Filmy
Kierowca Porsche bił ludzi na ulicy. Potrzebujemy w Polsce obowiązku badań psychologicznych dla drogowych agresorów
Opublikowano
1 godzinę temu-
przez
luzKierowca Porsche w Warszawie bił i kopał starszych ludzi, bo zwrócili mu uwagę, gdy jechał zygzakiem po ulicy. Policja szuka już sprawcy napadu, który jechał autem z niemiecką rejestracją. Jednak kara za napad to nie wszystko – potrzebujemy w Polsce przymusowych badań dla drogowych agresorów
Do aktu drogowej agresji doszło w Warszawie w czwartek (15 października) rano. Starsze małżeństwo podróżujące osobowym samochodem zauważyło kierowcę Porsche, który miał jechać w dziwny sposób – zygzakiem po ulicy. Zwrócili mu uwagę.
Na skrzyżowaniu ulic Czerniakowskiej i Alei Witosa mężczyzna z Porsche wyszedł i rozpoczął awanturę. Otworzył drzwi samochodu starszych ludzi i zaczął bić 66-letnią kobietę. Gdy ta wyszła z auta, uderzał ją w twarz i kopał. Potem, gdy mąż pobitej próbował go zatrzymać, odjechał potrącając starszego pana.
Niestety, nikt ze stojących tam innych kierowców nie zareagował i nie pomógł bitym. Jeden z kierowców nagrał za to całą sytuację. Po jej upublicznieniu policja rozpoczęła poszukiwania napastnika.
Kierowca Porsche napadł wczoraj na pasażerów Toyoty (Warszawa). W obronie bitych stanął starszy, schorowany świadek. Napastnik miał w aucie pistolet i sięgnął po nóż. Szokujące jest to, że interweniujący policjant (@Policja_KSP) rzekomo doradził zgłaszającemu jedynie… pozew cywilny.
— bandyci drogowi (@bandyci_drogowi) October 16, 2026
TVN opublikował kolejne nagrania z tego zdarzenia https://t.co/L4cdMe6YGD
— bandyci drogowi (@bandyci_drogowi) October 16, 2026
Potrzebujemy obowiązkowych badań psychiatryczych
Po tym, jak policja złapie agresora, ten odpowie za napaść. Ten przypadek pokazuje jednak, że potrzebujemy w Polsce poważnej zmiany. Ludzie, którzy nie radzą sobie z agresją, nie powinni móc dalej po prostu prowadzić pojazdów. Takim kierowcom – oraz jeżdżącym z gigantycznymi prędkościami, czy powodującymi inne poważne zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych uczestników ruchu drogowego – policja powinna zatrzymywać prawo jazdy i zanim dostaną je ponownie, powinni przechodzić obowiązkowe badania psychologiczne lub nawet psychiatryczne.
Teoretycznie w Polsce taki system istnieje, ale starostwa, które się nim zajmują, robią to nad wyraz nieudolnie. Policja może zatrzymywać uprawnienia i wnioskować do starosty o skierowanie na badania, czy ktoś dalej powinien prowadzić samochody. Robi to jednak głównie w przypadkach seniorów, którzy doprowadzają do kolizji i wyglądają na zdezorientowanych czy poważnie chorych.
Tymczasem agresywni kierowcy dostają mandaty, odpowiadają za napaści, ale prawo jazdy jest im pozostawiane. To poważny błąd. W Polsce powinien powstać solidny system, który ludzi z tego rodzaju zaburzeniami pozwoli diagnozować i ewentualnie leczyć.
Niemcy mogą być wzorem. „Idiotentest” to dobre narzędzie
Polska może czerpać inspiracje np. z niemieckiego systemu, w którym od dekad istnieje test MPU (Medizinisch-Psychologische Untersuchung).
Na test, potocznie zwany „Idiotentest” wysyłani są przez organ wydający prawo jazdy kierowcy przyłapani po alkoholu, narkotykach, przekraczający dozwoloną liczbę punktów karnych, a także właśnie ludzie nie radzący sobie z agresją za kierownicą czy np. biorący udział w nielegalnych wyścigach (te w Polsce od niedawna są wreszcie klasyfikowane jako przestępstwo a nie wykroczenie).
Procedura MPU trwa kilka godzin i składa się z badań medycznych (m.in. odruchu neurologiczne) oraz laboratoryjnych (badania na obecność narkotyków, alkoholu – a także wymagane udokumentowanie abstynencji). Kolejnym krokiem jest test wydajności i reakcji.
Najtrudniejsza jest trzecia część MPU, czyli badanie psychologiczne. Psycholog transportu analizuje podczas rozmowy, czy kierowca rozumie, jakie błędy popełniał i czy rozumie źródła swoich zachowań. Próba wykpienia się w tej rozmowie przerzucaniem winy na „złą policję” lub poza osobiste decyzje skazuje od razu test na niepowodzenie.
MPU w Niemczech kosztuje w przeliczeniu 2-6 tys. zł. Jednak trudno zaliczyć ten test bez profesjonalnego przygotowania psychologicznego. To oznacza kolejny koszt w kwocie nawet do 6 tys. zł.
W Polsce rząd niedawno podwyższył opłatę za obowiązkowy kurs dla pijanych kierowców w wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego. Opłata wzrosła z 500 do 2,5 tys. zł. Nie zmieniło się jednak nic w samych kursach. Nie sprawdzają ani tego, jaki człowiek ma problem, ani nie badają ewentualnej zmiany postawy.
Teoretycznie poważniejszy test medyczny tacy kierowcy przechodzą w wojewódzkich ośrodkach medycyny pracy. Tam muszą przedstawić m.in. wyniki prób wątrobowych i odbyć rozmowę z psychologiem. W praktyce nawet w zakresie pijanych kierowców ten system zawodzi – w Internecie ludzie, którzy pragną odzyskać prawo jazdy, dzielą się informacjami, gdzie można przedłożyć prywatnie wykonane próby wątrobowe i gdzie psychologowie najrzadziej zwracają uwagę na problem choroby alkoholowej, dzięki czemu nie otrzymuje się skierowania na leczenie odwykowe (tego najbadziej boją się uzależnieni).
Wobec kierowców agresywnych lub biorących udział w nielegalnych wyścigach, polski system nie przewiduje nawet takich procedur. To zadanie dla rządu, który powinien ten system zmienić.
Łukasz Zboralski



