGOSK), Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Ośrodków Szkolenia Kierowców (OIGOSK) oraz Krajowego Stowarzyszenia Egzaminatorów (KSE). Spotkanie odbyło się w hotelu Złoty Młyn w Majkowie Dużym.
Nie były to organizacje przypadkowe, poniewż ich przedstawiciele od lat regularnie uczestniczą w spotkaniach i pracach dotyczących szkolenia oraz egzaminowania kierowców w Ministerstwie Infrastruktury. Mimo wieloletniej obecności przy ministerialnym stole, system w wielu kluczowych obszarach pozostał praktycznie niezmieniony.
Szczególnie istotne jest również to, że przedstawiciele PFSSK i PIGOSK zasiadali nie gdzie indziej jak w komisji zajmującej się państwową bazą pytań egzaminacyjnych. Dostęp do osób kształtujących system i ministerialnych prac z pewnością nie był więc dla tych środowisk czymś wyjątkowym.
Jednym z tematów spotkania szefów organizacji było przygotowanie wspólnych uwag do aktualnego projektu. Protokół wskazuje, że obszary tematyczne obrad zostały zaakceptowane jednomyślnie. Przy analizie samego projektu zapisano natomiast, że uczestnicy przestrzegali zasady jednomyślności wynikającej z porozumienia o współpracy. Po „szczegółowej, wnikliwej analizie”, w której – jak zapisano – aktywny udział brali wszyscy uczestnicy, uzgodniono treść wspólnych uwag i postulatów.
Głośno o reformie, cicho w konsultacjach
Komicznie wygląda udział w konsultacjach Organizacji Międzyzakładowej nr 60 NSZZ „Solidarność” – 80 w WORD i OSK, której przewodniczącym jest łódzki egzaminator na prawo jazdy Radosław Banaszkiewicz. Związek od dawna głośno zabiera głos w sprawach egzaminatorów i krytykuje sposób funkcjonowania systemu oraz prowadzenia prac nad jego zmianami.
Kiedy jednak przyszedł moment na realne działanie i przedstawienie ministerstwu konkretnych propozycji, rozmach wyraźnie się skończył. Pod pismem podpisanym przez Banaszkiewicza znalazła się jedna strona i zaledwie trzy uwagi. W tym samym czasie inne organizacje branżowe przesyłały resortowi wielostronicowe stanowiska, szczegółowo odnosząc się do kolejnych przepisów i proponując własne rozwiązania.
Lista postulatów „Solidarności”-80 okazała się wyjątkowo krótka. Związek chciał zagwarantowania odpowiedniej infrastruktury w miastach, w których organizowane są egzaminy, zmiany sposobu ich nagrywania oraz wykreślenia przepisu przewidującego nieodpłatne przekazywanie propozycji pytań do państwowej bazy egzaminacyjnej.
Kiedy przychodzi czas na krytykę systemu, głosu związku egzaminatorów trudno nie usłyszeć. W momencie pojawienia się formalnej możliwości przedstawienia własnej recepty na jego naprawę, konkretnych propozycji jest zaskakująco mało. W piśmie próżno szukać szerszego pomysłu na sposób oceniania kandydatów, czy zmian dotyczących jakości samego egzaminu państwowego.
Kontrast jest tym większy, że związek domagał się wcześniej realnego udziału środowiska w pracach nad reformą. Gdy konsultacje zostały otwarte i można było oficjalnie przedstawić swoje propozycje, kierowana przez Radosława Banaszkiewicza organizacja odpowiedziała trzema uwagami na jednej kartce.
PZMOT też sięgnął po pieniądze WORD-ów
Podczas konsultacji ustawy swoją propozycję – finansową – przedstawił Polski Związek Motorowy.
PZMOT przy okazji ustawy, który ma poprawić funkcjonowanie szkolenia i egzaminowania kierowców, chciał umożliwić wydawanie środków zgromadzonych w funduszach zapasowych WORD-ów na działania związane z bezpieczeństwem ruchu drogowego. Wśród przykładów znalazły się turnieje BRD, których Polski Związek Motorowy jest współorganizatorem. W przedstawionym uzasadnieniu nie pokazano danych wskazujących, jaki mierzalny wpływ finansowanie podobnych turniejów ma na liczbę wypadków, rannych czy zabitych.
Reforma, która miała odpowiedzieć przede wszystkim na pytanie o lepsze szkolenie i sprawdzanie przyszłych kierowców, szybko stała się więc również sporem o place, nieruchomości, koszty działalności, przychody WORD-ów i dostęp do zgromadzonych przez nie pieniędzy.
Andrzej Łapa




