Społeczeństwo
„Przewidywał, że stwarza zagrożenie dla innych użytkowników tej drogi publicznej, nie toru wyścigowego”. Pełne uzasadnienie wyroku wobec Sebastiana Majtczaka
Opublikowano
2 godziny temu-
przez
luzPrezentujemy pełne uzasadnienie wyroku Sądu Rejonowego w Piotrkowie Trybunalskim, który skazał Sebastiana Majtczaka za spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 na maksymalną karę ośmiu lat pozbawienia wolności.

Uzasadnienie wygłoszone przez sędzię Renatę Folkman 21 października 2026 r. w sądzie (ze względu na dobro rodzin poszkodowanych usunęliśmy szczegółowe fragmenty dotyczące obrażen ofiar odnotowane po sekcji zwłok):
Obecnych na tej sali było wielu ludzi, którzy zostali zaangażowani w wyjaśnienie tej sprawy. Byli wśród nich świadkowie tak naoczni zdarzenia, jak i z pojazdów wyprzedzanych przed zdarzeniem przez oskarżonego. Byli też funkcjonariusze ze służb, którzy prowadzili na miejscu czynności z zakresu swoich kompetencji. Straż pożarna – tak ochotnicza, jak i państwowa. Policja. Byli w końcu i biegli, którzy zbadali rzeczowe ślady zdarzenia, a w oparciu o nie odtworzyli przebieg wieczoru 16 września 2023 roku na autostradzie A1 pod Piotrkowem przed godziną 20. Urząd prokuratorski przedstawił też wraz z aktem oskarżenia bardzo obszerną dokumentację zgromadzoną na etapie śledztwa.
Dokumentacja częściowo była też poszerzana w toku postępowania sądowego. Co z materiału tego wynika?
Otóż wynika, że jedynym winnym, a więc i odpowiedzialnym za ten dramat, jaki rozegrał się 16 września 2023 roku przed godziną 20 na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego na wysokości miejscowości Sierosław jest oskarżony Sebastian Majtczak. Jedynie oskarżonego obciąża to zdarzenie i tragiczne jego skutki, a skutki to śmierć całej rodziny młodych, bo nie mających jeszcze 40 lat ludzi, Patryka i Martyny Białych oraz ich pięcioletniego syna Oliwiera.
Wyłącznie działania oskarżonego do zdarzenia tego doprowadziły. Patryk Biały kierujący pojazdem Kia Proceed nie tylko nie mógł uniknąć tego zdarzenia, ale też do samego końca nie miał świadomości nadciągającego śmiertelnego zagrożenia, jakim był kierujący BMW 850 oskarżony. A jakie to były działania oskarżonego, które finalnie zaskutkowały zdarzeniem 16 września 2023 roku?
Otóż, po pierwsze, zlecił on w użytkowanym przez siebie samochodzie BMW M850i chip tuning, jaki miał zwiększyć moc silnika z mocy fabrycznej 530 km do 650 KM oraz zdjęcie fabrycznie montowanego przez producenta tegoż pojazdu ogranicznika prędkości maksymalnej na poziomie 250 km/h.
Czynność zlecona została wykonana zresztą dwukrotnie, bo kiedy pojazd trafił w tak zwanym międzyczasie do autoryzowanego serwisu BMW, przywrócono w nim ustawienia fabryczne. A do czego te usprawnienia były oskarżonemu potrzebne? Potrzebne były do jazdy z prędkością wyścigową po drodze publicznej, czego ta sprawa dowiodła. Oskarżony bowiem, wykorzystując drogę publiczną, zamiast się udać na dedykowany takim ekstremalnym eksperymentom tor wyścigowy Formuły 1, sprawdzał, ile uda się maksymalnie wydobyć prędkości z tunigowanego BMW M850i. A więc jaka jest, tak przerobionym wbrew fabrycznym zabezpieczeniom producenta pojazdu, prędkość maksymalna możliwa do osiągnięcia.
Nie wiadomo oczywiście ile tego rodzaju eksperymentów wcześniej oskarżony zdołał skutecznie przeprowadzić, poza tym jednym jaki na pewno został ujawniony, bo niestety zakończył się tragedią, która kosztowała życie całej trzyosobowej rodziny Białych. Jeden z pracowników oskarżonego, który parokrotnie podróżował z nim służbowo, powiedział tu na sali, że jeździli z prędkością ponad 200 km na godzinę, kiedy się tylko dało, było to kilka razy, a raz nawet była to prędkość 304 km na godzinę, kierowcą zawsze był oskarżony.
Oskarżony jadąc w dniu 16 września 2023 roku z maksymalnie wciśniętym pedałem przyspiesznika, potocznie określonego pedałem gazu, rozwijając przez to prędkość przekraczającą 300 km/h. I tu biegli podają przedział od 315 do 320 km/h i mówią przy tym, że jest to prędkość, jaką rozwija samolot pasażerski podczas startu, ale i pojazdy uczestniczące w wyścigach, profesjonalnie do tego zaprojektowanych i przygotowanych torach wyścigowych. A zatem oskarżony jadąc z maksymalnym do osiągnięcia tym stuningowanym samochodem prędkością, właśnie wskutek tej prędkości jadąc jednak drogą publiczną, bo nie torem wyścigowym, utracił panowanie nad prowadzonym pojazdem BMW M850 i którego masa to 2 tony.
Natomiast jadący drogami publicznymi ich użytkownicy mają prawo liczyć, że pozostali użytkownicy drogi zachowają się z poszanowaniem zasad i przepisów ruchu drogowego, to jest, że będą poruszać się z prędkością dopuszczoną przepisami, w tym wypadku autostradową, nie wyścigową.
Zatem Patryk Biały, kierujący tego dnia pojazdem Kia Proceed, wioząc swoją rodzinę z wakacji nad Bałtykiem do domu w Leszkowie, mijając okolice Łodzi, potem zbliżając się do Piotrkowa Trybunalskiego, jechał z prędkością autostradową, bo nie przekraczał 140 km na godzinę, jego prędkość była rzędu 135 km na godzinę. Jechał z włączonym tempomatem, środkowym pasem ruchu, zbliżając się na wysokość miejscowości Sierosław przed Piotrkowem Trybunalskim.
Na tylnej kanapie pojazdu za Patrykiem Biały siedziała jego żona Martyna, a obok w foteliku ich 5-letni syn Oliwier. Wracali do domu, gdzie czekali na nich rodzice. Martyna Duda Biały z drogi kontaktowała się ze swoją matką, informując, że za około 2 godziny powinni już dotrzeć do domu.
Było to około godziny 19.30. W tym czasie, w tym samym kierunku i tą samą drogą, autostradą A1, jechał oskarżony Sebastian Majtczak, który testował osiągi swojego samochodu. Prezentował je też swoim dwóm kolegom, którzy byli jego pasażerami. Jechał od strony Łodzi, z której ruszył, lewym pasem ruchu, migając po drodze światłami drogowymi innym uczestnikom ruchu, którzy poruszali się w tym samym kierunku, lecz zjawisko to zaobserwowali również uczestnicy ruchu drogowego jadący z przeciwnego kierunku.
Pojazdy ustępowały przed BMW M850i prowadzonym przez oskarżonego. Przed Piotrkowem Trybunalskim autostrada A1 ma po trzy pasy ruchu na jezdniach w obu kierunkach, jadąc lewym pasem ruchu z prędkością przekraczającą 300 km na godzinę, wedle opinii biegu z prędkością między 315 a 329 km na godzinę, wciśniętym w 100 proc. pedałem przyspiesznika, podobnie po otoczni gazów, oskarżony Sebastian Majtczak stracił panowanie nad pojazdem i zaczął zjeżdżać na środkowy pas ruchu, którym akurat w tym miejscu jechał ze stałą prędkością nieprzekraczającą 140 km na godzinę i w ruchu prostolinijnym samochód Kia Proceed kierowany przez Patryka Biały.
Jedną sekundę przed zderzeniem oskarżony zmniejszył do 51 proc. nacisk na pedał przyspiesznika w pojeździe BMW M850, a na pół sekundy przed zderzeniem zwolnił ten pedał całkowicie. Nastąpiła aktywacja hamulca roboczego przez oskarżonego na pół sekundy przed zderzeniem z możliwością, z możliwą wcześniejszą aktywacją hamulca przez systemy wspomagające.
Bezpośrednio przed zderzeniem pojazd BMW znajdował się w fazie intensywnego hamowania połączonego ze zmianą warunków kierunkowych ruchu, czyli tracił ostateczność kierunkową. W konsekwencji pojazd BMW kierowany przez oskarżonego uderzył przy prędkości rzędu 250 kilometrów na godzinę. Prawą przednią stroną BMW w tylną część samochodu Kia po jego lewej stronie.
Zderzenie miało charakter wysoko energetycznego uderzenia w tył Kia ze składową boczną od lewej. Do zderzenia doszło na środkowym pasie ruchu, czyli na pasie, jakim poruszała się kija.
Na skutek uderzenia w pojeździe Kia doszło do istotnego odkształcenia jego tylnej lewej części, czyli tej części, gdzie w pojeździe znajdował się w szczególności bak paliwa. Doszło do destrukcji i wyrwania zespołu zawieszenia tylnego lewego.
Po uderzeniu pojazd Kia przyspieszył i sunął z prędkością rzędy 147 do 153 kilometrów na godzinę, trąc jednocześnie elementami konstrukcyjnymi pojazdu o jezdnię. Tarcie elementami konstrukcyjnymi pojazdu kija o nawierzchnię jezdni dało zarzewie pożaru, który chwilę potem po zatrzymaniu pojazdu przy barierze drogowej rozprzestrzenił się błyskawicznie na cały pojazd. Pojazd Kia po uderzeniu przez pojazd BMW najpierw uderzył w barierę ochronną, a następnie ruchem postępowo obrotowym przemieścił się zgodnie z uprzednim kierunkiem jazdy i pokonał jeszcze około 200 metrów, gdzie finalnie zatrzymał się przy barierze ochronnej w położeniu przeciwnym do pierwotnego kierunku jazdy.
Kierujący dwoma innymi pojazdami, którzy chwilę wcześniej zostali wyprzedzeni przez oskarżonego i dojechali, gdy pojazd Kia już zatrzymał się przy barierach ochronnych i zaczynał się rozwijać pożar, zatrzymali się. Podbiegli z gaśnicami do pojazdu Kia, próbowali ratować znajdujących się wewnątrz Patryka, Martynę i Oliwiera Białego. Próbowali się dostać do wnętrza pojazdu, ale drzwi okazały się zakleszczone.
Wybili więc szybę w prawych przedmiotach pojazdu. W środku było już pełno dymu. Z wnętrza pojazdu Kia dochodził wówczas głos Martyny Duda Białej, proszącej, żeby im pomóc, żeby ich ratować.
Od dobiegnięcia świadków do pojazdu Kia, wybicia jednej z szyb, do wybuchu z całą siłą pożaru, który natychmiast objął cały pojazd, upłynęły sekundy nie dające szans na ratunek. Jednocześnie posiadane przez kierowców w pojazdach obowiązkowe gaśnice samochodowe okazały się zupełnie nieprzydatne wobec tak gwałtownego i masywnego pożaru, który błyskawicznie rozprzestrzenił się na cały pojazd Kia Proceed, zmuszając do ewakuacji wszystkich, którzy zatrzymali się na ratunek.
Dopiero później, kiedy zastępcy Straży Pożarnej zakończyły swoją akcję gaśniczą i przystąpiono do wydobycia ciał podróżujących pojazdem kija Profit, okazało się, że były one zakleszczone, zwłaszcza ciało Martyny Duda Biały. Do tego stopnia, że straż pożarna musiała użyć specjalistycznego sprzętu do wycinania fragmentów spalonego i zdeformowanego pojazdu Kia Proceed, aby móc wydobyć ciała, zwłaszcza ciało Martyny Duda Białych.
Biegły, który wykonał następnie sekcję zwłok rodziny Biały, stwierdził, że przyczyną zgonu każdego z nich był wstrząs termiczny spowodowany zapaleniem pojazdu po uderzeniu w przeszkodę w stałą. Stwierdził też, że w drogach oddechowych Patryka i Oliwiera Białych nie było drobin sadzy. Natomiast w drogach oddechowych Martyny Duda Białych, Biegły stwierdził pojedyncze drobiny sadzy. Świadczy to jednoznacznie, że w chwili wybuchu pożaru z pewnością Martyna Duda Biały jeszcze żyła.
Natomiast w pojeździe BMW po zderzeniu wybuchły poduszki. Pojazd poruszał się ruchem postępowo-obrotowym, rotował, uderzył w barierę ochronną, gdzie odpadło prawe przednie koło. Dalej rotował, po czym zatrzymał się przodem w kierunku jazdy na granicy pasów prawego i środkowego około 400 metrów od miejsca zderzenia.
Sebastian Majtczak wyszedł z pojazdu o własnych siłach, nie odniósł obrazu ciała. Jego pasażer z fotela obok kierowcy Patryk K. także wydostał się z pojazdu o własnych siłach. Doznał obrażeń ciała na czas poniżej siedmiu dni. To jest lekkich.
Natomiast pasażer z tylnej kanapy Arkadiusz N., który miał niezapięte pasy bezpieczeństwa i który podczas zderzenia pojazdów przeleciał z tylnej kanapy do przodu i wylądował między fotelami, a częściowo też na osobach siedzących z przodu, doznał obrażeń ciała na czas powyżej siedmiu dni. Finalnie wszystkie osoby podróżujące BMW kierowane przez Sebastiana Majczaka wydostały się z pojazdu i na zewnątrz oczekiwały na przyjazd służb.
Oskarżony natomiast przedstawił tu wersję zdarzenia, w jakiej to Patryk Biało miał mu zajechać drogę, zjeżdżając ze środkowego pasa na lewy wprost przed jego samochód, nie dając mu szans na jakiekolwiek reakcje obronne.
Co do prędkości, to twierdził, że jechał 170 km/h. Finalnie przyznał, że mogło to być w granicach zbliżonych do 200 km/h, lecz nie więcej. Taki przebieg zdarzenia całkowicie wykluczyli opiniujący w sprawie biegli – Michał Krzemiński, który zbadał rejestratory zdarzeń drogowych, czyli EDR-y zapisujące reakcje pojazdu i kierowcy z uczestniczących w zderzeniu pojazdu, a także zespół biegłych – Marek Długosz i Bogusław Śleziak, którzy przeanalizowali rzeczowe ślady i krok po kroku w sposób klarowny, rzeczowy, niezwykle szczegółowy, wewnętrznie spójny odtworzyli przebieg zdarzenia.
W oparciu o tę opinię sąd ustalił stan faktyczny, czyli przebieg tego zdarzenia, jaki został tu dziś przedstawiony, a który zdecydował o uznaniu wyłącznej winy oskarżonego za zaistniałe zdarzenie drogowe, skutkujące śmiercią Patryka Martyny i Oliwiera Białych.
Dlaczego wersja oskarżonego nie zasługuje na akceptację? Dlatego, że całkowicie obala ją opinia biegłych, którzy przeanalizowali wszelkie aspekty tej sprawy kompleksowo, czyli przy uwzględnieniu wszystkich zgromadzonych wyczerpująco dowodów.
Oskarżony w swoich wypowiedziach co do przyczyn i przebiegu tegoż zdarzenia zupełnie marginalizuje temat rozwijanej przez BMW prędkości, sam określając ją na poziomie na pewno nie przekraczających 200 km/h. Oczywiście biegli w prędkość te wykluczyli kategorycznie i uargumentowali to szeroko, logiczniej z odniesieniem się do wszystkich dowodów.
Oskarżonemu jakby umyka z pola widzenia, co powiedzieli wszyscy świadkowie tej sprawie, którzy byli przez niego wyprzedzani tego wieczora tuż przed tym zdarzeniem. Otóż z relacji tych wszystkich świadków zgodnie wynika wersja, iż oskarżony jechał bardzo, bardzo szybko. Tak szybko, że albo w ogóle nie potrafili określić, co ich wyprzedziło, aż do momentu, kiedy potem zobaczyli już pozderzeniowe pojazdy stojące na drodze, albo opisywali jazdę oskarżonego w ten oto sposób, że mają zwyczaj często spoglądać w lusterka wsteczne i boczne, jednak pojazdu oskarżonego w nich w ogóle nie widzieli, aż do momentu, kiedy ich niespodziewanie wyprzedził lewym pasem ruchu.
Byli też tacy świadkowie, którzy komentowali na bieżąco jazdę oskarżonego, dostrzegając jego ruch po drodze w lusterkach, zaraz coś się stanie i okazało się, że mieli rację. Byli i tacy, co opisali jazdę oskarżonego w ten sposób, że kiedy on ich wyprzedził, to czuli jakby oni sami niemalże stali, choć poruszali się z maksymalną prędkością autostradową. W końcu byli i tacy świadkowie, którzy wyprzedzeni przez oskarżonego ruch jego pojazdu określali, że był odgłos, jakby samolot przeleciał.
Do tych słów świadków, zgodnych przecież w swoich opisach co do prędkości pojazdu BMW M850i, oskarżony w ogóle się nie odnosił w zaprezentowanej wersji zdarzenia, marginalizując te kwestie zarzucając biegłym błędne zaopiniowanie w tym i nie tylko w tym zakresie. Tymczasem twierdzenia oskarżonego o jego prędkości są zupełnie w tej sprawie odosobnione. Żaden z racjonalnych dowodów tego nie wspiera.
Nawet koledzy oskarżonego, którzy przecież jechali razem z nim, zeznali, że albo w ogóle nie mają wiedzy na temat przebiegu zdarzeń tamtego wieczora z powodu ilości spożytego alkoholu. Tak twierdził Arkadiusz N., który był pasażerem na tylnej kanapie, dodając, że ufał oskarżonemu, który utrzymuje, że to kija jemu zajechała drogę albo też w zasadzie niczego nie widzieli, bo byli i po alkoholu i zapatrzeni w swój telefon. Tak twierdził Patryk K., siedzący obok oskarżonego na przednim fotelu pasażera, który też powoływał się na lukę w swojej pamięci, w swoim wypadku pamięci.
Takie zeznania niczego merytorycznego do sprawy nie wniosły. O ile bowiem świadkowie mogli próbować budować swój przekaz o wypadku na swojej dobrej opinii o oskarżonym jako kierowcy i zaufaniu do niego, jednocześnie zasłaniając się ilością spożytego alkoholu, lukami pamięciowymi, finalnie zupełną niewiedzą co do przebiegu zdarzenia, o tyle sąd ma obowiązek zrekonstruować przebieg zdarzeń na podstawie wiarygodnych i konkretnych w tym przekazie dowodów.
Za takowe należało uznać w tej sprawie opinię wyżej wymienionych biegłych, ale i wskazane wcześniej zeznania świadków z pewnością w zakresie wyścigowej wręcz prędkości rozwijanej przez oskarżonego, zwłaszcza, że prędkość ta znajduje odzwierciedlenie w prędkości odczytanej przez biegłego Michała Krzemińskiego z rejestratora zdarzeń drogowych pojazdu BMW M850 i znajduje też potwierdzenie w opinii biegłych, którzy zrekonstruowali wypadek, to jest Jakuba Czuryło, Marka Długosza i Bogusława Śleziaka.
Nie może też zostać w tej sprawie pominięte zeznanie jednego z pracowników oskarżonego, a zgłoszonego przez prokuraturę już na etapie postępowania sądowego, który przyznał, że kiedyś wcześniej tym samym pojazdem BMW, który następnie uczestniczył w zdarzeniu, jechał z oskarżonym z prędkością 304 km/h, a jeszcze kilka razy jechali z prędkością powyżej 200 km/h. Każdorazowo kierował oskarżony.
Zeznania te dokumentują, że oskarżony nie jeden raz, bo na pewno już wiadomo, że co najmniej dwa razy jechał po drodze publicznej, jaką jest autostrada, samochodem, samochodem dedykowanym do jazdy szosowej, jak samochodem wyścigowym po torze wyścigowym. Nie odniósł się, marginalizując kwestię prędkości, kwitując o krótkim stwierdzeniem, że jechał mniej więcej jak 200 km/h w dniu zdarzenia, podczas gdy przeczą temu wszystkie zebrane i układające się w logiczną całość dowody.
Oskarżony też tłumaczył tu na rozprawie, że światłami drogowymi na innych kierujących nie mrugał, że to samoczynna funkcjonalność jego pojazdu.
Otóż również zeznań świadków wyprzedzanych tego wieczoru przez oskarżonego, ale i nawet świadków jadących z przeciwnego kierunku ruchu wynika zgodnie, iż ewidentnie oskarżony mrugał światłami drogowymi, dając jednoznacznie sygnały wzywające do ustąpienia mu drogi na zajmowanym przez niego lewym skrajnym pasie, co zresztą się działo.
Także z opinii biegów Jakuba Curyło, Marka Długosza, Bogusława Śleziaka wynika, że także na monitoringu w szczególności autostradowym uwidocznione zostało, jak pędzący ze znacznie większą od szybkich pozostałych samochodów pojazd mruga światłami drogowymi, dając sygnały do ustąpienia mu drogi.
Oskarżony, mówiąc o powodach czyt tuningowania użytkowanego przezeń pojazdu BMW M850i tłumaczył bardzo enigmatycznie, że chodziło tylko o poprawę wydajności silnika pojazdu.
Otóż fakt, że autoryzowany serwis BMW po wykryciu chip tuningu połączonego ze zdjęciem ogranicznika prędkości maksymalnej do 250 km/h przywrócił ustawienia fabryczne, po czym zresztą oskarżony zlecił wykonanie tej usługi ponownie, świadczy o jednoznacznie negatywnym nastawieniu producenta pojazdu do tego rodzaju ingerencji w fabryczne oprogramowanie pojazdu. Sam oskarżony zresztą też nie próbował nawet tłumaczyć, czemu miała służyć poprawa wydajności silnika, który fabrycznie był zaprogramowany do do rozwijania prędkości do 250 km/h, skoro na drogach w naszym kraju prędkość maksymalna to 140 km/h, a są przecież kraje, gdzie prędkość ta jest i niższa. Owszem, są i takie, gdzie dopuszcza, gdzie dopuszcza się ujeżdżenie z prędkością z prędkościami przekraczającymi górne limity w naszym kraju, ale i tak muszą to być prędkości bezpieczne dla dróg publicznych.
W końcu oskarżony nie odniósł się do słów swojego pracownika, tego samego, któremu zapewnił podróż służbową z prędkością 304 km/h, z których wynika, że w dzień następny po zdarzeniu pozostającym przedmiotem o sądu w tej sprawie, oskarżony wraz z tymże właśnie pracownikiem pojechali na uprzednio zaplanowany zagraniczny wyjazd służbowy na Węgry.
Z tym, że innym samochodem – Audi, bowiem BMW było rozbite, a kierującym w tej podróży pozostawał oskarżony, który nie poinformował zresztą swojego pracownika, że ma zatrzymane przez policję dnia poprzedniego bezpośrednio po wypadku prawo jazdy. A na pytanie pracownika, czy oskarżony może jechać, biorąc pod uwagę zdarzenia z dnia poprzedniego, oskarżony odpowiedział, że tak.
Oskarżony swoją postawę tłumaczy obowiązkowością, tak też tłumaczył w swój wyjazd do Niemiec kilka dni po zdarzeniu. Z punktu widzenia obiektywnego, do której to oceny sąd jest zobligowany, takiej postawy nie sposób na pewno zakwalifikować jako obowiązkowości. Obowiązkowość, skoro już na tę cechę powoływał się oskarżony, nakazywała w tym konkretnym wypadku zastosować się po pierwsze do zatrzymania prawa jazdy i nie uczestniczyć jako kierujący w ruchu drogowym. Oskarżony zaś nie tylko pojechał 17 września 2023 roku jako kierujący na Węgry, lecz ze zdjęć w monitoringu drogowego, a załączonych do akt sprawy przez policję na wczesnym etapie śledztwa, kiedy to rozpoczęły się, rozpoczynały się dopiero poszukiwania za oskarżonym, wynika, iż jako kierujący poruszał się też drogami, opuszczając Polskę i wręcz się do Niemiec.
Po wtóre, obowiązkowość nakazywała bezwzględnie pozostać i wyjaśnić powody tragedii z 16 września 2023 roku, bo skoro zginęli w niej ludzie, to inne kwestie, w szczególności przywoływane przez oskarżonego służbowe, w sposób naturalny schodziły na plan dalszy. Ta postawa oskarżonego wpisuje się w obraz respektowania przezeń powszechnie obowiązujących wszystkich obywateli i pozostałych mieszkańców naszego kraju w zasadach tych przepisów i zasad ruchu drogowego. Pokazuje też, iż oskarżony uwypukla okoliczności, które uważa za korzystne dla siebie, zupełnie pomijając pozostałe okoliczności.
Dowodzi to dobitnie, że oskarżony nie przekazuje rzeczywistego obrazu sprawy, lecz obraz z selektywnie i starannie dobranymi fragmentami całości, które mają uwiarygodnić zaprezentowaną przezeń wersję co do tego, że on jechał poprawnie, no może minimalnie przekraczając dozwoloną administracyjnie prędkość, ale nadal bezpiecznie. Zaś zdarzenie spowodował inny kierujący pojazdem Kia Proceed, czyli Patryk z Biały, który z niewyjaśnionych powodów zjechał tuż przed pojazd BMW M850i, doprowadzając do zderzenia i dalszych tragicznych skutków.
Wersji tej jednak przeczą pozostałe wiarygodne dowody, ale szczególnie wyczerpujące, wszechstronne, rzeczowe, logiczne opinie biegłych, którzy przeanalizowali rejestratory zdarzeń drogowych z wypadkowych pojazdów, ale i dokonali analizy pozostałych dowodów, w tym śladów rzeczowych. Następnie zrekonstruowali przebieg zdarzeń 16 września 2023 r. przed godziną 20 na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego.
Oskarżony dysponując tuningowanym samochodem i po zdjęciu fabrycznie blokującego prędkość na 250 km na godzinę ogranicznika prędkości, jadąc autostradą z prędkością pojazdu wyścigowego, w ten sposób skrajnie rażący, łamał przepisy ruchu drogowego i wszelkie zasady regulujące bezpieczeństwo w tym ruchu.
Przewidywał, że stwarza zagrożenie dla innych użytkowników tej drogi publicznej, nie toru wyścigowego. Licząc na swoje umiejętności kierowcy wsparte cechami pojazdu BMW M 850 i jakim dysponował, rażąco lekkomyślnie zakładał, jak przy wcześniejszej próbie jeździe z prędkością 304 km/h ze swoim pracownikiem, nic się nie stanie. Traktując drogę publiczną, jak tor wyścigowy doprowadził do zderzenia pojazdu, które pozbawiło życia Patryka, Martyny i Oliwiera Białych.
Takie zachowanie oskarżonego wedle Kodeksu Karnego kwalifikowane jest jako wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym. To jest przestępstwo z artykułu 177 paragraf 2 KK, a z uwagi na obrażenia Arkadiusza N., także z paragrafu pierwszego artykułu 177, ponieważ czyn ten miał miejsce w dniu 16 września 2023 roku, czyli przed zmianami prawa karnego zaostrzającymi odpowiedzialność w szczególności sprawców zdalnych drogowych, które to zmiany weszły w życie z początkiem października 2023 roku, a kolejne z początkiem tego roku, to z mocy artykułu 4 paragraf 1 KK sąd zobligowany był zastosować w związku z oskarżonego przepisy obowiązujące w dacie zdarzenia.
Na dzień 16 września 2023 roku czym, jakiego dopuścił się oskarżony, czyli wypadek ze skutkiem śmiertelnym, zagrożony był karem do ośmiu lat pozbawienia wolności i taką też karę sąd oskarżonemu wymierzył.
Sprawa ta pokazuje, że w delegę ferenda zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawę do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dotyczące bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się na drodze takiego kierowcy. Na dzień dzisiejszy bowiem czyn, za jakie odpowiada w tej sprawie oskarżony zagrożony jest karą do 10 lat pozbawienia wolności.
Sprawa niniejsza może też stanowić przyczynę do dyskusji i w konsekwencji rozważenia, czy tego rodzaju ingerencja w ustawienia fabryczne pojazdów, jak chip tuningowany z jednoczesnym zdjęciem fabrycznego ogranicznika prędkości maksymalnej, już i tak ustawionej na poziomie wysokim, bo niebezpiecznej prędkości z punktu widzenia ruchu drogami publicznymi, winna być przez prawo pomijana, czy też winna zostać spenalizowana jako zabroniona pod groźbą kary. Skoro bowiem w pojedzie są fabryczne zabezpieczenia producenta właśnie przed rozwijaniem nadmiernych prędkości w warunkach do tego nieprzewidzianych, czyli po drogach publicznych, to logika nakazuje przyjąć, że zabezpieczenia są z powodów znanych producentowi uwarunkowań konstrukcyjnych danego modelu pojazdu, z których to powodów dany model winien właśnie te zabezpieczenia i ograniczenia posiadać.
Z uwagi na rażące złamanie przez oskarżonego przepisów ruchu drogowego przekroczenie prędkości dopuszczalnej o ponad 100 proc., doprowadzenie przez to do śmierci trzech osób, sąd wymierzył oskarżonemu maksymalnie dopuszczalnych w porządku prawnym obowiązującym na dzień zdarzenia, a znajdujące obligatoryjne zastosowanie w tej sprawie z mocy artykułu 4 paragraf 1 KK, zakaz wprowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 15 lat.
Kiedyś jeden z naszych rodzimych reżyserów, a tworzących filmy od lat i oglądany nie tylko w naszym kraju, powiedział takie zdanie: „W życiu chodzi nie tyle nawet o szczęście, co o sens życia”. Chodzi o to, żeby życie miało sens. Otóż oskarżony swoją wyścigową jazdą z dnia 16 września 2023 roku pozbawił życia Patryka, Martynę i Oliwiera Białych, ale i w tym samym momencie podważył sens życia ich bliskich. Szczególnie rodziców Patryka i Martyny Białych, ale brata Martyny i Duda Biały po części również. Pozbawił ich bowiem nieodwracalnie możliwości spędzania z nimi czasu, cieszenia się wspólnymi chwilami, udzielania sobie wzajemnie wsparcia przez brata i siostrę, także jeszcze przez wiele lat po tym, kiedy doszłoby do naturalnej wymiany pokoleń. Obserwowania, jak Patryk i Martyna Biały radzą sobie z życiem, a ich syn Oliwier dorasta, kształci się i idzie w świat.
Śmierć osoby bliskiej zawsze wywołuje ból i poczucie pustki, jeśli jednak jest to śmierć całej rodziny – obojga dzieci i wnuka , to podważa sens życia, sens, który trudno może być potem odnaleźć.
W uwzględnieniu tych okoliczności obciążających w całości oskarżonego, sąd zasądził od oskarżonego na rzecz każdego z wykonujących w tej sprawie uprawnienia pokrzywdzonych, to jest na rzecz Waldemara i Elżbiety, małżonków Biały, Janusza i Małgorzaty, małżonków Duda oraz Władzeja Duda kwotę po 500 tys. zł na rzecz każdego z nich. Tytułem zadośćuczynienia za krzywdę wywołaną śmiercią ich bliskich utratą całej gałęzi rodziny w jednym wyjątkowo tragicznym zdarzeniu. Nie tylko stracili bliskich, lecz żyją ze świadomością w jakich tragicznych okolicznościach ponieśli śmierć ich bliscy.
Co do ograniczeń warunkowego przedterminowego zwolnienia, to mając na względzie okoliczności zdarzenia pozostającego przedmiotem osądu w tej sprawie, sąd określił, że oskarżony będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie po odbyciu trzech czwartych z orzeczonej kary pozwolenia wolności.
Stosownie do zasady, że uznany winnym oskarżony ponosi wszelkie wydatki postępowania, które na etapie całego postępowania wykłada tymczasowo Skarb Państwa, czyli faktycznie podatnicy, sąd orzekł o obowiązku zwrotu przez oskarżonego poniesionych przez Skarb Państwa wydatków w toku postępowania w tej sprawie.
Analogiczna zasada nakazywała zasądzić od oskarżonego na rzecz każdego z oskarżycieli posiłkowych poniesione przez nich koszty profesjonalnego zastępstwa procesowego jednego pełnomocnika w maksymalnej ustawowej stawce z uwagi na skomplikowany charakter sprawy i wywołany tym konieczny nakład pracy pełnomocnika z uwzględnieniem wszystkich terminów rozprawy, a także udział na etapie śledztwa.
oprac. luz




