Rozmowy i opinie
Egzamin teoretyczny na prawo jazdy uczy kruczków prawnych, a nie bezpieczeństwa. Czas na rewolucję pytań
Opublikowano
2 godziny temu-
przez
luzZdanie polskiego egzaminu teoretycznego z kompletem punktów nie oznacza, że kandydat jest przygotowany do bezpiecznego uczestnictwa w ruchu drogowym. Oznacza przede wszystkim, że opanował bazę pytań i nauczył się omijać testowe pułapki. Ministerstwo Infrastruktury zapowiada gruntowną przebudowę egzaminu i ograniczenie bazy pytań z około 3500 do maksymalnie 1500. To moment, w którym trzeba zdecydować nie tylko, ile pytań zostanie, ale też według jakiego kryterium będą wybierane

Stoimy u progu największej od lat reformy systemu szkolenia i egzaminowania kierowców. Resort infrastruktury zapowiada likwidację egzaminu na placu manewrowym dla kategorii B, odchudzenie bazy pytań oraz powołanie Centrum Egzaminowania, które zastąpi dotychczasową Komisję do spraw weryfikacji i rekomendacji pytań egzaminacyjnych. Zmiany mają być wdrażane etapami w latach 2027-2029.
Jako doświadczony szkoleniowiec kierowców z 20-letnim stażem oraz wiceprezes Małopolskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Kształcących Kierowców uważam, że mamy w Polsce wielu rzetelnych instruktorów i egzaminatorów, ale nie udawajmy, że branża jest wolna od problemów. Ma ona również swoje drugie dno. Jego źródło leży jednak w systemie: tym samym, który niewłaściwie kształci kadry (to temat na odrębną dyskusję) i który do dziś nie ma jasno zdefiniowanych celów edukacyjnych na wzór standardów stosowanych w Europie, takich jak matryca GDE (Goals for Driver Education).
W efekcie egzamin teoretyczny w dużej mierze sprawdza znajomość definicji i niuansów przepisów, a zbyt rzadko to, czy kandydat rozumie zagrożenia i potrafi im zapobiegać. Część pytań z oficjalnej bazy wprowadza w błąd osoby myślące zdroworozsądkowo i premiuje naukę „pod klucz”. Poniżej trzy przykłady.
Przykład 1: Jazda nocą – pułapka na zdrowy rozsądek
Pytanie z bazy: „Czy podczas jazdy nocą masz obowiązek stale zachowywać szczególną ostrożność?”
Poprawna odpowiedź według klucza: NIE
W nocy widoczność jest ograniczona, piesi na poboczu zlewają się z tłem, a światła pojazdów z naprzeciwka oślepiają. Kursant rozumuje racjonalnie: „Jest noc, widzę mniej, muszę bardziej uważać”. Zaznacza TAK i dostaje informację o błędzie.
Formalnie klucz jest poprawny. Art. 3 Prawa o ruchu drogowym nakłada na uczestników ruchu obowiązek zachowania ostrożności, a szczególnej ostrożności przepisy wymagają w konkretnie wskazanych sytuacjach, np. przy wyprzedzaniu, włączaniu się do ruchu czy zbliżaniu się do przejścia dla pieszych. Sam zmrok tego obowiązku nie uruchamia.
Jaki jest jednak cel dydaktyczny takiego pytania? Sprowadza się ono do gry słów wokół terminu prawnego i słowa „stale”. Kursant nie wynosi z niego wiedzy o zagrożeniach nocnej jazdy, tylko regułę testową: „jeśli w pytaniu jest >>stale<< albo >>zawsze<<, zaznaczam NIE”.
Jak mogłoby brzmieć pytanie nastawione na bezpieczeństwo?
– Jedziesz nocą na światłach mijania. Jak powinieneś dostosować prędkość?” → „Tak, aby móc zatrzymać pojazd przed przeszkodą w zasięgu świateł”.
– „Jedziesz nocą nieoświetloną drogą poza obszarem zabudowanym i zauważasz pieszego idącego poboczem. Co powinieneś zrobić?” → „Zmniejszyć prędkość i przejechać obok niego z dużym odstępem, uwzględniając, że może nie widzieć Twojego pojazdu lub nagle zmienić tor ruchu”.
Przykład 2: Rowerzysta na skrzyżowaniu – przepis bez kontekstu
Pytanie z bazy: „Zabrania się wyprzedzania pojazdu silnikowego na skrzyżowaniu, z wyjątkiem skrzyżowania o ruchu okrężnym lub na którym ruch jest kierowany. Czy zakaz ten dotyczy wyprzedzania rowerzysty?”
A. Tak, zakaz ten dotyczy wszystkich pojazdów jednośladowych.
B. Tak, jeśli rowerzysta porusza się środkiem pasa ruchu.
C. Nie, ponieważ rower nie jest pojazdem silnikowym.
Poprawna odpowiedź według klucza: C
Prawnie wszystko się zgadza: art. 24 ust. 7 PoRD dotyczy wyprzedzania pojazdu silnikowego, a rower nim nie jest. Kierowca powinien to wiedzieć. Problem w tym, że pytanie kończy się na literze przepisu. Kursant zapamiętuje: „rowerzystę na skrzyżowaniu wyprzedzać wolno”, ale nikt nie pyta go, czy w danej sytuacji jest to rozsądne.
Tymczasem skrzyżowanie to miejsce przecinania się potoków ruchu. Rowerzysta może skręcać w lewo bez wyraźnego sygnału, omijać studzienkę albo nierówność i niespodziewanie zjechać w stronę osi jezdni. Dojrzały kierowca w takich warunkach często poczeka kilka sekund i wyprzedzi dopiero za skrzyżowaniem.
Nie postuluję usuwania z bazy pytań o przepisy. Postuluję, by pytaniu o to, co jest dozwolone, towarzyszyło pytanie o to, co jest bezpieczne. Na przykład: „Zbliżasz się do skrzyżowania za rowerzystą. Co może wskazywać, że zamierza skręcić w lewo, i jak powinieneś się zachować?”
Przykład 3: Odstęp od rowerzysty – minimum utrwalone jako norma
Pytanie z bazy: „Jaki minimalny bezpieczny odstęp masz obowiązek zachować, wyprzedzając rowerzystę poza obszarem zabudowanym?”
A. 0,5 metra
B. 1 metr
C. 2 metry
Poprawna odpowiedź według klucza: B
Odpowiedź jest zgodna z przepisem: PoRD wymaga zachowania bezpiecznego odstępu, nie mniejszego niż 1 metr. Kłopot nie polega na kluczu, lecz na tym, czego pytanie uczy. Liczba „1 metr” zostaje w głowie jako norma, a nie jako absolutne minimum, poniżej którego nie wolno zejść.
Tymczasem bezpieczny odstęp zależy od warunków. Przy 90 km/h, silnym wietrze bocznym, wyboistym poboczu albo w aucie dostawczym, które wytwarza silny podmuch, 1 metr może nie wystarczyć, by rowerzysta utrzymał tor jazdy. Pytanie, które sprawdza wyłącznie znajomość liczby, nie buduje rozumienia tej zależności.
Lepsze pytanie mogłoby brzmieć:
„Wyprzedzasz rowerzystę poza obszarem zabudowanym przy silnym wietrze bocznym. Jak powinieneś ustalić odstęp?” → „Większy niż ustawowe minimum, dostosowany do prędkości, warunków i gabarytu pojazdu”.
Wynik 74 punktów nie jest dowodem bezpiecznej jazdy
Zdobycie 68 czy nawet kompletu 74 punktów świadczy przede wszystkim o tym, że kandydat opanował bazę pytań i jej schemat. Nie mówi wiele o tym, jak zachowa się, gdy na drodze wydarzy się coś, czego nie było w teście.
Baza zawiera też pytania o kwestie urzędowo-administracyjne, które z bezpieczeństwem ruchu drogowego mają niewiele wspólnego, a ich znajomość ulatuje z pamięci tuż po egzaminie. Brakuje za to pytań, które sprawdzają przewidywanie i świadomość zagrożeń.
Sam od lat powtarzam kursantom zasadę, którą kiedyś wpoił mi mój mentor i trener jazdy: pierwszeństwo masz dopiero wtedy, gdy ktoś ti je faktycznie udzieli, a nie wtedy, gdy wynika ono z przepisów. Pierwszeństwa się nie egzekwuje, można go jedynie oczekiwać. Takiej wiedzy obecny test w ogóle nie bada.
Ministerstwo, uzasadniając reformę, samo wskazuje, że obecny system sprzyja wkuwaniu, i odwołuje się do modelu skandynawskiego. To dobry kierunek. Nowoczesny egzamin teoretyczny powinien w większym stopniu sprawdzać:
– fizykę ruchu – drogę hamowania, która rośnie z kwadratem prędkości, zjawisko aquaplaningu i wiele innych zjawisk;
– psychologię ryzyka – wpływ zmęczenia, emocji, presji rówieśniczej i rozproszenia smartfonem na percepcję;
– postawę defensywną – zasadę, że pierwszeństwo realnie mamy dopiero wtedy, gdy ktoś nam je faktycznie udzieli;
– percepcję zagrożeń – na wzór brytyjskiego Hazard Perception Test, w którym kandydat na nagraniach wideo wskazuje rozwijające się niebezpieczeństwo, zanim stanie się ono oczywiste.
Czego oczekuję od Centrum Egzaminowania
Zapowiadana likwidacja egzaminu na placu manewrowym dla kategorii B to krok w dobrym kierunku. Temu zagadnieniu poświęcę osobny artykuł. Reforma praktyki bez równie głębokiej zmiany teorii będzie jednak reformą połowiczną.
Baza pytań bez wątpienia wymaga odchudzenia. Uważam jednak, że ministerstwo popełnia błąd, wpisując do założeń reformy konkretną liczbę pytań. O wartości bazy nie decyduje to, ile pozycji liczy, lecz jakość każdej z nich. Z góry ustalony limit grozi tym, że zamiast merytorycznego przeglądu dostaniemy mechaniczne cięcie do zadanej liczby. Kryterium powinno być jedno: w bazie zostaje to, co uczy bezpiecznego zachowania na drodze. Proponuję trzy zasady:
1. Usunięcie pytań-pułapek językowych i takich, które sprawdzają wyłącznie znajomość definicji bez związku z zachowaniem na drodze.
2. Nagradzanie marginesu bezpieczeństwa – pytania powinny utrwalać, że przepis wyznacza minimum, a nie optimum.
3. Zmiana formuły czasu – zamiast odliczania kilkunastu sekund na każde pytanie i braku możliwości powrotu: wspólna pula czasu na cały egzamin z możliwością przeglądania i zmiany odpowiedzi.
W dyskusji nad reformą nie brakuje głosów za pozostawieniem obecnego modelu. Warto je wysłuchać, ale przyzwyczajenie do dotychczasowych rozwiązań nie może być argumentem silniejszym niż bezpieczeństwo na drodze.
Przed nami prace nad ustawą i aktami wykonawczymi. Jeśli naprawdę chcemy zbliżać się do Wizji Zero, zacznijmy egzaminować z rozumienia drogi i kultury jazdy, a nie z umiejętności rozwiązywania łamigłówek.
Rafał Krzyszowski
Autor jest wiceprezesem Małopolskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Kształcących Kierowców, doświadczonym szkoleniowcem kierowców z 20-letnim stażem, instruktorem nauki jazdy kat. A i B.




