Connect with us
Statystyki 2026
  • Zabici w wypadkach - 1061
  • Ranni w wypadkach - 18677
  • Kierowcy po alkoholu - 72194
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.53
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 64.4
  • Zabici w wypadkach - 1061
  • Ranni w wypadkach - 18677
  • Kierowcy po alkoholu - 72194
  • Średnia liczba wypadków dziennie: 56.53
  • Średnia liczba zabitych dziennie: 3.66
  • Średnia liczba rannych dziennie: 64.4

Rozmowy i opinie

Egzaminatorzy w ślepej uliczce. Minister musi ich z niej zawrócić

Opublikowano

-

Egzaminatorzy na prawo jazdy w Polsce wymyślili sobie, że podczas egzaminu nie będą podawać, jaki błąd popełnia kursant. Taka metoda od dekad pozwala im łatwo pozbawiać szansy na prawo jazdy młodych ludzi. Nie ma to nic wspólnego z obowiązującym prawem, ani rozsądnie prowadzonym egzaminem, który jest częścią procesu edukacyjnego. Sami tego nie zmienią, więc minister infrastruktury musi im to nakazać w rozporządzeniu

Łukasz Zboralski
Łukasz Zboralski, redaktor naczelny brd24.pl Fot. brd24.pl

Polski system szkolenia i egzaminowania toczy potężna choroba. Wiadomo, że powstał bez ładu i składu, że położyło na nim rękę wiele grup interesów, które przez dekady za nic mają interes obywateli – czyli przygotowanie bezpiecznego i empatycznego kierowcy.

Cierpimy też ewidentnie z powodu słabego doboru do zawodu egzaminatora na prawo jazdy. Przez to w systemie jest dziś część ludzi, którzy ewidentnie nie powinni tam być – to tzw. oblewacze. Ludzie czyhający na błędy kursantów, dzięki którym mogą szybko kończyć egzaminy. W brd24.pl pokazywaliśmy już egzaminatorów, którzy potrafią oblewać 97 proc. zdających.

Z tą grupą, stanowiącą mniejszość wśród wszystkich egzaminatorów, próbował zawalczyć poprzedni minister infrastruktury Andrzej Adamczyk z PiS. Za jego kadencji postanowiono ograniczyć liczbę egzaminów dziennie przypadających na jednego egzaminatora. Minister naiwnie wierzył, że w ten sposób utnie zarobki powiększające budżety Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, a związane z oblewaniem kursantów i kasowaniem ich za ponowne podejścia. Adamczyk nie przewidział jednego – egzaminatorzy oblewacze po zmianach robią mniej, a dostają takie same pensje. W obecnym systemie zakończenie egzaminu po 5 minutach na placu oznacza dla nich, że mają kilkadziesiąt minut na kawę do kolejnego egzaminu. Przez cały dzień – oblewając 70 proc. kursantów, a taka jest średnia dla Polski! – ci skrajnie niekompetentni więcej odpoczywają niż pracują. A pensja jest taka sama.

W tunelu złego myślenia

Okazuje się, że w zły sposób od lat pracują także zwykli egzaminatorzy. To porządni ludzie, nie „oblewacze”, jednak u nich równie szybko kandydaci kończą egzaminy z wynikiem negatywnym. Powodem nie jest złośliwość, ale brak właściwego zrozumienia swojej roli w systemie.

Otóż wielu egzaminatorów podczas egzaminu informuje kursanta, że popełnił błąd w zadaniu, ale nie mówi o tym, jaki to był błąd. W stresie egzaminacyjnym kursant wykonuje pięknie zadanie na łuku na placu, ale nie zapiął pasa, albo nie włączył świateł. Egzaminator mówi „zadanie niezaliczone”. Jeśli młody człowiek sam nie zorientuje się, że światła pozostały nie włączone, powtórzy łuk idealnie i… kończy egzamin z wynikiem negatywnym. Jaki to ma sens? Żaden. Policjant na drodze nie odbiera prawa jazdy za to, że ktoś ruszy zamyślony i nie włączy świateł w pojeździe.

Nie będę publikował prac naukowych z zakresu edukacji. Wspomnę tylko może o pewnych prostych informacjach, które mogą być zrozumiane przez przeciętnego egzaminatora.

Egzamin na prawo jazdy, zwłaszcza w polskich warunkach, wiąże się z dość dużym stresem. Już na wejściu od dekad wiadomo, że statystycznie zda 3 na 10. Podczas części praktycznej, gdy egzaminator poda informację o nieprawidłowo wykonanym zadaniu, ale nie poda, na czym polega błąd, stres się potęguje. Kursant zaczyna rozumieć, że każdy kolejny błąd ciągnie go już poważnie w stronę niezaliczenia tego sprawdziany. Występujące podczas tego egzaminu przeciążenie poznawcze – obserwacja drogi i spełnianie poleceń egzaminatora w połączeniu ze stresem – nie tylko nie pomaga samemu wpaść na to, jaki dokładnie błąd się popełniło, ale przyczynia się znacznie do ryzyka popełnienia kolejnego błędu. Informacja o rodzaju błędu powoduje redukcję niepewności i zmniejszenie przeciążenia poznawczego. A przecież w egzaminie będącym nadal etapem edukacji nie powinno chodzić o doprowadzenie kursanta do takiego stresu, który pozwoli łatwiej przyłapać go na kolejnych błędach?

Mniej oczywistym faktem jest to, że psychologia poznawcza rozumie od dawna, jak kluczowy jest czas przekazania informacji o błędzie w procesie nauczania (także egzaminowania). Omawianie konkretnych błędów po zakończeniu egzaminu z wynikiem negatywnym jest dobrą praktyką, ale jeśli dopiero wówczas kursant dowiaduje się o rodzaju błędu, który popełnił, często ma już zatarty ślad pamięciowy tamtej sytuacji. Stres i duże negatywne emocje związane z porażką nie pozwalają wówczas budować zaufania do egzaminatora. W ten sposób nie tylko egzaminatorzy utrudniają zdanie egzaminu, lepszą naukę, ale też stale podtrzymują budowanie własnego negatywnego obrazu w społeczeństwie. Po co?

Źle zrozumiane prawo

Tacy egzaminatorzy publicznie utrzymują, że nie mogą podać informacji o rodzaju popełnionego błędu od razu, bo nie pozwala im na to prawo. Tak wprost napisał w dyskusji ze mną m.in. Radosław Banaszkiewicz, szef Solidarnosci WORD’80 i egzaminator na prawo jazdy w Łodzi (w WORD, w którym jest najniższa zdawalność w kraju!).

„Egzaminator nie może mówić, jaki błąd i dobrze Pan o tym wie” – napisał na Facebooku. Kiedy poprosiłem, żeby zacytował prawo, które tego zabrania, przywołał przepisy, które… wcale takiego zakazu nie zawierają.
To samo zresztą w tej dyskusji zrobił Wojciech Babicz, dyrektor WORD w Białej Podlaskiej. W odpowiedzi na moje pytanie zacytował punkt rozporządzenie w sprawie egzaminowania, który w ogóle nie zawiera takiego zakazu. Babicz napisał przy tym, że rozporządzenie egzaminatorzy muszą stosować „literalnie” (literalne stosowanie prawa, bez jego ducha, to błąd i temat na zupełnie inną dyskusję). W ten sposób właściwie osłabił swój argument, bo skoro prawo należy w tym zakresie traktować literalnie, to tym bardziej nie ma literalnie zapisanego w nim zakazu informowania o rodzaju popełnionego błędu podczas praktycznej części egzaminu na prawo jazdy.

Co naprawdę mówi rozporządzenie? Otóż tylko to, że egzaminator informuje o nieprawidłowym wykonaniu zdania. W rozporządzeniu nie napisano ani zdania, jak niepełna ma być ta informacja:

Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 24 listopada 2023 r. w sprawie egzaminowania osób ubiegających się o uprawnienia do kierowania pojazdami, szkolenia, egzaminowania i uzyskiwania uprawnień przez egzaminatorów oraz wzorów dokumentów stosowanych w tych sprawach

Par. 27, punkt 6:

„egzaminator informuje osobę egzaminowaną o nieprawidłowym wykonaniu zadania egzaminacyjnego podając informację o nazwie zadania, w którym został popełniony błąd; w przypadku określonym w § 12 ust. 2 lub przerwania egzaminu, egzaminator informuje osobę egzaminowaną o negatywnym wyniku części praktycznej egzaminu”.

Znam znakomitych egzaminatorów w Polsce – nie jest to liczna grupa, niestety – którzy bez problemów informują kursanta o nieprawidłowym wykonaniu zadania i podają od razu informację, co dokładnie poszło nie tak. Nie mają z tym rzekomego prawnego problemu. Nie widziałem, by ich egzaminy z tego powodu – jako rzekome „podpowiadanie” – piętnował i unieważniał nadzór z urzędów marszałkowskich (a gdyby nawet chciał, jakże łatwo byłoby wygrać w WSA z takim zarzutem!).

Trzeba tu pokazać – bo nie wszyscy wiedzą – że środowisko egzaminatorów i dyrektorów WORD-ów dwa lata temu przeforsowało zmianę dokładnie tego punktu rozporządzenia na… gorszą dla kursantów.

Treść zapisu przed 1 stycznia 2024 r.:

„egzaminator niezwłocznie informuje osobę egzaminowaną o nieprawidłowym wykonaniu zadania egzaminacyjnego; w przypadku dwukrotnego nieprawidłowego wykonania tego samego zadania egzaminacyjnego lub przerwania egzaminu państwowego, egzaminator informuje osobę egzaminowaną o negatywnym wyniku części praktycznej egzaminu państwowego”.

Jak widać, przed 1 stycznia 2024 r. w zdaniu o podawaniu informacji o nieprawidłowo wykonanym zadaniu znajdowało się słowo „niezwłocznie”. A potem nagle zniknęło. Dlaczego branży tak bardzo zależało, by nie podawać od razu kursantowi informacji o nieprawidłowo wykonanym zadaniu? Nie wiem, ale się domyślam. Zmianę przeprowadzili jednak nieudolnie – od 2024 r. rozporządzenie nadal nie zakazuje podania, jaki konkretnie błąd popełnił kursant, że zadanie zostało wykonane nieprawidłowo.

Nie ma zrozumienia, musi być przymus

Trudno wymagać tego zrozumienia od ludzi, którzy do zawodu latami trafiali z innych zawodów, przechodząc tylko kurs oraz zdając w pełni chaotyczny egzamin (równie zły, jak sam egzamin na prawo jazdy w Polsce). Wymagania wobec egzaminatora w Polsce do dziś nie są wygórowane. Wystarczy skończyć 23 lata, od 3 lat mieć prawo jazdy i wykształcenie średnie. Zdarzą się w takiej grupie jednostki wybitne, ale będzie to przypadek a nie reguła. Brak odpowiedniego wykształcenia, szerszych horyzontów, powoduje, iż system pełen jest prostych wyrobników, bez szerszego pojęcia o edukacji, psychologii, którzy nie są w stanie sami mentalnie się przełamać i dostrzec, co mogliby robić lepiej.

Dla takich ludzi czymś niewyobrażalnym jest powiedzenie, jaki błąd popełnia kursant w trakcie egzaminu, bo wewnętrznie są przekonani, iż byłoby to… podpowiadaniem na egzaminie (sic!). Takiej kadrze nie da się tego wytłumaczyć, ani ich przekonać. Taką kadrę można tylko zmusić do innej pracy. Do tego wystarczy akurat niewiele – zmiana jednego zdania w rozporządzeniu. Minister Dariusz Klimczak powinien dopisać w nim, że egzaminator informuje osobę egzaminowaną o nieprawidłowym wykonaniu zadania egzaminacyjnego „i podaje dlaczego zostało niezaliczone”.

Bez takiej zmiany samo zniesienie – od stycznia 2027 r. – placu manewrowego podczas egzaminu praktycznego na prawo jazdy kategorii B, nie zmieni tak wiele, jak by mogło. Owszem, odbierze to egzaminatorom „plac zabaw”, na którym szybko mogli zakończyć egzamin, jednak nadal bardzo szybko będą mogli kończyć egzaminy tuż po wyjechaniu z ośrodka na drogi.

Łukasz Zboralski