Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 1020
  • Ranni w wypadkach - 18133
  • Kierowcy po alkoholu - 70178
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.5
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.62
  • Średnia liczba rannych dziennie: 64.3
  • Zabici w wypadkach - 1020
  • Ranni w wypadkach - 18133
  • Kierowcy po alkoholu - 70178
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.5
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.62
  • Średnia liczba rannych dziennie: 64.3

Społeczeństwo

Prof. Mikołaj Małecki: Prokuratorzy powinni być odważniejsi i oskarżać kierowców o zabójstwa

Opublikowano

-

Prof. Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego jest przekonany, że takim kierowcom jak Sebastian Majtczak można stawiać zarzuty zabójstwa i za to ich skazywać. – Trzeba poczekać, aż w pewnym momencie nastąpi przełamanie mentalne prawników. Podkreślam – mentalne, nie merytoryczne, bo merytoryczne argumenty są już podane na tacy – przekonuje

Prof. Mikołaj Małecki, Katedra Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Fot. arch. prywatne

ŁUKASZ ZBORALSKI: Na procesie Sebastiana Majtczaka sam prokurator bezradnie przyznał, że prawo nakładające odpowiedzialność karną za spowodowanie wypadku drogowego nie przewidziało tak ekstremalnych sytuacji, z jaką mieliśmy tam do czynienia. Pan też publicznie mówi, że w tej sprawie można było postawić inny zarzut – zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Dlaczego?

MIKOŁAJ MAŁECKI: Przepis o wypadku drogowym dotyczy bardziej sytuacji, w których ktoś w normalnym ruchu złamał jakiś przepis, na przykład zagapił się, nie uważał przez chwilę, no i po prostu wtedy wydarzył się wypadek. Chodzi o „wypadek przy pracy”, nieostrożność w normalnej sytuacji na drodze.

Natomiast zupełnie inna jest sytuacja, jak mamy szokujące naruszenie zasad ruchu drogowego, czyli jazdę z prędkością 300 km/h. To jest drastyczne naruszenie zasad, bo taka prędkość nigdy, na żadnej drodze nie może się zdarzyć. Taki kierowca tak naprawdę przestaje być kierującym pojazdem, a staje się pasażerem w pocisku wystrzelonym z broni. Jest już tylko kwestią losu, czy ten pocisk kogoś trafi, czy nie.

I taką sytuację Kodeks karny nazywa zamiarem ewentualnym. To sytuacja, w której człowiek jest obojętny na los innych ludzi, którzy też są obecni na drodze.

W procesie Majtczaka udowodniono, że w ostatnich sekundach skręcał kierownicą i hamował. Sędziowie w Polsce uznawali do tej pory, że to pokazuje, iż nie można mówić nawet o zamiarze ewentualnym – bo kierowca bardzo nie chciał w kogoś wjechać. Czy powinniśmy przestać tak patrzeć na odruchy obronne?

Kierowca kręcił tą kierownicą za późno, niczego to nie mogło zmienić. Przy 300 km/h to już nie są manewry, które mogą uchronić innych przed zagrożeniem, ale jest to odruch człowieka wynikający z tego, że organizm chce ochronić siebie. To przecież nie był wynik refleksji, że jednak chcę zmniejszyć ryzyko dla innych uczestników ruchu. Odruch nie przesądza o zamiarze.

Prokuratorzy nie stawiają takich zarzutów w aktach oskarżenia w tego rodzaju sprawach. Próbowali kilka razy w Polsce, ale sędziowie tego nie widzieli w ten sposób. Czy powinni jednak dalej uparcie próbować?

To, co zrobi prokuratura w akcie oskarżenia, ma decydujące znaczenie. Jeżeli zarzuci w akcie oskarżenia spowodowanie wypadku, to nawet gdyby sędzia chciał to zmienić na zabójstwo, w praktyce prawdopodobieństwo, że to zrobi, jest niewielkie. Bo zmiana kwalifikacji musiałaby skutkować przekazaniem sprawy do sądu okręgowego, który jest właściwy do rozpoznania takiej sprawy w szerszym składzie. Takie przekazanie sprawy mogłoby być źle widziane – sędzia z rejonu zostałby uznany za kogoś, kto chce się pozbyć niewygodnej sprawy.

Zatem prokuratorzy powinni być odważniejsi. Jeśli organ oskarżycielski żąda mniej, to trudno od sędziego wymagać więcej, skoro on powinien być arbitrem w sporze między prokuraturą a obroną.

Czy prokuratorzy czymś ryzykują, jeśli oskarżą o zabójstwo z zamiarem ewentualnym takich kierowców? Jeśli sąd uzna, że to nie zabójstwo, to co dalej się dzieje – sprawa rusza od nowa?

Taki akt oskarżenia rozpatruje sąd w poszerzonym składzie. Jeśli sędziowie się nie zgodzą ze zdaniem prokuratora, że było to zabójstwo, mogą przyjąć łagodniejszą kwalifikację prawną i wydać wyrok. Więc nie ma ryzyka, że pojawią się opóźnienia w prowadzeniu postępowania.

Czyli odwaga prokuratorów jest tu kluczowa, by w Polsce coś się zmieniło i żebyśmy spróbowali te wyjątkowe zbrodnie na drodze oceniać surowiej?

Tak, odwaga prokuratorów jest kluczowa. Zaznaczę od razu, że wcale nie jest tak, że przy zabójstwie z zamiarem ewentualnym trzeba jakoś szczególnie więcej rzeczy udowadniać w toku postępowania. Weźmy mowę końcową prokuratora w sprawie Sebastiana Majtczaka – ona pasowałaby idealnie do zabójstwa. Te stwierdzenia o grze w rosyjską ruletkę idealnie obrazują, na czym polega umyślność. Skrajne zagrożenie i zdanie się na los, który decyduje, czy ktoś przeżyje, czy nie. Wszystko, co było potrzebne do udowodnienia zabójstwa, było w tej mowie pokazane. Czy to była nieumyślność, czy godzenie się, pozostaje nie kwestią faktów, tylko ich interpretacji. Chodzi o inne podejście do faktów, które są ustalone.

Granica między spowodowaniem wypadku a zabójstwem z zamiarem ewentualnym zawsze będzie na jakimś fragmencie płynna. Gdzie ją ustawimy? Jak radykalne złamanie zasad powinno powodować, że przestaniemy coś postrzegać jako wypadek drogowy?

Na pewno prędkość jest kluczowym elementem, bo nadmierna prędkość sprawia, że w pewnym momencie, jak na drodze wydarzy się coś niespodziewanego, kierowca nie jest w stanie realnie uniknąć zagrożenia. Zanim się zorientuje, co się dzieje, to będzie już po fakcie.

Liczą się też dodatkowe okoliczności typu: ładna pogoda, dobra widoczność, pusta droga, czy ruch miejski, deszczowa pogoda, autostrada w porze nocnej, gdy mniej widać niż za dnia. Jeśli wjadę samochodem z prędkością 200 km/h na starówkę w Warszawie albo rynek w Krakowie w środku dnia, to przecież przy takiej prędkości wiadomo, że wcześniej czy później ktoś zostanie potrącony.

Czyli prędkość i wszystkie okoliczności mogą kierować nas albo bardziej w stronę wypadku drogowego, albo bardziej w stronę zabójstwa drogowego.

Proponując, żeby prokuratorzy byli odważniejsi, pokłada pan jakąś dużą wiarę w to że sędziowie się w końcu przełamią i po raz pierwszy jakiś bandyta drogowy zostanie skazany za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Znajdzie się w Polsce taki sędzia?

Odpowiem tak: trzeba ciągle mówić o tym, jakie jest prawo karne i co wynika z Kodeksu karnego oraz apelować o to, żeby Kodeks karny stosować adekwatnie do sytuacji. Skazanie za wypadek też jest skazaniem za przestępstwo, więc w tym sensie sprawiedliwości staje się zadość. No ale jednak Kodeks karny o niektórych sytuacjach nie mówi, że to są nieumyślne wypadki, tylko powodowanie śmierci przez sprawcę, który działa umyślnie.

Więc chodzi tylko i aż o to, by Kodeks karny był dobrze stosowany. Jeśli były podstawy, by skazać kogoś za zabójstwo, ale wyrok był inny, to powiedzielibyśmy językiem prawnym, że mamy obrazę prawa materialnego. To jest niezastosowanie Kodeksu karnego w taki sposób, w jaki powinien być zastosowany.

Czy wierzę, że będą takie wyroki w Polsce? Podam przykład z innej strony barykady. Dużo pisałem o sprawie „Froga” i udowadniałem, że można było ukarać go tylko za pojedyncze wykroczenia, a nie łączyć je w jedno przestępstwo. Sędziowie uniewinniając „Froga” powoływali się na moje publikacje. Niech to będzie optymistycznym akcentem, że sędziowie czytają to, co piszą profesorowie. A ja o zabójstwie z zamiarem ewentualnym w tych szczególnych sprawach drogowych piszę na moim blogu, mówię w mediach i analizuję je w publikacjach naukowych. Trzeba poczekać, aż w pewnym momencie nastąpi przełamanie mentalne prawników. Podkreślam – mentalne, nie merytoryczne, bo merytoryczne argumenty są już podane na tacy.

Czyli zmiany w orzekaniu w tych sprawach, zmiany w doktrynie potrzebują po prostu trochę czasu?

Tak. Zresztą tak naprawdę to nie jest rewolucyjna zmiana doktryny, bo jeżeli spojrzymy na doktrynę, to jest bardzo wiele różnych koncepcji godzenia się. To, że dziś praktycy interpretują godzenie się tak a nie inaczej jest wyborem prokuratorów i sędziów, który dokonał się w pewnym momencie i siłą rozpędu potem to było powielane na zasadzie: „wszyscy tak to interpretują, to będziemy robili tak samo”.

Zawsze można skorzystać z nieco innych koncepcji godzenia się, które dobrze wyjaśniają zamiar wynikowy w konkretnej sytuacji. Na przykład koncepcja ryzyka: im większe jest świadome ryzyko wytworzone przez sprawcę, tym jesteśmy bliżej zamiaru, a dalej od nieumyślności. Przy prędkości rzędu 250 km/h to ryzyko jest zabójcze.

Mamy właśnie dwie nowe straszne i głośne sprawy drogowe. Staranowanie samochodu przez kierowcę pędzącego 270 km/h po ekspresówce i wyścigi dwóch młodych kierowców, z których jeden zabił pieszego pędząc nie mniej niż 120 km/h przez przejście w Nowym Sączu. Czy gdyby potwierdziły się te zarzuty prokuratury, to śledczy powinni w tych sprawach stawiać zarzuty zabójstwa z zamiarem ewentualnym?

Ja bym spróbował, bo jeśli prokuratura tego nie zrobi, to jest pozamiatanie. Trzeba dać sądowi szansę, żeby zapaliła mu się lampka i żeby rozważył, czy przypadkiem w tej sprawie nie powinno się przyjąć zamiaru wynikowego.

Nasza rozmowa prowadzi mnie do jeszcze jednego pytania. Niedawno bowiem zmieniliśmy prawo w Polsce i w przypadkach dużych prędkości czy wyścigu dwóch kierowców, mogą odpowiadać za wypadek spowodowany w związku z brawurową jazdą czy podczas nielegalnego wyścigu. I wówczas ta kara maksymalna jest nieznacznie wyższa niż za zwykły wypadek, bo sięga nie ośmiu lat więzienia, a dziesięciu. Czy ta zmiana prawa nie utrudni teraz dodatkowo prokuratorom stawiania zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym? Bo przecież mają wyższą, łatwiejszą kwalifikację już w kodeksie…

Takie rozumowanie może się zdarzyć: skoro mamy zaostrzoną karę za wypadek, to przyjmiemy tę surowszą kwalifikację i to wystarczy. Wrócę jednak do sprawy, od której zaczęliśmy, czyli Sebastiana M. Kontrowersyjne w niej jest to, że zginęły trzy osoby i sytuacja jest o wiele łagodniej potraktowana przez Kodeks karny niż w przypadku Łukasza Żaka – tylko dlatego, że ten drugi zbiegł z miejsca zdarzenia i był w stanie nietrzeźwości.

Jest w tym jakaś niesprawiedliwość, że jest dużo ofiar i tak samo drastycznie groźna prędkość, ale tylko przez dodatkowe okoliczności obciążające Żakowi można było wymierzyć aż 20 lat więzienia, a w przypadku tragedii na autostradzie A1 taka kara nie jest dopuszczalna. Dlatego uważam, że ostatnie zaostrzenia kar nie załatwiają sprawy.

Sam pan poruszył ten wątek, więc nie mogę nie zapytać. Czy to słuszne, że prawo przewiduje wyższą karę za szaloną jazdę i doprowadzenie do śmierci na drodze po pijanemu, a łagodniejszą dla kogoś, kto pędzi w ekstremalny sposób i robi to całkiem świadomie, na trzeźwo?

To jest właśnie argument za tym, żeby powiedzieć: dlatego, że jesteś trzeźwy, to przewidujesz wszystkie konsekwencje. To jest dobry argument za tym, żeby sytuację osoby trzeźwej oceniać bardziej w kategoriach zabójstwa drogowego, a nie tylko nieumyślnego spowodowania śmierci.

Jak jedziesz pijany, to obciąża cię to, że podjąłeś decyzję, żeby w ogóle jechać. W takim stanie nie powinieneś w ogóle wsiadać za kierownicę i od początku byłeś groźny. Jak dojdzie do wypadku, to ten fakt obciąża cię, bo to, co robiłeś, w ogóle nie miało prawa się zdarzyć. Natomiast gdy ktoś w pełni świadomie, na trzeźwo, celowo rozpędza pojazd do prędkości 300 km/h, to całym sobą mówi: liczę się ja, nie wy. Jego postawa to obojętność, a obojętność to zamiar.